KRS: 0000870180

Od kiedy pamiętam w moim domu zawsze była przemoc, alkoholizm, pełno nieznanych mi pijanych ludzi. Nie wiem, czy miałam wtedy choć jeden szczęśliwy dzień, zawsze brakowało mi miłości, nigdy nie widziałam rodziców przytulających się, zawsze była szarpanina, pobicia.

Kiedy przypominam sobie dzieciństwo, przed oczami mam zagubioną, smutną, przerażona dziewczynkę.

Zacznijmy od początku. Od pierwszego do piątego roku życia nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakichkolwiek wydarzeń, natomiast wiem, że od urodzenia była u mnie patologia.

Tata był recydywistą, a więc przez większość czasu przesiadywał w więzieniu.

Tęskniłam za nim i cieszyłam się jednocześnie, że go nie ma i nie skrzywdzi mamy. Kiedy był w domu jedyne co dało się wyczuć w powietrzu to totalne przerażenie. Siedziałam przy mamie wiedząc, że za chwilę tata pobije ją kolejny raz do nieprzytomności, że znowu będę musiała błagać go, aby przestał, bo ją zabije, płakać, krzyczeć, straszyć, że zrobię sobie albo jemu krzywdę. Psychicznie byłam wrakiem, 6-7 letnią dziewczynką, która wszystkie obowiązki przejęła po to, aby mamie było lżej, aby tata był zadowolony, że jest czysto, mimo że sam robił z naszego mieszkania melinę. Bałam się każdego dnia, nie wiedziałam co tym razem stanie się z mamą, czy będziemy miały coś do jedzenia, czy przeżyje.

Wtedy chciałam zniknąć, zabrać mamę ze sobą, ochronić ją, jednak nie byłam w stanie.

Nie mogłam nic zrobić. Widok krwi nie jest mi obcy, to była moja codzienność, dodatkowo dochodził strach o moje rodzeństwo, wszystkim musiałam się zająć. Rodziców często nie było w domu, jak byli to pijani i wtedy zaczynały się awantury, które kończyły się pobiciem mojej rodzicielki do takiego stopnia, że na ścianę pryskała krew.

Byłam również raz molestowana przez "wujka".

Nie wiem tak właściwie kim był ten człowiek, jakiś kolejny kolega od kieliszka mojego taty. Leżałam na łóżku, na podłodze spało kilkoro pijanych osób. Udawałam, że śpię, chciałam zniknąć. Nagle pod piżamą poczułam dużą, męską, ohydną rękę, usłyszałam głośne, dziwne oddechy. Kiedy otworzyłam oczy, żeby to przerwać zobaczyłam pijanego faceta, który robił sobie dobrze. Miałam dość. Czułam się okropnie. Po raz kolejny chciałam zniknąć. Mój tata wszedł akurat do pokoju i zobaczył co się dzieje, pobił faceta i wyrzucił go z domu, nie pamiętam jednak co było dalej. Nikomu o tym nie mówiłam, tata również później milczał.

Po kilku latach libacji moi rodzice mieli kuratora, kogoś komu prawdopodobnie zawdzięczam to, że żyję.

Nikt inny nie pomógł, nikt nie chciał widzieć cierpienia mojego rodzeństwa, mojego oraz mamy. Sąsiedzi wiedzieli co u nas się dzieje, jednak bali się taty. Kiedy kurator przychodził do domu wszystko było zawsze odpicowane, mama robiła porządki, w lodówce było jedzenie. Na co dzień byłam sama ze swoim młodszym rodzeństwem, w brudzie i bez jedzenia. Jednak kurator nie dał się zwieść, wiedział, że dzieje się u nas źle. Nie wiem, czy ktoś zna tak dobrze jak ja uczucie nienawiści i miłości do swoich rodziców, zawsze martwiłam się o mamę, mogłabym oddać za nią, mimo wszystko, życie.

Pewnego dnia wpadła do nas policja, mama zaczęła krzyczeć, żebyśmy się schowali, że nikt nas nigdzie nie zabierze.

Posłuchaliśmy jej, natomiast policjanci nie mieli problemu, aby nas ściągnąć z szafy czy wyciągnąć z pod stołu. Byłam oszołomiona, słyszałam krzyk mamy, wyrywałam się, aby zobaczyć co jej robią, bałam się, że już nigdy jej nie zobaczę. Pierwsze co usłyszeliśmy, to że zawiozą nas do babci, po zamknięciu drzwi w radiowozie powiedzieli, że jedziemy do domu dziecka. Płakałam, nie z powodu, że nas zabierają, na tamtą chwilę nie wiedziałam czym jest dom dziecka, ale ze strachu co będzie z mamą, że zostawiają ją samą z tatą, że nie będzie miał kto jej ochronić. Wszystko działo się tak szybko.

Kiedy dotarliśmy zrozumiałam, że to koniec tych widoków, patologii, alkoholizmu, ogarniania wszystkiego samemu, ale tęsknota i strach o mamy życie nie dawały mi spokoju.

Przez pierwsze miesiące w domu dziecka płakaliśmy wraz z moim rodzeństwem, pytaliśmy o mamę, kiedy nas zabierze, jednak to nigdy nie nastąpiło. Z biegiem czasu myślę, że to dobrze natomiast jako mała dziewczynka nie bardzo rozumiałam, że mogę zostać tam bez mamy, cierpiałam, bo wiedziałam, że nie będzie w stanie wygrać z alkoholizmem, strachem przed tatą.

Każdego dnia modliłam się o to, aby nic jej się nie stało.

Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się do życia w domu dziecka, miałam tam bardzo dużo wsparcia w wychowawcach, miłości, czułam się bezpiecznie. Mama odwiedzała nas tyle na ile mogła, tata odwiedził nas raz, dwa razy max. Najbardziej bolały mnie momenty, kiedy mieliśmy jechać do domu na przepustkę a mama nie przyjeżdżała po nas, mimo że było ustalone to dwa tygodnie wcześniej. Wtedy siedziałam wraz z rodzeństwem na parapecie z przyklejoną głową do okna i płakałam, że nas zostawiła, że nie możemy się z nią zobaczyć. Takich sytuacji było wiele, mama od zawsze traktowała mnie bardziej jako przyjaciółkę, aniżeli córkę, więc z każdym problemem dzwoniła do mnie, każdy swój smutek, ból przelewała na mnie. Wtedy myślałam, że to normalne. Patrzyłam na jej cierpienie, nie mogąc nic zrobić.

Moja mama związała się z innym mężczyzną po jakimś czasie od rozwodu z tatą, ten również okazał się być alkoholikiem, doczekała się z nim dzieci. Pamiętam, że wtedy byłam bardzo zła, bałam się, że te dzieci również trafią do domu dziecka.

Jeżeli chodzi o tematykę zaginięć, również mogę coś wspomnieć.

Pewnego dnia, kiedy siedziałam w swoim pokoju w domu dziecka, zadzwonił do mnie wujek. Powiedział, że nie mogą znaleźć mamy i mojego najmłodszego brata, że zabrała go i gdzieś wyszła nic nie mówiąc. Na początku byłam w szoku, później się rozpłakałam, chciałam jechać do miasta, w którym mieszkała moja mama, żeby ją szukać, ale nie mogłam, byłam za mała. Przez cały czas byłam w kontakcie z wujkiem, szukali jej wraz z facetem, z którym się związała. Cały czas siedziałam na telefonie czekając na jakąkolwiek informacje. W głowie miałam najgorsze myśli, że ktoś ją porwał, zabił a brata sprzedał na czarnym rynku. Nie mam pojęcia skąd przyszło mi to do głowy. Dzień w dzień czekałam na informację czy mamę znaleźli, jednak mijały 2 miesiące. Przez ten czas płakałam codziennie, zadręczałam się, ponownie zaczęłam myśleć, że już nigdy nie zobaczę jej oraz mojego kilkumiesięcznego brata.

Po 2-3 miesiącach mamę znaleźli u jakiegoś faceta pijaną, obok w wózku mojego brata, który był brudny, wygłodzony.

Okazało się, że przez ten czas piła codziennie, była w ciągu alkoholowym. Ta sytuacja była dla mnie na tyle traumatyczna, że kiedy tylko wracała do nałogu ja panikowałam, błagałam ją, żeby poszła na leczenie, za każdym razem płakałam, wpadałam w histerię.

Kiedy się zagłębiłam, dlaczego tak jest okazało się, że jestem DDA - dorosłym dzieckiem alkoholika.

Po tej sytuacji czułam się jak robot, wszystko robiłam automatycznie. Myślami byłam przy mamie, jednak już wtedy nie łudziłam się, że nas zabierze z domu dziecka. Wtedy dziękowałam Bogu, że nas zabrali, dziękowałam za to, że w końcu jestem bezpieczna, nie brakuje mi schronienia, jedzenia, dziękowałam za to, że nie muszę się już bać. Nikt natomiast nie rozumiał mojej tęsknoty i strachu o życiu mamy.

Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się do tych uczuć.

Nie jest dla mnie obce to, jaką krzywdę są w stanie wyrządzić sobie ludzie. Sytuacji było o wiele więcej, jednak ten list byłby zbyt długi gdybym miała wszystko opisać.

Kiedy w moim życiu wszystko się unormowało, kiedy ze wszystkim sobie poradziłam i byłam już w kilkuletnim związku przyszła kolejna bomba.

Zaczęło się od rozdrażnienia, upijania się a skończyło na próbach samobójczych. Tak bardzo chciałam wtedy umrzeć. Każdy dzień był katorgą. Chciałam tylko spać, nic nie czuć. Przy każdej kłótni z partnerem szantażowałam go, że coś sobie zrobię. Nie radząc sobie z emocjami krzywdziłam się, drapałam ręce do krwi, gryzłam się, nacinałam skórę nożyczkami, każdym ostrym przedmiotem, przynosiło mi to ulgę. Nie wiedziałam jak inaczej mam poradzić sobie z natłokiem myśli, z emocjami. Kiedy byłam zła stawałam się kimś innym, jakimś potworem.

Nadszedł dzień, kiedy po kłótni z partnerem zaczęłam sobie ciąć ręce. Szantażowałam go, że się zabije, tak bardzo chciałam wtedy czuć się zaopiekowana. I wiecie co? Nie wytrzymał i zadzwonił na 112.

Najpierw przyjechała policja, następnie karetka.

Byłam w ogromnym szoku, dla mnie to było tylko straszenie, a tu nagle miałam jechać do szpitala psychiatrycznego. Kiedy przyjechał medyk zapytał mnie czy pójdę sama czy mają zastosować środki przymusu, zapiąć w pasy. Mój partner był w takim samym szoku jak ja. Nie wiedział, że będą chcieli zabrać mnie do szpitala, na zewnątrz byłam twarda, ale wewnątrz cała się trzęsłam. Zapytał medyka czy może ze mną jechać, żeby przy mnie być. Mógł pojechać za nami.

Pojechał i wtedy, pomimo strachu co mnie czeka, wiedziałam, że mnie kocha, że nie muszę się martwić.

Przyjechałam do szpitala, weszłam do gabinetu, porozmawiałam z psychiatrą. Pokazałam jej ręce. Zapytała mnie czy chce zostać w szpitalu na obserwacji. Nie wyobrażałam sobie jak mogę pozostawić nagle studia, nie zgodziłam się. Na drugi dzień po tej akcji udałam się do psychiatry. Tam dowiedziałam się, że cierpię na depresję utajoną. Zostały mi przepisane leki. Przez 2 miesiące dochodziłam do siebie i w końcu poczułam, że wróciłam prawdziwa ja, spokojna, wrażliwa, empatyczna.

Co pozwalało mi przetrwać w tych wszystkich momentach?

Myślę, że jako dziecko wiele rzeczy, sytuacji wyparłam, ale ogromna miłość do mamy, pomimo tego całego zła, pozwoliła mi wierzyć, że kiedyś to się skończy. Miałam nadzieję na lepsze jutro. Biorąc na siebie obowiązki rodziców czułam się w jakimś stopniu ważna. Byłam potrzebna mojemu rodzeństwu. Myśl o nich sprawiała, iż wiedziałam, że nie mogę się poddać i muszę walczyć o nasze życie, szczęście.

