KRS: 0000870180

Pan doktor może potwierdzić, że raz nawet rzuciłem się na niego, chcąc zregenerować swoje siły witalne za pośrednictwem jego krwi. Wyszedłem w tym rozumowaniu z zasady biblijnej „Albowiem krew, to życie”.

Bram Stoker, Drakula

Kim są a może bardziej, czym są żyjące nocą, łaknące ludzkiej krwi potwory, wszyscy dobrze wiemy.

Tak samo jak to, że nie istnieją. Chociaż tutaj, gdybyśmy zatopili się w historii tego mitu, zauważylibyśmy, że rozczłonkowując wampira spotykamy się z kilkoma jednostkami chorobowymi, które wyrosły w ciemnych czasach i stworzyły najsłynniejszego bohatera horroru. I owszem, rzadkie schorzenie, jakim jest porfiria, nie łączy się w żaden sposób z przerażającym krwiopijcą.

Ale już Syndrom Renfielda budzi takie skojarzenie.

Zwłaszcza, gdy poznamy historię pewnych wydarzeń z 1977 i 1978 roku w Kalifornii – czyli okresu, w którym Richard Chase zamordował sześć osób i następnie wypił ich krew.

Syndrom Renfilda inaczej znany jako wampiryzm kliniczny nie występuje ani w ICD 10[1] ani DSM-5[2] jako wyszczególnione przypadłość.  Jeśli już się pojawia do bardziej w obrębie urojeń występujących w schizofrenii[3] lub w kontekście parafilli (zaburzeń preferencji seksualnej). Nie zamienia to jednak faktu że syndrom ten jest fascynujący i działa na wyobraźnię.

Szukając definicji możemy się spotkać z rozumieniem wampiryzmu klinicznego jako: „wszelakich aktów seksualnych lub agresywnych występujących niezależnie od tego, czy dokonano odsysania krwi na zmarłym lub umierającym” albo „jako akt pobierania krwi z obiektu (zazwyczaj miłości) i odbieranie wynikającego z tego podniecenia seksualnego i przyjemności."

Trochę inaczej podszedł do tego H. Prins, tworząc klasyfikację syndromy Renfielda gdzie wyróżnił:

  1. Kompletny wampiryzm obejmujący spożycie krwi, aktywność nekrofilową i nekrosadyzm.
  2. Wampiryzm, w którym spożycie krwi lub spożycie martwego mięsa nie jest oczywiste, podobnie jak czysta nekrofilia[4].
  3. Wampiryzm bez udziału śmierci.
  4. Autowampiryzm, czyli spożywanie własnej krwi.

Obecnie w literaturze naukowej występuje kilka przypadków opisanie objawów występujących u pacjentów mogących sugerować syndrom Renfielda.

A wgłębiając się w historię Richarda Chase nasuwa się on od razu. Zwłaszcza, gdy zdamy sobie sprawę, że u Chase zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną.

Richard Chase urodził się 23 maja 1950 roku w Santa Clara County  w Kalifornii.

Jako syn Beatrice i Richarda Chase'a seniora. Pochodził z modelowej rodziny z Ameryki lat 50., w pewnych źródłach nawet można znaleźć określenie – typowa dysfunkcyjna rodzina z lat 50. Może to oznaczać, że występowały w niej problemy ekonomiczne lub przemoc.

Richard wychowywał się w ciężkich warunkach.

Często bił go ojciec, a także matka, która ze względu na chorobę psychiczną była niestabilna. On sam nierzadko będzie podkreślał przemoc ze strony matki. Niektórzy autorzy uważają, że problemy występujące w rodzinie Chase'a dołożyły cegiełkę do ukształtowania się go, a w pewnym stopniu stworzyły reakcję łańcuchową kończącą się morderstwami.

Inni natomiast negują to twierdząc, że w rodzinie Chase wcale nie dochodziło do skrajnych aktów przemocy. Na pewno można zaznaczyć, że Chase już od najmłodszych lat wykazywał zachowania niepokojące.

Od ok. 10 roku życia można było u niego zauważyć zestaw zachować obejmujących triadę Mcdonalda[5], czyli enurezę (mimowolne moczenie się), podpalanie i okrucieństwo wobec zwierząt.

Przed tym okresem Chase przez grono pedagogiczne i postronne osoby uważany był za miłe i dobre dziecko.

To właśnie na początku okresu adolescencji[6] zaczęły wykształcać się u niego fascynacja wobec ognia i zabijania zwierząt.  W pewnym momencie ilość zabitych zwierząt w sąsiedztwie Chase wzrosła do takiego poziomu, że brak zwierząt został zauważany przez sąsiadów.

Zachowanie Chase'a zrzucono na drugi plan.

W jego rodzinie zaczęły pojawiać się coraz większe problemy finansowe skutkujące w pewnym momencie koniecznością przeprowadzenia się do mniejszego domu. A później separacją jego rodziców.

We wczesnych latach liceum zaczęły pojawiać się pierwsze sygnały świadczące o rosnących w Chase problemach psychicznych.

W tym okresie zauważalne jest wycofanie społeczne, zmniejszenie dbałości o higienę i brak porządku w pokoju. Na dodatek wtedy rozpoczęło się eksperymentowania Chase'a z narkotykami. W tym okresie zauważamy także pojawienie się problemów alkoholowych oraz braku poszanowania dla prawa i problemy z erekcją.

Te ostatnie staną się przyczyną pierwszej wizyty u psychiatry w wieku 18 lat.

Jednocześnie lekarz nie uznał za konieczne umieszczenie Chase'a w szpitalu psychiatrycznym, mimo podejrzenia choroby psychicznej. Jedynie spróbował wytłumaczyć impotencję tłumieniem gniewu, który to miał być kierowany w kierunku kobiet.

Po tym czasie Chase spróbował swoich sił w college'u a także zatrudnił się w kilku miejscach.

