KRS: 0000870180

Teresa Roszkowska to postać i artystka nietuzinkowa. Sposobem bycia oraz wyglądem wzbudza zainteresowanie. Jej dorobek artystyczny jest imponujący.

Pani Teresa urodziła się w Kijowie 23 listopada 1904 roku, miała korzenie Polsko-Rosyjsko-Szwajcarskie. W Kijowie spędziła dzieciństwo oraz okres nastoletni. Rodzina następnie przeniosła się do Warszawy, gdzie Teresa kontynuowała naukę rysunku. Studiowała w szkole sztuk pięknych pod opieką Tadeusza Pruszkowskiego, uczyła się również w Konserwatorium muzycznym. Przez kilka lat była zawodniczką Polonii Warszawa, gdzie grała w hazenie (to gra bardzo podobna do piłki ręcznej wywodząca się z Czech), ćwiczyła również lekkoatletykę. Angażowała się artystycznie w ugrupowaniu Pruszkowskiego, biorąc udział w wystawach w kraju i za granicą. Podróżowała po świecie, prezentując swoje prace, w Polsce również miewała wernisaże.

Pani Teresa Roszkowska słynęła ze swoich strojów.

Były one dość niezwykłe i niecodzienne, zazwyczaj projektowała sama dla siebie (szyć jednak nie potrafiła). Proszona niejednokrotnie o stworzenie czegoś dla kogoś czy też na zlecenie innego projektanta odmawiała. Styl Roszkowskiej był odważny, artystka mówiła, iż jej image nie jest przemyślany i stworzony. Twierdziła, że nosi to, co czuje.

Jej uroda, jak na tamte czasy, była – jak sama pani Teresa – niebanalna i na pewno nie mieściła się w kanonach ówczesnego piękna. Zawsze mocno opalona z kokiem umieszczonym z boku głowy, nierzadko we włosach miała wetknięte ptasie pióra. Sposób, w jaki mówiła, był równie oryginalny i nie do podrobienia. Ojciec z pochodzenia Polak, matka Szwajcarka – oboje posługiwali się ojczystymi językami, a na dodatek mieszkali w Rosji. Artystka od dziecka posługiwała się trzema językami. A może lepiej, gdybyśmy powiedzieli mieszaniną tych języków, do których w późniejszym okresie dołączył również francuski.

Jak wspominała sama Roszkowska, znajomi, zamiast poprawiać ją i uczyć poprawnej wymowy, żartowali z niej i ją naśladowali. Pani Teresa z biegiem lat zaczęła rozwijać swoją pasję jako scenograf. Współpracowała z Warszawskimi teatrami min, Polski oraz Ateneum, tworzyła również dla łódzkiego teatru Nowy. W czasie drugiej wojny zajmowała się wystrojem wnętrz, w swoim domu organizowała spotkania ludzi teatru. Jej życie, chociaż ciekawe i barwne zakończyła śmierć, niespodziewana, tragiczna i niezwykle brutalna. Kilka obrazów mogło wyjść jeszcze spod tych kruchych, delikatnych dłoni. Kobieta wolna, niezależna taką Pani Teresa została do ostatnich dni swojego życia.

Piękny dom można by rzec willa, na saskiej kępie przy Obrońców 15 był azylem artystki. Wstęp mieli nieliczni, bardzo ograniczona grupa znajomych oraz osób pomagających w utrzymaniu domu, gosposia, ogrodnik.

W 1992 roku pani Teresa Roszkowska nie była już rajskim ptakiem śmietanki towarzyskiej warszawy czy Kazimierza Dolnego a starszą osobą.

Z pewnymi zwyczajami, określoną rutyną i swego rodzaju obawami. 1992 rok był pełen wydarzeń politycznych. Zarejestrowanie samoobrony, przyjęcie uchwały dotyczącej bezprawnego wprowadzenia stanu wojennego, powołanie Suchockiej i wiele innych ważnych wydarzeń dla naszego kraju. Ustrój się zmienił, ludzie się zmienili, Polska rzeczywistość zaczynała wyglądać nieco inaczej. Mieszkańcy ul. Obrońców doskonale się znali, była to ulica spokojna, a i ówczesne władze dbały o jej bezpieczeństwo. Na Saskiej Kępie znajdowało się kilka placówek dyplomatycznych. Osoby, które nie były mieszkańcami dzielnicy lub nie były znane policji czy nadwiślańskim jednostkom wojskowym, które patrolowały i pilnowały Saskiej Kępy, musiały się legitymować.

Jak wiemy, przełom lat 80-90 był w Warszawie obfity w różnego rodzaju przestępstwa.

Kradzieże, morderstwa i rozboje były niemal na porządku dziennym. Jednak Saska Kępa zdawała się być wolna od przestępstw.

Teresa Roszkowska w październiku 1992 roku miała 88 lat. Przy Obrońców mieszkała od 70 lat, była znana sąsiadom i mieszkańcom dzielnicy, wyróżniała się.

Agnieszka Osiecka tak opisała swoją sąsiadkę „Filigranowa, smagła, aż prawie brązowa i dalekowschodnia, z owymi złocistymi kołami w uszach, z kokiem z ozdobną szpilką albo w aksamitnym berecie”. Pani Teresa zazwyczaj w październiku opuszczała Polskę, by udać się do Francji w odwiedziny do przyjaciółki w Nicei, jednak jesienią 1992 roku zdecydowała się pozostać w kraju. Nie najlepiej się czuła, miała zawroty głowy, pogorszył jej się słuch, wzrosło ciśnienie a do tego schudła, tuż przed śmiercią ważyła około 46 kg. Pani Teresa w środy zapraszała do siebie przyjaciół, była to stała grupa 5-6 osób. Jednak 21 października 1992 roku na spotkaniu pojawiły się dwie dodatkowe osoby, przyjaciel pani Teresy przyszedł z żoną oraz pani doktor, która od jakiegoś czasu zajmowała się artystką. Wszystko przebiegało tak jak zwykle, nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Nic niepokojącego nie zostało powiedziane.

23.10, w piątek, Pani Teresa rozmawiała z przyjaciółką przez telefon, wspomniała, że najprawdopodobniej zgubiła klucze od domu, zamek w drzwiach wymienił niezwłocznie przyjaciel. Panie umówiły się na poniedziałek tj. 26.10. 1992 roku. W sobotę Pani Teresa rozmawiała z przyjacielem, który to wymienił jej zamki, rozmowa miała miejsce przed północą i przebiegała w normalnym tonie.

Niedzielny poranek dla znajomych Roszkowskiej był niepokojący, starsza Pani nie odbierała telefonu.

Pan R. pojechał pod dom przyjaciółki, nawet próbował dostać się do środka. Miał klucze, jednak za nic zamek nie chciał ustąpić. Mężczyzna skontaktował się z panią Izabelą. Umówili się na 10:00 pod domem artystki. Zjawiła się również gosposia, która to u pani Teresy sprzątała od 20 lat. Wszyscy przybyli próbowali dostać się do środka za pomocą klucza, bez rezultatów. Padła decyzja o wybiciu szybki w drzwiach, drzwi były zamknięte od środka na zamek, zasuwkę i łańcuszek. Kolejne drzwi do domu również stawiały opór, również wybito w nich szybę, te jednak były zamknięte na zamek, w którym znajdował się klucz. Dom artystki jest/ był pokaźnych rozmiarów, przyjaciele rozeszli się po różnych jego częściach w poszukiwaniu właścicielki.

W pokoju na pierwszym piętrze pod materacem, który znajdował się na podłodze, ujawniono ciało artystki.

Na miejsce została wezwana policja. Żaden z sąsiadów nic nie widział i nie słyszał, mogło mieć to związek z faktem, iż u jednego z nich odbywała się huczna i głośna impreza. Mało tego, w noc, w którą doszło do zbrodni, okolice ulicy Obrońców spowiła gęsta mgła. Mordercy weszli do domu najprawdopodobniej drzwiami prowadzącymi do piwnicy na tyłach domu od podwórka. Jeden z zamków był całkowicie zniszczony, drugi zaś wyłamany. Aby wejść od strony ogrodu, trzeba było wiedzieć, iż istnieje tam wąska ścieżka, która przebiega pośród drzew i krzaków.

Pojawiły się zeznania osoby, która w noc morderstwa widziała w okolicy ścieżki prowadzącej do posesji artystki trzech młodych mężczyzn.

Na schodach znaleziono odcisk buta, niestety tylko jeden. Wiadomo, iż zabezpieczono przy drzwiach pudełko z odciskami linii papilarnych (zdaje się, że było to opakowanie po kremie). Pani Teresa ewidentnie była dręczona przez mordercę lub morderców. Miała liczne złamania, zasinienia oraz jej twarz pokrywała krew, przyczyną zgonu było złamanie kręgosłupa szyjnego. Napastnik wetknął w usta kobiety knebel, z takim impetem aż złamał kręgosłup.

W tej sprawie zdaje się, iż nie było podejrzanych, chociaż motyw jest jasny.

Z domu zginęły drogocenne przedmioty oraz pieniądze. Kobieta pochodziła z zamożnej rodziny, jej matka przed zamążpójściem była damą dworu, na cesarskim dworze. Pani Teresa Roszkowska odziedziczyła po matce sporo biżuterii.

Dom Roszkowskiej był ponoć niezwykłym miejscem pełnym antyków i przedmiotów z poprzedniej epoki. Mimo iż z biegiem lat stracił swój dawny blask i wymagał pewnego nakładu pracy, miał swoją duszę. Jeden ze znajomych Pani Teresy wspominał korytarz domu, znajdowało się tam lustro, zniszczone podczas wojny, na jego tafli było pęknięcie, w które artystka wtykała pióra znalezione na spacerze, jego zdaniem był to niezwykle ciekawa kompozycja.

Z wiekiem artystka zaczęła nieco izolować się od ludzi, jednocześnie zbliżając się do zwierząt. Bezpańskie koty i psy mogły liczyć na coś do jedzenia tak jak i ptaki mieszkające w jej ogrodzie.

Pani Teresa Roszkowska niedługo przed śmiercią spisała wszystkie drogocenne przedmioty.

Pani Izabela wiedziała również o testamencie, który sporządziła przyjaciółka. Z braku bliskich krewnych artystka wszystkie swoje dobra postanowiła przekazać różnym instytucjom, piękna przedwojenna willa została zapisana ośrodkowi szkolno-wychowawczemu dla dzieci niewidomych w Laskach, książki oraz obrazy miały trafić do muzeum Narodowego, biżuteria również miała trafić do muzeum, zaś antyczne meble do Zamku królewskiego.

Jednym z najbardziej nurtujących pytań jest to, czy Roszkowska znała swojego mordercę albo morderców?

