KRS: 0000870180

8 grudnia 2005 roku w parku Jerzmanowskim na krakowskim Prokocimiu para przechodniów odnalazła kobiecy korpus, bez głowy, rąk i nóg. 2 miesiące później, 8 lutego 2006 roku, w okolicach ul. Tynieckiej przypadkowy przechodzień znalazł odciętą głowę. Z początku nie wiadomo było, kim jest ofiara, przez długi czas nie udało się ustalić jej personaliów. Anonimowe zgłoszenie i poszlakowy proces doprowadziły w końcu do skazania za zabójstwo Zbigniewa N., mężczyzny w kryzysie bezdomności z krakowskiej „berzy”. Po czasie jednak wyszły na jaw nowe fakty, które poddają pod wątpliwość sukces policji – czy w celi rzeczywiście siedzi prawdziwy morderca?

Kraków pogrążony w panice

Po odnalezieniu zwłok w Krakowie zapanowała psychoza. Kobiety bały się wychodzić z domów, a plotki o seryjnym mordercy ćwiartującym kobiece ciała przybierały najróżniejsze kształty. Atmosfera nieco uspokoiła się po informacji, że zarówno korpus, jak i głowa, należą do tej samej osoby. Nie udało się jednak ustalić jej personaliów – DNA nie pasowało do żadnego profilu posiadanego w bazie, a utworzony hipotetyczny wizerunek nie został przez nikogo rozpoznany. W identyfikacji nie pomogły również znaki szczególne widoczne na korpusie - blizna po operacji i ślady po przypalaniu. Z informacji, do jakich dotarła krakowska policja, wynikało, że ofiara mogła być pracownicą seksualną lub osobą w kryzysie bezdomności pochodzącą z tzw. „berzy” - tak nazywano w półświatku okolice dworca PKP Kraków Główny (Pawia, Planty, Kleparz, Długa).

5 lat później...

...po dwóch tysiącach przepytanych kobiet, kilku tysiącach telefonów odebranych przez policjantów – w końcu pojawił się trop. Na policję zadzwoniła anonimowa osoba twierdząc, że wie, kto jest sprawcą z 2005 roku i że bardzo boi się tej osoby. Wskazała Zbigniewa N.

Kim był wskazany Zbigniew N.? 49-letni gangster mieszkający w Szreniawie (wieś obok Miechowa). Początkowo majętny, z dużym domem. Z zawodu tynkarz. Rozwiedziony. Wielokrotnie już karany. Podczas gdy policja potwierdzała informacje od anonimowego informatora, odbywał karę za inne przestępstwo. Od pewnego czasu Zbigniewowi N. szło fatalnie pod względem finansowym, w wyniku czego zaczął przebywać z osobami w kryzysie bezdomności na „berzy”. Wyłudzał pieniądze od ludzi, banków; wymuszał haracze od pracownic seksualnych, w razie sprzeciwu groził nożem. Zaczęto mówić na niego „Szeryf”. Na „berzy” wszyscy wiedzieli o tym, że Zbigniew N. był sprawcą zabójstwa, jednak policjantom ciężko było potwierdzić plotki i uzyskać zeznania – wszyscy bali się zemsty „Szeryfa”.

Śledczym udało się w końcu uzyskać zeznania od świadków, jednak były one chaotyczne, niespójne, często przy kolejnych przesłuchaniach padały inne wersje wydarzeń. Nikt jednak nie chciał udzielić informacji, kim jest ofiara. Nie pomogły badania DNA, badanie uzębienia, przebytych chorób i operacji.  Świadkowie (w tym przyjaciółka ofiary, Bogumiła O.) milczeli, a jedyne co udało ustalić się śledczym był pseudonim kobiety - „Krakowianka” oraz prawdopodobne imię – Agnieszka.

Poszlakowe śledztwo doprowadziło do postawienia aktu oskarżenia 7 osobom. W toku śledztwa ustalono prawdopodobny przebieg zbrodni – Zbigniew N. wraz z Jerzym J. oraz Grzegorzem D. spotkali „Krakowiankę” (wtedy „dziewczynę” Zbigniewa N.) przy krakowskim Dworcu Głównym i wraz z nią udali się na bocznicę, gdzie odbyła się libacja alkoholowa. Doszło do kłótni między Zbigniewem N. a „Krakowianką”, kobieta otrzymała cios nożem w klatkę piersiową, prosto w serce.