Jednakże nigdy nie trwało to dłużej niż kilka dni. Jest to też moment, w którym Chase coraz mniej dba o siebie, jego włosy są coraz dłuższe a on chudszy niż wcześniej. Z każdym tygodniem uzależnienie od narkotyków się pogłębia, tak jak kiełkująca w nim schizofrenia.

Przykładem coraz bardziej rozwijającej się choroby jest chociażby podróż Chase'a do Utah, w trakcie której trafił do szpitala. Twierdził, że jego żołądek jest do góry nogami. Coraz wyraźniejsze urojenia skutkowały wizytą w szpitalu psychiatrycznym, gdzie wreszcie zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną

To właśnie po raz pierwszy na oddziale psychiatrycznym w Baverly Manor został okrzyknięty Drakulą.

Spowodowane to było tym, że Chase często mówił o krwi i zabijaniu królików. Kilkukrotnie znaleziono go ze śladami świeżej krwi na twarzy. Mimo tego, że pielęgniarki obawiały się pacjenta, w październiku 1976 roku Chase opuścił mury Baverly Manor.

Mimo początkowego radzenia sobie, dzięki pomocy rodziców choroba Chase po krótkiej remisji wróciła.

Urojenia i pociąg do krwi poskutkowały w sierpniu 1977 roku dziwną sytuacją. Policjanci znaleźli Chase'a nagiego i pokrytego krwią. W jego aucie znajdowała się butelka z czerwoną cieczą. Wyniki analizy potwierdziły, że krew należała do krowy. Zarzuty zostały oddalone a Chase zwolniony z aresztu.

Za cztery miesiące Richard Chase zabije swoją pierwszą ofiarę.

29 Grudnia był prawdopodobnie zwykłym dniem dla Ambrose Griffina.

Skończyły się święta Bożego Narodzenia, a za kilka dni miał być nowy rok. Nic niepokojącego nie zwiastowało wydarzeń tego dnia. 51 latek pojechał rano do sklepu zrobić niewielkie zakupy.

Gdy wróci do domu i zacznie je wypakowywać z auta Chase postrzeli go w szyje.

Ambrose Griffin umrze na swoim podjeździe w otoczeniu walających się na ziemi zakupów. Później dowiemy się, że Chase wyciął z gazety artykuł na temat morderstwa i go zachował.

Minął miesiąc, Sacramento pogrążone w zimnie już po mało zaczęło zapominać o śmierci Ambrosa Griffina. Nastał 23 stycznia, gdy Chase przechadzając się po sąsiedztwie włamał się do kilku domów.

W jednym z nich mieszka 22 letnia Theresa Wallin, jest w 12 tygodniu ciąży.

Planuje właśnie wyrzucić śmieci, gdy Chase przekręca klamkę i otwiera jej drzwi frontowe. Spojrzą na siebie, Chase postrzeli Theresę. Pierwsza kula trafia w jej prawą rękę, druga w czaszkę, a trzecia kula w lewą skroń. Następnie Chase gwałci kobietę, by później usunąć kilka narządów i wypić jej krew z pudełka po jogurcie.

27 stycznia 1978 roku, jedynie cztery dni po morderstwie Theresy Wallis, Chase wtargnął do domu przy Merrywood Drive 3207.

Tam zamordował cztery osoby:

  1. Pięćdziesięciodwuletniego Daniela Meredith, który został postrzelony w głowę.
  2. Trzydziestoośmioletnią Evelyn Miroth, która to została zabita i okaleczona, a następnie Chase usunął kilka jej organów i zgwałcił.
  3. Sześcioletniego Jasona Miroth, syna Evelyn. Został postrzelony w głowę.
  4. Dwudziestodwumiesięcznego Davida Ferreirę, którego ciało Chase zabrał ze sobą. Pokiereszowane zwłoki dziecka zostaną odnalezione 23 marca w kartonowym pudle na parkingu.

Richard Trenton Chase został złapany 28 stycznia.

Później dwóch psychiatrów przesłuchujących Chase'a stwierdzi, że nie okazywał wyrzutów sumienia ani poczucia winy. Do dokonanych przez siebie morderstw podchodził bez emocji.

Proces rozpoczął się 2 stycznia 1979 roku i trwał cztery miesiące.

Chase nie przyznał się do winy. Jego linią obrony była niepoczytalność, spowodowana chorobą psychiczną. Biegli Psychiatrzy uznali jednak że był poczytalny w trakcie dokonywania morderstwa.

8 maja 1979 roku Chase'a uznano za winnego i skazano go na karę śmierci.

Swoje ostatnie dni miał spędzić w murach więzienia stanowego San Quentin.  Jednakże 28 Grudnia 1980 Richard Trenton Chase popełnił samobójstwo zażywając wcześniej odkładane przez okres 3 tygodni leki, które przyjmował na depresję.

Richard Chase cierpiał na schizofrenię paranoidalną, był uzależniony od narkotyków, miał też rys zaburzeń osobowości.

Od okresu wczesnej adolescencji wykazywał niepokojące objawy sugerujące kiełkujące w nim problemy psychiczne. Mimo tego, że na swojej drodze trafił kilkakrotnie na oddział psychiatryczny to nie uchroniło to przed późniejszymi wydarzeniami.

Czy może to sugerować, że dłuższe osadzenie na oddziale nie dopuściłoby do morderstw?

Ciężko jednoznacznie to stwierdzić. Z jednej strony mamy osobę z widocznymi i silnymi urojeniami oraz problemami z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Z drugiej jednak biegli psychiatrzy uznali Chase poczytalnym. Samo zeznania Chase (przytoczone poniżej) w dużej mierze właśnie sugeruje świadomość tego, co się wydarzało.

Richard otwarcie mówi, że dopuścił się zabójstwa.

Jednocześnie zauważamy nie skupianie się na jednym wątku i poruszanie tematów w ogóle niezwiązanych z morderstwami. To sugeruje, że prawdopodobnie mamy do czynienia z ze zmianą treści myślenia, która jest jednym z charakterystycznych objawów schizofrenii.

