Deprecated: Creation of dynamic property Oxygen_VSB_Dynamic_Shortcodes::$custom_dynamic_datas is deprecated in /home/fundacj5/domains/fundacjazaginieni.pl/public_html/wp-content/plugins/oxygen/component-framework/includes/oxygen-dynamic-shortcodes.php on line 18
Archiwa: True crime - Fundacja Zaginieni
KRS: 0000870180

Wyjazd na wakacje

Hannah Kobayashi mieszkająca na Hawajach postanowiła wyjechać do Nowego Jorku, lot miał się odbyć 8 listopada. Miała w planach odwiedzić swoją ciotkę, pójść na parę koncertów oraz zrobić kilka sesji fotograficznych. Hannah Kobayashi wraz ze swoim byłym chłopakiem polecieli do Los Angeles, gdzie mieli zaplanowaną przesiadkę do Nowego Jorku. I w tym momencie sytuacje się skomplikowała, ponieważ były chłopak Hannah bez problemu zdążył na przesiadkę, ona niestety już nie. Nie udało jej się zmienić lotu, więc noc spędziła na lotnisku. Napisała również wiadomość do ciotki, która na nią czekała w Nowym Jorku, aby poinformować ją o zaistniałej sytuacji. Rano Hannah opuściła lotnisko. Pojechała do centrum handlowego, spędziła tam sporo czasu. W poniedziałek Hannah wysłała serię dziwnych wiadomości do swoich bliskich, z których wynikało, że wciąż próbuje się dostać do Nowego Jorku. Swojej przyjaciółce natomiast, napisała, że ktoś ukradł jej tożsamość. Twierdziła wówczas, że nie może wrócić do domu.

Nowy plan i wielkie poszukiwania

Na kamerach kilka godzin później widać było, iż Hannah wyszła z lotniska w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, wsiedli razem do pociągu. Ostatni raz dziewczyna była widziana w centrum miasta. Rodzina Hannah od tego momentu nie mogła nawiązać z nią kontaktu, wiadomości nie dochodziły, jej telefon po prostu zamilkł.

12 listopada rodzina zgłosiła jej zaginięcie. Część rodziny szukała Hannah w LA, a część została na Hawajach, w razie gdyby wróciła. Sprawa miała duży rozgłos wśród internautów. Przy poszukiwaniach w ramach wolontariatu działał również detektyw, który po dwóch dniach je przerwał, ze względu na podejrzenia, że rodzina ukrywa ważne informacje, a Hannah zwyczajnie się przed nimi ukrywa. Policja poinformowała, że Hannah pieszo przekroczyła granice USA i Meksyku 12 listopada. W tym dniu była sama, miała przy sobie paszport oraz walizkę. Wtedy też stwierdzono, że  dziewczyna nie jest zagrożona i zaprzestają aktywnych poszukiwań.

Po krótkim czasie wyszła na jaw rozmowa, w której Hannah miała wyrazić chęć ucieczki z domu i odcięcia się od social mediów i internetu. Policja ujawniła, że w noc z 11 na 12 listopada spędziła w centrum LA z mężczyzną spotkanym na lotnisku, po czym wsiadła do autobusu, który jechał do granicy amerykańsko-meksykańskiej.

4 grudnia detektyw poinformował na swoich social mediach, że Hannah niedawno wzięła ślub z obywatelem Argentyny. Cały ślub, był po to aby Argentyńczyk mógł dostać zieloną kartę, a Hannah w zamian za to miała dostać sporą sumę pieniędzy. Jak się okazało w tym samolocie nie tylko leciała Hannah ze swoim byłym chłopakiem, ale i Argentyńczyk ze swoją ówczesną dziewczyną. To wyjaśniałoby kwestię wiadomości, w których twierdziła, że ktoś ukradł jej tożsamość.

Jak odnalazła się Hannah?

Hannah została odnaleziona przez ciotkę w Meksyku. Na jej prośbę porozmawiała ze swoją mamą oraz siostrą. Zapewniła, że wszystko z nią w porządku, ale nie chce wracać do domu oraz nie chce mieć z nimi kontaktu. Hannah w wywiadzie dla magazynu „People” podziękowała rodzinie i wszystkim, którzy jej poszukiwali. Nie była świadoma, że jej zaginięcie wzbudziło takie zainteresowanie oraz zaangażowanie. Sama nie ujawniła powodu zerwania kontaktów z bliskimi i z resztą świata. Poprosiła o uszanowanie jej prywatności z powodu trwającego leczenia.