Następnie ciało zostało przewiezione do altanki przy ul. Kapelanka, gdzie poćwiartował je Grzegorz D., były pracownik masarni. Części ciała zostały rozwiezione w różne części Krakowa, rąk i nóg do dzisiaj nie odnaleziono.

Proces i wyrok

19 lipca 2012 roku, wraz ze Zbigniewem N. (skazanym na karę 25 lat więzienia), Grzegorzem D. i Jerzym J. (skazanymi na kary po 5 lat więzienia), przed sądem stanęli również Marcin J. (w toku śledztwa okazało się, że był naocznym świadkiem zabójstwa – otrzymał karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata), Bogumiła O. i Maria K. (skazane za składanie fałszywych zeznań) oraz Krystyna J., która została ostatecznie uniewinniona.

Ustalenie tożsamości ofiary

Rok po ogłoszeniu wyroku, policja poznała personalia ofiary, którą okazała się Zofia W. Kobieta mieszkała z konkubentem (który nigdy nie został przesłuchany) w bloku przy ul. Okólnej, niedaleko parku Jerzmanowskich. Zofia W. nadużywała alkoholu i jakiś czas przed znalezieniem jej zwłok jakby rozpłynęła się w powietrzu. W świetle nowych faktów policjanci z Wydziału Dochodzeniowo- Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie wystąpili o weryfikację dotychczasowych ustaleń, jednak prokurator Piotr Stryszewski nie wyraził zgody na postępowanie. Zarówno sędzia, który wydał wyrok, jak i obrońca skazanego Zbigniewa N. nie zostali poinformowani o identyfikacji ofiary.

Czy skazano właściwe osoby?

Jest kilka kwestii, które podają w wątpliwość, czy Zbigniew N. naprawdę jest sprawcą tego zabójstwa. Po pierwsze - sam Zbigniew N. twierdzi, że policjanci zastraszali osoby w kryzysie bezdomności, które nawet nie czytały podpisywanych przez siebie zeznań. Wielu z tych ludzi miało już na koncie wyroki w zawieszeniu i mogli się obawiać kary.

Kolejną ciekawą kwestią, która nie miała odzwierciedlenia w aktach, jest ustalenie personaliów anonimowej osoby, dzięki której znaleziono sprawcę – okazało się, że jest nią była żona Zbigniewa (ustalenia ekspertów z Instytutu Ekspertyz Sądowych). Kobieta później wielokrotnie zmieniała zeznania, mówiąc, że nie pamięta tego telefonu, bo zażywa leki psychotropowe, oraz że nie wie, kto zabił. Zbigniew twierdził, że żona zatelefonowała na policję z zazdrości o kochanki. Później, gdy opadły jej emocje, przyjęła go z powrotem do domu.

Trzecią niejasnością tej sprawy są zeznania Grzegorza D., na których opierał się w dużej mierze proces – sam Grzegorz D. został jednak skazany również za składanie fałszywych zeznań. Nie umiał wskazać, gdzie zakopał kończyny ofiary, a początkowo twierdził, że do zabójstwa doszło na plantach, w miejscu, gdzie o każdej porze są przechodnie.

Pozostaje także kwestia braku możliwości oględzin altany, w której zostały poćwiartowane zwłoki – podczas procesu altana przy ul. Kapelanka była już wyburzona, a na jej miejscu deweloper stawiał blok. Z ul. Kapelanka do parku Jerzmanowskich jest 7 km, co również każe postawić pytanie – jak mężczyzna przewiózł korpus przez tyle kilometrów pozostając niezauważonym, posiadając podobno tylko wózek na kółkach?

Podobna sprawa oraz możliwa teoria

Należy tutaj również wspomnieć o innej sprawie – 8 lutego 2009 roku w okolicy ul. Półłanki i ul. Nad Drwiną, niedaleko placu Rybitwy, znaleziono odcięte ludzkie nogi. Obok ciała leżały fragmenty ubrania i dowód osobisty. Ofiarą była 74-letnia, chorująca na Alzheimera Zofia Piątkowska, która ostatni raz była widziana w listopadzie 2008 roku na przystanku autobusowym przy ul. Opolskiej.