 „Pierwsza osoba, którą zabiłem, była rodzajem wypadku. Mój samochód się zepsuł. Chciałem odejść, ale nie miałem transmisji. Musiałem dostać mieszkanie. Matka nie wpuściła mnie na Boże Narodzenie. Zawsze wcześniej pozwalała mi przyjść na Boże Narodzenie, zjeść kolację i porozmawiać z nią, moją babcią i siostrą. Tamtego roku nie wpuściła mnie, a ja strzeliłem z samochodu i kogoś zabiłem. Za drugim razem ludzie zarobili dużo pieniędzy i byłem zazdrosny. Byłem obserwowany i zastrzeliłem tę panią – wypuściłem z niej trochę krwi. Poszedłem do innego domu, wszedłem, była tam cała rodzina. Zastrzeliłem całą rodzinę. Ktoś mnie tam widział. Widziałem tę dziewczynę. Zadzwoniła na policję i nie byli w stanie mnie zlokalizować. Dziewczyna Curta Silvy – zginął w wypadku motocyklowym, tak jak kilku moich znajomych, i wpadłem na pomysł, że zginął przez syndykat, że był w mafii i sprzedawał narkotyki. Jego dziewczyna pamiętała o Curcie – próbowałem zdobyć informacje. Powiedziała, że ​​wyszła za kogoś innego i nie chce ze mną rozmawiać. Cały syndykat zarabiał na tym, że moja mama mnie otruła. Wiem, kim oni są i myślę, że można to ogłosić w sądzie, jeśli uda mi się zebrać wszystkie części, tak jak miałem nadzieję".

Autor: Martyna Tokarczyk, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: Füssli J. H., Nocna mara, Detroit Institute of Arts 1781

Bibliografia:

Baffling Documentaries, Serial Killer Richard Chase Documentary.

Jaffé P.D., DiCataldo F, Clinical vampirism: blending myth and reality, "The Bulletin of the American Academy of Psychiatry and the Law", tom 22, nr 4, 1994.

Nel, H.T., Richard Trenton Chase: A Psychobiography of the “Dracula Killer”, Bloemfontein 2014.

Seligman M.E.P., Walker E.F., Rosenhan D.l., Psychopatologia tłum. Gilewicz J., Wojciechowski A., Poznań 2013.

Stoker B., Drakula, tłum. Myśliwy A., Warszawa 2021.

Storey A., Strieter C., Tarr C., Thornton K. Richard Trenton Chase. "Dracula Killer". “The Vampire of Sacramento” Radford 2005.


[1] ICD 10 – międzynarodowa klasyfikacja chorób i procedur medycznych, stworzona przez Światową Organizacje Zdrowia.

[2] DSM-5 – klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa.

[3] Zaburzenia schizofreniczne charakteryzują się na ogół podstawowymi i charakterystycznymi zniekształceniami myślenia i percepcji oraz niewłaściwymi lub stępionymi afektami. Jasna świadomość i zdolności intelektualne zazwyczaj się utrzymują, chociaż z biegiem czasu mogą ewoluować pewne deficyty poznawcze. Do najważniejszych zjawisk psychopatologicznych należą echo myśli; wstawianie lub wycofywanie myśli; nadawanie myśli; urojona percepcja i urojenia kontroli; wpływ lub bierność; halucynacyjne głosy komentujące lub omawiające pacjenta w trzeciej osobie; zaburzenia myślenia i objawy negatywne (ICD 10).

[4]  Nekrofilia – zaburzenie preferencji seksualnych; stan, w którym bodźcem stymulującym seksualnie mogą być jedynie ludzkie zwłoki. Skłonność ta może być jednak wygeneralizowana do wszystkich obiektów, które danej jednostce kojarzą się ze śmiercią bądź zwłokami (np. śpiące osoby).

[5] Trójelementowy zestaw zachowań obejmujący enurezję, podpalanie i okrucieństwo wobec zwierząt. Współwystępowanie tychże zachowań w okresie młodości interpretuje się jako sygnał rozwijającej osobowości patologicznej lub antyspołecznej.

[6] Wiek młodzieńczy, okres, w którym rozpoczyna się dorastanie mniej więcej między 10/13 do 18/20 roku życia.

17 sierpnia 2022 roku minie dokładnie 25 lat od morderstwa, które miało miejsce w Górach Stołowych, blisko szczytu Narożnik.

Anna Kembrowska oraz Robert Odżga 17 sierpnia 1997 stali się ofiarami bezlitosnego zabójstwa. Podczas wędrówki szlakiem niebieskim, z miejscowości Duszniki Zdrój do Karłowa, niewykryci do dzisiaj sprawcy pozbawili ich życia, oddając dwa strzały w głowę Roberta oraz jeden strzał między oczy Anny. Było popołudnie, środek sezonu, dosłownie kawałek od głównego szlaku. Mimo to ich ciała znaleziono dopiero po 10 dniach.

Jak do tego doszło? Jaki był motyw zabójstwa? Kto mógł to zrobić?


Ta tragiczna historia do dzisiaj nie znalazła jednoznacznego rozwiązania. Nikt nie odpowiedział za morderstwo dwójki młodych, zakochanych ludzi, pełnych pasji, aspiracji i miłości do przyrody. Temat tej zbrodni poruszany jest na internetowych forach, na łamach gazet oraz w filmach dokumentalnych. Istnieją grupy zaangażowanych osób, które do dzisiaj próbują na własną rękę rozwikłać tę zagadkę.

Wśród nich jest Janusz Bartkiewicz, emerytowany funkcjonariusz, były oficer śledczy CBŚ, który od początku zaangażowany jest w sprawę zabójstwa studentów. Obecnie zajmuje się nią krakowskie “Archiwum X”, czyli Wydział spraw niewykrytych KWP w Krakowie. W tym artykule postaramy się przyjrzeć dotychczasowym ustaleniom, hipotezom oraz tropom, które zostały wykluczone.

fot. archiwum prywatne

Anna i Robert – kim były ofiary?