Autor: Maja Kulesza

Zdjęcie: Instagram, [za:] https://www.rmfmaxx.pl/news/Jej-zaginiecie-postawilo-na-nogi-caly-kraj-Teraz-nagle-zabrala-glos-i-wyznala-prawde,83159.html#crp_state=1

Bibliografia

  1. https://www.rmfmaxx.pl/news/Jej-zaginiecie-postawilo-na-nogi-caly-kraj-Teraz-nagle-zabrala-glos-i-wyznala-prawde,83159.html#crp_state=1
  2. https://open.spotify.com/episode/1gNoNCMCdTrLqJvKhxRbqB?si=c2YLR15gTdKiknw0_I569Q&context=spotify%3Ashow%3A00bR40E5iTXlhfIACSWmd9&nd=1&utm_medium=organic&_branch_referrer=H4sIAAAAAAAAA82OX0vDMBTFP0362D%2FpOphQpFYHc3NgLUyfSpukTWiaZDepnS9%2BdrOh30E4D4dz7u9yuHPG3kWRNdqJ%2FitsjQmlUGN0b0DTmbhcG6YChFf9LGUzg8z5FUFpgfDW61qHfzTRk4%2BYEVZT5l0yHPWxfClpDYfz8%2BeeX6ru%2FIDSrRUofST441Al2VDTvRjVEje7bL15RXhNtHLs4vzJ72OEs7SwXC83E8ddtYqfMlG%2FS97vivLtNNHNbWMrZdeS8T%2Fv9JyiHkmCnrVuBpZrGFolSPANrGcAQg1NB3qxDPKSg57YD31i2tKlAQAA&product=open&%24full_url=https%3A%2F%2Fopen.spotify.com%2Fepisode%2F1gNoNCMCdTrLqJvKhxRbqB%3Fsi%3Dc2YLR15gTdKiknw0_I569Q%26context%3Dspotify%253Ashow%253A00bR40E5iTXlhfIACSWmd9&feature=organic&_branch_match_id=1411279344594824317
  3. https://www.bbc.com/news/articles/c99xm1k87emo

Cisza, która zapadła po rozdzierającym krzyku dziecka w zimowy wieczór 24 stycznia 1995 roku, trwa do dziś. Sprawa Ani Jałowiczor, dziesięcioletniej dziewczynki z śląskiego Simoradza, to jedna z najbardziej tajemniczych i bolesnych zagadek kryminalnych w Polsce. Choć od jej zaginięcia minęły trzy dekady, wciąż brak odpowiedzi na pytanie: co się z nią stało?

Historia Ani

Ania Jałowiczor urodziła się 9 października 1984 roku w Wadowicach jako pierworodna córka Krystyny i Bolesława Jałowiczorów. Rodzina mieszkała najpierw w Inwałdzie, później w Andrychowie, a w 1994 roku dzieci – Ania i jej młodszy brat Dominik – zostały oddane pod opiekę dziadków w Simoradzu, gdy rodzice wyjechali do Francji, by zarobić na budowę domu.

Simoradz to mała, licząca wówczas około 800 mieszkańców miejscowość. Ania, uczennica czwartej klasy miejscowej szkoły, szybko zdobyła sympatię rówieśników i bez problemów zaadaptowała się w nowym otoczeniu.

Dziewczynka była pogodna, śmiała i pedantyczna. Wszystko zmieniło się w styczniu 1995 roku.

Dzień zaginięcia

24 stycznia 1995 roku w szkole odbywał się bal karnawałowy. Ania miała wrócić do domu pieszo, jak zwykle, lecz nigdy tam nie dotarła. Ostatni raz widział ją kolega Jacek, który odprowadził ją na krótkim odcinku drogi. Chociaż zaproponował towarzystwo na całej trasie, dziewczynka miała odpowiedzieć, że poradzi sobie sama.