Kiedy dochodziłam do siebie po depresji jedyne co trzymało mnie na tamten czas przy życiu to rodzina, mój partner i myśl o tym, że gdy się poddam nie będę mogła stworzyć swojej rodziny, nie będę mogła urodzić dziecka i go wychowywać.

Depresja próbowała zaćmić moje myślenie o przyszłości, natomiast dla mnie było na tyle ważne, że zawsze widziałam malutkie światełko, nadzieję na to, że musi być lepiej. Być może nauczyłam się tego już jako dziecko i z tego też powodu było mi łatwiej to światełko zauważyć. Poza tym kochałam i kocham życie – to najcenniejszy dar od Boga.

Chciałabym, aby każda osoba zmagająca się z depresją, zaburzeniami osobowości, myślami samobójczymi również zawsze widziała takie światełko, nadzieje na lepsze jutro. Proszę, nie poddawajcie się.

Mimo, że ZAWSZE czułam się gorsza od innych przez patologię, biedę, bycie wychowanką domu dziecka (choć nie ma w tym nic gorszącego), to dziś wiem, że jestem wartościową, silną kobietą.

Autor: Magda, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Fundacja Zaginieni oferuje do 12 bezpłatnych konsultacji psychologicznych, na które można umówić się pod adresem mailowym psycholog@fundacjazaginieni.pl. Z pełnym regulaminem zapoznasz się klikając tutaj.

Pan doktor może potwierdzić, że raz nawet rzuciłem się na niego, chcąc zregenerować swoje siły witalne za pośrednictwem jego krwi. Wyszedłem w tym rozumowaniu z zasady biblijnej „Albowiem krew, to życie”.

Bram Stoker, Drakula

Kim są a może bardziej, czym są żyjące nocą, łaknące ludzkiej krwi potwory, wszyscy dobrze wiemy.

Tak samo jak to, że nie istnieją. Chociaż tutaj, gdybyśmy zatopili się w historii tego mitu, zauważylibyśmy, że rozczłonkowując wampira spotykamy się z kilkoma jednostkami chorobowymi, które wyrosły w ciemnych czasach i stworzyły najsłynniejszego bohatera horroru. I owszem, rzadkie schorzenie, jakim jest porfiria, nie łączy się w żaden sposób z przerażającym krwiopijcą.

Ale już Syndrom Renfielda budzi takie skojarzenie.

Zwłaszcza, gdy poznamy historię pewnych wydarzeń z 1977 i 1978 roku w Kalifornii – czyli okresu, w którym Richard Chase zamordował sześć osób i następnie wypił ich krew.

Syndrom Renfilda inaczej znany jako wampiryzm kliniczny nie występuje ani w ICD 10[1] ani DSM-5[2] jako wyszczególnione przypadłość.  Jeśli już się pojawia do bardziej w obrębie urojeń występujących w schizofrenii[3] lub w kontekście parafilli (zaburzeń preferencji seksualnej). Nie zamienia to jednak faktu że syndrom ten jest fascynujący i działa na wyobraźnię.

Szukając definicji możemy się spotkać z rozumieniem wampiryzmu klinicznego jako: „wszelakich aktów seksualnych lub agresywnych występujących niezależnie od tego, czy dokonano odsysania krwi na zmarłym lub umierającym” albo „jako akt pobierania krwi z obiektu (zazwyczaj miłości) i odbieranie wynikającego z tego podniecenia seksualnego i przyjemności."

Trochę inaczej podszedł do tego H. Prins, tworząc klasyfikację syndromy Renfielda gdzie wyróżnił:

  1. Kompletny wampiryzm obejmujący spożycie krwi, aktywność nekrofilową i nekrosadyzm.
  2. Wampiryzm, w którym spożycie krwi lub spożycie martwego mięsa nie jest oczywiste, podobnie jak czysta nekrofilia[4].
  3. Wampiryzm bez udziału śmierci.
  4. Autowampiryzm, czyli spożywanie własnej krwi.

Obecnie w literaturze naukowej występuje kilka przypadków opisanie objawów występujących u pacjentów mogących sugerować syndrom Renfielda.

A wgłębiając się w historię Richarda Chase nasuwa się on od razu. Zwłaszcza, gdy zdamy sobie sprawę, że u Chase zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną.

Richard Chase urodził się 23 maja 1950 roku w Santa Clara County  w Kalifornii.

Jako syn Beatrice i Richarda Chase'a seniora. Pochodził z modelowej rodziny z Ameryki lat 50., w pewnych źródłach nawet można znaleźć określenie – typowa dysfunkcyjna rodzina z lat 50. Może to oznaczać, że występowały w niej problemy ekonomiczne lub przemoc.

Richard wychowywał się w ciężkich warunkach.

Często bił go ojciec, a także matka, która ze względu na chorobę psychiczną była niestabilna. On sam nierzadko będzie podkreślał przemoc ze strony matki. Niektórzy autorzy uważają, że problemy występujące w rodzinie Chase'a dołożyły cegiełkę do ukształtowania się go, a w pewnym stopniu stworzyły reakcję łańcuchową kończącą się morderstwami.

Inni natomiast negują to twierdząc, że w rodzinie Chase wcale nie dochodziło do skrajnych aktów przemocy. Na pewno można zaznaczyć, że Chase już od najmłodszych lat wykazywał zachowania niepokojące.

Od ok. 10 roku życia można było u niego zauważyć zestaw zachować obejmujących triadę Mcdonalda[5], czyli enurezę (mimowolne moczenie się), podpalanie i okrucieństwo wobec zwierząt.

Przed tym okresem Chase przez grono pedagogiczne i postronne osoby uważany był za miłe i dobre dziecko.

To właśnie na początku okresu adolescencji[6] zaczęły wykształcać się u niego fascynacja wobec ognia i zabijania zwierząt.  W pewnym momencie ilość zabitych zwierząt w sąsiedztwie Chase wzrosła do takiego poziomu, że brak zwierząt został zauważany przez sąsiadów.

Zachowanie Chase'a zrzucono na drugi plan.

W jego rodzinie zaczęły pojawiać się coraz większe problemy finansowe skutkujące w pewnym momencie koniecznością przeprowadzenia się do mniejszego domu. A później separacją jego rodziców.

We wczesnych latach liceum zaczęły pojawiać się pierwsze sygnały świadczące o rosnących w Chase problemach psychicznych.

W tym okresie zauważalne jest wycofanie społeczne, zmniejszenie dbałości o higienę i brak porządku w pokoju. Na dodatek wtedy rozpoczęło się eksperymentowania Chase'a z narkotykami. W tym okresie zauważamy także pojawienie się problemów alkoholowych oraz braku poszanowania dla prawa i problemy z erekcją.

Te ostatnie staną się przyczyną pierwszej wizyty u psychiatry w wieku 18 lat.

Jednocześnie lekarz nie uznał za konieczne umieszczenie Chase'a w szpitalu psychiatrycznym, mimo podejrzenia choroby psychicznej. Jedynie spróbował wytłumaczyć impotencję tłumieniem gniewu, który to miał być kierowany w kierunku kobiet.

Po tym czasie Chase spróbował swoich sił w college'u a także zatrudnił się w kilku miejscach.

Jednakże nigdy nie trwało to dłużej niż kilka dni. Jest to też moment, w którym Chase coraz mniej dba o siebie, jego włosy są coraz dłuższe a on chudszy niż wcześniej. Z każdym tygodniem uzależnienie od narkotyków się pogłębia, tak jak kiełkująca w nim schizofrenia.

Przykładem coraz bardziej rozwijającej się choroby jest chociażby podróż Chase'a do Utah, w trakcie której trafił do szpitala. Twierdził, że jego żołądek jest do góry nogami. Coraz wyraźniejsze urojenia skutkowały wizytą w szpitalu psychiatrycznym, gdzie wreszcie zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną

To właśnie po raz pierwszy na oddziale psychiatrycznym w Baverly Manor został okrzyknięty Drakulą.

Spowodowane to było tym, że Chase często mówił o krwi i zabijaniu królików. Kilkukrotnie znaleziono go ze śladami świeżej krwi na twarzy. Mimo tego, że pielęgniarki obawiały się pacjenta, w październiku 1976 roku Chase opuścił mury Baverly Manor.

Mimo początkowego radzenia sobie, dzięki pomocy rodziców choroba Chase po krótkiej remisji wróciła.

Urojenia i pociąg do krwi poskutkowały w sierpniu 1977 roku dziwną sytuacją. Policjanci znaleźli Chase'a nagiego i pokrytego krwią. W jego aucie znajdowała się butelka z czerwoną cieczą. Wyniki analizy potwierdziły, że krew należała do krowy. Zarzuty zostały oddalone a Chase zwolniony z aresztu.

Za cztery miesiące Richard Chase zabije swoją pierwszą ofiarę.

29 Grudnia był prawdopodobnie zwykłym dniem dla Ambrose Griffina.

Skończyły się święta Bożego Narodzenia, a za kilka dni miał być nowy rok. Nic niepokojącego nie zwiastowało wydarzeń tego dnia. 51 latek pojechał rano do sklepu zrobić niewielkie zakupy.

Gdy wróci do domu i zacznie je wypakowywać z auta Chase postrzeli go w szyje.

Ambrose Griffin umrze na swoim podjeździe w otoczeniu walających się na ziemi zakupów. Później dowiemy się, że Chase wyciął z gazety artykuł na temat morderstwa i go zachował.

Minął miesiąc, Sacramento pogrążone w zimnie już po mało zaczęło zapominać o śmierci Ambrosa Griffina. Nastał 23 stycznia, gdy Chase przechadzając się po sąsiedztwie włamał się do kilku domów.

W jednym z nich mieszka 22 letnia Theresa Wallin, jest w 12 tygodniu ciąży.

Planuje właśnie wyrzucić śmieci, gdy Chase przekręca klamkę i otwiera jej drzwi frontowe. Spojrzą na siebie, Chase postrzeli Theresę. Pierwsza kula trafia w jej prawą rękę, druga w czaszkę, a trzecia kula w lewą skroń. Następnie Chase gwałci kobietę, by później usunąć kilka narządów i wypić jej krew z pudełka po jogurcie.

27 stycznia 1978 roku, jedynie cztery dni po morderstwie Theresy Wallis, Chase wtargnął do domu przy Merrywood Drive 3207.

Tam zamordował cztery osoby:

  1. Pięćdziesięciodwuletniego Daniela Meredith, który został postrzelony w głowę.
  2. Trzydziestoośmioletnią Evelyn Miroth, która to została zabita i okaleczona, a następnie Chase usunął kilka jej organów i zgwałcił.
  3. Sześcioletniego Jasona Miroth, syna Evelyn. Został postrzelony w głowę.
  4. Dwudziestodwumiesięcznego Davida Ferreirę, którego ciało Chase zabrał ze sobą. Pokiereszowane zwłoki dziecka zostaną odnalezione 23 marca w kartonowym pudle na parkingu.

Richard Trenton Chase został złapany 28 stycznia.

Później dwóch psychiatrów przesłuchujących Chase'a stwierdzi, że nie okazywał wyrzutów sumienia ani poczucia winy. Do dokonanych przez siebie morderstw podchodził bez emocji.

Proces rozpoczął się 2 stycznia 1979 roku i trwał cztery miesiące.

Chase nie przyznał się do winy. Jego linią obrony była niepoczytalność, spowodowana chorobą psychiczną. Biegli Psychiatrzy uznali jednak że był poczytalny w trakcie dokonywania morderstwa.

8 maja 1979 roku Chase'a uznano za winnego i skazano go na karę śmierci.

Swoje ostatnie dni miał spędzić w murach więzienia stanowego San Quentin.  Jednakże 28 Grudnia 1980 Richard Trenton Chase popełnił samobójstwo zażywając wcześniej odkładane przez okres 3 tygodni leki, które przyjmował na depresję.

Richard Chase cierpiał na schizofrenię paranoidalną, był uzależniony od narkotyków, miał też rys zaburzeń osobowości.