Policja sądziła, iż była jedną z wielu starszych ofiar okradzionych na terenie Warszawy z początkiem lat 90, nie widzieli nic osobistego w tej zbrodni. Uważali, że mordercą nie był nikt znajomy, ale czy na pewno?

Pani Izabela przypomniała sobie, że w domu Roszkowskiej niedługo przed jej zbrodnią pojawiło się dwóch mężczyzn, przedstawili się jako elektrycy. Mieli naprawić, piec, chociaż pani Teresa nikogo nie wzywała. Czy usterka pieca i pojawienie się dwóch mężczyzn było zbiegiem okoliczności?

Pojawiła się również kobieta z muzeum, która pomogła Roszkowskiej katalogować cenne przedmioty, mało tego zaginęły klucze od domu artystki na dzień przed morderstwem… Jakby tych zbiegów okoliczności było mało, przedmioty, które zostały skradzione, nie zostały skatalogowane, policja nie miała ich zdjęć. Tu z pomocą przyszła pani Izabela, która to wskazała, czego brakuje i pomogła narysować skradzione rzeczy. Zatem co zginęło?

Jednym z najbardziej charakterystycznych przedmiotów, który zabrał lub zabrali mordercy była broszka w kształcie ważki wysadzana diamentami, oczy szmaragdowe, oprawa złota, złote monety, dziewiętnastowieczny srebrny rosyjski dzbanek do herbaty, mały dzbanuszek na śmietankę, przykrywka od cukiernicy, solniczka oraz kieliszek. Dwie srebrne patery w kształcie koszy, srebrne łyżki oraz łyżka wazowa, porcelana i wiele innych mniejszych przedmiotów, których to znajomi nie byli w stanie konkretnie wskazać. To, że obserwowano dom artystki wydaje się być oczywiste. Istotne jest to, czy włamywacze wiedzieli jakie dobra kryją się w willi?

Jeśli tak to wzięli niewiele… Porcelana, którą wskazano jako zaginioną, jest raczej trudnym przedmiotem do przeniesienia, bez porządnego spakowania. Kim byli sprawcy? Przypadkowymi osobami, czy może jednak znali ofiarę i wiedzieli o kosztownościach?

Policja przez dekady nie trafiła na trop skradzionych kosztowności.

Antykwariaty, galerie, lombardy nigdy nie zgłosiły, aby ktoś próbował sprzedać dobra Roszkowskiej.

Zaskakująca jest brutalność, z jaką pozbawiono życia tę kruchą staruszkę, nie trzeba było tyle agresji, aby ją obezwładnić. Od morderstwa Teresy Roszkowskiej za chwilę minie 32 lat, morderstwo tej wyjątkowej kobiety, osoby przedawni się za 8 lat. Czy ta sprawa nie została rozwiązana ze względu na brak krewnych, a co za tym idzie brak nacisku na śledczych, czy faktycznie poza liniami papilarnymi i odciskiem podeszwy policja nie miała nic?

„Mam nadzieję, że Teresa Roszkowska popatrzyła w twarz swojego oprawcy z pogardą. To znaczy: wszystko mi jedno, czy była to jego kaprawa twarz, maska czy skarpeta... W każdym razie, kiedy zadano trzeci cios, spojrzała pożegnalnie w złociste oczy swoich kotów, a potem, mimochodem, już w półśnie, już odpływając, dostrzegła spanikowany pysk mordercy i gdzieś na dnie ogłuszającej czerwieni usłyszała starą melodię, gdzieś stamtąd, z jej stron, spod Kijowa” – Agnieszka Osiecka.

Źródła:

  1. https://vod.tvp.pl/informacje-i-publicystyka,205/magazyn-kryminalny-997odcinki,281775/odcinek-132,S01E132,305773
  2. http://www.hypatia.pl/web/pageFiles/attachments/11913/wysokie-obcasy-8-kwietnia-2000.pdf
  3. http://www.isztuka.edu.pl/i-sztuka/node/771
  4. https://crime.com.pl/11253/zbrodnia-na-saskiej-kepie/
  5. https://wawainfo.pl/sprawa-morderstwa-teresy-roszkowskiej-md-291021
  6. http://www.hypatia.pl/web/pageFiles/attachments/11913/super-express-nr-219-6-8-listopada1992.pdf
  7. https://newsbook.pl/2019/10/07/zbrodnia-na-saskiej-kepie/
  8. http://gazetasledcza.pl/2021/09/polskie-sprawy-kryminalne/
  9. https://mnkd.pl/opowiesc-o-t-roszkowskiej-za-pomoca-jej-strojow-dlaczego-w-domukuncewiczow-pojawila-sie-akurat-taka-wystawa
  10. https://twitter.com/SzymonWochal/status/1453581121879412743

Autorka: Marcelina Biała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: https://culture.pl/pl/tworca/teresa-roszkowska

Bogdan Eugeniusz Arnold (ur. 17 lutego 1933 w Kaliszu, zm. 16 grudnia 1968 w Katowicach) – polski seryjny morderca.

Kim był Bogdan Arnold?

Mężczyzna był polskim seryjnym mordercą. W latach 1966 - 1967 w Katowicach zamordował 4 kobiety a ich ciała przechowywał w swoim mieszkaniu. Swoje ofiary najpierw torturował. W Katowicach mężczyzna zamieszkał w 1960 roku. Był trzykrotnie żonaty, posiadał dwóch synów. Bogdan znęcał się nad swoimi małżonkami, nadużywał alkoholu co doprowadziło do rozstań. Dość często gościł w klubach nocnych, w których poznawał kobiety.

Pierwsza ofiara

Pierwszą ofiarą Bogdana Arnolda była Maria B., którą poznał w 1966 roku w barze „Kujawiak”. Maria była prostytutką pochodzącą z Wołynia. Kobieta wraz z Bogdanem udała się do mieszkania Arnolda, miała pozostać u niego na noc za 500 zł. Mężczyzna jednak oczekiwał darmowego seksu i odmówił płacenia jej za usługi. Zeznając powiedział „myślałem, że poszła ze mną z miłości, a nie dla pieniędzy”. Bogdan po tej propozycji wpadł w furię i uderzył Marię parokrotnie młotkiem w głowę. Następnie zwłoki rozczłonkował i zostawił w wannie. Starał się oblać je chlorem, aby przyspieszyć rozkład, a niektóre fragmenty ciał spalał w warunkach domowych. Wnętrzności natomiast odkrajał  i spuszczał w toalecie.

Druga ofiara

12 marca 1967 roku Bogdan Arnold ponownie zabił. Tożsamość ofiary nie jest znana, prawdopodobnie tak jak i Maria, była prostytutką. Mężczyzna swoją zbrodnię motywował tym, iż kobieta odkryła zwłoki Marii. Jej ciało również poćwiartował.

Kolejne ofiary

Trzecią i czwartą ofiarą były Stefania N. i Helga S., - prostytutki z ograniczonymi zdolnościami intelektualnymi. Mężczyzna przez wiele godzin gwałcił i bił kobiety. Ostatecznie udusił je a ze zwłokami postąpił tak samo jak z pierwszą i drugą ofiarą. Po dokonanej zbrodni pozostawił swoje lokum, pomieszkiwał w różnych ruderach. Po jakimś czasie postanowił jednak tam wrócić, aby odświeżyć mieszkanie.

Bogdan Arnold czerpał ogromną przyjemność z gwałcenia i poddawania swoich ofiar torturom.

W 1967 roku zbrodnie dokonane przez Arnolda dojrzały światło dzienne, gdy sąsiedzi zauważyli w oknie mieszkania Arnolda rój much. Z lokalu wydobywał się okropny zapach, spod drzwi natomiast wychodziły ogromne ilości robactwa. Tak też powstał przydomek  „Władca Much”.

Dnia 8 czerwca 1967 roku policja otrzymała zgłoszenie o następującej treści:

„Zza drzwi mieszkania nr 9 wydobywa się trudny do wytrzymania fetor. Szyby oklejone są papierem, a okna po zewnętrznej stronie obsiadły roje much”.

Sąsiedzi nie mieli świadomości co działo się w mieszkaniu mężczyzny, podejrzewali, że Bogdan Arnold zmarł i wezwali milicję.

Funkcjonariusze dostali się do mieszkania, z którego unosiła się silna woń zepsutego mięsa. Gdy weszli, doznali szoku, odór był tak silny, że nie byli w stanie dokonywać swoich czynności, jednak nie mieli wyboru. Na podłodze pełzało robactwo. Milicjanci weszli do łazienki, ujrzeli makabryczny widok skrzynię murarską, która służyła za wannę,  pełną ludzkich szczątek, rozdrobnionych fragmentów ciał i organy wewnętrzne. Na piecu zaś stał ogromny rondel, a w jego wnętrzu unosiła się ludzka głowa. W pralce pełnej rozkładających się szczątków znajdowały się dwie czaszki.

Rozpytano sąsiadów na temat Bogdana Arnolda, jednak nie mieli oni za wiele do powiedzenia, „był grzeczny, nie sprawiał problemów, tyle że często przychodził do domu totalnie zalany”, jednak na to nie zwracało się wtedy uwagi.

Rozpytano również byłe żony mężczyzny, okazało się, że za fasadą uprzejmego, grzecznego i niewinnego człowieka, ukrywał się potwór agresywnego seksu i przemocy. Była to jednostka o nieokiełznanym popędzie seksualnym, jednocześnie niezwykle brutalna i agresywna. Cieszył się, mogąc traktować kobiety jak przedmioty, będąc ich absolutnym panem i władcą.

„Wyzywał mnie od najgorszych. Wiązał ręce i nogi drutem, a do pochwy wkładał butelki po wódce. Dopiero kiedy mnie upokorzył, osiągał satysfakcję seksualną. Bił mnie, katował, a później przytulał i przepraszał. Wtedy osiągał orgazm, wiązał i bił – kazał gryźć się po całym ciele.” – zeznała jedna z jego partnerek.

Bogdan Arnold, gdy na jaw wyszły jego zbrodnie, zaginął bez śladu.

Milicja prowadziła masowe, rozległe poszukiwania mężczyzny podejrzanego o seryjne morderstwa. Ostatecznie sam zgłosił się na milicję, przyznając się do wszystkich zbrodni. Ku zaskoczeniu milicjantów Bogdan stwierdził również, że żałuje, że nie zdążył zabić swojej byłej żony.

„Początkowo chciałem palić części zwłok, ale nie miałem węgla, a przy drzewie to nie szło. Otworzyłem więc przy pomocy noża kuchennego jamę brzuszną, skąd wyjąłem wszystkie wnętrzności, które krajałem na kawałki i spuszczałem otworem kanalizacyjnym znajdującym się w moim mieszkaniu, zaś same zwłoki umieściłem w skrzyni drewnianej obitej od wewnątrz blachą” – zeznał później.