Anna Kembrowska pochodziła z Jastrzębiej Góry.

Była studentką trzeciego roku Ochrony Środowiska na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, dziś to Uniwersytet Przyrodniczy. W chwili śmierci miała 22 lata. Pełna pasji do natury oraz fotografii, była założycielką i przewodniczącą Koła Naukowego Gleboznawstwa i Ochrony Środowiska Akademii Rolniczej, do którego należał również Robert. Anna uwielbiała robić zdjęcia rzadkim okazom przyrody. Prowadziła zielniki wypełnione wyjątkowymi roślinami. W przeszłości trenowała sztuki walki, była też turystką. Razem z Robertem często wyjeżdżali na weekendowe wycieczki, podróżowali autostopem i spali pod gołym niebem. Anna była bardzo wrażliwa i uważna, pogodna, często się śmiała. Prowadziła swój pamiętnik, w którym zapisywała własne przeżycia oraz przemyślenia. Podobno była też bardziej zdecydowana od swojego partnera.

Robert Odżga pochodził z Międzylesia w Kotlinie Kłodzkiej.

Miał 25 lat. Znajomi mówili na niego “Albert”. Studiował na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, na wydziale Geodezji i Kartografii. Na uczelnię przeniósł się, gdy Anna rozpoczynała na niej swoje studia. Chcieli być razem. Za trzy tygodnie miał bronić swoją pracę magisterską. Był pasjonatem przyrody i podróży, uwielbiał góry, a teren Dusznik-Zdroju i Karłowa znał bardzo dobrze. Odbywał niegdyś staż w Parku Narodowym na terenie Gór Stołowych. Kolejnym z jego hobby była muzyka - grał na gitarze, komponował, pisał teksty i jeździł na koncerty. Ukończył Szkołę Muzyczną I Stopnia. Z relacji bliskich wiadomo, że Robert był spokojny i nieśmiały, ale zawsze życzliwy. W sytuacjach konfliktowych wolał się wycofać niż prowadzić do konfrontacji.

Anna i Robert poznali się 31 Grudnia 1993 roku, na spotkaniu sylwestrowym.

Po jakimś czasie ich relacja zaczęła się rozwijać. Coraz częściej ze sobą przebywali. Łączyły ich wspólne zainteresowania, te same sposoby spędzania wolnego czasu, miłość do gór, przyrody, a z czasem również miłość do siebie nawzajem. Dwa miesiące przed śmiercią ukończyli kurs Strażników Przyrody. Byli bardzo aktywni. Ich wakacje w 1997 roku również do takich należały.

Na początku sierpnia pomagali w remoncie domu dziadków Roberta w Leśnej Podlaskiej.

Następnie wyjechali do Augustowa. Tam spotkali się ze znajomą parą, by w czwórkę wyruszyć kajakami w kierunku Czarnej Hańczy w otoczeniu Puszczy Augustowskiej. Wrócili do Augustowa, skąd udali się do Katowic, a stamtąd do swoich domów. Od 13 sierpnia przebywali w domu rodziny Roberta, w Międzylesiu. 15 sierpnia wszyscy razem uczestniczyli we Mszy Świętej. Około godziny 13:40 ojciec Roberta odwiózł ich do Różanki, skąd pieszo rozpoczęli swoją 3-dniową wędrówkę z metą w Karłowie. 18 sierpnia miał zacząć się tam obóz naukowy studentów Akademii Rolniczej, którego Anna była współorganizatorką. Mieli odebrać klucze do Gwoździówki – miejsca noclegowego obozowiczów. Niestety ani po klucze, ani na obóz nie dotarli.

Gdzie byli? Co widzieli? Kto widział ich?


Z Różanki wyruszyli w kierunku Dusznik. Mieli biwakować w okolicach Spalonej. Miejsce, w którym spędzili pierwszą noc nie zostało jednoznacznie ustalone.

16 sierpnia, około godziny 10 byli widziani w hotelu “Traper” w towarzystwie nieznanego do dzisiaj mężczyzny.

Jest to jedna z najbardziej zagadkowych postaci w całej historii. Małżeństwo, które zeznało, że tego dnia widziało parę w hotelu, twierdzi, że szukała tam noclegu. Cena okazała się dla nich zbyt wysoka, dlatego zrezygnowali. Towarzyszył im mężczyzna, który wyglądał na przewodnika grupy. Był wyższy od Roberta, miał dominującą i pewną postawę. To on zadecydował, że hotel jest zbyt drogi. Sporządzono jego portret pamięciowy i nadano mu pseudonim “Blondyn”.

Jego wizerunek był wielokrotnie udostępniany w mediach, jednak do dzisiaj nie został zidentyfikowany. Miał blond włosy do ramion, grzywkę, czarno-czerwoną koszulę w kratę i plecak moro. We trójkę opuścili hotel. Noc mieli spędzić na jednym z pól namiotowych.

portret pamięciowy “Blondyna”

17 sierpnia Anna po raz ostatni rozmawiała z rodzicami przez telefon.

Jak twierdzili, było to około godziny 10 rano. Miała powiedzieć mamie, że wyruszają właśnie niebieskim szlakiem w kierunku Karłowa, i że byli tego dnia w pijalni wód. Anna była alergiczką i miała problemy z drogami oddechowymi. Wody lecznicze z pijalni pomagają w tego rodzaju dolegliwościach. Jest jednak druga wersja - zeznanie żony właściciela stacji benzynowej, Elżbiety J., która utrzymuje, że widziała parę między godziną 12 a 13 na stacji benzynowej w Dusznikach. Około kobieta 12 przyszła na stację, żeby zmienić swojego męża, żeby mógł zjeść obiad. Widziała wtedy, jak dziewczyna kupuje kartę i korzysta z budki telefonicznej. Niektóre źródła mówią o tym, że Robert również skorzystał z telefonu, ale ani jego rodzina ani znajomi nie potwierdzili, aby ten się z nimi kontaktował. Nie ściągnięto bilingów z budki. Według kobiety ze stacji benzynowej para była sama. Sama również wchodziła na szlak. Nikt za nimi nie podążał.