Tego wieczoru sołtys miejscowości widziała w pobliżu szkoły jasny samochód, prawdopodobnie fiat 125p lub łada. Słyszała też przeraźliwy krzyk dziecka. Chwilę później widziała, jak zamykają się tylne drzwi i nieznany kierowca odjeżdża z piskiem opon. Kobieta nie podejrzewała wówczas najgorszego. Dopiero później, gdy rozpoczęto poszukiwania, jej zeznania stały się kluczowym śladami w sprawie.

Poszukiwania i śledztwo

Akcja poszukiwawcza była szeroko zakrojona. Udział w niej wzięło ponad 400 osób, w tym policja, strażacy, straż graniczna i wolontariusze. Przeszukiwano lasy, akweny wodne i nieużytki w promieniu kilku kilometrów. Mimo to nie odnaleziono żadnego śladu po Ani.

Kilka dni później w pobliskim stawie odkryto ciało kobiety – siostry jednego z nauczycieli Ani. Kobieta, jak stwierdzono, zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, ale jej zaginięcie i śmierć budzą wątpliwości, szczególnie w kontekście dramatycznych wydarzeń w Simoradzu.

Hipotezy

Sprawą Ani zajmowano się przez kilka miesięcy, a następnie śledztwo zostało umorzone. Przyjęto trzy główne hipotezy:

Trzy dekady ciszy

Dominik Jałowiczor, brat Ani, od lat walczy o odkrycie prawdy. W 2022 roku za pomoc w rozwikłaniu sprawy wyznaczono nagrodę w wysokości 100 tysięcy złotych. Sprawę podjęło Katowickie Archiwum X, lecz mimo upływu lat i nowych śladów, wciąż brakuje przełomu.

Współczesne systemy, takie jak Child Alert, mogłyby pomóc szybciej nagłośnić sprawę zaginięcia, ale w 1995 roku technologia i środki operacyjne były znacznie uboższe. Dziś wiemy, jak ważne jest szybkie działanie i nagłaśnianie takich tragedii.

Apel

Każda informacja może mieć znaczenie

Bliscy Ani zasługują na odpowiedzi, które zakończą lata cierpienia i niepewności. Jeśli posiadasz jakąkolwiek wiedzę na temat tamtych wydarzeń, skontaktuj się z odpowiednimi służbami. Pamiętaj, że możesz to zrobić anonimowo. Sprawiedliwość może czekać latami, ale nigdy nie powinna się przedawnić.

Jeśli chcesz przekazać jakieś informacje możesz kontaktować się pod numerem 605272791 lub mailowo find.my.sister.anna@gmail.com

Więcej informacji o sprawie pod linkiem: https://youtu.be/0sgUum1jQ5E?si=GWrHFtcIwIEttPh9

Autorka: Angelika Więcław – wolontariuszka Fundacji Zaginieni, we współpracy z kanałem Zbrodnia Ikara

Zdjęcie: https://wydarzenia.interia.pl/slaskie/news-przelom-w-sprawie-zaginiecia-11-letniej-ani-po-latach-zglosi,nId,6554316

Ta historia zaczyna się w mroźny styczniowy wieczór 2006 roku, od słów, które pani Marianna zapamięta na zawsze.

„Tylko nie patrz w to okno…”

Tymi słowami, w piątek 13 stycznia, około godziny 19:15, Justyna żegna się z matką, zamykając drzwi mieszkania przy ulicy Topolowej w Kamieniu Pomorskim. Wychodząc z bloku, spotyka sąsiadkę. Kobiety wymieniają kilka uprzejmości, ale Justyna szybko ucina rozmowę. Informuje, że spieszy się na autobus do Szczecina, bo ma zjazd na studiach. Sąsiadka przez chwilę odprowadza wzrokiem młodą kobietę, gdy ta pośpiesznie kieruje się w stronę ulicy Szczecińskiej. Nikt wtedy jeszcze nie wie, że Justyna nie widnieje już na liście studentów Akademii Rolniczej, gdzie studiowała zaocznie finanse. Nie kursują również żadne autobusy w kierunku Szczecina.

SOBOTA, 14.01.2006 r.