„Dla przyśpieszenia rozkładu zwłok chciałem kupić sodę kaustyczną, ale nie mogłem jej nigdzie dostać, wobec czego kupiłem około dziesięciu paczek chloru. Rozpuściłem go i zalałem gorącą wodą. (…) Obciętą głowę włożyłem do garnka z ciepłą wodą. Nie mogłem znieść tego widoku, dlatego poszedłem się napić do baru. Kiedy wróciłem, postawiłem kociołek na elektryczny grzejnik. Zasnąłem. Po obudzeniu stwierdziłem, że zawartość kociołka zagotowała się”.

Półroczne badanie psychiatryczne nie wykazało ani deficytów intelektualnych, ani zaburzeń psychicznych u mężczyzny. Był on świadomy swoich czynów.

Zdaniem specjalistów, Bogdan Arnold przejawiał wyraźne cechy psychopatii, a alkoholizm pogłębiał jego negatywne tendencje.

Niezmiennie pozbawiony był uczucia skruchy czy wyrzutów sumienia. Odczuwał przyjemność z okrutnych, seksualnych czynów torturowania, upokarzania i mordowania. Skala jego zbrodni pozostaje niejasna do dziś. Na pytanie sędziego, ile kobiet zamordował, odpowiedział:

– Czy to ważne, ile? Osiem, czy szesnaście i tak będę wisiał

Dnia 9 marca 1968 roku sąd wydał wyrok skazujący Bogdana Arnolda na karę śmierci. Wyrok został wykonany 16 grudnia 1968 roku o godzinie 18:40

Źródła:

  1. https://pl.wikipedia.org/wiki/Bogdan_Arnold
  2. https://ciekawostkihistoryczne.pl/2021/09/09/chuc-smierc-i-robactwo-czyli-obled-seryjnego-mordercy-bogdana-arnolda/

Autor: Magdalena Wychowska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2021/09/09/chuc-smierc-i-robactwo-czyli-obled-seryjnego-mordercy-bogdana-arnolda/

Serdecznie zachęcamy do lektury poprzedniego artykułu z serii – A jak Alcala Rodney.

Policjanci z łódzkiego Archiwum X rozwiązali sprawę zaginięcia Małgorzaty B. sprzed 16 lat. Zacznijmy jednak od początku.

Małgorzata B. była mieszkanką Starowej Góry, miała dwóch synów oraz partnera Mariusza. Pracowała w zakładzie krawieckim w Łodzi. Była szwaczką. Sąsiedzi wypowiadali się o Małgosi bardzo pochlebnie.

„Była ładną, bardzo miłą dziewczyną. Cała rodzina jest porządna. Gosia miała oryginalną urodę. Wyszła za mąż za Algierczyka. Ma z nim starszego syna. Młodszy jest dzieckiem partnera. Wiemy, że jakiś czas mieszkała w Algierii, ale wróciła do Polski. Na nowo ułożyła sobie życie”.

Mimo, że Gosia nie miała daleko na przystanek autobusowy, to zimą odprowadzał ją Mariusz, gdyż w godzinach ok. 6:00 rano było jeszcze ciemno. Gdy wracała z pracy również po nią wychodził. Gdy było jasno kobieta udawała się do pracy jak i wracała z niej sama.

26 lipca 2007 roku w Łodzi Małgorzata udaje się na przystanek autobusowy przez las, aby móc dojechać do pracy. Kobieta jednak do niej nie dociera, nagle zapada się pod ziemię, nie ma z nią kontaktu. Rodzina postanawia, więc zgłosić zaginięcie.

W mediach pojawia się komunikat dotyczący zaginięcia kobiety.

„Wiek z wyglądu 39 lat, wzrost około 171-175 centymetrów, sylwetka szczupła wysmukła, waga około 65 kilogramów, oczy ciemne, włosy koloru kasztanowego faliste długie. Twarz owalna, cera naturalna, nos średni prostolinijny, uszy normalne, wargi średnie, uzębienie zniszczone paleniem papierosów, buty typu klapki siateczkowe koloru czarnego. Na lewym ramieniu tatuaż w kolorze niebieskim przedstawiający motyw roślinny. W dniu zaginięcia była ubrana w spodnie typu dżinsy koloru jasnoniebieskiego z haftem na nogawce »motyl«, innych danych brak”.

Rozpoczynają się poszukiwania Małgosi. Na tę okoliczność policja przesłuchuje osoby, które potencjalnie mogą mieć jakiekolwiek informacje dotyczące zaginięcia, wykonują szereg czynności, m. in. wykorzystują do poszukiwań psy tropiące oraz helikoptery, jednak w dalszym ciągu los kobiety jest nieznany.

Od zaginięcia Gosi minęły lata, sprawą zajęło się Łódzkie Archiwum X, które sprawiło, że zagadka sprzed lat została rozwiązana.

Okazało się, że Małgorzata została zamordowana. Przełomowy w sprawie był rok 2022r.

W połowie 2022 roku policjanci z Archiwum X dostrzegli, że las między Łodzią i Starową Górą może być miejscem ukrycia zwłok kobiety, ponieważ został on najprawdopodobniej pominięty podczas poszukiwań w 2007 roku. Metr po metrze sprawdzano las Ruda-Popioły przez kilka miesięcy. Finalnie odnaleziono szczątki ludzkie i odzież, która należała do Gosi. Dla potwierdzenia jednak tego faktu zlecono przeprowadzenie badań DNA. Szczątki i odzież bez wątpienia należały do Małgorzaty.

Dzisiaj możemy stwierdzić, że kobieta padła ofiarą zabójstwa. Po trwających od grudnia poszukiwaniach na obszarze około jednego hektara z udziałem archeologów, antropologów i specjalistycznego sprzętu, w środę w lesie na terenie dzielnicy Łódź-Górna udało się odkopać ciało, wówczas 39-letniej kobiety" –  poinformował rzecznik prasowy nadzorującej śledztwo Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania.

Za morderstwo odpowiedzialny był wówczas 26-letni mężczyzna.

Jak się okazało, przygotował się on do tej zbrodni. Dzień przed zabójstwem wykopał grób, doskonale znał rozkład dnia Gosi, obserwował ją. Zaczaił się na nią w lasku, przez który przechodziła aby dojść na przystanek autobusowy.

42-letni Ryszard P., przyznał się do zbrodni. Pomimo upływu 16 lat doskonale pamiętał popełniony czyn.

„Jak podał, już w przeddzień, to jest 25 lipca 2007 roku, gdy tylko zobaczył kobietę zaplanował atak na nią. Wykopał nawet w lesie grób, w którym zamierzał ją pochować. Następnego dnia czekał aż ofiara będzie szła w kierunku autobusu, którym dojeżdżała do pracy. Podobnie jak on, zamieszkiwała w pobliżu" – wyjaśnił prok. Kopania.

Mężczyzna na początku dążył do zgwałcenia kobiety, następnie zabił, uderzając ją mocno w głowę, dusząc i dociskając klatkę piersiową kolanami. Po zamordowaniu Gosi, 42 – latek przeniósł ciało do wykopanego dzień wcześniej grobu i tam zakopał. Mówi się, że przed zakopaniem Małgorzaty jeszcze żyła.

„ Tą drogą ludzie chodzą do autobusu. Do tego lasku ludzie chodzili na grzyby, a ona tam leżała tyle lat — mówią wstrząśnięci mieszkańcy osiedla”.

Małgorzata B. osierociła dwóch synów.

Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa ze zgwałceniem. Grozi mu za to od 12 lat więzienia do dożywocia.

Źródła:

  1. https://wiadomosci.wp.pl/zaginela-16-lat-temu-jest-przelom-6902109031946880a
  2. https://goniec.pl/po-16-latach-prawda-wyszla-na-jaw-39-letnia-malgorzata-nie-zaginela-tylko-zostala-zamordowana-jj-wbc-250523
  3. https://niezalezna.pl/polska/kryminalne/zabil-i-zakopal-kobiete-wpadl-po-16-latach/486081
  4. https://lodz.se.pl/zaplanowal-mord-na-gosi-w-najdrobniejszych-szczegolach-pamietal-wszystko-nawet-po-16-latach-aa-B3ky-VhDk-XaAr.html
  5. https://dzienniklodzki.pl/tajemnice-zaginiec-kolo-lodzi-zwloki-w-starowej-gorze-i-zaginiona-rodzina-pojechalismy-sprawdzic-co-tam-sie-dzieje/ar/c1-17589593
  6. https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/lodz/zabojstwo-w-starowej-gorze-morderca-i-gwalciciel-wykryty-przez-archiwum-x/v1vsxsq
  7. https://tvn24.pl/lodz/lodz-gorna-42-latek-z-zarzutem-zabojstwa-kwalifikowanego-do-zbrodni-doszlo-w-lipcu-2007-roku-st7145227

Autor: Magdalena Wychowska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: materiały łódzkiej policji, [za:] https://dzienniklodzki.pl/w-lodzi-odkryli-zwloki-kobiety-zamordowanej-16-lat-temu-ukryl-cialo-kobiety-w-grobie-to-byla-zbrodnia-na-tle-seksualnym-zdjecia/gh/c1-17575157

Serdecznie zachęcamy do lektury poprzednich artykułów z serii "Sukcesy Archiwum X":

  1. SUKCESY ARCHIWUM X: Sprawa Grażyny Ż., 41-letniej kobiety z Gdyni
  2. SUKCESY ARCHIWUM X: Zbrodnia sprzed lat - zabójstwo pielęgniarki Agnieszki D. w Białymstoku
  3. SUKCESY ARCHIWUM X: Sprawy zamordowanych chłopców – Marcina S. i Sebastiana T.
  4. SUKCESY ARCHIWUM X: Mieczysław K. z Krakowa. Zaginięcie, które okazało się być zabójczą intrygą
  5. SUKCESY ARCHIWUM X: Ewa Pilarska ze Zbylutowa i tragiczny finał jej zaginięcia

Stanisława urodziła się 17 listopada 1901 roku w Warszawie, była córką Walerii oraz Antoniego. Umińscy byli rodziną wielodzietną, mieli sześć córek i trzech synów.

Młody talent i kontrowersje

Stanisława od najmłodszych lat przejawiała talent aktorski, a w wieku nastoletnim, jeszcze przed uzyskaniem pełnoletności, zaczęła uczęszczać na kurs wokalno-dramatyczny Heleny Józefy Hryniewieckiej.

Po ukończeniu kursu podjęła pracę w Teatrze Polskim. Młoda aktorka przypadła do gustu warszawiakom, krytycy również byli przychylni. Mimo młodego wieku Umińska odniosła w stolicy duży sukces; nie bała się ról, które w tamtym czasie mogły budzić niesmak u bardziej konserwatywnej publiki. Zdarzało się, iż grała role młodych chłopców, mężczyzn.