Anna i Robert wyruszyli szlakiem niebieskim z Dusznik-Zdroju w kierunku Karłowa.

Dwie przyjaciółki, które również tego dnia szły tą trasą, zapamiętały studentów, ponieważ ci pozdrowili ich słowem “cześć”. Dopiero później jedna z turystek, Danuta Ł. dowiedziała się, że jest to typowe przywitanie na szlaku. Z jej zeznań wynika, że widziała dwójkę młodych ludzi. Oboje mieli okulary, granatowe plecaki i długie włosy. Kobieta miała wianek na głowie i pojedyncze kwiaty wplecione w plecak. Ostatnimi świadkami, którzy widzieli parę była Janina N. oraz jej 10-letni syn. Zbierali jagody i między 15 a 16 zobaczyli Annę i Roberta na szlaku. Dziewczyna podobno nie miała już wtedy wianka i spięła włosy.

“Jagodzianka” gdy wracała do domu (Łężyce), będąc tuż pod nim, około godziny 16:50 usłyszała strzały.

Po pierwszym i drugim usłyszała kobiecy krzyk, a po trzecim nastąpiła cisza. To samo zeznał 12-latek, który siedział wtedy sam na biwaku.

10 dni na polanie

Przez pierwsze kilka dni nikt ich nie szukał. Nikt też nie zgłaszał dźwięku strzałów w przekonaniu, że spowodowali je kłusownicy. O duszącym zapachu na szlaku donosiła tylko jedna z miejscowych kobiet, jednak nic wtedy nie znaleziono. Rodzice byli pewni, że dzieci są na obozie, a jego uczestnicy myśleli, że prawdopodobnie para zrezygnowała. Mimo to, 24 sierpnia jeden z biorących udział w obozie studentów, zadzwonił do rodziców Anny zapytać o powód jej nieobecności. Oni natychmiast skontaktowali się z rodzicami Roberta, żeby zapytać, czy wiedzą, gdzie przebywają ich dzieci. Gdy okazało się, że nikt nie ma o niczym pojęcia, powiadomiona została policja. Nie podejmowała jednak żadnych działań, mówiąc, że młodzi mogli pojechać do Czech na wycieczkę. Rodzice skierowali się do GOPR-u, który od razu zorganizował akcję poszukiwawczą. Brały w niej udział trzy czteroosobowe ekipy oraz trzy psy. Poszukiwania trwały 2 dni.

26 sierpnia akcja zaczęła się około 13:30.

Ratownicy zwracali uwagę głównie na szczeliny i niebezpieczne miejsca, zakładając, że mają do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem. Dopiero następnego dnia, 27 sierpnia, około godziny 14 pies złapał trop.

Ratownicy po czasie poczuli zapach zwłok.

Najpierw znaleźli ciało Roberta, później Anny. Leżeli 10 metrów od siebie na polanie (Lisia Przełęcz), niedaleko szlaku niebieskiego. Robert miał zsunięte spodnie do kolan, Anna do kostek. Mieli ściągnięte buty. Czyste skarpetki wskazują, że buty ściągnięto po śmierci. Na kolanach rzekomo widać były otarcia, niestety nie wiadomo jaka była ich geneza.

Czy klęczeli przed śmiercią? A może to pozostałości z podróży? Czy ślady faktycznie były na ich kolanach?

Ze względu na upał, ciała były w znacznym stopniu rozkładu. Nie było przy nich rzeczy osobistych, plecaków. Na początku zakładano więc motywy seksualny lub rabunkowy. Do Roberta strzelono dwa razy. Raz od tyłu głowy, tak, że pocisk przeszedł na wylot blisko oczodołu. Najprawdopodobniej był to strzał śmiertelny. Mimo to oddano także drugi. Chwilę później strzelono do Anny, prosto między oczy. Według jednej z wersji pocisk znaleziono w ziemi, pod jej głową, co oznaczałoby, że leżała na wznak w momencie śmierci. Inna wersja mówi o tym, że pocisk trafił w kamień i nie nadawał się do badań.

Anna i Robert zeszli ze szlaku i tam zostali zamordowani.

Czy byli zmuszeni do zejścia w las, a może weszli tam dobrowolnie? Na przykład za potrzebą fizjologiczną? To tłumaczyłoby opuszczone spodnie. Nie zabezpieczono na miejscu śladów świadczących o tej wersji. Dopiero po czasie, na zdjęciach podobno je zauważono. Było już jednak za późno, żeby je zbadać.

Śledczy mimo wszystko odrzucili tę wersję.

Anna i Robert nie byli osobami, które mogłyby w ten sposób zachowywać się na terenie Parku Narodowego. Byli obrońcami przyrody. Nie zdecydowaliby się również na uniesienia seksualne. Z ustaleń wynika, że para była mocno wierząca i chciała żyć w czystości do ślubu, który planowała.

Może zauważyli jakiś wyjątkowy okaz przyrody i chcieli zrobić mu zdjęcie? Lub wręcz przeciwnie, byli świadkiem czegoś, co te przyrodę niszczyło i chcieli interweniować?

Opcji jest wiele. Są też takie, które rozważają zmuszenie studentów do wejścia w las przez oprawców. Zniknął aparat i dziennik Anny. Czy były w nich jakieś informacje na temat zabójców? Dlaczego ktoś mógł chcieć ich zamordować?

fot. archiwum prywatne

Janusz Bartczak do dzisiaj uważa, że ta sprawa była i być może jest nadal możliwa do rozwiązania.