W tym miejscu pojawia się teoria o seryjnym mordercy – obie kobiety nosiły to samo imię, zamordowane zostały w podobnym okresie, a ich rozczłonkowane zwłoki zostały rozrzucone w miejscach ustronnych. Obok parku Jerzmanowskich płynie ta sama rzeka, co przy ul. Nad Drwiną, a odległość między tymi miejscami to niecałe 4 km. W obu przypadkach zwłoki zostały porzucone przy ścieżkach, tak, by były widoczne, ale jednocześnie lekko na uboczu.

W obliczu wielu niejasności w 2019 roku sprawą zajął się Departament Postępowania Sądowego, który miał zbadać możliwość wniesienia nadzwyczajnych środków zaskarżenia wyroku. Na chwilę obecną w tej sprawie nie pojawiły się żadne nowe ustalenia.

Źródła:

1. https://www.se.pl/krakow/brutalne-zabojstwo-kobiety-cialo-bez-glowy-i-konczyn-niewinny-czlowiek-w-wiezieniu-aa-d1xK-u8DY-13Lw.html
2. https://wiadomosci.onet.pl/na-tropie/ten-makabryczny-mord-wstrzasnal-krakowem/1s4pn
3. https://dziennikpolski24.pl/tajemnicze-zbrodnie-z-archiwum-x/ar/2957830
4. https://krakow.naszemiasto.pl/wraca-sprawa-pocwiartowanych-zwlok-z-parku-jerzmanowskich/ar/c1-1102205
5. https://www.radiokrakow.pl/aktualnosci/krakow/dziennikarskie-sledztwo-ws-morderstwa-sprzed-lat-zmieni-tok-sprawy-rozmowa
6. https://gazetakrakowska.pl/wyrok-za-makabryczne-morderstwo-nie-wiadomo-kim-byla-ofiara/ar/621871
7. https://detektywonline.pl/w-parku-jerzmanowskich-znaleziono-korpus-kobiety/
8. https://www.youtube.com/watch?v=MyBnDxEUoqE
9. https://www.radiokrakow.pl/aktualnosci/krakow/zakonczyl-sie-proces-ws-wstrzasajacego-zabojstwa
10. https://gazetakrakowska.pl/zabil-ja-szeryf-z-berzy/ar/314288
11. https://www.magazyndetektyw.pl/na-poczatku-sledztwa-policja-miala-tylko-niektore-czesci-zwlok-ofiary-o-nieznanej-tozsamosci/
12. https://interwencja.polsatnews.pl/reportaz/2011-02-10/odcial-rece-nogi-i-glowe_860404/
13. https://gazetakrakowska.pl/szeryf-z-berzy-pocwiartowal-swoja-kobiete/ar/456268
14. https://gazetakrakowska.pl/tajemnicze-morderstwo-w-krakowie-policja-ma-trop/ar/3537243
15. https://dziennikpolski24.pl/dzialal-chaotycznie-po-tym-jak-zabil-odrabal-jej-tulow-tepym-narzedziem/ar/4676370
16. https://gazetakrakowska.pl/morderca-stanal-na-drodze-pani-zofii-policjanci-szukaja-jej-ciala-do-dzisiaj/ar/3478581

Autorka: Karolina Seremet, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: shutterstock.com

8 grudnia 2010 roku, Służewo, Pole koło Aleksandrowa Kujawskiego - malutka wieś licząca zaledwie 100 mieszkańców. Czternastoletnia Ewelina Skwara wsiada w śnieżny poranek na swój czerwony składak i wyrusza w drogę do szkoły. Do przejechania ma około 2 km. Nigdy jednak do szkoły nie dociera. Jedna z mieszkanek wsi przypadkiem odnajduje przy drodze jej porzucony rower, jednak po dziewczynce nie ma śladu.

Co się stało z Eweliną?

Rower Eweliny odnajduje pani Mariola, szkolna kucharka, która jadąc samochodem do pracy zatrzymuje się, ponieważ zauważa leżący czerwony składak tarasujący prawy pas jezdni. Podróżujący z kobietą syn szybko orientuje się, że to rower Eweliny, mieszkającej zaledwie 500 metrów od miejsca zdarzenia. Pani Mariola od razu powiadamia rodziców dziewczynki o wypadku. Wszyscy są przekonani, że Ewelina została zabrana do szpitala, ponieważ chwilę wcześniej we wsi było słychać odgłos karetki pogotowia. Okazuje się jednak, że ani w tej placówce, ani w żadnej okolicznej, nikt nie wie o potrąconej nastolatce. Policja zakłada, że ktoś potrącił dziewczynę i bojąc się konsekwencji wywiózł gdzieś ciało.