Przez pięć lat wcieliła się w 25 ról, występując w najbardziej popularnych sztukach, takich jak „Nie-Boska komedia”, „Sen nocy letniej”, „Wesele Figara”.

W roku 1923 zagrała swoją pierwszą rolę w filmie „Pan Twardowski”, otrzymała również Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki. Teksty kabaretowe dla niej pisał nawet sam Julian Tuwim.

Talent Stanisławy stanowił przedmiot zachwytów, jej role były doceniane i podziwiane, wróżono jej wielką przyszłość.

Dobre złego początki

Na jednym z wernisaży w wieku 22 lat aktorka poznała Jana Żyznowskiego, oboje przypadli sobie do gustu niemal natychmiast. Jan był już wówczas bardzo cenionym artystą; przez wiele lat mieszkał w Paryżu, na tamtejszym uniwersytecie ukończył malarstwo i literaturę. Był wszechstronnym artystą, którego sam Stefan Żeromski chwalił za powieść „Krwawy strzęp”.

Jan był człowiekiem honorowym, w trakcie pierwszej wojny światowej należał do szeregów oddziału Bajończyków Legii Cudzoziemskiej, którego też sztandaru został współautorem.

Żyznowski w swoim życiu mimo młodego wieku osiągnął bardzo wiele. Udzielał się wielu znakomitych pismach takich jak „Pani”, „Wiadomości literackie”, „Tygodnik ilustrowany”, „Formiści”. Malował, a jego obrazy zdobiły między innymi ściany Klubu Futurystów Polskich w Hotelu Europejskim, miewał też swoje wystawy.

Choć Jan był starszy od Stanisławy o 12 lat, oboje zapałali do siebie wielkim uczuciem – para nie czekała długo z zaręczynami.

Miłość w obliczu choroby

Szczęście, radość i wielka miłość nie były im jednak pisane. Jan zachorował – być może był już chory, kiedy poznał Umińską. Diagnoza była okrutna i nie pozostawiała złudzeń – rak wątroby, w tamtych czasach praktycznie wyrok śmierci. Para jednak nie zamierzała się poddać. Szukali ratunku dla Jana, a Stanisława przestała grać, skupiając się jedynie na znalezieniu lekarza, który będzie w stanie pomóc ukochanemu. Specjaliści rozkładali ręce, nie widząc sposobu na ratunek dla chorego. Ostatecznie para przeniosła się do Paryża, gdzie podjęto się leczenia Żyznowskiego. Lekarze zdecydowali o operacji usunięcia guza, zabieg nie przyniósł jednak pożądanych rezultatów, a stan artysty znacznie się pogorszył.

Jan po operacji przebywał w szpitalu, bardzo cierpiąc, mimo podawanej mu morfiny. Stanisława dzielnie radziła sobie z sytuacją, w której się znalazła, organizowała nawet dla ukochanego dodatkowe dawki morfiny, ponieważ z racji okresu powojennego lekarze nie mogli podawać mężczyźnie wystarczającej ilości leku, aby uśmierzyć jego ból. Kobieta niemal we wszystkich czynnościach wyręczała pielęgniarki, budząc tym samym uznanie i podziw personelu szpitala. Kiedy przychodziły lepsze chwile, wolne od przygniatającego bólu, skrupulatnie notowała to, co dyktował Jan – była to ostatnia jego powieść „Z podglebia”.

Śmierć jako skrócenie cierpień

Para rozmawiała kilkukrotnie o śmierci i skróceniu cierpień Żyznowskiego. Mężczyzna prosił lekarzy o pomoc – chciał umrzeć, gdyż ból był nie do zniesienia. Lekarze starali się podawać odpowiednie dawki leków przeciwbólowych, a i Stanisława dostarczała dodatkowe racje morfiny, jej tylko znanym sposobem, mimo to ulga przychodziła jedynie na krótko.

Sytuacja była patowa, wszyscy wiedzieli, iż Jan umiera. Jego śmierć była kwestią dni, może tygodni, przeżytych w niewyobrażalnym cierpieniu.

15 lipca 1924 roku Stanisława czuwała przy Janie. Kiedy mężczyzna zasnął po przyjęciu leku przeciwbólowego, kobieta wzięła jego pistolet i strzeliła ukochanemu w skroń. Huk wystrzału poniósł się po szpitalu, a chwilę później w sali, którą zajmował Jan, zjawiły się pielęgniarki i lekarze. Stanisława Umińska zdążyła tylko powiedzieć „Zabiłam go”, po czym runęła na podłogę. Kiedy ocucono kobietę, nie była już sobą, najprawdopodobniej doznała załamania nerwowego. Jan zmarł kilka godzin później w paryskim szpitalu Paul Brousse.

Proces i wyrok

Stanisława Umińska została oskarżona o zabójstwo ukochanego Jana Żyznowskiego. Stał się to temat poruszany przez prasę w całej Europie. Kobietę okrzyknięto mianem Anioła Śmierci, a informacje, jakie przedostały się do gazet i publicznej wiadomości, miały z pewnością duży wpływ na proces.

Prokurator Donat Guigne, któremu przyszło oskarżać młodą kobietę, akt oskarżenia sformułował w taki sposób, aby tłumaczyć działania oskarżonej. Najlepsi prawnicy oferowali swoje usługi, do Paryża z Warszawy przyjechał Gustaw Beylin.

Gustaw po pierwszej wojnie światowej nawiązał współpracę ze Związkiem Artystów Sceny Polskiej. Jedną z głośniejszych spraw, w jakich brał udział i bronił oskarżonego, był proces dziennikarza Jana Seinfelda-Chłodnickiego, oskarżonego o podsłuchiwanie adiutantów Piłsudskiego i Mościckiego, który to udało mu się wygrać.

Proces Umińskiej odbywał z dużym poszanowaniem wobec oskarżonej. Można wnioskować, że wszyscy zdawali sobie sprawę, ile ten czyn kosztował Stanisławę, jak duży miał wpływ na jej psychikę.

Sama Umińska ponoć na sali sądowej była jakby nieobecna, bierna, zamyślona. Na miejscu dla świadków stanął naczelny lekarz szpitala, gdzie zajmowano się Janem. Zeznając, nie szczędził pochwał Stanisławie, mówił o jej poświęceniu ukochanemu i wspaniałej opiece nad nim. Po zeznaniach doktora Roussy Stanisława wstała i podziękowała mu za opiekę nad ukochanym i za wszystko, co dla nich zrobił. Świadkiem w sprawie była również pielęgniarka, a zarazem przyjaciółka Umińskiej, pani Gottlieb. Przed sądem stwierdziła, że była obecna podczas sytuacji, kiedy Jan prosił Stasię, aby ulżyła mu w cierpieniu. Powołano również przed sąd eksperta medycznego, który stwierdził, iż przed Żyznowskim nie było więcej niż 8 dni życia.

Odczytano także listy, które miały świadczyć na korzyść oskarżonej.

August Zamoyski, rzeźbiarz, pisał, iż Stanisława okazała niezwykłą lojalność wobec narzeczonego, a jej czyn był świadectwem miłości.

Nieobecna na sali matka Jana pisała, że wybacza niedoszłej synowej.

Ostatniego dnia przed wydaniem wyroku prokurator Donat Guigne stwierdził, że „w tej sprawie wolałby być obrońcą niż oskarżycielem, bo sprawa Umińskiej to nie historia zbrodni, ale legenda wielkiej, pięknej miłości”. Prokurator zauważył również, iż Umińska jest cudzoziemką i jej postępowanie oraz tok myślenia mogą być inne, obce, nieznane paryskim przysięgłym. Wyrok zapadł w 5 minut – tyle czasu potrzebowano, by zdecydować, że Stanisława jest niewinna.

Dalsze losy Umińskiej

Po procesie Umińska zamieszkała w zakonie Benedyktynek na terenie Francji, powoli odzyskując równowagę psychiczną. Po późniejszym powrocie do ojczyzny Stanisława miała nadzieję, że uda jej się znów stanąć na deskach teatru. Nadzieja ta okazała się złudna, bowiem kobieta nie była w stanie grać tak jak dawniej. Aktorka zdecydowała ostatecznie, że chce przywdziać habit i służyć Bogu. Po śmierci Jana nie widziała dla siebie miejsca w społeczeństwie, pragnęła zaszyć się w klasztorze. Okazało się to problematyczne, bowiem o jej czynie oraz procesie rozpisywały się gazety także w Polsce, w wyniku czego w środowisku duchownych Stanisława nie była mile widziana. Wstawił się za nią aktor Aleksander Zelwerowicz, który osobiście udał się do przełożonej domu zakonnego Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego, mieszczącego się przy szpitalu św. Łazarza w Warszawie, i poprosił o przyjęcie Umińskiej. Stanisława dołączyła do zakonu 17 marca 1927 roku, mając 26 lat.

Pierwszą pracę podjęła w Zakładzie Rehabilitacyjnym dla Nieletnich Przestępczyń i Prostytutek „Przystań”. Stanisława przyjęła śluby wieczyste w 1936 roku, wybrała sobie imię Benigna, oznaczające „dobroduszna, uprzejma, przyjazna, życzliwa”.

Podczas II wojny światowej siostry w zakładzie prowadziły działalność konspiracyjną. Pomagały rannym partyzantom oraz dziewczynom, którym udało się uciec z getta, ukrywały broń. Stanisława starała się zaszczepić w tych młodych dziewczynach miłość do teatru i sztuki. Z pomocą reżysera Leona Schillera Umińska wyreżyserowała „Pastorałkę”, w której zagrały jej podopieczne. Na widowni zasiedli między innymi Czesław Miłosz, Witold Lutosławski, Jerzy Andrzejewski, Danuta Szaflarska i Andrzej Łapicki. Łapicki tak wspominał, to co zobaczył: „Niezwykłe wrażenie. Przejęcie i czystość tych dziewcząt udzieliły się widowni. Jedno z najpiękniejszych wzruszeń teatralnych, jakie przeżyłem"

Podopieczne Umińskiej zagrały około 20 przedstawień, koniec „Przystani“ nadszedł wraz z powstaniem warszawskim.

Stanisława do ostatnich swoich dni opiekowała się dziećmi, które wymagały specjalnej opieki. Zmarła w Boże Narodzenie 1977 roku, mając 76 lat.

"Chciałam oszczędzić mu świadomości, że będzie umierał. A może chciałam oszczędzić siebie, bojąc się niemożności patrzenia na nieludzkie cierpienie..."