W zabójstwo pod Narożnikiem zaangażowany jest od początku, od 1997 roku. W pierwszych dniach przesłuchano ponad stu świadków. Co więcej, jedna z osób twierdzi, że widziała mężczyznę, który wychodził z lasu przy szlaku chwilę po strzałach i zrobiła mu zdjęcie, jednak film był prześwietlony. Nad sprawą pracowała grupa kilkudziesięciu policjantów.

W 1998 roku śledztwo umorzono z powodu niewykrycia sprawcy.

Zamykano wydział, cała Komenda w Wałbrzychu była w to zaangażowana. Jakiś czas później Pan Janusz trafił do CBŚ i w połowie 2000 roku na nowo podjęto sprawę. Niestety w roku 2003 dostał on polecenie, aby sprawę zakończyć i złożyć do archiwum, ponieważ psuła statystykę. W 2009 roku sprawa trafiła do rąk wrocławskiego “Archiwum X”, a obecnie zajmuje się nią “Archiwum X“ w Krakowie, czyli Wydział spraw niewykrytych KWP w Krakowie. Według pana Janusza pojawia się wiele wątpliwości co do poprawności przeprowadzonych czynności, ale jak sam mówi “mleko się rozlało”. On natomiast do dzisiaj podejmuje różne aktywności, które mają doprowadzić do rozwiązania sprawy.

Na przestrzeni tych wszystkich lat tropów i hipotez było wiele.

Niektóre jednoznacznie odrzucone, inne wciąż wiszące gdzieś w powietrzu i głowach ludzi, którym zależy na ukaraniu sprawców.


Kto, jak i dlaczego?

Motyw zbrodni do dzisiaj nie jest znany.

Na początku, ze względu na częściowe obnażenie ciał zakładano tło seksualne, a brak rzeczy w pobliżu świadczyłby o motywie rabunkowym. Obie wersje jednak wykluczono.

Część rzeczy pary znaleziono rozrzucone po lesie w odległości około 800/1000 m od miejsca znalezienia zwłok. Plecaki zostały rozdarte, przeszukane. Na plecaku Roberta zabezpieczono ślady krwi. Ich rozbryzg sugerował, że w chwili śmierci miał go na sobie.

Sprawcy zabrali aparat Zenit TTL o numerach: 81028187, którego do dzisiaj poszukuje policja.

Zginęły również: zegarek Anny z napisem “25 lat ZNP”, który dostała od rodziców; jej dziennik, kronika koła naukowego, namiot dziewczyny, ich dokumenty i inne przedmioty osobiste, a także około 200 zł. Czas od zabójstwa do porozrzucania rzeczy studentów świadczyłby o tym, że sprawcy znali teren.

fot. fotoblogia.pl

Strzały zostały oddane w sposób wskazujący na przeszkolenie i opanowanie.

Za pośrednictwem wykrywacza metalu znaleziono trzy pociski, ale tylko jedną łuskę. Późniejsze badania balistyczne wykazały, że jest to pistolet CZ, produkowanego na terenie Czechosłowacji przed I wojną światową, kaliber 9 mm, wzór 28.

Wnioskując po miejscu zdarzenia, rozmieszczeniu ciał i przeniesieniu plecaków, sprawców było co najmniej dwóch.

Wykluczono wersję o zbrodni w afekcie i pod wpływem emocji. Sposób oddawania strzałów wskazywał bowiem na egzekucję. Stąd pojawiły się hipotezy dotyczące porachunków gangsterskich lub/i narkotykowych. W tamtym czasie popularny był handel amfetaminą. Sprawdzono pod tym kątem życiorysy studentów oraz ich najbliższe otoczenie. Całkowicie wykluczono jakiekolwiek ich powiązania ze środowiskiem przestępczym i narkotykami. Podobno robiono również testy na obecność m.in. amfetaminy w ich włosach. Wyniki były negatywne.

Policja rozważała również możliwość zabójstwa powodowanego niespełnioną miłością.

Na tapecie funkcjonariuszy pojawiło się dwóch mężczyzn, którzy według ustaleń podkochiwali się w Annie.

Jednym z nich był leśniczy spod Warszawy, Maciej K. Jakiś czas temu Anna korespondowała z nim na prywatne tematy. Po czasie, gdy między nią a Robertem relacja pogłębiła się, powiedziała o tym Maciejowi i przestali korespondować. Wiadomo jednak, że 12 sierpnia miała wysłać mu pocztówkę, którą przywiozła z Mazur.

Drugim z mężczyzn był student, chłopak, który powiadomił rodziców o nieobecności pary na obozie. Ten trop jednak również został wykluczony.

Wielu ludzi sugerowało kłusowników.

Anna i Robert byli obrońcami przyrody. Mogli nakryć kogoś na nielegalnych działaniach na terenie Parku Narodowego i zwrócić mu uwagę lub zrobić zdjęcie. To mogło być powodem złości kłusowników lub uznania pary za potencjalnie niebezpieczną, stąd mogli zdecydować o ich zabiciu. Problem w tym, że mimo iż zwierzyna często dobijana jest bronią krótką, to mało prawdopodobne było, żeby kłusownicy w środku dnia, przy głównym szlaku prowadzili swoje nielegalne działania. Mieli oni w zwyczaju pozostawać aktywnymi w nocy, najczęściej w głębi lasu. Okazało się, że każdy z kłusowników ma również teren, na którym działa i panuje tam zasada całkowitego milczenia. Podjęto pewne działania operacyjne, m.in. przeszukania konkretnych osób w poszukiwaniu broni, jednak nic nie znaleziono.

Jednym z najwcześniejszych tropów, było zwrócenie uwagi policjantów na kręcącego się po lasach Gór Stołowych mężczyznę, który wyglądał na osobę bezdomną.