Przebieg poszukiwań

Zrozpaczeni rodzice rozpoczynają poszukiwania swojej córki. Przy pomocy lokalnych mediów rozpowszechniana jest informacja o zaginięciu Eweliny wraz z jej rysopisem. Do akcji poszukiwawczej poza policją włącza się straż pożarna, wojsko, straż leśna oraz ochotnicy - w pewnym momencie Eweliny szuka około 200 osób. Przeszukiwane są okoliczne lasy, łąki, teren wojskowy - w sumie ponad 600 hektarów terenu. Przesłuchiwane jest kilkanaście osób, rozpytane kilkadziesiąt rodzin, w akcję zaangażowany jest też jasnowidz. Na miejscu działa helikopter z kamerą termowizyjną. Niestety te działania nie przynoszą rezultatu – Ewelina jakby rozpłynęła się w powietrzu. Poszukiwania zdecydowanie utrudnia trwająca od dłuższego czasu śnieżyca, która zaciera wszystkie ślady.

Po kilku dniach mama Eweliny przypomina sobie, że parę miesięcy wcześniej córka żaliła się rodzinie, że boi się jeździć do szkoły, bo ma wrażenie, że ktoś ją śledzi. Widywała ciągle mężczyznę w białym samochodzie. Rodzice w związku z tym poprosili braci Eweliny o eskortę córki do szkoły przez jakiś czas, chłopcy nie zauważyli jednak niczego podejrzanego i po jakimś czasie Ewelina znów przemierzała drogę do i ze szkoły sama.

Przełom w sprawie

Poszukiwania z dnia na dzień słabną na intensywności, jednak rodzina i ochotnicy dalej nieustannie szukają dziewczynki. 4 stycznia 2011 roku, w lesie pod wsią Chlewiska, niedaleko Dąbrowy Biskupiej, około 20 kilometrów od Służewa, leśniczy wyznacza drzewa pod wycinkę. Jego uwagę przykuwa drapieżny ptak, który przysiadł na ziemi i ewidentnie coś spożywa. Leśniczy podchodzi bliżej ptaka i zauważa leżące zwłoki w stanie znacznego rozkładu, uniemożliwiającego już identyfikację. Obok zwłok leży plecak, w którym są zeszyty i książki należące do Eweliny oraz kurtka w kratkę, którą miała na sobie w dniu zaginięcia. Badania DNA potwierdzają, że ciało należy do Eweliny Skwary.

Policja, próbując rozwiązać zagadkę zabójstwa dziewczyny, wraca do chwil zaraz po zaginięciu Eweliny i natrafia na trop - kilka dni po jej zaginięciu rodzina Jacka Urbańskiego, dwudziestosześciolatka pochodzącego ze wsi Koszczały, oddalonej od Służewa o około 20 kilometrów, zgłosiła również jego zaginięcie. Mężczyzna zniknął, a do swojego kolegi wysłał SMSa, że został porwany, o czym kolega również poinformował policję. Tego samego dnia, w okolicach starej bazy MPK we Włocławku, znaleziono spalony samochód, a obok jego właściciela, Jacka Urbańskiego. Mężczyzna twierdził, że został porwany przez mafię, która woziła go w bagażniku i porzuciła go właśnie tutaj. Policjanci wiążą tą sprawę ze sprawą Eweliny, bowiem samochód Urbańskiego to biały Peugeot, prawdopodobnie ten sam, który widywała Ewelina parę miesięcy wcześniej.