Źródła:

Autorka: Marcelina Biała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Kraków, Stary Bieżanów. Słoneczne, ciepłe popołudnie 28 maja 2003 roku. Przypadkowy przechodzień spacerujący leśnym fragmentem ulicy Kokotowskiej zauważa coś leżącego w przydrożnym rowie, przy wydeptanej ścieżce. Zaniepokojony podchodzi bliżej i dostrzega zmasakrowane zwłoki młodej kobiety. Wezwany zespół policyjnych śledczych na podstawie obrażeń od razu stwierdza, że prawdopodobnie wchodzi w grę zabójstwo z motywów seksualnych – kobieta jest częściowo obnażona, została zgwałcona, ma połamane żebra, nos, czaszkę i żuchwę. Ciało zostało jednak porzucone w widocznym miejscu. W głowie śledczych zapala się czerwona lampka – to, co widzą, w jakimś stopniu przypomina im modus operandi seryjnych sprawców zabójstw.

Czarnochowice k. Krakowa, późny wieczór, 27 maja 2003 roku. Rodzice Katarzyny Gądek niepokoją się, ponieważ córka długo nie wraca do domu. 18-letnia Kasia jest uczennicą szkoły zawodowej, marzy o zostaniu fryzjerką i odbywa praktyki w salonie w Wieliczce. Miała wrócić autobusem, który na pętli był około godziny 22. Od domu dzieli ją przejście przez pola i lasek – tędy zawsze wracała do domu, jak każdy z jej okolicy. Jednak mijają kolejne minuty, a Kasia nie wraca. Jej telefon nie odpowiada.
W międzyczasie powiadomiona o sytuacji koleżanka Kasi, Magda, dostaje SMS-a: “Spuznilam sie na autobus. Bede pozniej” (sic!). Magdę niepokoi błąd ortograficzny w wiadomości, bo wie, że Kasia bardzo przykłada uwagę do pisowni – czuje, że wydarzyło się coś złego, a tej wiadomości wcale nie pisała Kasia.

Śledczy rozpoczynają dochodzenie, sprawdzając z początku możliwych świadków zdarzenia.

Docierają do kierowcy MPK, z którym Kasia odbyła swoją ostatnią podróż. Kierowca najpierw stwierdza, że dziewczyna samotnie opuściła pojazd, jednak później zmienia zeznania. Za Kasią wysiadł z autobusu jakiś mężczyzna. Kierowca, zapytany o powód składania fałszywych zeznań, tłumaczy, że nie chciał się mieszać w sytuację.

Sprawdzenie bilingów telefonicznych doprowadza śledczych do kobiety, która około godziny 23 otrzymała telefon z numeru Kasi. Kobieta wyjaśnia, że z tego numeru dzwonił do niej jej narzeczony, Maciej K.. 24-letni mężczyzna wracał od niej do swojego domu, do Czarnochowic. Rozpytani sąsiedzi mówią, że para zachowywała się normalnie, a sam Maciej K. był sumienny i obowiązkowy. Od 6 lat pracował bowiem w masarni jako rzeźnik. Codziennie zabijał około 6-8 bydląt specjalnym pistoletem. Współpracownicy cenili go – uważali, że zna się na fachu.

Dzień po zabójstwie Maciej pojawia się w pracy, jak gdyby nigdy nic.

Z relacji jego współpracowników wynika, że nawet nie drgnął, gdy usłyszał radiowy komunikat o poszukiwaniach zabójcy Kasi. Policja zatrzymuje go w trakcie pracy, po 24 godzinach od ujawnienia zwłok. Mężczyzna przyznał się. Tłumaczył, że był nietrzeźwy oraz potwierdził motyw seksualny zabójstwa. Mówi też, że Kasia była przypadkowym celem, nawet jej nie znał – po prostu spotkał ją na swojej drodze. Po gwałcie i zabójstwie wysłał SMS-a do jej koleżanki, żeby kupić sobie więcej czasu i opóźnić poszukiwania. Zadzwonił też do swojej dziewczyny, prawdopodobnie w celu zabezpieczenia sobie swego rodzaju alibi.

Według śledczych, sprawca ma skłonności do sadyzmu.

Jego zamiłowanie do wykonywanej profesji oraz popełniony czyn mogą świadczyć, że mógłby popełniać w przyszłości kolejne zbrodnie.

Maciejowi K. przedstawiono zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i otrzymał karę 25 lat pozbawienia wolności, co oznacza, że wyjdzie na wolność w 2028 roku lub już opuścił więzienie za dobre sprawowanie.

Źródła:

Dzięki uprzejmości Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie:

Autor: Karolina Seremet, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Urodzony jako Rodrigo Jacques Alcala Buquor 23 sierpnia 1943 w San Antonio, zm. 24 lipca 2021 w Corcoran. Pod koniec liceum mężczyzna wstąpił do wojska. Ostatecznie zwolniono go ze służby ze względu na załamanie nerwowe. Prawdopodobnie już wtedy lekarze zdiagnozowali u niego osobowość narcystyczną i psychopatię.

Kim był Rodney Alcala?

Był amerykańskim seryjny mordercą i gwałcicielem. Został skazany na karę śmierci w Kalifornii w 2010 roku za pięć zabójstw w latach 1977 a 1979. W 2013 roku wyrok Alcala został zwiększony o 25 lat, gdyż przyznał się do dokonania dwóch zabójstw w Nowym Jorku w 1971 i 1977 roku. Zdaniem prokuratury mężczyzna brutalnie znęcał się nad swoimi ofiarami m.in. poprzez duszenie do utraty przytomności, kolejno czekając na ich obudzenie się, ponawiając te czynności częstokroć przed ostatecznym zabiciem ofiar.

Program Telewizyjny

W 1978 roku Alcala brał udział w programie telewizyjnym „Randki w ciemno”, (ang. "The Dating Game"). Program ten ostatecznie wygrał. Można powiedzieć, iż jedna z uczestniczek - Cheryl Bradshaw, oszukała przeznaczenie. Rodney wygrał randkę z Cheryl, jednak ta ostatecznie zrezygnowała z niej, ponieważ twierdziła, że mężczyzna jest bardzo dziwny.

„Zachowywał się naprawdę przerażająco” – oceniła po czasie.

„Był cichy, ale jednocześnie wchodził w zdanie i narzucał się, kiedy tylko chciał, jakby próbował mnie zastraszyć. Okazał się ciężki do polubienia i nieuprzejmy. Nie tylko go nie polubiłam… Okazał się najgorszym potworem, jakiego poznałam”.

Mimo tego, że mężczyzna miał na swoim koncie wyrok za napaść seksualną oraz pobicie ośmiolatki mógł wziąć udział w programie. Powodem tego było brak to, że produkcja nie przeprowadziła rutynowej kontroli uczestników.

W programie Cheryl wybierając kandydata zapytała Alcali, „ jaka jest twoja ulubiona pora dnia?”. Mężczyzna bez zastanowienia odpowiedział, „najlepszą porą dnia jest noc.” Okazało się, że to właśnie wieczorową porą werbował on do swojego domu niewinne kobiety, po czym je gwałcił i dusił. Do 13 września 1978 roku zdążył wyrządzić krzywdę 5 osobą.

Po tym, jak Cheryl zignorowała zaloty Alcala, dokonał on kolejnej zbrodni.

Pierwsza ofiara Alcala

Pierwszą ofiarą Alcala była ośmioletnia Tali Shapiro w 1969 roku, którą mężczyzna porwał, zgwałcił i pobił. Mundurowi znaleźli dziewczynkę w jego mieszkaniu w Hollywood. Alcala jednak zbiegł, dzięki czemu uchronił się wówczas przed aresztem w Nowym Jorku i pod fałszywą tożsamością ( John Berger) dostał się na studia filmowe u Romana Polańskiego na Uniwersytecie Nowojorskim.

Areszt

Finalnie mężczyznę aresztowało FBI. Został deportowany do Kalifornii. Tam skazano go na trzy lata więzienia za molestowanie nieletnich. Po ponad roku Alcala opuścił zakład warunkowo. Ponownej napaści dokonał już dwa miesiące później, tym razem na 13-latce.

Kolejne zbrodnie

Po realizacji odcinka "Randki w Ciemno" w 1979 roku Alcala zgwałcił piętnastolatkę Monique Hoyt, w trakcie jednej z sesji fotograficznych. W czerwcu natomiast bestialsko zabił 12-letnią Robin Samsoe, którą porwał z zajęć baletowych. W swoim lokum gromadził relikwie po ofiarach. Pamiątką po małej Robin były jej kolczyki.

Kara śmierci

Po upływie roku od tragicznej śmierci nastolatki Alcalę skazano na karę śmierci. Lata mijały, a na jaw zaczęły wychodzić przeszłe przestępstwa mężczyzny. W 2004 roku oskarżono Rodneya o morderstwo czterech kolejnych kobiet: 18-letniej Jill Barcomb, 27-letniej Georgii Wixted, 31-letniej Charlotte Lamb i 21-letniej Jill Parenteau.

Podczas pobytu w więzieniu Alcala twierdził, że jest niewinny. Starał się wykazać swoją niewinność w książce własnego autorstwa. 2003 roku prokuratorzy ostatecznie obalił jego tłumaczenia, a analiza DNA stanowiła kluczową pomoc w tym procesie. Testy jednoznacznie potwierdziły, że Alcala był odpowiedzialny za śmierć 12-letniej Samsoe, a także czterech innych morderstw.

Zeznania Tali Saphiro, 8-letniej ofiary Alcala

W trakcie procesu, w nieoczekiwanym zwrocie akcji, jako świadka powołano pierwszą ofiarę Alcali – dorosłą już Tali Saphiro, którą zgwałcił w swoim mieszkaniu w Hollywood. Kobieta zeznała o tamtych wydarzeniach, a ławnicy byli przekonani o winie mężczyzny. W marcu 2010 roku Alcalę skazano po raz trzeci na karę śmierci.

W 2010 roku departament policji w Kalifornii i Nowym Jorku opublikował ponad sto fotografii wykonanych przez Alcalę w celu uzyskania pomocy w zidentyfikowaniu kobiet i dzieci na zdjęciach (około 900 zdjęć, nie mogło zostać opublikowane).

Potencjalna kolejna ofiara

Wśród możliwych ofiar Alcali jest na przykład Pamela Jean Lambson z San Francisco, która zniknęła w 1977 roku. Młoda dziewczyna, mająca wtedy 19 lat, zniknęła po tym, jak poinformowała swoją koleżankę, że spotyka się z fotografem. relacji świadków wynika, że opis fizyczny mężczyzny, z którym widziano kobietę w tamtym czasie, pasuje do Alcali. Jednakże, brak jest dowodów w postaci analizy DNA, które mogłyby potwierdzić winę zabójcy.