Następnego dnia młodszy o dwa lata brat Justyny – Mariusz – przebywa na studniówce, gdy około północy otrzymuje wiadomość z numeru telefonu siostry. Choć dziś trudno mu sobie przypomnieć dokładnie treść SMS-a, zapamiętał, że wspominała ona w nim o kłótni z matką i wyjeździe. Wiadomość wywołała w nim niepokój. Próbował się skontaktować z siostrą, lecz jej telefon był nieaktywny. Opuścił studniówkę i podjął próbę odnalezienia siostry. Do szkoły wrócił dopiero po kilku godzinach, gdy jego poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów.

NIEDZIELA, 15.01.2006 r.

W niedzielę rano do domu państwa Kanickich przychodzi kolega Mariusza – Rafał S. Zjawia się pod pretekstem oddania magazynu motoryzacyjnego. Mężczyzna jest dobrze znany pani Mariannie. Bywał u nich wcześniej, a jego relacja z Justyną była powodem wielu spięć między matką a córką. Pani Kanicka początkowo nie chce go wpuścić do syna, który jeszcze śpi, ale pod wpływem jego nacisków otwiera drzwi. Ta krótka wizyta wzbudza jej podejrzliwość, zwłaszcza, że dotyczy Mariusza, a nie Justyny, jak to miało miejsce wcześniej.

Nieco później do domu Kanickich dzwoni koleżanka Justyny ze Szczecina. Magda, podobnie jak zaginiona, pracowała w banku SKOK. Justyna pracowała w placówce w Kamieniu Pomorskim, a jej koleżanka w oddziale szczecińskim. Poznały się na jednym ze szkoleń dla pracowników. Magda dzwoni, by dowiedzieć się, czy Justyna już wróciła. Dowiaduje się, że Justyna pojechała do Szczecina na uczelnię i zamierza nocować u koleżanki o imieniu Magda. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Justynę przed piątkowym wyjściem z domu, miała wrócić ze Szczecina w niedzielę po zajęciach.

Magda przyjmuje tę wiadomość, ale nie daje jej ona spokoju. Analizuje wcześniejsze rozmowy z Justyną. Nigdzie w nich nie pojawia się wzmianka o innej Magdzie mieszkającej w Szczecinie. Dzwoni ponownie do Kanickich, dzieląc się informacją o nietypowym SMS-ie, jaki otrzymała rano z numeru telefonu Justyny: „WyjezdzamJakNajdalejStad”. Zarówno szczeciniankę, jak i panią Mariannę, zaniepokoiła nie tylko treść wiadomości, ale również jej forma – Justyna zawsze dbała o poprawną pisownię.

Matkę Justyny dręczą coraz gorsze przeczucia. Jak wspomina w rozmowie z nami, „po tym telefonie wiedziała już, że coś złego jej się stało”. Chce zgłosić sprawę na policję, jednak inni członkowie rodziny sugerują, by zachować spokój i jeszcze chwilę poczekać. Kiedy w poniedziałek Justyna nie wraca do domu, pani Marianna stara się dodać sobie otuchy, tłumacząc, że być może córka musiała zostać dłużej w Szczecinie, by pozałatwiać swoje sprawy.

WTOREK, 17.01. - PUNKT ZWROTNY

Na komisariat policji w Kamieniu Pomorskim zgłasza się dyrektor SKOK-u, w którym pracowała Justyna. Informuje, że z sejfu placówki, do którego miała dostęp jedynie Justyna, zniknęło 13 549,18 zł. Jednocześnie wskazuje, że Justyna była pracownicą o nieposzlakowanej opinii – odpowiedzialną, sumienną i uczciwą. Na wieść o tych wydarzeniach pani Marianna nie czeka dłużej i niezwłocznie udaje się na policję, by zgłosić zaginięcie córki.

TOKSYCZNA MIŁOŚĆ JUSTYNY

Rozmawiając z rodziną i znajomymi Justyny, wyłania się obraz spokojnej, otwartej i ufnej dziewczyny. Opisują ją jako serdeczną, uczynną osobę, zawsze chętną do pomocy. Podkreślają jej odpowiedzialność i sumienność. Kochała muzykę i literaturę, pragnęła się rozwijać. Ambitnie podchodziła do kursu nauki jazdy, który przerwało jej nagłe zaginięcie. Jak wiele młodych kobiet w jej wieku, marzyła o miłości na dobre i złe, oraz o założeniu rodziny. To było jedno z jej głównych pragnień.