Od okresu wczesnej adolescencji wykazywał niepokojące objawy sugerujące kiełkujące w nim problemy psychiczne. Mimo tego, że na swojej drodze trafił kilkakrotnie na oddział psychiatryczny to nie uchroniło to przed późniejszymi wydarzeniami.

Czy może to sugerować, że dłuższe osadzenie na oddziale nie dopuściłoby do morderstw?

Ciężko jednoznacznie to stwierdzić. Z jednej strony mamy osobę z widocznymi i silnymi urojeniami oraz problemami z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Z drugiej jednak biegli psychiatrzy uznali Chase poczytalnym. Samo zeznania Chase (przytoczone poniżej) w dużej mierze właśnie sugeruje świadomość tego, co się wydarzało.

Richard otwarcie mówi, że dopuścił się zabójstwa.

Jednocześnie zauważamy nie skupianie się na jednym wątku i poruszanie tematów w ogóle niezwiązanych z morderstwami. To sugeruje, że prawdopodobnie mamy do czynienia z ze zmianą treści myślenia, która jest jednym z charakterystycznych objawów schizofrenii.

 „Pierwsza osoba, którą zabiłem, była rodzajem wypadku. Mój samochód się zepsuł. Chciałem odejść, ale nie miałem transmisji. Musiałem dostać mieszkanie. Matka nie wpuściła mnie na Boże Narodzenie. Zawsze wcześniej pozwalała mi przyjść na Boże Narodzenie, zjeść kolację i porozmawiać z nią, moją babcią i siostrą. Tamtego roku nie wpuściła mnie, a ja strzeliłem z samochodu i kogoś zabiłem. Za drugim razem ludzie zarobili dużo pieniędzy i byłem zazdrosny. Byłem obserwowany i zastrzeliłem tę panią – wypuściłem z niej trochę krwi. Poszedłem do innego domu, wszedłem, była tam cała rodzina. Zastrzeliłem całą rodzinę. Ktoś mnie tam widział. Widziałem tę dziewczynę. Zadzwoniła na policję i nie byli w stanie mnie zlokalizować. Dziewczyna Curta Silvy – zginął w wypadku motocyklowym, tak jak kilku moich znajomych, i wpadłem na pomysł, że zginął przez syndykat, że był w mafii i sprzedawał narkotyki. Jego dziewczyna pamiętała o Curcie – próbowałem zdobyć informacje. Powiedziała, że ​​wyszła za kogoś innego i nie chce ze mną rozmawiać. Cały syndykat zarabiał na tym, że moja mama mnie otruła. Wiem, kim oni są i myślę, że można to ogłosić w sądzie, jeśli uda mi się zebrać wszystkie części, tak jak miałem nadzieję".

Autor: Martyna Tokarczyk, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: Füssli J. H., Nocna mara, Detroit Institute of Arts 1781

Bibliografia:

Baffling Documentaries, Serial Killer Richard Chase Documentary.

Jaffé P.D., DiCataldo F, Clinical vampirism: blending myth and reality, "The Bulletin of the American Academy of Psychiatry and the Law", tom 22, nr 4, 1994.

Nel, H.T., Richard Trenton Chase: A Psychobiography of the “Dracula Killer”, Bloemfontein 2014.

Seligman M.E.P., Walker E.F., Rosenhan D.l., Psychopatologia tłum. Gilewicz J., Wojciechowski A., Poznań 2013.

Stoker B., Drakula, tłum. Myśliwy A., Warszawa 2021.

Storey A., Strieter C., Tarr C., Thornton K. Richard Trenton Chase. "Dracula Killer". “The Vampire of Sacramento” Radford 2005.


[1] ICD 10 – międzynarodowa klasyfikacja chorób i procedur medycznych, stworzona przez Światową Organizacje Zdrowia.

[2] DSM-5 – klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa.

[3] Zaburzenia schizofreniczne charakteryzują się na ogół podstawowymi i charakterystycznymi zniekształceniami myślenia i percepcji oraz niewłaściwymi lub stępionymi afektami. Jasna świadomość i zdolności intelektualne zazwyczaj się utrzymują, chociaż z biegiem czasu mogą ewoluować pewne deficyty poznawcze. Do najważniejszych zjawisk psychopatologicznych należą echo myśli; wstawianie lub wycofywanie myśli; nadawanie myśli; urojona percepcja i urojenia kontroli; wpływ lub bierność; halucynacyjne głosy komentujące lub omawiające pacjenta w trzeciej osobie; zaburzenia myślenia i objawy negatywne (ICD 10).

[4]  Nekrofilia – zaburzenie preferencji seksualnych; stan, w którym bodźcem stymulującym seksualnie mogą być jedynie ludzkie zwłoki. Skłonność ta może być jednak wygeneralizowana do wszystkich obiektów, które danej jednostce kojarzą się ze śmiercią bądź zwłokami (np. śpiące osoby).

[5] Trójelementowy zestaw zachowań obejmujący enurezję, podpalanie i okrucieństwo wobec zwierząt. Współwystępowanie tychże zachowań w okresie młodości interpretuje się jako sygnał rozwijającej osobowości patologicznej lub antyspołecznej.

[6] Wiek młodzieńczy, okres, w którym rozpoczyna się dorastanie mniej więcej między 10/13 do 18/20 roku życia.

W Polsce, tak jak w innych krajach europejskich, obserwuje się zjawisko starzenia się społeczeństwa.

Jego wynikiem jest wzrost liczby osób starszych w naszym kraju. Seniorzy są szczególnie narażeni na doświadczenie przemocy zarówno ze strony rodziny, jak i osób obcych.

W ankiecie przeprowadzonej kilka lat temu 43% ankietowanych Polaków przyznało, że zna przypadek stosowania przemocy wobec osoby starszej. Wiele tych przypadków nie wychodzi jednak na jaw, bo dzieją się w zaciszu domowym.

Seniorzy najczęściej skarżą się na przemoc psychiczną.

Natomiast osoby pracujące ze starszymi ofiarami przemocy najczęściej zauważają przemoc w postaci zaniedbania i wykorzystywania materialnego. Rozbieżność tych opinii wynika z tendencji seniorów do ukrywania lub niezawiadamiania o takich formach przemocy. Trudności zachodzą też w obiektywnym diagnozowaniu przemocy przez personel.

Według Światowej Organizacji Zdrowia jedynie 6% przypadków złego traktowania osób po 60 roku życia jest zgłaszanych do instytucji.

Najczęstsze powody, dla których osoby starsze będące ofiarami przemocy milczą:

Seniorzy, jako osoby o słabszej kondycji, z mniejszymi możliwościami obrony stają się ofiarami przemocy i przestępstw zarówno od osób obcych jak i niestety bliskich.  Często dzieje się to w sferze ekonomicznej.

Przemocą ekonomiczną określa się działania, które prowadzą do uzależnienia finansowego od sprawcy.

Do działań takich zaliczamy między innymi: okradanie, uniemożliwienie podjęcia pracy, zmuszanie do zaciągania kredytów czy niezaspokajanie podstawowych potrzeb materialnych. 

Charakterystyczne dla przemocy ekonomicznej w rodzinie wobec ludzi starszych jest zarządzanie bez ich zgody dochodami.

Także kradzież, niszczenie przedmiotów, przymuszanie do prac domowych oraz zmuszanie do podejmowania niekorzystnych decyzji finansowych np. przepisywanie majątku, branie kredytów.

Przemoc ekonomiczna w rodzinie jest narzędziem manipulacji stosowanym przez sprawców.

Wprowadza ofiarę w stan podporządkowania i uległości. Zdarza się, że osoby starsze nie są w stanie same zarządzać gospodarstwem domowym i swoim budżetem. W takiej sytuacji zmuszone są powierzyć to innym osobom. Dodatkowo, gdy sprawca pochodzi z rodziny, seniorzy mają większą tendencję do ukrywania faktu bycia ofiarą przemocy.

Najbardziej popularną formą przemocy ekonomicznej, którą osoba starsza może doświadczyć od obcej osoby jest zabieranie pieniędzy.

Oprócz form klasycznych napadów czy włamań coraz popularniejsze wśród sprawców przestępstw są tzw. metody „na wnuczka” czy „na policjanta”.

W metodzie na wnuczka oszuści prowadzą rozmowę telefoniczną w ten sposób, by osoba starsza uwierzyła, że rozmawia z kimś z rodziny. Nakłaniają, by rozmówca sam podał swoje dane, które później oszust wykorzystuje. Następnie prosi o pilne udzielenie pożyczki. Po pieniądze ma się zgłosić ktoś inny np. dobry znajomy wnuczka lub też osoba starsza proszona jest o przelew.

Innym sposobem działania jest podszywanie się pod policjanta. Początkowo dzwoni ktoś podający się za osobę z rodziny. Ta rozmowa jest jednak szybko przerywana i po chwili dzwoni kolejna osoba, tym razem podająca się za funkcjonariusza policji. Prosi o pomoc w rozpracowaniu grupy przestępczej oszukującej seniorów. Zawsze należy pamiętać, że policja nie informuje osób postronnych o swoich działaniach. W przypadku jakichkolwiek podejrzeń, że dzwoniący może podszywać się pod osobę z rodziny bądź policjanta, należy jak najszybciej skontaktować się z policją, dzwoniąc na numer 997 bądź 112.

Instytucjonalna przemoc ekonomiczna przejawia się w nieuczciwych praktykach handlowych wobec seniorów.

Związana jest przede wszystkim z usługami finansowymi. Często seniorom sprzedaje się produkty i usługi niedopasowane do ich potrzeb.

Nadal problemy sprawiają zakupy na pokazach czy praktyki związane ze zmianą sprzedawcy prądu czy operatora telekomunikacyjnego.

Zdarza się, że przedstawiciele handlowi zatajają tożsamość przedsiębiorcy, dla którego pracują. Seniorzy nie są również informowani, że mają prawo rezygnacji z takich usług.

Starszym konsumentom oferuje się także nowoczesne urządzenia lub usługi wymagające zaawansowanej wiedzy technologicznej – tablety, smartfony, gromadzenie danych w „chmurze”. Seniorzy mają znaczną trudność z obsługą tego rodzaju produktów lub zdaniem wielu z nich – w ogóle nie są im potrzebne.

Problemem są też usługi premium, które aktywujemy przez wysłanie sms.

Często do zamówienia usługi dochodzi wbrew intencji konsumenta przez wprowadzenie go w błąd. Na przykład kiedy senior otrzymuje informację o konieczności usunięcia wirusa z telefonu lub wysłania sms, aby odebrał paczkę

Aby uniknąć tego typu sytuacji warto by seniorzy zastosowali kilka ważnych rad:

1. Nie kupuj bez namysłu.

Zanim kupisz, zweryfikuj informacje. Skonsultuj zakup z rodziną, poproś o wyszukanie parametrów oferowanych produktów w Internecie.

2. Nie wierz w darmowe prezenty.

Uważaj, ponieważ może się okazać, że aby dostać upominek, będziesz musiał kupić kosztowny produkt.

3. Nie daj wmówić sobie, że nie masz prawa.

Umowa zawarta w domu czy na pokazie to szczególny rodzaj transakcji – w takiej sytuacji masz więcej praw. Możesz odstąpić od umowy, ale masz na to 14 dni od otrzymania produktu. Wyślij towar na własny koszt za zwrotnym potwierdzeniem odbioru.

4. Bądź uważny – nie daj się manipulacji.

„Proszę odstąpić od umowy za tydzień, bo będzie już pani, która jest upoważniona do odbioru” – gdy zastosujesz się do takiej instrukcji, może się okazać, że przekroczysz termin na odstąpienie od umowy.

5. Nie ulegaj namowom.

Pamiętaj sprzedawcy wykorzystują wiele sztuczek, które mają skłonić cię do kupna produktu, nawet jeśli go nie potrzebujesz. Daj sobie czas na przemyślenie decyzji i skontaktuj się ze sprzedawcą następnego dnia.