Skazanie Alcala

Rodney Alcala zyskał status skazańca oczekującego na egzekucję. W styczniu 2011 roku postawiono go przed sądem pod zarzutem zamordowania dwóch 23-letnich kobiet z Manhattanu – Ellen Hover i Cornelii Crilley. Oskarżony wypierał się, aby wówczas znajdował się w tamtych rejonach. W 2012 roku przetransportowano go do Nowego Jorku, gdzie nadal twierdził, że jest niewinny, aż do grudnia, kiedy to, mając zamiar powrócić do Kalifornii i złożyć apelację dotyczącą wyroku śmierci, przyznał się do obu morderstw. W dniu 7 stycznia 2013 roku sąd skazał Rodneya Alcalę na dodatkowe 25 lat pozbawienia wolności. Od roku 2007 obowiązują przepisy prawne w stanie Nowy Jork, które nie pozwalają na wykonywanie kary śmierci. Rodney Alcala obecnie przebywa w więzieniu stanowym w San Quentin.

Śmierć

Rodney Alcala zmarł 24 lipca 2021 roku z przyczyn naturalnych w więzieniu stanowym Corcoran w Kalifornii. Podczas odbywania kary więzienia zdiagnozowano u mężczyzny antyspołeczne zaburzenie osobowości. Lekarze ocenili, że przyczynami jego zaburzonego zachowania mogły być m.in. porzucenie w dzieciństwie przez ojca i wyrzucenie z wojska.

Źródła:

  1. https://natemat.pl/390607,zabojca-z-randki-w-ciemno-kim-byl-rodney-alcala
  2. https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/spotkala-morderce-w-randce-w-ciemno-mial-zdjecia-i-kolczyki-swoich-ofiar/6tkl4n6
  3. https://pl.wikipedia.org/wiki/Rodney_Alcala

Autor: Magdalena Wychowska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: Wikipedia

Body image (obraz ciała) to myśli, uczucia i postrzeganie estetyki lub atrakcyjności seksualnej własnego ciała. Pojęcie obrazu ciała jest używane w wielu dyscyplinach, w tym w neuronauce, psychologii, medycynie, psychiatrii, psychoanalizie, filozofii, studiach kulturowych i feministycznych; również media często używają tego terminu. Negatywne postrzeganie własnego ciała stało się powszechne, a dążenie do idealnej sylwetki coraz bardziej niebezpieczne. Autorem pojęcia jest Paul Schilder (1950).

‘’Idealny obraz ciała’’ jest inaczej postrzegany w zależności od wielu czynników.

Atrakcyjność człowieka jest m.in. determinowana kulturowo. Według antropologów na zachodzie dominuje szczupła, zdrowa sylwetka natomiast w państwach, gdzie występuje problem z konsumpcją żywności lub wysoka śmiertelność, atrakcyjne ciało to ciało obfite.

Zaburzenia odżywiania to jednostki chorobowe charakteryzujące się zaburzeniem łaknienia na podłożu psychicznym. Dzielą się na 2 grupy czyli:

Zaburzenia odżywiania są odzwierciedleniem tego, co dana osoba przeżywa np. niska samoocena, stres, smutek, ból, trauma. Mogą stanowić sposób radzenia sobie z problemami tożsamości i kontroli osobistej (Polivy, Herman, 2002). Okazuje się, że jednostki mające bliską osobę z rodziny z jakimś zaburzeniem odżywiania, same mają od 7 do 12 razy zwiększone ryzyko pojawienia się tego problemu i u nich.

Teorie o wpływie genów na występowanie zaburzeń odżywiania potwierdzają badania prowadzone na bliźniętach monozygotycznych czyli jednojajowych.

Okazywało się, że gdy jeden z nich cierpiał na zaburzenia odżywiania, to ryzyko, że drugi bliźniak będzie zmagał się z tym samym problemem, sięgało nawet 50%.

Ponadto, obsesyjne, perfekcjonistyczne i lękowe style osobowości mogą być przedchorobowymi cechami, które przyczyniają się do powstawania zaburzeń odżywiania (Culbert, Racine, Klump, 2015). Social media i niemożliwy do osiągnięcia idealny wygląd wpływają na ocenę swojego ciała i powstawanie zaburzeń odżywiania. Nieustanne porównywanie się i oglądanie często prezentowanych szczupłych lub wręcz wychudzonych ciał buduje u wielu młodych osób niebezpieczne przekonanie, że tylko taki wygląd jest akceptowalny i pozwoli im w przyszłości osiągnąć sukces. Nieustanne porównywanie się i oglądanie często prezentowanych szczupłych lub wręcz wychudzonych ciał buduje u wielu młodych osób niebezpieczne przekonanie, że tylko taki wygląd jest akceptowalny i pozwoli im w przyszłości osiągnąć sukces. Widzimy tylko efekt końcowy w postaci zdjęcia pięknej kobiety, ale nie wiemy ile wysiłku włożono, aby takie zdjęcie powstało (retusz, odpowiednie oświetlenie, charakteryzacja, makijaż).

Pewnie każdemu z nas trudno jest wyobrazić sobie życie bez internetu.

Media stały się nieodłączną częścią naszej rzeczywistości. Mają ogromny wpływ na każdy aspekt naszego życia – kreują wolny czas, zainteresowania, kształtują wzory do naśladowania.

Myślę, że już możemy zauważyć, że zaburzenia odżywiania, w tym także otyłość, stanowią obecnie poważny problem zdrowia publicznego na całym świecie. Ale jaki wpływ na to wszystko mają media? Nieustanna ekspozycja na środki masowego przekazu (telewizja, filmy, czasopisma, bilbordy, Internet) jest skorelowana z otyłością i negatywnym wizerunkiem ciała (czyli obniżoną samooceną), co może prowadzić do zaburzeń odżywiania (Derenne, Beresin, 2006). Media codziennie bombardują nas informacjami, zdjęciami o tym, jak powinno się wyglądać, jaki rozmiar mieć i niektóre osoby wpadają w wir dążenia do nieosiągalnego ideału.

Media mają ogromny wpływ na sposób odżywiania się.

Wyznaczają standardy atrakcyjności, trendy w żywieniu oraz wskazują cechy fizyczne, które są pożądane przez społeczeństwo. Anna Majda oraz Katarzyna Braszczyk z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie przeprowadziły badania sondażowe na 82 uczniach klasy trzeciej gimnazjum (wiek badanych to 14-17 lat). Wśród ankietowanych znalazło się 45 dziewcząt. Autorki skupiły się głównie na takich czynnikach jak:

Po analizie wyników badań stwierdzono, że około 25% osób znajdowała się w grupie obarczonej ryzykiem wystąpienia zaburzeń odżywiania. Niedowaga częściej występowała u dziewcząt. Prawdopodobnie dlatego, że dorastające dziewczęta pragną osiągnąć szczupłą sylwetkę, podobną do sylwetek modelek. Chłopcy natomiast chcą być raczej bardziej umięśnieni i sprawiać wrażenie większych, silniejszych.

Może być to związane z procesem socjalizacji i przypisywaniu cech wyglądu i ról płciowych.

Kobieta ma być atrakcyjna, ma o siebie dbać, ma być nie tylko swoją wizytówką, ale też partnera. Mężczyzna natomiast powinien być silny, być opiekunem domu. Całe szczęście powoli dochodzimy do zmian w tym systemie np. kobieta nie jest już zależna od męża, może sama o siebie zadbać, nie tylko finansowo.

Obserwowana w pracy wartość rzeczywistego wskaźnika BMI badanych istotnie statystycznie różniła się od wartości życzeniowego wskaźnika BMI. Dane te mogą sugerować, iż młodzież nie była zadowolona ze swojego wyglądu, a szczególnie masy ciała. Wskaźnik BMI badanych nie był istotnie statystycznie zależny od częstości oglądania przez nich reklam telewizyjnych. W przeciwieństwie do tych wyników analiza rozmaitych opracowań zdaje się pokazywać, że częstość oglądania reklam może prowadzić do wzrostu konsumpcji reklamowanych produktów, w tym niezdrowych. W konsekwencji może się przyczyniać do rozwoju zaburzeń odżywiania, a szczególnie otyłości u młodzieży.

Prawie 64% badanych nastolatków stosowała dietę z powodu niezadowolenia ze swojej masy ciała, a pozostali ze względów zdrowotnych. Czyli ponad połowa dzieci zdecydowała się przejść na dietę ze względu na swój wygląd.

Wizerunek kobiety w mediach społecznościowych jednak zmieniał się na przestrzeni lat.

Piękno, tak jak już wspominałam, jest kategorią zmienną – zmienia się zgodnie z wymogami kulturowymi i upływem czasu. Nie da się zaprzeczyć, iż w dobie rozpowszechnionych mediów i bezmyślnego przyjmowania treści prezentowanych przez nich treści, wizerunek szczupłego kobiecego (ale też i męskiego) ciała może zaowocować podjęciem walki z własnymi niedoskonałościami. W rezultacie może to prowadzić do pojawienia się zaburzeń w postrzeganiu i traktowaniu własnego ciała. Jest to niebezpieczne. Łatwo przekroczyć granicę między redukcją masy ciała w celach zdrowotnych, a bezmyślnym dążeniem do idealnego ciała kosztem swojego zdrowia.

Dzięki staraniom organizacji feministycznych oraz ruchu body positive współczesne media pokazują nam bardziej realny obraz kobiecego ciała. Obraz naturalny, z krągłościami, z niedoskonałościami, ale nadal spotyka się to z dużym hejtem. Dalej usłyszymy, że ktoś jest za gruby, za duży, za brzydki. W sklepach ubrania w rozmiarze „M” stanowią większość asortymentu, podczas gdy przeciętna nastolatka wymaga rozmiaru „L”. Pod wpływem mediów młodzież jest pod presją, że jeśli nie będzie chuda, to nie będzie mieć przyjaciół. Będzie wyśmiewana i – co dla nich najważniejsze – nie spodoba się płci przeciwnej. To powoduje, że jak podają statystyki:

Naukowcy z Bostonu badali wpływ mediów na poziom zadowolenia nastolatek z własnego wyglądu i na zachowania, które miały obniżyć wagę ciała.

Według 69% badanych zdjęcia z czasopism miały wpływ na postrzeganie własnego wyglądu. 47% natomiast podjęło próby obniżenia wagi ciała (Kochan-Wójcik, Małkiewicz, 2003).

Media to nie tylko prasa. Właściwie, w XXI wieku, media to głównie internet. Także równie dużą wagę mają obrazy ruchome, których źródłem jest najpopularniejsza i mająca największą siłę opiniotwórczą telewizja.

Według badań istnieje pozytywna zależność między częstotliwością oglądania wideoklipów a poziomem znaczenia i roli wagi ciała. Atrakcyjne osoby pojawiające się w teledyskach mają za zadanie przyciągać, interesować oraz po prostu zachęcać do kupna płyty artysty. Reklamy, wideoklipy, cały ten wizualny świat nakłania do posiadania dóbr materialnych. Definiuje też obraz piękna – kupię te perfumy co używa ta piękna pani, którą wszyscy mężczyźni w reklamie podziwiają. Problematyka zdrowia jest teraz bardzo popularnym i chwytliwym tematem dla mediów. Piękno jest wabikiem na dobra konsumpcyjne.