Miała też swoje kompleksy, ale kto ich nie ma? Justyna nosiła okulary z powodu wady wzroku, a jej prawa noga była o 2 cm krótsza od lewej. Ta ostatnia dolegliwość najbardziej jej doskwierała. Zwierzała się rodzinie, że chciałaby poddać się operacji, która mogłaby zniwelować tę różnicę. Te drobne niedoskonałości, choć dla innych mogłyby być niezauważalne, dla Justyny były źródłem kompleksów i wpływały na jej samoocenę. Bliscy wspominają, że preferowała domowe zacisze, choć nie unikała też dyskotek. Nie miała szerokiego kręgu znajomych – jej bliscy to głównie kilka koleżanek i kuzynki.

Justyna była bardzo związana ze swoim młodszym bratem. To właśnie dzięki niemu poznała Rafała, wielkiego fana motoryzacji, podobnie jak Mariusz. Rafał wyróżniał się na tle mieszkańców Kamienia Pomorskiego początku lat dwutysięcznych. Słynął ze swojego zamiłowania do sportowych samochodów, które sprowadzał z zagranicy i nimi handlował. Lubił szybkie samochody, szybkie życie, kobiety i pieniądze. Był stałym uczestnikiem wyścigów na lotnisku w Śniatowie oraz innych zachodniopomorskich pasach startowych. Jego dostrzegalny na pierwszy rzut oka urok osobisty, nieprzewidywalność i nonszalancja przyciągały kobiety. Również Justynie trudno było się oprzeć temu zwodniczemu czarowi, mimo że mężczyzna nie cieszył się dobrą reputacją.

Ich związek rozwijał się w tajemnicy. Para spotykała się na Cmentarzu Wojennym przy ulicy Szczecińskiej i w zakamarkach uliczki przy piekarni, które trudno było dostrzec z okien domu państwa Kanickich. Czasami Rafał bywał u Justyny, innym razem spędzali czas w mieszkaniu sąsiadki, którym opiekowała się Justyna podczas jej wyjazdów. Rafał nalegał, by ich znajomość utrzymywać w sekrecie. Justynie to nie odpowiadało, ale zgadzała się na to, by tylko utrzymać relację. Zakochana dziewczyna nie wiedziała, że jej wybranek skrywa mroczną stronę.

Rafał miał swoje powody, by trzymać tę znajomość w ukryciu. Oficjalnie był w wieloletnim związku z kobietą, z którą mieszkał. Justyna wiedziała o ich romantycznej przeszłości, ale nie była pewna ich aktualnego statusu. Gdy dopytywała, Rafał zapewniał, że mieszka z byłą partnerką wyłącznie ze względu na łączące ich interesy. Uspokajał ją, twierdząc, że nie ma między nimi żadnej bliższej więzi.

Wszyscy, poza Justyną, zdawali sobie sprawę, że zapewnienia Rafała były kłamstwami. Wiedziała o tym również mama Justyny, która z bólem obserwowała, jak córka zmienia się pod wpływem tej znajomości. Stała się bardziej skryta, coraz częściej brakowało jej pieniędzy. Pani Marianna podejrzewała, że córka oddawała zarobione pieniądze swojemu chłopakowi. To było źródłem wielu napięć między nimi. Jak się okazało, podejrzenia matki były słuszne. Justyna większość swoich pieniędzy przeznaczała na ukochanego; kupowała mu doładowania do telefonu, finansowała części do samochodów, wspierała jego życie i przyjemności. Zaniedbywała własne potrzeby do tego stopnia, że tuż przed zaginięciem nie było jej stać na nowe zimowe buty. Owijała sobie stopy reklamówkami, by izolować je od przemokniętych podeszw.