6. Pamiętaj nie jesteś sam.

Skontaktuj się z rzecznikiem konsumentów lub oddziałem Federacji Konsumentów w swoim miejscu zamieszkania, jeśli nie wiesz jak napisać reklamację lub odstąpienie od umowy. Poradę otrzymasz także pod numerem telefonicznym 801 440 220 od poniedziałku do piątku, w godzinach od 8 do 18, oraz e-mailowo pod adresem porady@dlakonsumentow.pl Jeżeli natomiast jeżeli umowa jest zawarta z przedsiębiorcą zarejestrowanym w innym kraju to bezpłatnej pomocy udzieli Europejskie Centrum Konsumenckie pod numerem telefonu 22 55 60 118 oraz e-mailowo info@konsument.gov.pl

Przemoc ekonomiczna nie pozostawia widocznych, fizycznych śladów i przez to jest trudniejsza do rozpoznania.

Organizacje pozarządowe zajmujące się pomocą ofiarom tej przemocy podają, że główną przyczyną jej występowania jest nieznajomość przez seniorów swoich praw. Zatem zwiększanie wiedzy na temat praw i miejsc, w których można uzyskać pomoc, przyczynia się do walki z przestępczością ekonomiczną.

Autor: Krystyna Marcinkiewicz, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

W dzisiejszych czasach Internet jest nieocenionym narzędziem komunikacji.

Pomaga w nauce, rozwija zainteresowania, dostarcza wiedzy i rozrywki. Niestety niesie ze sobą również wiele zagrożeń.

Jednym z nich jest cyberprzemoc. Czym ona właściwie jest?

Cyberprzemoc to zachowanie agresywne, mające na celu krzywdzenie innej osoby przy użyciu nowoczesnych technologii informacyjno-komunikacyjnych (internet, telefon komórkowy). Agresja w sieci przybiera różnorodne formy i nazwy:

Według badań GfK Polonia dla Fundacji Dzieci Niczyje:

Młodzi ludzie będący ofiarami cyberprzemocy doświadczają wielu negatywnych konsekwencji, które utrzymują się długo po zakończeniu prześladowania. Są to m.in.:

Jak przeciwdziałać cyberprzemocy ?

Jeżeli dziecko zaczyna dopiero przygodę z Internetem, należy je uświadomić, że istnieje w nim problem agresji. Pamiętajmy, by uwrażliwiać je na innych ludzi, którzy wymagają szacunku w sieci tak samo, jak w kontaktach osobistych.

O czym jeszcze warto pamiętać ?

Nawet niewinny żart może być rodzajem cyberprzemocy, a na przemoc nie wolno odpowiadać tym samym. Jeżeli sprawa jest trudna należy skontaktować się ze specjalistami lub odpowiednimi służbami. W serwisach społecznościowych wszelkie rodzaje cyberprzemocy można zgłosić do administratorów. Należy także zwrócić się do administratora serwisu/strony z prośbą o usunięcie nienawistnych treści i zablokowania osoby atakującej. Większość serwisów oferuje specjalny formularz.

Warto też pamiętać, że gdy pada się ofiarą cyberprzemocy, należy zachować dowód np. zrobić zrzut ekranu, zachować SMS-y lub wiadomości.

Jeżeli popełniono przestępstwo, należy poinformować o tym policję, gdyż za stosowanie cyberprzemocy grozi odpowiedzialność karna.

Na rynku dostępny jest szeroki wybór programów oferujących możliwość kontroli rodzicielskiej.

Dzięki temu można przeglądać historię i w razie potrzeby zablokować dostęp do poszczególnych stron czy aplikacji. Istnieje też możliwość zablokowania danego numeru telefonu. W ten sposób nie tylko minimalizujemy ryzyko ataku w Internecie, ale także dbamy o bezpieczeństwo dziecka w świecie rzeczywistym.

Jednak nawet przy takich zabezpieczeniach nie zapominajmy o najprostszych rozwiązaniach. Podstawą powinna być rozmowa z dzieckiem i przekazanie mu wskazówek jak postępować korzystając z Internetu. Ważne jest towarzyszenie dziecku w jego odkrywaniu Internetu, a także rozmowy o tym, jakie sytuacje mogą się przydarzyć w sieci i jak się wtedy zachować.

Autor: Krystyna Marcinkiewicz, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

17 sierpnia 2022 roku minie dokładnie 25 lat od morderstwa, które miało miejsce w Górach Stołowych, blisko szczytu Narożnik.

Anna Kembrowska oraz Robert Odżga 17 sierpnia 1997 stali się ofiarami bezlitosnego zabójstwa. Podczas wędrówki szlakiem niebieskim, z miejscowości Duszniki Zdrój do Karłowa, niewykryci do dzisiaj sprawcy pozbawili ich życia, oddając dwa strzały w głowę Roberta oraz jeden strzał między oczy Anny. Było popołudnie, środek sezonu, dosłownie kawałek od głównego szlaku. Mimo to ich ciała znaleziono dopiero po 10 dniach.

Jak do tego doszło? Jaki był motyw zabójstwa? Kto mógł to zrobić?


Ta tragiczna historia do dzisiaj nie znalazła jednoznacznego rozwiązania. Nikt nie odpowiedział za morderstwo dwójki młodych, zakochanych ludzi, pełnych pasji, aspiracji i miłości do przyrody. Temat tej zbrodni poruszany jest na internetowych forach, na łamach gazet oraz w filmach dokumentalnych. Istnieją grupy zaangażowanych osób, które do dzisiaj próbują na własną rękę rozwikłać tę zagadkę.

Wśród nich jest Janusz Bartkiewicz, emerytowany funkcjonariusz, były oficer śledczy CBŚ, który od początku zaangażowany jest w sprawę zabójstwa studentów. Obecnie zajmuje się nią krakowskie “Archiwum X”, czyli Wydział spraw niewykrytych KWP w Krakowie. W tym artykule postaramy się przyjrzeć dotychczasowym ustaleniom, hipotezom oraz tropom, które zostały wykluczone.

fot. archiwum prywatne

Anna i Robert – kim były ofiary?

Anna Kembrowska pochodziła z Jastrzębiej Góry.

Była studentką trzeciego roku Ochrony Środowiska na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, dziś to Uniwersytet Przyrodniczy. W chwili śmierci miała 22 lata. Pełna pasji do natury oraz fotografii, była założycielką i przewodniczącą Koła Naukowego Gleboznawstwa i Ochrony Środowiska Akademii Rolniczej, do którego należał również Robert. Anna uwielbiała robić zdjęcia rzadkim okazom przyrody. Prowadziła zielniki wypełnione wyjątkowymi roślinami. W przeszłości trenowała sztuki walki, była też turystką. Razem z Robertem często wyjeżdżali na weekendowe wycieczki, podróżowali autostopem i spali pod gołym niebem. Anna była bardzo wrażliwa i uważna, pogodna, często się śmiała. Prowadziła swój pamiętnik, w którym zapisywała własne przeżycia oraz przemyślenia. Podobno była też bardziej zdecydowana od swojego partnera.

Robert Odżga pochodził z Międzylesia w Kotlinie Kłodzkiej.

Miał 25 lat. Znajomi mówili na niego “Albert”. Studiował na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, na wydziale Geodezji i Kartografii. Na uczelnię przeniósł się, gdy Anna rozpoczynała na niej swoje studia. Chcieli być razem. Za trzy tygodnie miał bronić swoją pracę magisterską. Był pasjonatem przyrody i podróży, uwielbiał góry, a teren Dusznik-Zdroju i Karłowa znał bardzo dobrze. Odbywał niegdyś staż w Parku Narodowym na terenie Gór Stołowych. Kolejnym z jego hobby była muzyka - grał na gitarze, komponował, pisał teksty i jeździł na koncerty. Ukończył Szkołę Muzyczną I Stopnia. Z relacji bliskich wiadomo, że Robert był spokojny i nieśmiały, ale zawsze życzliwy. W sytuacjach konfliktowych wolał się wycofać niż prowadzić do konfrontacji.

Anna i Robert poznali się 31 Grudnia 1993 roku, na spotkaniu sylwestrowym.

Po jakimś czasie ich relacja zaczęła się rozwijać. Coraz częściej ze sobą przebywali. Łączyły ich wspólne zainteresowania, te same sposoby spędzania wolnego czasu, miłość do gór, przyrody, a z czasem również miłość do siebie nawzajem. Dwa miesiące przed śmiercią ukończyli kurs Strażników Przyrody. Byli bardzo aktywni. Ich wakacje w 1997 roku również do takich należały.

Na początku sierpnia pomagali w remoncie domu dziadków Roberta w Leśnej Podlaskiej.

Następnie wyjechali do Augustowa. Tam spotkali się ze znajomą parą, by w czwórkę wyruszyć kajakami w kierunku Czarnej Hańczy w otoczeniu Puszczy Augustowskiej. Wrócili do Augustowa, skąd udali się do Katowic, a stamtąd do swoich domów. Od 13 sierpnia przebywali w domu rodziny Roberta, w Międzylesiu. 15 sierpnia wszyscy razem uczestniczyli we Mszy Świętej. Około godziny 13:40 ojciec Roberta odwiózł ich do Różanki, skąd pieszo rozpoczęli swoją 3-dniową wędrówkę z metą w Karłowie. 18 sierpnia miał zacząć się tam obóz naukowy studentów Akademii Rolniczej, którego Anna była współorganizatorką. Mieli odebrać klucze do Gwoździówki – miejsca noclegowego obozowiczów. Niestety ani po klucze, ani na obóz nie dotarli.

Gdzie byli? Co widzieli? Kto widział ich?


Z Różanki wyruszyli w kierunku Dusznik. Mieli biwakować w okolicach Spalonej. Miejsce, w którym spędzili pierwszą noc nie zostało jednoznacznie ustalone.

16 sierpnia, około godziny 10 byli widziani w hotelu “Traper” w towarzystwie nieznanego do dzisiaj mężczyzny.

Jest to jedna z najbardziej zagadkowych postaci w całej historii. Małżeństwo, które zeznało, że tego dnia widziało parę w hotelu, twierdzi, że szukała tam noclegu. Cena okazała się dla nich zbyt wysoka, dlatego zrezygnowali. Towarzyszył im mężczyzna, który wyglądał na przewodnika grupy. Był wyższy od Roberta, miał dominującą i pewną postawę. To on zadecydował, że hotel jest zbyt drogi. Sporządzono jego portret pamięciowy i nadano mu pseudonim “Blondyn”.

Jego wizerunek był wielokrotnie udostępniany w mediach, jednak do dzisiaj nie został zidentyfikowany. Miał blond włosy do ramion, grzywkę, czarno-czerwoną koszulę w kratę i plecak moro. We trójkę opuścili hotel. Noc mieli spędzić na jednym z pól namiotowych.

portret pamięciowy “Blondyna”

17 sierpnia Anna po raz ostatni rozmawiała z rodzicami przez telefon.

Jak twierdzili, było to około godziny 10 rano. Miała powiedzieć mamie, że wyruszają właśnie niebieskim szlakiem w kierunku Karłowa, i że byli tego dnia w pijalni wód. Anna była alergiczką i miała problemy z drogami oddechowymi. Wody lecznicze z pijalni pomagają w tego rodzaju dolegliwościach. Jest jednak druga wersja - zeznanie żony właściciela stacji benzynowej, Elżbiety J., która utrzymuje, że widziała parę między godziną 12 a 13 na stacji benzynowej w Dusznikach. Około kobieta 12 przyszła na stację, żeby zmienić swojego męża, żeby mógł zjeść obiad. Widziała wtedy, jak dziewczyna kupuje kartę i korzysta z budki telefonicznej. Niektóre źródła mówią o tym, że Robert również skorzystał z telefonu, ale ani jego rodzina ani znajomi nie potwierdzili, aby ten się z nimi kontaktował. Nie ściągnięto bilingów z budki. Według kobiety ze stacji benzynowej para była sama. Sama również wchodziła na szlak. Nikt za nimi nie podążał.

Anna i Robert wyruszyli szlakiem niebieskim z Dusznik-Zdroju w kierunku Karłowa.