Czy media zakłamują wizerunek? Tak!

Same supermodelki przyznają, że czasem nie poznają siebie z sesji, a siebie z lustra. Można oglądać, podziwiać, ale należy mieć świadomość, że piękna osoba ze zdjęcia nie jest tak idealna, jaką ją widzimy. Pominę nawet fakt operacji plastycznych i zabiegów medycyny estetycznej, które, jak każdy wie, potrafią zmienić człowieka nie do poznania.

Zaburzenia odżywiania to choroba globalna, a niski poziom samooceny wykazują nawet dziewczynki w wieku 7 lat.

Poczucie własnej wartości jest silnie uwarunkowane kulturowo. Wywiera silny wpływ na pewien zakres zachowań osobistych i społecznych, nastrój, poczucie własnej skuteczności i wiele innych aspektów życia.

Źródła:

  1. Culbert, K. M., Racine, S. E., i Klump, K. L. (2015), Research Review: What we have learned about the causes of eating disorders–a synthesis of sociocultural, psychological, and biological research, "Journal of Child Psychology and Psychiatry", 56(11), 1141-1164.
  2. Derenne, J. L., & Beresin, E. V. (2006), Body image, media, and eating disorders, "Academic psychiatry", 30, 257-261.
  3. Kochan-Wójcik, M., & Małkiewicz, E. (2003), Wizualne mass media a wizerunek własnego ciała u dorastających dziewcząt – przegląd literatury, "Psychologia rozwojowa", 2(8).
  4. Pakuła K., Uwaga. Serwis internetowy Merkuriusz, 2004, 4, http://www.merkuriusz.id.uw.edu.pl.
  5. Polivy, J., & Herman, C. P. (2002), Causes of eating disorders, "Annual review of psychology", 53(1), 187-213.

Autor: Nadia Kamińska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Cała historia zaczęła się w nocy z 21 na 22 sierpnia 1993 roku w Zbylutowie, kiedy to 15-letnia Ewa Pilarska wraz z koleżankami wybrała się na dyskotekę do Chmielna. Według zeznań świadków nie bawiła się zbyt dobrze i postanowiła wrócić do domu. Pomimo nalegań koleżanek, Ewa nadal przystawała przy swojej decyzji i samotnie opuściła lokal o 3 nad ranem. Skierowała się w stronę domu, do którego niestety nigdy nie wróciła.

Nazajutrz mama Ewy zauważyła, że jej córka nie wróciła na noc. Zaniepokojona tym faktem żywiła jednak nadzieję, że może ona przebywać u koleżanki, z którą była na imprezie ubiegłej nocy. Wraz z mężem udała się do niej, lecz niestety dziewczyna nie posiadała informacji na temat aktualnego miejsca pobytu Ewy. Rodzice zaginionej bezzwłocznie postanowili zgłosić zaginięcie na policji, która wszczęła poszukiwania.

W akcję poszukiwawczą zaginionej Ewy Pilarskiej zaangażowana była policja, rodzina, a także mieszkańcy pobliskich wsi.

Pierwszym tropem na jaki udało się trafić była bielizna Ewy, która leżała ok. 500 metrów od jej domu. Prowadzono poszukiwania w pobliskich lasach oraz polach, lecz z powodu potężnej burzy nad wsią akcja poszukiwawcza została przerwana. 23 sierpnia wznowiono przeszukiwania terenu w celu odnalezienia zaginionej Ewy, na której ciało natrafił jej ojciec. Zmasakrowane zwłoki nastolatki znajdowały się nieopodal 500 metrów od jej rodzinnego domu. Zaginiona Ewa Pilarska została brutalnie pobita, zgwałcona, a finalnie zamordowana przez okrutnego sprawcę. Jego tożsamość udało się ustalić dopiero po 23 latach.

"Zbrodnia doskonała" – takim mianem określano sprawę morderstwa Ewy Pilarskiej przez blisko 23 lata. Pomimo odnalezienia ciała, zabezpieczonych dowodów, przesłuchań świadków, sprawca nadal był nieuchwytny. Niestety, w tamtych czasach analiza kodu genetycznego była na etapie raczkowania, co znacznie nie ułatwiało śledztwa.

W związku ze sprawą wytypowano dwóch potencjalnych morderców, których jednak szybko oczyszczono z zarzutów. Cała Polska żyła sprawą Ewy ze Zbylutowa, tragiczną zbrodnię ukazano także w wielu reportażach telewizyjnych, m.in. w "Magazynie Kryminalnym 997". Sprawcy przez długie lata nie ustalono, przez co sprawę odstawiono na półkę.

Rok 2015 był przełomem w sprawie tragicznego morderstwa Ewy.

Dzięki ponownej analizie sprawy, nowoczesnej technologii oraz ciężkiej pracy policjantów z wrocławskiego "Archiwum X" udało się dotrzeć do tego, kto był sprawcą brutalnej zbrodni sprzed lat, był to 43 letni Jan G. – mieszkaniec Zbylutowa. Według ustaleń śledczych, przyczyną śmierci Ewy było zakrztuszenie się własną krwią wskutek obrażeń po wbitym kiju w jej usta, w wyniku których jej tchawica została przebita. Nim doszło do zgonu, sprawca bardzo brutalnie pobił Ewę aż do utraty jej przytomności, a następnie zgwałcił. To właśnie dzięki zebranemu materiałowi genetycznemu mordercy na spódnicy ofiary udało się zidentyfikować Jana G. przy pomocy nowoczesnych metod analizy DNA.

Początkowo Jan G. nie przyznawał się do winy, twierdząc, że "tylko" ją pobił i zgwałcił. Zebrany materiał jednoznacznie wskazywał jednak na jego winę. Sprawca zbrodni w dniu tragicznego morderstwa miał zaledwie 19 lat. Według informacji okolicznych mieszkańców był osobą, której się obawiali ze względu na jego skłonności do nadużywania alkoholu, po którym bywał agresywny oraz posiadał zoofilskie zapędy.

W dniu zatrzymania Jan G. był nieco zdziwiony widokiem policjantów śledczych u progu swych drzwi. Był przekonany, że zbrodnia, której się dopuścił nigdy nie zostanie rozwiązana. Również żona sprawcy nie mogła pogodzić się z faktem jakiej okrutnej zbrodni dopuścił się jej mąż.

Jana G. skazano na karę dożywotniego pozbawienia wolności w lutym 2017 r.

W 2018 r., wskutek apelacji wniesionej przez obrońców mordercy, wyrok skrócono do 25 lat.

Sprawa morderstwa Ewy Pilarskiej wzbudziła wiele emocji w opinii publicznej, przez co na długo zapisze się w historii najokrutniejszych zbrodni w Polsce, będąc jednocześnie przestrogą dla innych, aby w życiu kierować się ostrożnością, by nie podzielić losu Ewy i nie stać się ofiarą okrutnego bestialstwa.

Źródła:

  1. https://zaginieniprzedlaty.com/archiwum-zbrodni/ewa-pilarska-i-jej-tragiczny-koniec/
  2. https://gazetawroclawska.pl/archiwum-x-dziala-kara-za-zabojstwo-sprzed-24-lat/ar/11800958
  3. https://www.wroclawskiportal.pl/czarny-poniedzialek-ostatnia-dyskoteka-ewy/
  4. https://interwencja.polsatnews.pl/reportaz/2016-04-11/zabil-wbijajac-kij-w-usta-przez-23-lata-byl-nieuchwytny_1502774/

Autor: Katarzyna Sosnowska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: https://gazetawroclawska.pl/ekshumacja-po-23-latach-wkrotce-proces-mordercy-nastolatki/ar/9817950

Serdecznie zachęcamy do lektury poprzednich artykułów z serii "Sukcesy Archiwum X":

  1. SUKCESY ARCHIWUM X: Sprawa Grażyny Ż., 41-letniej kobiety z Gdyni
  2. SUKCESY ARCHIWUM X: Zbrodnia sprzed lat - zabójstwo pielęgniarki Agnieszki D. w Białymstoku
  3. SUKCESY ARCHIWUM X: Sprawy zamordowanych chłopców – Marcina S. i Sebastiana T.
  4. SUKCESY ARCHIWUM X: Mieczysław K. z Krakowa. Zaginięcie, które okazało się być zabójczą intrygą

Jest 26 grudnia 2002 roku, gdy 7-letnia Karina Surmacz spędza drugi dzień świąt ze swoją mamą Anną oraz jej partnerem Piotrem, pseudonim “Świr”. Nagle rozlega się pukanie do drzwi, Piotr otwiera je. W tej samej sekundzie ktoś strzela do niego trzy razy, a kolejne dwa oddaje, gdy ofiara leży już na podłodze. Zabójca wszedł do środka, oddał kilka strzałów do Anny. Mała Karina najprawdopodobniej widziała sprawcę i zabójstwo swojej rodzicielki. Sprytnie się przed nim ukryła.

Dzień późnej na telefon Anny zadzwonił Rafał Mikołajczyk, pseudonim “Święty” – 34-letni mężczyzna uzależniony od heroiny, ojciec chrzestny Kariny. Najprawdopodobniej to dziewczynka odebrała telefon. Zaraz po tym Rafał powiedział swojej partnerce, że jedzie do mieszkania Anny i jak wróci, to wszystko jej wyjaśni. Mężczyzna nigdy więcej się nie skontaktował. Policja jest pewna, że 7-letnia Karina razem ze swoim ojcem chrzestnym opuściła mieszkanie.

Grupy przestępcze – Mokotów

Policja odkryła zwłoki dopiero 31.12. Funkcjonariusze policji, zaalarmowani w sylwestra przez siostrę denatki, że u Anny ciągle szczeka pies i palą się światełka choinkowe, udali się we wskazane miejsce. Poza ciałami znaleźli także łuski po pociskach (kaliber 9mm). Badania balistyczne wykazały, że broń nigdy nie została użyta do popełnienia przestępstwa. Nie znaleziono żadnych śladów, które mogłyby wskazywać na stosowanie przemocy wobec małoletniej lub że odebrano jej życie.

Matka Kariny Anna ps. “Andzia” znana była z organizowania głośnych imprez, obracała się w środowisku narkomanów. Handlowała narkotykami i nazywano ją “szefową” wśród dilerów, z którymi współpracowała. Jej mąż Marcin prawdopodobnie także był uzależniony i sprowadzał do domu innych uzależnionych od substancji psychoaktywnych ludzi. Z biegiem czasu w jej życiu pojawił się Paweł, który został jej konkubentem oraz partnerem biznesowym. Zapewniał jej ochronę. Być może ich działalność zwróciła uwagę starego mokotowskiego gangu, który obawiał się przejęcia przez “Andzię” i “Świra” procederu narkotykowego. Pojawiło się także kilka teorii dotyczących zabójstwa, m.in. porachunki na tle osobistym, a może i finansowym. Zbrodnia sama w sobie przypominała egzekucję.