"Nie planowałem tego; po prostu się stało"

Mężczyzna, przez sąsiadów uznawany za “spokojnego i bardzo pobożnego człowieka”, a przez kolegów podejrzewany o pociąg do dziewczynek, przyznaje się na przesłuchaniu do zgwałcenia i zabójstwa Eweliny. Całą zbrodnię zaplanował wcześniej - obserwował dziewczynę, wiedział, o której i w jaki sposób przemieszcza się do szkoły, potrącił ją z premedytacją - w miejscu, w którym nie było akurat zabudowań. Po tym, jak Ewelina wpadła w zaspę, Urbański wybiegł z samochodu, uderzył ją i wciągnął ją do środka. Następnie wywiózł ją do lasu i straszył nożem; groził, że poderżnie jej gardło jak będzie głośno. Kazał się dziewczynie rozebrać i gwałcił ją. Jak mówi na sali sądowej - “podniecał go jej krzyk i płacz”. Następnie zadał jej kilka ciosów scyzorykiem w serce i poderżnął jej gardło, czym doprowadził do jej śmierci. Zeznaje również: “Udusiłem ją przez pomyłkę, a potem poderżnąłem jej gardło. Zabić jej nie chciałem. Naprawdę tego nie planowałem. Po prostu się stało”.

19 marca 2012 roku sąd skazuje go na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 35 latach.

Iskierka, jak mówi o niej mama, zgasła 2 dni po swoich czternastych urodzinach, w czternastą rocznicę śmierci swojej siostry bliźniaczki. W Chlewiskach, miejscowości, gdzie znaleziono jej ciało, stoi dwutonowy głaz upamiętniający jej śmierć.

Źródła:

https://niepospolitastudencka.blogspot.com/2012/05/jak-zginea-ewelina-skwara-kim-by.html?m=1

https://to.com.pl/ewelina-skwara-zatrzymany-mezczyzna-przyznal-sie-do-zamordowania-dziewczyny-zdjecia-i-wideo/ar/6360246

https://www.se.pl/torun/celowo-potracil-14-letnia-eweline-pozniej-zgotowal-dziecku-koszmar-wywiozl-do-lasu-zgwalcil-i-zabil-aa-hnWV-r49Z-dUAf.html

https://www.newsweek.pl/polska/ewelina-skwara-zabojstwo-ewelina-skwara/c6rh1fg

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-zabojca-14-letniej-eweliny-skazany-na-dozywocie,nId,59341

https://youtu.be/vzE83MuqrOc?si=Cb63OaL3of1yoGQj

https://youtu.be/o8FtzOHqswc?si=FXeuYsCvqzkNBEbK

https://detektywonline.pl/ewelina-skwara-ostatnia-droga-do-szkoly/

Autorka: Karolina Seremet, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Przemoc jest w pewnym sensie nieodzowną częścią ludzkiego jestestwa. Wiele dziedzin nauki próbuje zrozumieć i wyjaśnić fenomen jej występowania. Mimo to ciągle musimy dążyć do lepszego i głębszego poznania tego zjawiska. Konieczność ta wynika z samego charakteru tego problemu. Przemoc seksualna nie jest wcale pojęciem klinicznym czy naukowym, a politycznym.

W związku z tym, na sposób jej rozumienia wpływ będzie miała panująca sytuacja społeczna, której zmiany będą również wpływały na postrzeganie przemocy.

W psychologii wyróżnia się trzy kryteria znaczące dla zdefiniowania przemocy: rodzaj zachowania, intencje oraz skutki.

Kryteria te dotyczą przemocy pojętej jako szerszego zjawiska, którego jednym z rodzajów może być właśnie przemoc seksualna.

Próbę połączenia wszystkich wyżej wymienionych kryteriów w ramach spójnej definicji podjęła pedagożka resocjalizacyjna oraz patolożka społeczna Irenę Pospiszyl.

Mianem przemocy określiła „wszelkie nieprzypadkowe akty godzące w osobistą wolność jednostki lub przyczyniające się do fizycznej, a także psychicznej szkody osoby, wykraczające poza społeczne zasady wzajemnych relacji”.

Zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) przemoc seksualna to „wszelkie zachowania seksualne, próby wymuszenia zachowań seksualnych, niechciane komentarze lub propozycje o podtekście seksualnym, zmuszanie do prostytucji lub inne zachowania skierowane przeciwko seksualności drugiej osoby, które wykorzystują przymus”. W swojej definicji przemocy seksualnej WHO podkreśla również, że dochodzi do niej niezależnie od tego jaka relacja łączy ofiarę ze sprawcą. Nieistotne jest również miejsce, w którym do niej dochodzi.

Występujący w definicji przymus może przybierać formę zastraszania, szantażu, przemocy lub groźby.