Zachowywał się podejrzanie, zaczepiał turystów, prosił o jedzenie i bełkotał coś w niezrozumiałym języku. Nadano mu pseudonim “Rumun”. Gdy tylko zbliżały się radiowozy lub ktoś umundurowany, Rumun uciekał w las. Okazało się, że jest Czechem. Policja zwróciła się więc do tamtejszych władz z danymi, które do tej pory ustalili oraz z prośbą o informacje o tym człowieku i jego sprawdzenie.

Czesi kazali dać sobie z Rumunem spokój, mówiąc, że to nieszkodliwy włóczęga, który przekracza granicę w poszukiwaniu jedzenia.

Nie pozwolono go przesłuchać. Okazało się, że po jakimś czasie mężczyzna zamarzł. Na to, że podejrzenia wobec niego mogą nie być słuszne wskazywał również fakt, że strzały zostały oddane w sposób profesjonalny. Nie mogły być dziełem przypadkowego włóczęgi.

Podobna sprawa do tej spod Narożnika miała miejsce kilkadziesiąt lat wcześniej, w Bieszczadach.

Zbigniew P. zastrzelił tam na szlaku małżeństwo, miłośników gór, tłumacząc, że zrobił to z głodu. Następnie uciekł do Czechosłowacji i tam dokonał kilka rozbojów z bronią, przez co został złapany. Skazano go na karę śmierci, następnie zmieniono to na dożywocie, a później na 25 lat.

W chwili morderstwa studentów był już na wolności od dwóch lat.

Starano się więc ustalić jego alibi, gdyż sposób popełnienia zbrodni był bardzo podobny. On również zastrzelił swoje ofiary, rozpruł ich plecaki i zabrał rzeczy osobiste. Nie udało się jednoznacznie potwierdzić tego tropu. Mężczyzna podobno miał alibi. Tak samo jak również podejrzewany “Skorpion” – seryjny morderca, Krzysztof G. Nie udało się znaleźć obciążających go dowodów.

Jakiś czas później do policji dotarła informacja o treningach wojskowych, które miały odbywać się na terenie Gór Stołowych.

Funkcjonariusze kierując się danymi przedstawionymi w jednym z reportaży telewizyjnych na temat owych treningów, podjęli działania, które miały sprawdzić, czy osoba, która je prowadziła, jest zamieszana w morderstwo. Militarnych szkoleń w celu werbunku do m.in. Serbii wcale nie było. Okazało się, że prowadzący grupę jest instruktorem survivalu ekstremalnego, a informacje z reportażu są zmyślone. Wszystko było inscenizowane.

W ten sposób natrafiono na informacje o innej, zarejestrowanej grupie survivalu militarnego.

Jak się okazało, jej członkowie mieli poglądy neonazistowskie. Według Pana Janusza to jest jeden z bardziej sensownych tropów. Neonaziści z całego świata, co roku organizowali międzynarodowe spotkania i zloty właśnie na terenie Gór Stołowych, w Dusznikach.

Według ustaleń w 1997 roku oficjalny zlot się nie odbył.

Świadkowie donoszą jednak o dużej liczbie osób, które w wojskowych ubraniach kręciły się wtedy po lesie.

Duszniki to ważne miejsce dla neonazistów.

W pobliżu szczytu Narożnika znajduje się Kopa Śmierci, dawniej Skalna Czaszka, a za "niemieckich czasów" Totenkopf. Miejsce istotne z perspektywy symboliki SS oraz samych neonazistów. Mało tego, 17 sierpnia 1997 miała miejsce 10 rocznica samobójstwa Rudolfa Hessa, ich idola, jednego z najbliższych współpracowników Hitlera. W Dusznikach mieściły się również ośrodki szkoleniowe dla żołnierzy niemieckich.

Pojawiły się więc dosyć mocne hipotezy, że właśnie ta grupa może być zamieszana w zbrodnie pod Narożnikiem.

Ta teoria, z powodu zakończenia śledztwa w 2003 roku, nie została do końca sprawdzona. W 2000 roku jednak odbył się jeden z międzynarodowych zlotów neonazistów. Brali w nim udział policjanci pod przykryciem. Uczestniczyli w pochodach neonazistów i próbowali dowiedzieć się czegoś na temat wydarzeń z 1997 roku. Bezskutecznie.

Działania te otworzyły kolejne drzwi i nową hipotezę.

W 2001 roku wyemitowano odcinek programu 997, w którym przedstawiono możliwe hipotezy, również tę dotyczącą neonazistów.

Po tym odcinku, do Pana Janusza odezwał się były milicjant.

Wspomniał on o grupie ludzi poszukujących skrytek z bronią i amunicją Wehrmachtu dla grup Werwolfu, operujących w 1945 roku na terenie Gór Stołowych. Przyjeżdżali na poszukiwania i nocowali w jednym z fortów, którego dzierżawcą był ów milicjant. Złapali wspólny język, więc opowiadali mu o swoich planach i znaleziskach, pokazywali stare niemieckie mapy.

Co ciekawe, byli tam w 1997, ale później przyjechali dopiero w roku 2001.

Były policjant miał być świadkiem rozmowy, z której wynikało, że grupa „jeszcze przez jakiś czas” musi unikać pokazywania się w Górach Stołowych. Zaczęto ustalać uczestników obozów. Jednak zamknięcie śledztwa w 2003 znów ucięło trop.

Idąc za jednym z ustaleń Pana Janusza, zaraz po zabójstwie 2 osoby zniknęły ze swojego miejsca zamieszkania.

Wróciły do Polski dopiero kilka lat pózniej. Według źródeł Pana Janusza, byli to mężczyźni, którzy w 1997 mieli około 20-25 lat i na pewno się znali.

Był to duet Alfy i jego sługi – osób o przeciętnej inteligencji.

Alfa miał odczuwać przyjemność z maltretowania zwierząt. Pan Janusz twierdzi, że mogli tego dnia po prostu wyjść w las żeby sobie “porządzić”. Według niego pasują również idealnie do profilu psychologicznego, który został sporządzony.