Dwie przyjaciółki, które również tego dnia szły tą trasą, zapamiętały studentów, ponieważ ci pozdrowili ich słowem “cześć”. Dopiero później jedna z turystek, Danuta Ł. dowiedziała się, że jest to typowe przywitanie na szlaku. Z jej zeznań wynika, że widziała dwójkę młodych ludzi. Oboje mieli okulary, granatowe plecaki i długie włosy. Kobieta miała wianek na głowie i pojedyncze kwiaty wplecione w plecak. Ostatnimi świadkami, którzy widzieli parę była Janina N. oraz jej 10-letni syn. Zbierali jagody i między 15 a 16 zobaczyli Annę i Roberta na szlaku. Dziewczyna podobno nie miała już wtedy wianka i spięła włosy.

“Jagodzianka” gdy wracała do domu (Łężyce), będąc tuż pod nim, około godziny 16:50 usłyszała strzały.

Po pierwszym i drugim usłyszała kobiecy krzyk, a po trzecim nastąpiła cisza. To samo zeznał 12-latek, który siedział wtedy sam na biwaku.

10 dni na polanie

Przez pierwsze kilka dni nikt ich nie szukał. Nikt też nie zgłaszał dźwięku strzałów w przekonaniu, że spowodowali je kłusownicy. O duszącym zapachu na szlaku donosiła tylko jedna z miejscowych kobiet, jednak nic wtedy nie znaleziono. Rodzice byli pewni, że dzieci są na obozie, a jego uczestnicy myśleli, że prawdopodobnie para zrezygnowała. Mimo to, 24 sierpnia jeden z biorących udział w obozie studentów, zadzwonił do rodziców Anny zapytać o powód jej nieobecności. Oni natychmiast skontaktowali się z rodzicami Roberta, żeby zapytać, czy wiedzą, gdzie przebywają ich dzieci. Gdy okazało się, że nikt nie ma o niczym pojęcia, powiadomiona została policja. Nie podejmowała jednak żadnych działań, mówiąc, że młodzi mogli pojechać do Czech na wycieczkę. Rodzice skierowali się do GOPR-u, który od razu zorganizował akcję poszukiwawczą. Brały w niej udział trzy czteroosobowe ekipy oraz trzy psy. Poszukiwania trwały 2 dni.

26 sierpnia akcja zaczęła się około 13:30.

Ratownicy zwracali uwagę głównie na szczeliny i niebezpieczne miejsca, zakładając, że mają do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem. Dopiero następnego dnia, 27 sierpnia, około godziny 14 pies złapał trop.

Ratownicy po czasie poczuli zapach zwłok.

Najpierw znaleźli ciało Roberta, później Anny. Leżeli 10 metrów od siebie na polanie (Lisia Przełęcz), niedaleko szlaku niebieskiego. Robert miał zsunięte spodnie do kolan, Anna do kostek. Mieli ściągnięte buty. Czyste skarpetki wskazują, że buty ściągnięto po śmierci. Na kolanach rzekomo widać były otarcia, niestety nie wiadomo jaka była ich geneza.

Czy klęczeli przed śmiercią? A może to pozostałości z podróży? Czy ślady faktycznie były na ich kolanach?

Ze względu na upał, ciała były w znacznym stopniu rozkładu. Nie było przy nich rzeczy osobistych, plecaków. Na początku zakładano więc motywy seksualny lub rabunkowy. Do Roberta strzelono dwa razy. Raz od tyłu głowy, tak, że pocisk przeszedł na wylot blisko oczodołu. Najprawdopodobniej był to strzał śmiertelny. Mimo to oddano także drugi. Chwilę później strzelono do Anny, prosto między oczy. Według jednej z wersji pocisk znaleziono w ziemi, pod jej głową, co oznaczałoby, że leżała na wznak w momencie śmierci. Inna wersja mówi o tym, że pocisk trafił w kamień i nie nadawał się do badań.

Anna i Robert zeszli ze szlaku i tam zostali zamordowani.

Czy byli zmuszeni do zejścia w las, a może weszli tam dobrowolnie? Na przykład za potrzebą fizjologiczną? To tłumaczyłoby opuszczone spodnie. Nie zabezpieczono na miejscu śladów świadczących o tej wersji. Dopiero po czasie, na zdjęciach podobno je zauważono. Było już jednak za późno, żeby je zbadać.

Śledczy mimo wszystko odrzucili tę wersję.

Anna i Robert nie byli osobami, które mogłyby w ten sposób zachowywać się na terenie Parku Narodowego. Byli obrońcami przyrody. Nie zdecydowaliby się również na uniesienia seksualne. Z ustaleń wynika, że para była mocno wierząca i chciała żyć w czystości do ślubu, który planowała.

Może zauważyli jakiś wyjątkowy okaz przyrody i chcieli zrobić mu zdjęcie? Lub wręcz przeciwnie, byli świadkiem czegoś, co te przyrodę niszczyło i chcieli interweniować?

Opcji jest wiele. Są też takie, które rozważają zmuszenie studentów do wejścia w las przez oprawców. Zniknął aparat i dziennik Anny. Czy były w nich jakieś informacje na temat zabójców? Dlaczego ktoś mógł chcieć ich zamordować?

fot. archiwum prywatne

Janusz Bartczak do dzisiaj uważa, że ta sprawa była i być może jest nadal możliwa do rozwiązania.

W zabójstwo pod Narożnikiem zaangażowany jest od początku, od 1997 roku. W pierwszych dniach przesłuchano ponad stu świadków. Co więcej, jedna z osób twierdzi, że widziała mężczyznę, który wychodził z lasu przy szlaku chwilę po strzałach i zrobiła mu zdjęcie, jednak film był prześwietlony. Nad sprawą pracowała grupa kilkudziesięciu policjantów.

W 1998 roku śledztwo umorzono z powodu niewykrycia sprawcy.

Zamykano wydział, cała Komenda w Wałbrzychu była w to zaangażowana. Jakiś czas później Pan Janusz trafił do CBŚ i w połowie 2000 roku na nowo podjęto sprawę. Niestety w roku 2003 dostał on polecenie, aby sprawę zakończyć i złożyć do archiwum, ponieważ psuła statystykę. W 2009 roku sprawa trafiła do rąk wrocławskiego “Archiwum X”, a obecnie zajmuje się nią “Archiwum X“ w Krakowie, czyli Wydział spraw niewykrytych KWP w Krakowie. Według pana Janusza pojawia się wiele wątpliwości co do poprawności przeprowadzonych czynności, ale jak sam mówi “mleko się rozlało”. On natomiast do dzisiaj podejmuje różne aktywności, które mają doprowadzić do rozwiązania sprawy.

Na przestrzeni tych wszystkich lat tropów i hipotez było wiele.

Niektóre jednoznacznie odrzucone, inne wciąż wiszące gdzieś w powietrzu i głowach ludzi, którym zależy na ukaraniu sprawców.


Kto, jak i dlaczego?

Motyw zbrodni do dzisiaj nie jest znany.

Na początku, ze względu na częściowe obnażenie ciał zakładano tło seksualne, a brak rzeczy w pobliżu świadczyłby o motywie rabunkowym. Obie wersje jednak wykluczono.

Część rzeczy pary znaleziono rozrzucone po lesie w odległości około 800/1000 m od miejsca znalezienia zwłok. Plecaki zostały rozdarte, przeszukane. Na plecaku Roberta zabezpieczono ślady krwi. Ich rozbryzg sugerował, że w chwili śmierci miał go na sobie.

Sprawcy zabrali aparat Zenit TTL o numerach: 81028187, którego do dzisiaj poszukuje policja.

Zginęły również: zegarek Anny z napisem “25 lat ZNP”, który dostała od rodziców; jej dziennik, kronika koła naukowego, namiot dziewczyny, ich dokumenty i inne przedmioty osobiste, a także około 200 zł. Czas od zabójstwa do porozrzucania rzeczy studentów świadczyłby o tym, że sprawcy znali teren.

fot. fotoblogia.pl

Strzały zostały oddane w sposób wskazujący na przeszkolenie i opanowanie.

Za pośrednictwem wykrywacza metalu znaleziono trzy pociski, ale tylko jedną łuskę. Późniejsze badania balistyczne wykazały, że jest to pistolet CZ, produkowanego na terenie Czechosłowacji przed I wojną światową, kaliber 9 mm, wzór 28.

Wnioskując po miejscu zdarzenia, rozmieszczeniu ciał i przeniesieniu plecaków, sprawców było co najmniej dwóch.

Wykluczono wersję o zbrodni w afekcie i pod wpływem emocji. Sposób oddawania strzałów wskazywał bowiem na egzekucję. Stąd pojawiły się hipotezy dotyczące porachunków gangsterskich lub/i narkotykowych. W tamtym czasie popularny był handel amfetaminą. Sprawdzono pod tym kątem życiorysy studentów oraz ich najbliższe otoczenie. Całkowicie wykluczono jakiekolwiek ich powiązania ze środowiskiem przestępczym i narkotykami. Podobno robiono również testy na obecność m.in. amfetaminy w ich włosach. Wyniki były negatywne.

Policja rozważała również możliwość zabójstwa powodowanego niespełnioną miłością.

Na tapecie funkcjonariuszy pojawiło się dwóch mężczyzn, którzy według ustaleń podkochiwali się w Annie.

Jednym z nich był leśniczy spod Warszawy, Maciej K. Jakiś czas temu Anna korespondowała z nim na prywatne tematy. Po czasie, gdy między nią a Robertem relacja pogłębiła się, powiedziała o tym Maciejowi i przestali korespondować. Wiadomo jednak, że 12 sierpnia miała wysłać mu pocztówkę, którą przywiozła z Mazur.

Drugim z mężczyzn był student, chłopak, który powiadomił rodziców o nieobecności pary na obozie. Ten trop jednak również został wykluczony.

Wielu ludzi sugerowało kłusowników.

Anna i Robert byli obrońcami przyrody. Mogli nakryć kogoś na nielegalnych działaniach na terenie Parku Narodowego i zwrócić mu uwagę lub zrobić zdjęcie. To mogło być powodem złości kłusowników lub uznania pary za potencjalnie niebezpieczną, stąd mogli zdecydować o ich zabiciu. Problem w tym, że mimo iż zwierzyna często dobijana jest bronią krótką, to mało prawdopodobne było, żeby kłusownicy w środku dnia, przy głównym szlaku prowadzili swoje nielegalne działania. Mieli oni w zwyczaju pozostawać aktywnymi w nocy, najczęściej w głębi lasu. Okazało się, że każdy z kłusowników ma również teren, na którym działa i panuje tam zasada całkowitego milczenia. Podjęto pewne działania operacyjne, m.in. przeszukania konkretnych osób w poszukiwaniu broni, jednak nic nie znaleziono.

Jednym z najwcześniejszych tropów, było zwrócenie uwagi policjantów na kręcącego się po lasach Gór Stołowych mężczyznę, który wyglądał na osobę bezdomną.

Zachowywał się podejrzanie, zaczepiał turystów, prosił o jedzenie i bełkotał coś w niezrozumiałym języku. Nadano mu pseudonim “Rumun”. Gdy tylko zbliżały się radiowozy lub ktoś umundurowany, Rumun uciekał w las. Okazało się, że jest Czechem. Policja zwróciła się więc do tamtejszych władz z danymi, które do tej pory ustalili oraz z prośbą o informacje o tym człowieku i jego sprawdzenie.

Czesi kazali dać sobie z Rumunem spokój, mówiąc, że to nieszkodliwy włóczęga, który przekracza granicę w poszukiwaniu jedzenia.

Nie pozwolono go przesłuchać. Okazało się, że po jakimś czasie mężczyzna zamarzł. Na to, że podejrzenia wobec niego mogą nie być słuszne wskazywał również fakt, że strzały zostały oddane w sposób profesjonalny. Nie mogły być dziełem przypadkowego włóczęgi.

Podobna sprawa do tej spod Narożnika miała miejsce kilkadziesiąt lat wcześniej, w Bieszczadach.

Zbigniew P. zastrzelił tam na szlaku małżeństwo, miłośników gór, tłumacząc, że zrobił to z głodu. Następnie uciekł do Czechosłowacji i tam dokonał kilka rozbojów z bronią, przez co został złapany. Skazano go na karę śmierci, następnie zmieniono to na dożywocie, a później na 25 lat.

W chwili morderstwa studentów był już na wolności od dwóch lat.