Rodzina i koleżanki coraz bardziej martwili się o Justynę. Zdaniem wszystkich Rafał manipulował nią dla własnych korzyści, wykorzystując jej łatwowierność. Na krótko przed zaginięciem, w jednej z rozmów, Justyna zwierzyła się koleżance, że Rafał nie pracuje i traktuje ją jak „bankomat” – ciągle pożycza pieniądze, których nie oddaje. Skarżyła się, że ją poddusza, wykręca ręce, mówi, że jest słaba, sprawdza, ile wytrzyma bez powietrza. Justyna rozważała odejście od niego, ale jeszcze w innych rozmowach opowiadała o planach wspólnego zamieszkania, które były przedmiotem dialogu między nimi.

Justyna nie była jedyną ofiarą Rafała, który równocześnie spotykał się z kilkoma kobietami. Nie szczędził kolegom opowieści o swoich seksualnych podbojach w ościennych miejscowościach. Kłamstwa, manipulacje, tajemnice i izolowanie partnerek od innych osób były codziennością związanych z nim kobiet. Mieszkańcy Kamienia Pomorskiego pamiętają go jako osobę powiązaną z podpaleniami, wymuszeniami, kradzieżami i nielegalnymi interesami. Rafał wyłudzał od kobiet mniejsze lub większe sumy pieniędzy pod różnymi pretekstami, na przykład na fikcyjne leczenie onkologiczne czy spłatę długów. Przemoc była na porządku dziennym, a sam Rafał zdawał się nią bawić.

Jedna z kobiet wspominała, jak pewnego razu podczas kłótni padła ofiarą jego napaści fizycznej. Wspominała, że cieszył się z jej strachu, z tego, że ma nad nią władzę. Inna opowiadała, jak po kłótni przyniósł w reklamówce serce jej pupila. To nie był pierwszy pies, którego tak brutalnie się pozbył. Mieszkańcy miasta pamiętają, jak jeszcze jako nastolatek otworzył drzwi znajomym w zakrwawionym fartuchu, w trakcie rozczłonkowywania truchła zwierzęcia. Nie wyglądało na to, by sam fakt przyłapania go na gorącym uczynku w jakikolwiek sposób go speszył. Trudno było dostrzec u niego jakiekolwiek adekwatne emocje w związku z dokonanym czynem. Szerszy „repertuar” swoich agresywnych skłonności Rafał miał jednak dopiero zaprezentować.

5 DNI DO ZAGINIĘCIA JUSTYNY

Na początku stycznia 2006 roku związek Rafała i jego długoletniej partnerki osiąga apogeum kryzysu. Po rozmowach z bratem i psychologiem kobieta utwierdza się w przekonaniu, że ich relacja daleka jest od normalności. Przemoc, której doświadcza, zaczyna coraz bardziej na nią oddziaływać. Ma już dość złego traktowania, upokorzeń i ciągłego pożyczania pieniędzy, które rzadko kiedy są jej zwracane. W nocy z 8 na 9 stycznia, podczas kolejnej kłótni, postanawia wyrzucić Rafała z domu i zakończyć związek. Rafał nie zgadza się z jej decyzją. W trakcie eskalującej awantury demonstruje broń, grożąc samobójstwem. Kobieta pozostaje nieugięta i wystawia jego rzeczy za drzwi.

Następnego dnia Rafał zjawia się u swojej znajomej w Dziwnowie. Prosi o możliwość pomieszkania u niej, dopóki nie znajdzie stancji. Kobieta zgadza się. Mimo że zostawia swoje rzeczy u znajomej, nie zostaje tam zbyt długo. Już nazajutrz znika na kilka dni, by wrócić cały przemoczony i z gorączką w sobotni poranek.

Trudno określić, gdzie przebywał przez większość swojej nieobecności w Dziwnowie. Wiemy, że to człowiek „wielu miejsc”, który, mimo stałego lokum u dziewczyny, ma dostęp do innych mieszkań, w których prowadzi podwójne życie. Widać, że wiele jego działań ma na celu odzyskanie byłej partnerki. W desperackich próbach posuwa się do wyrafinowanego stalkingu: dzwoni do niej z różnych numerów, obserwuje ją, pojawia się w pobliżu jej domu.