“Został też sporządzony portret psychologiczny sprawców. Na jego podstawie przeprowadzaliśmy typowania przy pomocy bazy numerów PESEL, biorąc pod uwagę wiek, płeć i inne kryteria przyjęte przez profilera. Typowaliśmy osoby i później sprawdzaliśmy, gdzie w danym czasie były”. – Mówi Janusz Bartkiewicz. Dokument ten został opracowany 15 kwietnia 1998 roku przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie.


Podczas śledztwa kilkoro świadków zeznało, że widziało Annę i Roberta m.in. na ławce pod sklepem i łapiących stopa.

Założono więc, że w tym czasie w tych okolicach przebywała podobna do nich para. Może sprawca również ich pomylił? “Klon” Roberta został pod tym kątem sprawdzony. Nie natrafiono na żaden znaczący ślad.

Janusz Bartkiewicz. fot: Tomasz Hołod

Niedawne wydarzenia

Mijają lata, a niektóre z hipotez nadal są niejednoznacznie rozstrzygnięte. Pojawiają się doniesienia o ponownych przesłuchaniach, badaniach DNA, ekshumacji zwłok pary, ponownym przebadaniu broni. Jedną ze świeższych sytuacji, która wzbudziła wiele plotek i domysłów była akcja związana z rozpracowaniem grupy handlującej narkotykami.

W 2020 przeszukano posesję jednego z jej domniemanych członków.

Odnaleziona została spora ilość broni oraz amunicji. Pojawiły się doniesienia, że jeden z pistoletów to ten, którym zabito studentów pod Narożnikiem w 1997 roku. W ostatnim czasie widziano ich ponownie w Trzebieszowicach, gdzie przeszukiwali teren należący do Marka P., który w 2020 został zatrzymany w związku z tą sprawą.

Zatrzymano również dwóch innych mężczyzn, jednak prokuratura zaprzecza, by mieli związek z morderstwem Anny i Roberta. W 2021 roku krakowskich policjantów widziano również w okolicach Narożnika i stawu w Złotnie.

W kwietniu 2022 roku, w jednym z mieszkań znaleziono ciała małżeństwa, Barbary i Mieczysława S.

Para została zastrzelona, a ich zwłoki przetrzymywane w workach przez kilka miesięcy. Zatrzymano dwie podejrzane kobiety, które miały przyznać się do zbrodni. Córkę zabitych i jej koleżankę. Wskazały one Dariusza Z. (ps. ”Fox”), który miał im dać broń.

Do akcji wkroczyło “Archiwum X”.

Pojawiły się plotki o tym, że na terenie posesji Dariusza znaleziono aparat Anny i zdjęcia ofiar, których na pewno nie zrobiła policja. Na początku maja 2022 policjanci w radiowozach na krakowskich tablicach rejestracyjnych prowadzili akcje na posesji należącej do Dariusza Z. Kopano w ogrodzie oraz spuszczono szambo.

Niedawne wydarzenia rzeczywiście rozpalą nowe światło nad sprawą spod Narożnika? Czy którekolwiek z doniesień jest prawdziwe? Może są to tylko celowo rozpuszczone plotki? Kto i dlaczego zabił? Jaki był rzeczywisty przebieg wydarzeń?

Na te i na inne pytania na razie nie znamy odpowiedzi. Morderca pozostaje nieuchwytny od ćwierć wieku. Przy szczycie Narożnik nadal istnieje kamienna tablica upamiętniająca zakochanych, brutalnie zabitych Annę i Roberta. Jest też kapliczka, a w sercach jeszcze tli się płomień nadziei, która umiera ostatnia.

Autor: Marlena Wandas, wolontariuszka Fundacji Zaginieni


Artykuł napisany w oparciu o źródła ogólnodostępne. Ze względu na wielość wersji w nich zawartych i problemy z ujednoliceniem przebiegu wydarzeń – możliwe jest pojawienie się w artykule informacji błędnych.


Źródła:
Michalewicz I., Zbrodnie prawie doskonałe. Polskie Archiwum X, Kraków: 2018.
http://janusz-bartkiewicz.eu/
https://gazetawroclawska.pl/policjanci-z-krakowa-pracuja-na-dolnym-slasku-rozwiazasprawe-zabojstwa-pary-studentow-z-wroclawia/ar/c1-16338657
https://klodzko24.eu/wiadomosci/zbrodnia-na-narozniku-kolejny-przelom/l3iraqtujrlhGKbfKZhA
https://gazetawroclawska.pl/morderstwo-pary-z-wroclawia-w-gorach-stolowych-mijaja-24-lata-od-tej-zbrodni/ar/c1-15757120
https://natemat.pl/333895,zabojstwo-pod-naroznikiem-anna-kembrowska-i-robert-odzga-zgineli-w-gorach
https://www.focus.pl/artykul/przelom-w-zabojstwie-sprzed-23-lat-policja-znalazla-bron-z-ktorej-zabito-studentow-w-gorach-stolowych
https://www.kryminatorium.pl/
https://crime.com.pl/831/egzekucja-na-szlaku/
https://doba.pl/index.php?mod=articles&func=article&id=12749&cat_id=0&site=dkl
https://gazetawroclawska.pl/wroclawscy-studenci-zamordowani-w-gorach-prokuratura-rozklada-rece/ar/7695639
https://gazetawroclawska.pl/masz-taki-aparat-fotograficzny-mozesz-pomoc-znalezc-zabojce-studentow/ar/c1-14520187

Zdjęcia:
https://wroclaw.tvp.pl/33632566/wspomnienie-ofiar-wciaz-zagadkowego-zabojstwa-sprzed-20-lat
https://www.google.com/amp/s/wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,164932,22273768,kto-zastrzelil-pare-studentow-na-szlaku-w-gorach-stolowych.amp
https://fotoblogia.pl/14439,masz-zenita-ttl-mozesz-pomoc-znalezc-morderce?amp=1

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down