Starano się więc ustalić jego alibi, gdyż sposób popełnienia zbrodni był bardzo podobny. On również zastrzelił swoje ofiary, rozpruł ich plecaki i zabrał rzeczy osobiste. Nie udało się jednoznacznie potwierdzić tego tropu. Mężczyzna podobno miał alibi. Tak samo jak również podejrzewany “Skorpion” – seryjny morderca, Krzysztof G. Nie udało się znaleźć obciążających go dowodów.

Jakiś czas później do policji dotarła informacja o treningach wojskowych, które miały odbywać się na terenie Gór Stołowych.

Funkcjonariusze kierując się danymi przedstawionymi w jednym z reportaży telewizyjnych na temat owych treningów, podjęli działania, które miały sprawdzić, czy osoba, która je prowadziła, jest zamieszana w morderstwo. Militarnych szkoleń w celu werbunku do m.in. Serbii wcale nie było. Okazało się, że prowadzący grupę jest instruktorem survivalu ekstremalnego, a informacje z reportażu są zmyślone. Wszystko było inscenizowane.

W ten sposób natrafiono na informacje o innej, zarejestrowanej grupie survivalu militarnego.

Jak się okazało, jej członkowie mieli poglądy neonazistowskie. Według Pana Janusza to jest jeden z bardziej sensownych tropów. Neonaziści z całego świata, co roku organizowali międzynarodowe spotkania i zloty właśnie na terenie Gór Stołowych, w Dusznikach.

Według ustaleń w 1997 roku oficjalny zlot się nie odbył.

Świadkowie donoszą jednak o dużej liczbie osób, które w wojskowych ubraniach kręciły się wtedy po lesie.

Duszniki to ważne miejsce dla neonazistów.

W pobliżu szczytu Narożnika znajduje się Kopa Śmierci, dawniej Skalna Czaszka, a za "niemieckich czasów" Totenkopf. Miejsce istotne z perspektywy symboliki SS oraz samych neonazistów. Mało tego, 17 sierpnia 1997 miała miejsce 10 rocznica samobójstwa Rudolfa Hessa, ich idola, jednego z najbliższych współpracowników Hitlera. W Dusznikach mieściły się również ośrodki szkoleniowe dla żołnierzy niemieckich.

Pojawiły się więc dosyć mocne hipotezy, że właśnie ta grupa może być zamieszana w zbrodnie pod Narożnikiem.

Ta teoria, z powodu zakończenia śledztwa w 2003 roku, nie została do końca sprawdzona. W 2000 roku jednak odbył się jeden z międzynarodowych zlotów neonazistów. Brali w nim udział policjanci pod przykryciem. Uczestniczyli w pochodach neonazistów i próbowali dowiedzieć się czegoś na temat wydarzeń z 1997 roku. Bezskutecznie.

Działania te otworzyły kolejne drzwi i nową hipotezę.

W 2001 roku wyemitowano odcinek programu 997, w którym przedstawiono możliwe hipotezy, również tę dotyczącą neonazistów.

Po tym odcinku, do Pana Janusza odezwał się były milicjant.

Wspomniał on o grupie ludzi poszukujących skrytek z bronią i amunicją Wehrmachtu dla grup Werwolfu, operujących w 1945 roku na terenie Gór Stołowych. Przyjeżdżali na poszukiwania i nocowali w jednym z fortów, którego dzierżawcą był ów milicjant. Złapali wspólny język, więc opowiadali mu o swoich planach i znaleziskach, pokazywali stare niemieckie mapy.

Co ciekawe, byli tam w 1997, ale później przyjechali dopiero w roku 2001.

Były policjant miał być świadkiem rozmowy, z której wynikało, że grupa „jeszcze przez jakiś czas” musi unikać pokazywania się w Górach Stołowych. Zaczęto ustalać uczestników obozów. Jednak zamknięcie śledztwa w 2003 znów ucięło trop.

Idąc za jednym z ustaleń Pana Janusza, zaraz po zabójstwie 2 osoby zniknęły ze swojego miejsca zamieszkania.

Wróciły do Polski dopiero kilka lat pózniej. Według źródeł Pana Janusza, byli to mężczyźni, którzy w 1997 mieli około 20-25 lat i na pewno się znali.

Był to duet Alfy i jego sługi – osób o przeciętnej inteligencji.

Alfa miał odczuwać przyjemność z maltretowania zwierząt. Pan Janusz twierdzi, że mogli tego dnia po prostu wyjść w las żeby sobie “porządzić”. Według niego pasują również idealnie do profilu psychologicznego, który został sporządzony.

“Został też sporządzony portret psychologiczny sprawców. Na jego podstawie przeprowadzaliśmy typowania przy pomocy bazy numerów PESEL, biorąc pod uwagę wiek, płeć i inne kryteria przyjęte przez profilera. Typowaliśmy osoby i później sprawdzaliśmy, gdzie w danym czasie były”. – Mówi Janusz Bartkiewicz. Dokument ten został opracowany 15 kwietnia 1998 roku przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie.


Podczas śledztwa kilkoro świadków zeznało, że widziało Annę i Roberta m.in. na ławce pod sklepem i łapiących stopa.

Założono więc, że w tym czasie w tych okolicach przebywała podobna do nich para. Może sprawca również ich pomylił? “Klon” Roberta został pod tym kątem sprawdzony. Nie natrafiono na żaden znaczący ślad.

Janusz Bartkiewicz. fot: Tomasz Hołod

Niedawne wydarzenia

Mijają lata, a niektóre z hipotez nadal są niejednoznacznie rozstrzygnięte. Pojawiają się doniesienia o ponownych przesłuchaniach, badaniach DNA, ekshumacji zwłok pary, ponownym przebadaniu broni. Jedną ze świeższych sytuacji, która wzbudziła wiele plotek i domysłów była akcja związana z rozpracowaniem grupy handlującej narkotykami.

W 2020 przeszukano posesję jednego z jej domniemanych członków.

Odnaleziona została spora ilość broni oraz amunicji. Pojawiły się doniesienia, że jeden z pistoletów to ten, którym zabito studentów pod Narożnikiem w 1997 roku. W ostatnim czasie widziano ich ponownie w Trzebieszowicach, gdzie przeszukiwali teren należący do Marka P., który w 2020 został zatrzymany w związku z tą sprawą.

Zatrzymano również dwóch innych mężczyzn, jednak prokuratura zaprzecza, by mieli związek z morderstwem Anny i Roberta. W 2021 roku krakowskich policjantów widziano również w okolicach Narożnika i stawu w Złotnie.

W kwietniu 2022 roku, w jednym z mieszkań znaleziono ciała małżeństwa, Barbary i Mieczysława S.

Para została zastrzelona, a ich zwłoki przetrzymywane w workach przez kilka miesięcy. Zatrzymano dwie podejrzane kobiety, które miały przyznać się do zbrodni. Córkę zabitych i jej koleżankę. Wskazały one Dariusza Z. (ps. ”Fox”), który miał im dać broń.

Do akcji wkroczyło “Archiwum X”.

Pojawiły się plotki o tym, że na terenie posesji Dariusza znaleziono aparat Anny i zdjęcia ofiar, których na pewno nie zrobiła policja. Na początku maja 2022 policjanci w radiowozach na krakowskich tablicach rejestracyjnych prowadzili akcje na posesji należącej do Dariusza Z. Kopano w ogrodzie oraz spuszczono szambo.

Niedawne wydarzenia rzeczywiście rozpalą nowe światło nad sprawą spod Narożnika? Czy którekolwiek z doniesień jest prawdziwe? Może są to tylko celowo rozpuszczone plotki? Kto i dlaczego zabił? Jaki był rzeczywisty przebieg wydarzeń?

Na te i na inne pytania na razie nie znamy odpowiedzi. Morderca pozostaje nieuchwytny od ćwierć wieku. Przy szczycie Narożnik nadal istnieje kamienna tablica upamiętniająca zakochanych, brutalnie zabitych Annę i Roberta. Jest też kapliczka, a w sercach jeszcze tli się płomień nadziei, która umiera ostatnia.

Autor: Marlena Wandas, wolontariuszka Fundacji Zaginieni


Artykuł napisany w oparciu o źródła ogólnodostępne. Ze względu na wielość wersji w nich zawartych i problemy z ujednoliceniem przebiegu wydarzeń – możliwe jest pojawienie się w artykule informacji błędnych.


Źródła:
Michalewicz I., Zbrodnie prawie doskonałe. Polskie Archiwum X, Kraków: 2018.
http://janusz-bartkiewicz.eu/
https://gazetawroclawska.pl/policjanci-z-krakowa-pracuja-na-dolnym-slasku-rozwiazasprawe-zabojstwa-pary-studentow-z-wroclawia/ar/c1-16338657
https://klodzko24.eu/wiadomosci/zbrodnia-na-narozniku-kolejny-przelom/l3iraqtujrlhGKbfKZhA
https://gazetawroclawska.pl/morderstwo-pary-z-wroclawia-w-gorach-stolowych-mijaja-24-lata-od-tej-zbrodni/ar/c1-15757120
https://natemat.pl/333895,zabojstwo-pod-naroznikiem-anna-kembrowska-i-robert-odzga-zgineli-w-gorach
https://www.focus.pl/artykul/przelom-w-zabojstwie-sprzed-23-lat-policja-znalazla-bron-z-ktorej-zabito-studentow-w-gorach-stolowych
https://www.kryminatorium.pl/
https://crime.com.pl/831/egzekucja-na-szlaku/
https://doba.pl/index.php?mod=articles&func=article&id=12749&cat_id=0&site=dkl
https://gazetawroclawska.pl/wroclawscy-studenci-zamordowani-w-gorach-prokuratura-rozklada-rece/ar/7695639
https://gazetawroclawska.pl/masz-taki-aparat-fotograficzny-mozesz-pomoc-znalezc-zabojce-studentow/ar/c1-14520187

Zdjęcia:
https://wroclaw.tvp.pl/33632566/wspomnienie-ofiar-wciaz-zagadkowego-zabojstwa-sprzed-20-lat
https://www.google.com/amp/s/wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,164932,22273768,kto-zastrzelil-pare-studentow-na-szlaku-w-gorach-stolowych.amp
https://fotoblogia.pl/14439,masz-zenita-ttl-mozesz-pomoc-znalezc-morderce?amp=1

Rodzicielstwo wiąże się z ogromną odpowiedzialnością.

Jako rodzice bierzemy na siebie nie tylko swoje emocje, ale i te naszej pociechy. W sytuacji tak tragicznej jak wojna, to zadanie wydaje się być jeszcze trudniejsze. Z obecnym dostępem do informacji nie jesteśmy w stanie odciąć dziecka od lękotwórczych i drastycznych treści. Więc co robić, jak dziecko przyjdzie do nas z pytaniem: czym jest wojna?

Najważniejsze – nie unikaj tematu.

Dziecko i tak się dowie. Jak nie od Ciebie to z Internetu lub znajomych. A jak wiemy, takie informacje mogą być nieprawdziwe, zbyt brutalne oraz niosą ze sobą jedynie lęk i niepokój. Gdy będziesz gotowy na taką rozmowę, usiądź z dzieckiem i szczerze z nim porozmawiaj.

Nie bagatelizuj jego emocji.

Dzieci widzą i rozumieją więcej niż nam się wydaje. Jesteśmy przekonani, że Wasze dzieci widzą Wasz niepokój, słyszą komentarze o agresji Putina na Ukrainę oraz same odczuwają napięcie. W przeciwieństwie do dorosłych, nie mają narzędzi, aby poradzić sobie z odczuwanymi emocjami. Poprzez obniżanie wartości odczuć dziecka nie polepszymy sytuacji. Warto konfrontować dziecko z odczuwanym stresem i pokazać mu jak sobie z nim radzić.

Więcej argumentów świadczących o ważności takiej rozmowy? Proszę bardzo 😉

Rozmowa na temat wojny i śmierci jest trudna i należy ją również dostosować do wieku dziecka.

Dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym warto chronić przed mocnymi wizualnymi scenami brutalności wojny. Staraj się dostosować język do jego wieku. Dzieci w tym wieku są bardzo ciekawe i mogą zadawać trudne i dociekliwe pytania, na które możemy nie znać odpowiedzi, ale warto się z nimi zmierzyć.  Dzięki naszym odpowiedziom mogą poczuć się pewnie i bezpiecznie. Niektóre pytania mogą wydać Ci się śmieszne i dalekie od tematu, ale warto zaspokoić ciekawość dziecka, a może nawet wspólnie się zastanowić nad problemem. Oczywiście nie musisz się mierzyć z tym sam. Z pomocą mogą Ci przyjść odniesienia do różnych bajek, filmów czy zabaw. Należy z tym jednak uważać i wyraźnie oddzielić fikcje z ekrany od realnych wydarzeń. Warto też zaangażować drugą osobę w rozmowę, która może być bardzo wyczerpująca psychicznie. Jeśli odczuwasz taką potrzebę lub nie masz innej możliwości, może być to psycholog.

Inaczej rozmowa o wojnie będzie wyglądać z nastolatkiem.

Jest to trudny okres rozwojowy nie tylko dla nich, ale i dla rodziców. Tkwią oni gdzieś pomiędzy dorosłością, a dzieciństwem. Dlatego też rozmowa z nimi powinna być bardziej dojrzała. Wiedzą co to wojna i z czego wynika. Pomimo tej wiedzy mogą odczuwać lęk i niepokój (nawet jeśli otwarcie się do tego nie przyznają). Pamiętaj również, że nastolatek jest odrębna osobą. Szanuj jego uczucia oraz poglądy. Wasza rozmowa może być świetnym wstępem do rozmowy o etyce czy polityce, z której możesz się dowiedzieć jak Twoje dziecko patrzy na świat i sytuacje wojny. Masz taką szansę jedynie jeśli jesteś sam gotowy na taka rozmowę i powstrzymasz się od kłótni czy narzucania własnych poglądów. Bądź blisko, pytaj się o uczucia, rozmawiaj o możliwych konsekwencjach tego konfliktu i wspieraj działania dziecka.

Jak przygotować się do rozmowy o wojnie? Poradnik dla rodziców.

Konflikt na Ukrainie wstrząsnął całym światem.

Nami także. To naturalne, że w takiej chwili, odczuwasz silne emocja tj. lęk, niepokój a może nawet gniew? Dodatkowo ciągle pojawiają się nowe, niesprawdzone informacje, które mogą jedynie ten nieprzyjemny stan podtrzymywać. Do tych doniesień ma również Twoje dziecko. Jak odpowiedzieć na jego pytania, gdy sam przeżywać ciężkie chwile?

Nie pomożesz dziecku, jeśli nie pomożesz najpierw sobie.

Radzimy, aby najpierw opanować własne emocje, np. poprzez rozmowę z kimś bliskim. Wspólnie zastanówcie się nad sytuacja i porozmawiajcie o swoich emocjach. Gdy napięcie się obniży, będziesz w stanie ustalić co przekazać z tego dziecku. Pomocna również może być rozmowa z psychologiem. I najważniejsze, w miarę możliwości odetnij się od informacji docierających z Internetu. One mogą nie być prawdziwe, a co istotniejsze nie pomagają, a jedynie podtrzymują napięcie.

Rozmowa z dziećmi o wojnie jest zadaniem trudnym, ale może stanowić świetne pole do budowania źródeł odporności psychicznej i stanowić świetną lekcje empatii.

Oczywiście, jeśli jesteśmy na nią gotowi. W tym dramatycznym czasie bądźmy solidarni i wyślijmy swój głośni sprzeciw. Nie zgadzamy się na agresje i przemoc, która została wymierzone w naród Ukrainy. Naszą bronią niech będzie ciepłe słowo, troska i zjednoczenie.

Autor: Natalia Muskała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: pexels.com

Jak mówi stare powiedzenie: „lepiej zapobiegać niż leczyć”.

Dotyczy to również chorób psychicznych. Z okazji dnia walki z depresją zaproponujemy kilka dobrych ćwiczeń, które warto wykonywać w celach profilaktycznych.

Depresja jest chorobą o złożonej etiologii i może dotknąć każdego z nas, bez względu na wiek, płeć czy status materialny. Zaproponowane przez nas techniki wywodzą się z nurtu poznawczo – behawioralnego. W skrócie jest to podejście zaproponowane przez Aarona Becka, które upatruje genezy depresji w zniekształconych przekonaniach. Dysfunkcjonalne przekonania przejawiają się w negatywnych myślach automatycznych, których odbicie stanowią zachowania. Tak powstaje błędne koło, które terapia stara się przerwać.

Terapia w nurcie poznawczo–behawioralnym stara się rozpoznać dysfunkcjonalne przekonania, które podtrzymują stany depresyjne i zastąpić je bardziej przystosowawczymi.

Należy tu zaznaczyć, że terapia nie składa się z magicznych sztuczek, które zmienią nas w inne osoby. Jej celem jest zmniejszenie odczuwanego dyskomfortu emocjonalnego, zmiana negatywnych przekonań i dostarczenie narzędzi, które zapobiegną nawrotowi choroby. Ale to nie oznacza, że osoba, którą cechuje pesymistyczne nastawienie do przyszłości, po terapii będzie optymistycznie stawiać czoło przyszłym wyzwaniom. Raczej nastawienie pozostanie, ale mniej negatywne i w odróżnieniu od sytuacji wyjściowej będzie posiadała narzędzia, które pozwolą w sposób bardziej adekwatny zmierzyć się z obecnymi negatywnymi myślami i podjąć działanie. Terapia nie zmienia nas, wręcz przeciwnie – pozwala lepiej zrozumieć siebie.

Skupienie na przyjemnych aktywnościach

Często poświęcamy dużo czasu na czynności, których nie lubimy. Trzeba się w końcu edukować, pracować, posprzątać w domu, ugotować, prasować, pozmywać, wyrzucić śmieci. Są to nasze codzienne powinności, które nie muszą (ale mogą) sprawiać przyjemności. Doba ma jedynie 24 godziny, a jeszcze warto by zadbać o odpowiedni sen, prawda? Więc gdzie tu czas na jakieś przyjemności? W ciągłu codziennego pośpiechu możemy zapomnieć o przyjemnych dla nas czynnościach, a są one bardzo ważne dla naszego samopoczucia i motywacji.

Warto zrobić sobie listę takich aktywności i nadać im ocenę, np. od 1 (mała przyjemność) do 6 (duża przyjemność) i mieć ją przy sobie. Warto nawet 30 min dziennie poświęcić na siebie i na to co sprawia nam przyjemność. Jeśli obecnie nie możesz dostrzec takiej czynności, pomyśl o tym co sprawiało Ci kiedyś radość i motywowało do pracy. Może to czas, aby wrócić do starych zainteresowań?

Skupienie na chwili obecnej

Rozmyślanie o błędach z przeszłości może znacząco obniżyć nastrój oraz przyczynić się do uruchomienia schematu negatywnych myśli. Z myślami o przyszłości nie jest lepiej. Mogą powodować lęk i brak wiary we własne możliwości poradzenia sobie z przyszłymi wydarzeniami. Może więc warto skupić się na tu i teraz? Wydaje się to śmiesznie proste, ale tak naprawdę jak dużo uwagi poświęcacie chwili obecnej?

Dlatego mamy dla Was ćwiczenie! Spróbujcie przez 2 minuty jeść jeden kawałek Waszej ulubionej czekolady. Z zegarkiem w ręku, nie możecie go połknąć przed upłynięciem 2 minut. Nie śpieszcie się. Popatrzcie na kształt czekolady, gramaturę, później poczujcie na języku jego teksturę, smak oraz jak się rozpuszcza. Pamiętajcie 2 minuty muszą upłynąć zanim połkniecie czekoladę (lub coś innego co lubicie). Powodzenia 😉

Prokurator i obrońca

Każdy z nas popełnia błędy. Jest to rzecz w zupełności normalna. Jednak niektóre niemiłe wydarzenia odbywają się pomimo naszego udziału, a my i tak zrzucamy na siebie odpowiedzialność. W takim momencie polecamy zabawę w prokuratora i obrońcę.

Wyobraźcie sobie, że jesteście na sali sądowej. Toczy się proces przeciwko Wam i temu co się wydarzyło. Występujecie w roli nie tylko oskarżonego, ale i obrońcy, i prokuratora. Co to oznacza? Że musicie przedstawić dowody świadczące o waszej winie, ale i dowody na waszą niewinność (możecie wspomóc się kartką).

Jeśli będzie więcej dowodów na niewinność to jak myślicie, jaki zapadnie wyrok? 😉

To tylko kilka przykładów dobrych nawyków, które pomogą w walce z codziennymi małymi skrzatami.

Podpowiadają nam same fakty o nas samych. Jeśli uznacie jednak, że to za mało może warto zgłosić się psychologa? Rozmowa ze specjalistą jest zawsze dobrym pomysłem, ponieważ pozwoli na lepsze spojrzenie na siebie i swoje emocje. Niekoniecznie musi się wiązać z jakąś diagnozą. Zwyczajna rozmowa i nauka nowych umiejętności może być równie wystarczająca!

Tekst i ilustracje: Natalia Muskała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Dystymia – brzmi tajemniczo.

I rzeczywiście, stanowi jedną z wielu psychologicznych zagadek. Aby uzmysłowić sobie, czym tak naprawdę jest dystymia proszę, abyście przypomnieli sobie wasz nie najlepszy dzień. Wiecie, ten z rodzaju „taki sobie”. Niby nic ciekawego się nie dzieje, zwykły dzień tygodnia, a Wasz nastrój ocenilibyście raczej na smutny, ale w sumie nie do końca. To jeden z tych dni, kiedy jesteście zmęczeni bez wyraźnie widocznej przyczyny. Nic w ciągu dnia nie sprawiło Wam żadnej radości, ani nawet szczególnie nie rozśmieszyło. Kojarzycie takie dni? Świetnie! Czasem takie dni się zdarzają i są w zupełności normalne. Problem pojawia się, gdy pojedyncze dni zmieniają się w tygodnie, miesiące, a nawet lata. Tym jest właśnie dystymia. Przewlekłym obniżeniem nastroju, które utrzymuje się minimum dwa lata lub więcej. Jest to podstępna choroba, ponieważ nie ma wyraźnego początku ani nie daje silnych objawów. Bardzo często jest również niezauważalna, ponieważ pomimo odczuwanego obniżonego nastroju, niskiej samooceny, braku odczuwania przyjemności, czy pozytywnych emocji, osoba wywiązuje się ze swoich obowiązków. Skoro ktoś sobie radzi, to w czym problem? A w tym, że to co robi nie daje poczucia zadowolenia. Mogą pojawić się również myśli samobójcze, jednak ryzyko próby jest mniejsze niż w przypadku osób z depresją.

Depresja – dużo się o niej mówi, ale powinno się jeszcze więcej.

Naszym zdaniem problem rosnących przypadków depresji wśród osób w każdej grupie wiekowej i płci jest nadal za mało nagłaśniany, a profilaktyka zbyt okrojona. Aby móc uzmysłowić sobie z czym wiąże się depresja polecamy zapoznać się z twórczością Osamu Dazai. Był to japoński przedstawiciel tzw. opowieści o sobie. Najpopularniejszym opowiadaniem jest Zatracenie (ang. No longer Human). W jego opowiadaniach można wyczuć nastrój beznadziejności towarzyszący całemu pokoleniu dotkniętym wojną. Polecamy zapoznanie z twórczością tego autora, ponieważ pomimo upływu lat narracja braku nadziei jest nadal aktualna.

Choroba afektywna dwubiegunowa – w psychologii mówi się odcinki nazywane kontinuami.