W 2004 roku prokuratura umorzyła śledztwo ze względu na brak dowodów.

Karina Surmacz – kim był jej biologiczny ojciec?

Policjantom udało się dotrzeć do Marcina – ojca Kariny. Okazało się, że półtora roku wcześniej wyrzucono go z własnego mieszkania, w którym znaleziono zwłoki. Powodem miało być uzależnienie oraz podkradanie narkotyków Annie. Marcin zeznał, że pierwszy dzień świąt spędził w piwnicy z kolegą. W dzień zabójstwa kobiety i jej partnera udał się na dworzec po narkotyki oraz do noclegowni, lecz nie było wolnych miejsc. Ostatni raz Karinę widział dzień przed Wigilią.

Pojawiły się również spekulacje co do prawdziwego ojca Kariny. Mówiono, że jest nim niejaki Krzysiek, który handlował narkotykami i przyjaźnił się ze “Świętym”. Prawdopodobnie Rafał spotkał się z nim prosząc go o namiary na pasera, który zmieniał ludziom tożsamość. Osoba powiązana z grupą pruszkowską udzieliła informacji, że Krzysiek zniknął niedługo po zaginięciu Kariny oraz Rafała.

Karina Surmacz – co się stało?

Funkcjonariusze są pewni, że “Święty” nie byłby w stanie zrobić krzywdy Karinie, ale też nie miał możliwości aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Istnieje teoria, że “Święty” uciekł razem z dziewczynką i Krzyśkiem, albo ukrył ją, by nie stała jej się krzywda, a sam udał się do gangu mokotowskiego prosząc o pieniądze i został zabity.

Iza, znajoma Rafała, mówiła, że mężczyzna kochał swoją córkę chrzestną jak własną. Dziewczynka również traktowała go dobrze. Niejednokrotnie pomagał on matce Kariny.

Konkubent “Andzi” natomiast nie znosił małej. Powodem miały być częste wizyty “Świętego”, a także zabieranie małoletniej do swojego domu. Warto dodać, że Rafał sam miał córkę Karolinę, która była rówieśniczką Kariny. W opinii Izy zaginiona dziewczynka zachowywała się jak osoba dorosła, tylko niewiele mówiła, była bardzo zamknięta w sobie.

Przypomnijmy, że Karina w dniu zaginięcia miała 140 cm wzrostu, długie blond włosy i brązowe oczy. Jeśli żyje, jest dorosłą, 27-letnią kobietą.

Źródła:

  1. https://tvn24.pl/premium/warszawa-karina-surmacz-policjanci-wciaz-szukaja-siedmioletniej-dziewczynki-ktora-zaginela-po-zabojstwie-jej-matki-5158456
  2. https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,29299650,karina-surmacz-zaginela-w-wieku-7-lat-dziecko-gangu-moglo.amp
  3. https://parenting.pl/mowia-ze-jest-najmlodsza-ofiara-porachunkow-gangsterskich-karina-zaginela-w-wieku-7-lat?amp=1

Autor: Jagoda Wiśniewska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: https://mokotow.policja.gov.pl/r2/aktualnosci/4203,Poszukujemy-zaginionej-Kariny-Surmacz.html

8 grudnia 2010 roku, Służewo, Pole koło Aleksandrowa Kujawskiego - malutka wieś licząca zaledwie 100 mieszkańców. Czternastoletnia Ewelina Skwara wsiada w śnieżny poranek na swój czerwony składak i wyrusza w drogę do szkoły. Do przejechania ma około 2 km. Nigdy jednak do szkoły nie dociera. Jedna z mieszkanek wsi przypadkiem odnajduje przy drodze jej porzucony rower, jednak po dziewczynce nie ma śladu.

Co się stało z Eweliną?

Rower Eweliny odnajduje pani Mariola, szkolna kucharka, która jadąc samochodem do pracy zatrzymuje się, ponieważ zauważa leżący czerwony składak tarasujący prawy pas jezdni. Podróżujący z kobietą syn szybko orientuje się, że to rower Eweliny, mieszkającej zaledwie 500 metrów od miejsca zdarzenia. Pani Mariola od razu powiadamia rodziców dziewczynki o wypadku. Wszyscy są przekonani, że Ewelina została zabrana do szpitala, ponieważ chwilę wcześniej we wsi było słychać odgłos karetki pogotowia. Okazuje się jednak, że ani w tej placówce, ani w żadnej okolicznej, nikt nie wie o potrąconej nastolatce. Policja zakłada, że ktoś potrącił dziewczynę i bojąc się konsekwencji wywiózł gdzieś ciało.

Przebieg poszukiwań

Zrozpaczeni rodzice rozpoczynają poszukiwania swojej córki. Przy pomocy lokalnych mediów rozpowszechniana jest informacja o zaginięciu Eweliny wraz z jej rysopisem. Do akcji poszukiwawczej poza policją włącza się straż pożarna, wojsko, straż leśna oraz ochotnicy - w pewnym momencie Eweliny szuka około 200 osób. Przeszukiwane są okoliczne lasy, łąki, teren wojskowy - w sumie ponad 600 hektarów terenu. Przesłuchiwane jest kilkanaście osób, rozpytane kilkadziesiąt rodzin, w akcję zaangażowany jest też jasnowidz. Na miejscu działa helikopter z kamerą termowizyjną. Niestety te działania nie przynoszą rezultatu – Ewelina jakby rozpłynęła się w powietrzu. Poszukiwania zdecydowanie utrudnia trwająca od dłuższego czasu śnieżyca, która zaciera wszystkie ślady.

Po kilku dniach mama Eweliny przypomina sobie, że parę miesięcy wcześniej córka żaliła się rodzinie, że boi się jeździć do szkoły, bo ma wrażenie, że ktoś ją śledzi. Widywała ciągle mężczyznę w białym samochodzie. Rodzice w związku z tym poprosili braci Eweliny o eskortę córki do szkoły przez jakiś czas, chłopcy nie zauważyli jednak niczego podejrzanego i po jakimś czasie Ewelina znów przemierzała drogę do i ze szkoły sama.

Przełom w sprawie

Poszukiwania z dnia na dzień słabną na intensywności, jednak rodzina i ochotnicy dalej nieustannie szukają dziewczynki. 4 stycznia 2011 roku, w lesie pod wsią Chlewiska, niedaleko Dąbrowy Biskupiej, około 20 kilometrów od Służewa, leśniczy wyznacza drzewa pod wycinkę. Jego uwagę przykuwa drapieżny ptak, który przysiadł na ziemi i ewidentnie coś spożywa. Leśniczy podchodzi bliżej ptaka i zauważa leżące zwłoki w stanie znacznego rozkładu, uniemożliwiającego już identyfikację. Obok zwłok leży plecak, w którym są zeszyty i książki należące do Eweliny oraz kurtka w kratkę, którą miała na sobie w dniu zaginięcia. Badania DNA potwierdzają, że ciało należy do Eweliny Skwary.

Policja, próbując rozwiązać zagadkę zabójstwa dziewczyny, wraca do chwil zaraz po zaginięciu Eweliny i natrafia na trop - kilka dni po jej zaginięciu rodzina Jacka Urbańskiego, dwudziestosześciolatka pochodzącego ze wsi Koszczały, oddalonej od Służewa o około 20 kilometrów, zgłosiła również jego zaginięcie. Mężczyzna zniknął, a do swojego kolegi wysłał SMSa, że został porwany, o czym kolega również poinformował policję. Tego samego dnia, w okolicach starej bazy MPK we Włocławku, znaleziono spalony samochód, a obok jego właściciela, Jacka Urbańskiego. Mężczyzna twierdził, że został porwany przez mafię, która woziła go w bagażniku i porzuciła go właśnie tutaj. Policjanci wiążą tą sprawę ze sprawą Eweliny, bowiem samochód Urbańskiego to biały Peugeot, prawdopodobnie ten sam, który widywała Ewelina parę miesięcy wcześniej.

"Nie planowałem tego; po prostu się stało"

Mężczyzna, przez sąsiadów uznawany za “spokojnego i bardzo pobożnego człowieka”, a przez kolegów podejrzewany o pociąg do dziewczynek, przyznaje się na przesłuchaniu do zgwałcenia i zabójstwa Eweliny. Całą zbrodnię zaplanował wcześniej - obserwował dziewczynę, wiedział, o której i w jaki sposób przemieszcza się do szkoły, potrącił ją z premedytacją - w miejscu, w którym nie było akurat zabudowań. Po tym, jak Ewelina wpadła w zaspę, Urbański wybiegł z samochodu, uderzył ją i wciągnął ją do środka. Następnie wywiózł ją do lasu i straszył nożem; groził, że poderżnie jej gardło jak będzie głośno. Kazał się dziewczynie rozebrać i gwałcił ją. Jak mówi na sali sądowej - “podniecał go jej krzyk i płacz”. Następnie zadał jej kilka ciosów scyzorykiem w serce i poderżnął jej gardło, czym doprowadził do jej śmierci. Zeznaje również: “Udusiłem ją przez pomyłkę, a potem poderżnąłem jej gardło. Zabić jej nie chciałem. Naprawdę tego nie planowałem. Po prostu się stało”.

19 marca 2012 roku sąd skazuje go na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 35 latach.

Iskierka, jak mówi o niej mama, zgasła 2 dni po swoich czternastych urodzinach, w czternastą rocznicę śmierci swojej siostry bliźniaczki. W Chlewiskach, miejscowości, gdzie znaleziono jej ciało, stoi dwutonowy głaz upamiętniający jej śmierć.

Źródła:

https://niepospolitastudencka.blogspot.com/2012/05/jak-zginea-ewelina-skwara-kim-by.html?m=1

https://to.com.pl/ewelina-skwara-zatrzymany-mezczyzna-przyznal-sie-do-zamordowania-dziewczyny-zdjecia-i-wideo/ar/6360246

https://www.se.pl/torun/celowo-potracil-14-letnia-eweline-pozniej-zgotowal-dziecku-koszmar-wywiozl-do-lasu-zgwalcil-i-zabil-aa-hnWV-r49Z-dUAf.html

https://www.newsweek.pl/polska/ewelina-skwara-zabojstwo-ewelina-skwara/c6rh1fg

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-zabojca-14-letniej-eweliny-skazany-na-dozywocie,nId,59341

https://youtu.be/vzE83MuqrOc?si=Cb63OaL3of1yoGQj

https://youtu.be/o8FtzOHqswc?si=FXeuYsCvqzkNBEbK

https://detektywonline.pl/ewelina-skwara-ostatnia-droga-do-szkoly/

Autorka: Karolina Seremet, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down