W tym czasie przejmuje numer komórkowy Justyny, z którego ta kontaktowała się z bliskimi. Teraz również z niego dzwoni do byłej partnerki. Wiemy, że noc z czwartku na piątek spędza w hotelu niedaleko jej domu. Z okien tego hotelu jeszcze wielokrotnie będzie ją obserwował w przyszłości.

W międzyczasie Justyna zaczyna zaciągać zobowiązania finansowe w kilku bankach. Pożycza również pieniądze od brata i mamy, argumentując, że potrzebuje na szkołę.

PIĄTEK, 13.01.2006 r. - DZIEŃ ZAGINIĘCIA

Jak co dzień, Justyna rano je śniadanie z rodzicami. Tego dnia wydaje się bardziej zamyślona, jakby coś ją martwiło. Rozpoczyna rozmowę o pożyczkach klientów banku, dziwiąc się, dlaczego ludzie nie spłacają długów. Ojciec, nie chcąc, by córka zamartwiała się cudzymi problemami, ucina temat. Nikt nie podejrzewa, że kryją się za tym jej własne kłopoty, a nie problemy banku. Po pracy udaje się na lekcje jazdy, a następnie kontaktuje się z budki telefonicznej z numerem, który wcześniej odebrał jej Rafał S.

Około godziny 18:00 centrala ochrony banku odnotowuje sygnał otworzenia drzwi do SKOK-u. Alarm podnosi również pies właścicielki zakładu fryzjerskiego, mieszczącego się na tym samym piętrze co bank. Pies, który znał Justynę i nigdy nie szczekał, gdy przychodziła do pracy, tym razem reaguje inaczej. Wszystko wskazuje na to, że tym razem wchodząc do banku Justyna nie była sama.

Po godzinie 18:00 Justyna pojawia się w lokalnym sklepiku z plikiem banknotów stuzłotowych, które próbuje wymienić na większe nominały. Ekspedientka, nie mając odpowiednich nominałów, odmawia wymiany. Po powrocie do domu Justyna mówi matce, że jedzie na zjazd uczelniany do Szczecina i planuje zatrzymać się u koleżanki, a wróci w niedzielę. Informacja ta zaskakuje matkę, ponieważ zwykle córka wyjeżdżała rano i wracała tego samego dnia. Uwagę pani Marianny zwraca także podejrzanie pusta torba, którą Justyna zwykle zabierała. W pośpiechu pakuje trzy banany i wychodząc, rzuca matce: „tylko nie patrz w to okno…”.

Szacuje się, że wychodząc z domu Justyna miała przy sobie około 32 tysiące złotych, które zdobyła w ostatnich dniach. O godzinie 19:17 wykonuje połączenie z budki telefonicznej przy ul. Szczecińskiej do Rafała. To ostatni ślad, jaki po sobie zostawia.

Krótko po zaginięciu Justyny Rafał pojawia się w mieszkaniu byłej dziewczyny z plikiem blisko 20 tysięcy złotych. Błaga, by do niego wróciła, obiecując, że zajmie się nią. Kobieta odrzuca jego propozycję, co w kolejnych miesiącach sprowokuje nasilenie przemocy. Rafał rozwiesza ogłoszenia matrymonialne z jej numerem, śledzi ją, obserwuje jej dom z okien hotelowych, a nawet próbuje ją wciągnąć do samochodu. Ostatecznie podpala jej samochód. Mimo zgłoszeń na policję, sprawy są umarzane.

Ponad pół roku później, brat Rafała, Sebastian, podczas rozmowy z kolegą przyznaje, że Rafał kontaktował się z nim, prosząc o pożyczenie łopaty, twierdząc, że zakopał się samochodem. Początkowo zaprzecza, by taka rozmowa miała miejsce, ale później przyznaje, że mogło się to wydarzyć, choć nie pamięta szczegółów. To ten sam Sebastian, który podczas kłótni mówi do swojej konkubiny: „zginiesz jak Kanicka na Cygańskich Stawkach”. Cygańskie Stawki to rozległy obszar borowinowy, dobrze znany Rafałowi, gdzie często przebywał, pomagając koledze.