Może wydawać się to płytkie, ale natężenie każdej cechy, emocji czy nastroju jest możliwe do opisania na odcinku, których dwa krańce (czy inaczej bieguny) mogą stanowić swoje przeciwieństwa. W chorobie afektywnej dwubiegunowej mamy do czynienia z naprzemiennymi skokami nastroju z bieguna depresyjnego do bieguna manii i na odwrót. Wahania nastroju mogą przyjmować różną intensywność. Jednak przyjmuje się, że epizody depresyjne trwają dłużej niż epizody manii. Spadki nastroju mogą przypominać depresję, jednak nie towarzyszą mu objawy tj. bezsenność, spadek apetytu czy nadmierna senność. W okresie maniakalnym wyróżniamy silne pobudzenie i stany euforii, łatwość w rozproszeniu myśli oraz brak dostrzegania konsekwencji swoich działań, ograniczenie potrzeby snu, czy nadmierną aktywność ruchową (Seligman, 2017). Aby lepiej zapoznać się z tym, co odczuwają osoby z chorobą afektywną dwubiegunową zachęcamy do zajrzenia w książki Sylvii Plath. Była to niezwykle utalentowana i odważna pisarka. Już w latach 50. XX wieku miała odwagę otwarcie mówić o swojej chorobie, jednocześnie walcząc z presją społeczeństwa. W swojej twórczości Sylvia Plath nawiązywała do własnych doświadczeń z chorobą oraz pobytach w szpitalach psychiatrycznych.

Życie z zaburzeniami nastroju wiąże się z nieustanną walką.

Jeśli walczy się samotnie, starcie może być bardzo nierówne. Ta podróż nie musi być samotna. Warto rozmawiać, ponieważ drobna uwaga może zapoczątkować wielkie zmiany w naszym spojrzeniu.

Bibliografia:

Nitka-Siemińska A., Siemiński M., Wichowicz H., Nyka M.W., Dystymia, „Psychiatria”, tom 2 nr 1, 2005, s. 40-43.

https://www.granice.pl/publicystyka/konfesyjnosc-czyli-ja-wyznaje8221-kilka-uwag-o-literaturze-anglo-amerykanskiej/272/1

Seligman P.E.M., Psychopatologia, Poznań 2017.

Autor: Natalia Muskała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Święta Bożego Narodzenia w kulturze katolickiej są jednym z najważniejszych świąt w roku.

Wiąże się z nimi wiele tradycji takich jak ubieranie choinki, dzielenie się opłatkiem, czy chowanie siana pod świąteczny obrus. W wielu krajach, również tych niezdominowanych przez wiarę katolicką, jest to przede wszystkim czas spotkań z rodziną.

Każdy z nas widział obraz licznej, radosnej rodziny, która siada przy ogromnym stole i pięknie udekorowanej choince. Śpiewane są kolędy, wszyscy się uśmiechają i są dla siebie życzliwi, a pod drzewkiem czeka mnóstwo prezentów. Cudowna wizja, prawda? Jak więc nie lubić świąt?

Prawda jest taka, że dla wielu z nas Święta Bożego Narodzenia, a zwłaszcza Wigilia wiążą się z ogromnym stresem, kłótniami i zmęczeniem. Gdzie podziała się ta „magia świąt” jak z reklamy znanej internetowej platformy handlowej? Jeśli na pierwsze nuty „Last Christmas” reagujesz gęsią skórką, gwarantuje, nie jesteś w tym sam. Postaramy się przekazać kilka porad, które pozwolą przetrwać święta.

Na początek, perfekcyjne obrazki zostawmy specjalistom od marketingu.

Niestety, życie nie wygląda jak w reklamie. Wigilia Bożego Narodzenia jest szczególnym momentem w roku, ale magicznie nie zmieni tego, że rzeczywistość nie lubi się z perfekcjonizmem.

Przede wszystkim, warto sobie odpuścić. W trakcie świątecznej gorączki, nawet małe niedociągnięcia potrafią urosnąć do rangi katastrof. Dlatego warto się na to przygotować. Jesteśmy tylko ludźmi, a jak mówi słynne prawo Murphy’ego – jeśli ma coś pójść nie tak, to i tak pójdzie 😉.

Jeśli już zdarzy się coś nieplanowanego, np. przypali się bigos, spróbuj zdystansować się od tego problemu. Czy lekko przypalona jedna potrawa z dwunastu zepsuje całą Wigilię? Czy za rok będziesz pamiętać, że przypaliłeś/łaś ten bigos? Warto w takiej chwili odpowiedzieć sobie na te pytania.

Spędzanie świąt w licznym gronie może wiązać się z… kłótniami.

Z powodu wysokiej stresogenności przygotowań świątecznych i związanym z tym odczuwanym napięciem, możemy przypominać tykająca bombę zegarową. Jeśli ruszymy nieodpowiedni kabel, możemy wybuchnąć. To tyczy się każdego przy wigilijnym stole.

Zaryzykuję stwierdzenie, że nie ma modelowej rodziny jak z filmu. U każdego z nas jest osoba, która lubi nam wbić szpilkę np. właśnie za przypalony bigos, nastolatek w ostrej fazie buntu lub wujek, który lubi wszczynać polityczne rozmowy. Mogą też pojawić się dawne nierozwiązane konflikty, które aktywują negatywne emocje.

Niektórych tematów warto unikać na święta, jednak nie zawsze się da. Jedyne co możemy poradzić to, aby wziąć głęboki oddech i przemilczeć niewygodne pytania lub powiedzieć wprost, że w święta nie macie ochoty poruszać tego tematu. Rodziny magicznie nie zmienimy, ale możemy zmienić nasze podejście i nie pozwolić, aby przykre i niewygodne pytania dotykały nas. Czasem osoba, która właśnie takie pytania zadaje może nie zdawać sobie sprawy, że nas rani.

Najważniejszym i najtrudniejszym aspektem jest pamiętanie o sobie.

Święta Bożego Narodzenia wiążą się z licznymi tradycjami, ale warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co MY lubimy w święta i co NAM sprawia w nich radość. Zindywidualizowanie naszych świąt o rzeczy, które nam sprawiają przyjemność sprawi, że podejdziemy do nich z lepszą motywacją.

Nie chcesz po raz 1000 oglądać w Wigilię „Kevina samego w domu”? To nie oglądaj. Włącz swój ulubiony serial na Netflixie lub ulubioną playlistę i ciesz się świętami po swojemu.

Denerwują cię spadające igły z choinki? Może czas na jej alternatywną wersję? Nie musi być to sztuczne drzewko. Może choinka zrobiona z książek? A może ułożyć lampki w przypominający ją kształt? Najważniejsze, aby było to Twoje drzewko.

Może w tym roku chcesz zaszaleć i spędzić te święta sam? Albo nie masz wyboru – sytuacja, w której się znalazłeś wymusiła na Tobie taką decyzję. Nic w tym złego. Nie tylko Ty spędzasz święta sam. Niezależnie od sytuacji, nadal Twoje święta mogą być cudowne. Skoncentruj się na sobie i swoich potrzebach, np. nadrób zaległe filmy, seriale lub książki, zadzwoń do starych znajomych, wyśpij się lub zrelaksuj w ulubiony sposób. Rozpieszczaj się dowoli. Święta miną, a doświadczenie, które z nich wyniesiesz zostanie.

Zadbanie o siebie w trudnym okresie przedświątecznym nie tylko pozwoli łatwiej przejść przez święta, ale i zaoszczędzi nieprzyjemnych doświadczeń.

Warto obserwować sygnały płynące z ciała. Jeśli odczuwasz nieprzyjemne skurcze w żołądku z powodu trwającej dyskusji z członkiem rodziny, to znak, że może lepiej przerwać ją zanim wybuchnie kłótnia. Nasze ciało często wysyła nam sygnały alarmowe w momencie zagrożenia. Warto więc go słuchać.

Przechodzą Cię dreszcze na myśl wejścia do galerii handlowej przed świętami? Zrób zakupy internetowo. Zaoszczędzisz sobie czasu i może znajdziesz chwilę na relaks, na który zawsze zasługujesz.

Może czasem warto poprosić też o pomoc. Nie jesteśmy robotami, aby radzić sobie ze wszystkim idealnie i w dodatku z uśmiechem na ustach. Jeśli wiemy, że w czymś nie jesteśmy dobrzy, np. w przygotowaniu bigosu, może warto poprosić kogoś o wsparcie.

Złotych porad na ogarnięcie świąt jest sporo, ale to Ty wiesz najlepiej co w tym okresie sprawia Ci największą radość.

Nie sprzedamy Ci uniwersalnego sposobu na zaczarowanie świąt, ponieważ to Ty jesteś w stanie nadać im tej magii. Jeśli odrzucimy perfekcjonizm i dodamy do nich troszkę siebie to może nawet nie tylko uda się święta przeżyć, ale i miło je spędzić? Wiemy, abstrakcyjny pomysł! Ale wierzymy w wigilijne cuda!

Każdemu z Was życzymy spokojnych i wesołych świąt!  

Autor: Natalia Muskała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Zjawisko przemocy wobec osób starszych jest niestety bardzo powszechne.

To właśnie seniorzy, obok dzieci i osób niepełnosprawnych, są grupą szczególnie narażoną na agresję. Ten rodzaj przestępstwa jest niezwykle trudny do wykrycia ze względu na izolację społeczną tych osób.

Realna ocena skali tego zjawiska jest bardzo trudna, ponieważ wiele przypadków pozostaje nieujawnionych, co tworzy tak zwaną ,,ciemną liczbę przestępstw”.

Zjawisko przemocy wobec seniorów występuje we wszystkich krajach świata. Co szokujące sprawcami tego rodzaju przemocy są głównie członkowie rodziny i opiekunowie. Może przybierać różne formy, począwszy od psychicznego oraz fizycznego znęcania się, po pozbawienie praw człowieka.

Wśród najczęściej odnotowywanych rodzajów przemocy wobec osób starszych możemy wymienić:

Najczęściej ofiara doświadcza kilku rodzajów przemocy równocześnie.

Dom rodzinny nie jest jedynym miejscem, w którym osoba starsza jest na nią narażona. To zjawisko występuje niestety również w miejscach, w których seniorzy w sposób szczególny poszukują pomocy. Należą do nich szpitale i domy opieki.

Co może przyczynić się do tego, że ludzie starsi stają się ofiarami przemocy?

Wpływ na taki stan rzeczy ma wiele czynników. Często zdarza się, iż po odejściu na emeryturę nastrój seniora ulega pogorszeniu, staje się niejako zależna od innych, co powoduje uczucie beznadziei. Kolejnym istotnym czynnikiem jest stan fizyczny, poczucie słabości związane z wiekiem lub też towarzyszącymi chorobami. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że osoby, które opiekują się ludźmi, którzy potrzebują na co dzień pomocy odczuwają zmęczenie i frustrację. Wynik ona z nadmiaru obowiązków, a czasem również rezygnacji ze swoich marzeń i celów, by opiekować się bliskim.

Dlaczego seniorzy nie proszą o pomoc?

Zwrócenie się po pomoc w przypadku każdego rodzaju przemocy domowej jest niezwykle trudne dla ofiar. Jednym z powodów jest bliska relacja ze sprawcą. Starsze pokolenia bardzo szanują swoją prywatność, toteż wszystkie problemy rodziny zazwyczaj ukryte są „za zamkniętymi drzwiami”, by uniknąć poczucia wstydu oraz eskalacji konfliktu. Seniorzy często czują się winni zaistniałej sytuacji i mają nadzieję, że sprawca zmieni swoje zachowanie. W 2008 roku w badaniu Instytutu Psychologii PAN ,,Przemoc wobec osób starszych i niepełnosprawnych”, które przeprowadzono na grupie reprezentatywnej 1000 Polaków ponad połowa z nich stwierdziła, że zetknęła się ze zjawiskiem przemocy wobec osób starszych poza swoją rodziną, natomiast odsetek osób wskazujących ten problem we własnej rodzinie wyniósł 9‑13%.

Jeśli doświadczasz lub jesteś świadkiem przemocy powiadom policję, prokuraturę, sąd rodzinny lub opiekę społeczną.

 „Troski i kłopoty dzielone z drugim człowiekiem maleją o połowę” - to motto Telefonu Zaufania Stowarzyszenia Mali /bracia Ubogich dla osób starszych, z którym skontaktujesz się pod numerem 22 635 09 54

Źródła:

  1. Hołyst B., Wiktymologia, Warszawa 2006.
  2. Makara‑Studzińska M., Sosnowska K., Przemoc wobec osób starszych – przegląd badań, 2012.

Autor: Beata Niezgoda, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down