19-LECIE NIEWYDOLNOŚCI SYSTEMU SPRAWIEDLIWOŚCI

Zaginięcie Justyny zostało od razu zakwalifikowane przez śledczych jako ucieczka. Uznali, że dziewczyna dobrowolnie zerwała więzi rodzinne, a skradzione pieniądze miały jej pomóc w rozpoczęciu nowego życia. Śledczy zignorowali inne możliwe scenariusze. W początkowej fazie poszukiwań zablokowano rodzinie możliwość nagłaśniania sprawy, a wnioski o wydanie bilingów złożono z opóźnieniem i niekompletnie. W rezultacie, wielu połączeń z feralnego weekendu nie dało się już odzyskać. Nie przeprowadzono także podstawowych działań, takich jak rozpytanie świadków. Wszelkie prośby rodziny o przesłuchanie chłopaka Justyny, czy zabezpieczenie jego samochodu, były odrzucane jako bezpodstawne.

Po dwóch latach pani Kanicka podjęła walkę o zmianę kwalifikacji sprawy i zgłosiła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Kamieński prokurator odrzucił ten wniosek, ale matka Justyny nie ustawała w walce. Zwróciła się o pomoc do Rzecznika Praw Obywatelskich, Prokuratury Generalnej, Zbigniewa Ziobro oraz ówczesnego Prezydenta, Lecha Kaczyńskiego. To właśnie Prezydent Kaczyński interweniował, a w 2010 roku sprawę przejęła szczecińska jednostka Archiwum X pod nadzorem tamtejszej prokuratury. Śledztwo zostało przekwalifikowane na sprawę bezprawnego pozbawienia wolności i nabrało tempa. Rozpoczęły się przesłuchania świadków, udało się dotrzeć do sprzedanego samochodu Rafała, którym poruszał się w okresie zaginięcia Justyny. Analiza kryminalistyczna wykazała obecność ludzkiej krwi w aucie, ale niestety materiał dowodowy nie pozwalał jednoznacznie ustalić jej pochodzenia.

Śledczy odtworzyli także historię telefonu Rafała, który kontaktował się z numerem należącym do Justyny. Wciąż jednak rodzina czeka na odpowiedzi, jak kolega Rafała S., wszedł w posiadanie jej telefonu. Rafał S. nie przyznaje się do bliskiej znajomości z Justyną ani do jakiegokolwiek związku z jej zaginięciem. Podczas dwóch przesłuchań konsekwentnie zaprzeczał, odmawiając także badania wariografem. Badania poligrafem za to poddali się brat Justyny, Mariusz, oraz jeden z kolegów Rafała, co wykluczyło ich z kręgu podejrzanych.

Nowi świadkowie ujawnili luki w alibi Rafała. Jego znajomi potwierdzili, że styl, w jakim napisano wiadomość do Magdy ze Szczecina, odpowiadał sposobowi pisania Rafała. Informacje od dziewczyn o jego zachowaniu jednoznacznie wskazywały, że jest osobą zdolną do przemocy i wyrachowanego, strategicznego okrucieństwa.

Szczecińscy policjanci wytypowali kilka miejsc jako potencjalne miejsca ukrycia ciała Justyny. Niestety, ich przeszukiwania nie przyniosły dotąd żadnych rezultatów.

„Dopóki nie zamknę oczu, nie odpuszczę” – mówi Marianna, która już 19 lat walczy o sprawiedliwość dla swojej ukochanej córki. Nie liczy już na to, że Justyna zapuka pewnego dnia do domu i rozweseli go swoim śmiechem. Jedyne, o czym marzy, to godny pochówek dla córki i miejsce, gdzie mogłaby ukoić swój matczyny ból.

Czas nie leczy ran, lecz roznieca je na nowo. W tej ciszy, która zapadła po Justynie, kryje się głos, który wciąż czeka na sprawiedliwość. Prawda jest ukryta głęboko, ale matczyna miłość nigdy nie ustaje w jej poszukiwaniach.

W wymiarze sprawiedliwości nie ma miejsca na obojętność, bo to w tej obojętności kryją się kolejne tragedie. Każda niewyjaśniona historia jest jak otwarta rana społeczeństwa, które nie może spojrzeć sobie w oczy. I choć sprawiedliwość czasem się spóźnia, są ludzie, którzy nie spoczną w walce o nią aż do momentu, kiedy wreszcie nadejdzie.

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down