W przypadku, kiedy osoba nie mogła wyrazić świadomej zgody na dany kontakt o charakterze seksualnym, również można mówić o przemocy seksualnej. Przyczyną braku możliwości wyrażenia świadomej zgody może być stan upojenia alkoholowego lub wpływ substancji psychoaktywnych. Środki mogły zostać zażyte dobrowolnie lub podane danej osobie bez jej wiedzy i wbrew jej woli.

WHO zalicza do przemocy seksualnej następujące zachowania:

Definicja przemocy seksualnej proponowana przez Światową Organizację Zdrowia należy do szerokich ujęć problemu.

Na znacznie węższe kryteria wskazuje Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (APA). W APA Dictionary of Psychology możemy przeczytać o sexual assault oraz sexual harassment. Mówiąc o sexual assault APA definiuje je jako brutalną penetrację seksualną. Wlicza się w nią wymuszoną penetrację oralną, analną i waginalną. Oprawca w tym przypadku często używa przemocy, gróźb bądź wykorzystuje stan, w którym ofiara nie może wyrazić świadomej zgody. Określenie sexual harassment można przetłumaczyć na molestowanie seksualne i odnosi się do zachowań o charakterze seksualnym, które są uważane za obraźliwe lub niechciane.

Jednak najszersze definicje przemocy podają fundacje i organizacje, których celem jest pomoc ofiarom i przeciwdziałanie przemocy seksualnej, poprzez m.in. edukację czy zwiększenia świadomości wśród społeczeństwa.

Centrum Praw Kobiet definiuje przemoc seksualną jako „każdy rodzaj zachowania skutkującego niechcianym kontaktem w sferze seksualnej”. Celem takiego działania jest odebranie ofierze godności oraz poniżenie jej.

Australijska organizacja The Victorian Centres Against Sexual Assault (CASA) definiuje sexual assault jako każde zachowanie o charakterze seksualnym, które sprawia, że druga osoba czuje się niekomfortowo, przestraszona, zastraszona lub zagrożona. Do przemocy seksualnej zalicza się również takie zachowania, do których dochodzi bez zgody drugiej osoby oraz sytuacje, w których sprawca wykorzystuje czy to manipulacje, czy swoją fizyczną przewagę i siłę, wymuszając w ten sposób kontakt seksualny. W definicji podkreśla się również fakt, że przemoc seksualna jest formą nadużycia władzy i siły.

Konsekwencje przemocy seksualnej

Osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej, w tym zgwałceń często w pierwszej kolejności reagują szokiem lub niedowierzaniem. Borykają się z poczuciem winy i stygmatyzacji ze strony bliskich, społeczeństwa bądź instytucji. Ich poczucie własnej wartości często znacząco się obniża.

Inną często spotykaną reakcją może być spokój, który dla otoczenia może wydawać się nieadekwatny do zaistniałej sytuacji. Zwykle jest jednak przejawem wystąpienia mechanizmu obronnego, w którym osoba nie dopuszcza do siebie myśli, że rzeczywiście padła ofiarą wykorzystania seksualnego. Wspomnienia dotyczące sytuacji są wypierane. Osoba taka stara się pozornie prowadzić normalne życie, wewnętrznie jednak odczuwa odrętwienie lub oszołomienie.

U osób, które doświadczyły przemocy seksualnej mogą występować również problemy ze snem wynikające z bezsenności bądź nawracających koszmarów sennych.

Ofiary przemocy seksualnej są również narażone na rozwinięcie się u nich stanów depresyjnych, depresji, bólów psychosomatycznych, stanów lub zaburzeń lękowych, a także zespołu stresu pourazowego (PTSD).

Z badań wynika, że 80% ofiar gwałtu cierpi na PTSD.

Do charakterystycznych objawów tego zaburzenia, wymienianych w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10, należą:

W związku z wyżej wspomnianymi trudnościami osoby po takich traumatycznych doświadczeniach znajdują się również w grupie zwiększonego ryzyka popełnienia samobójstwa.

Przemoc seksualna – gdzie szukać pomocy?

  • Numer alarmowy: 112
  • Policja: 997
  • Pogotowie: 997
  • Anonimowa Policyjna Linia Specjalna „ Zatrzymać przemoc”: 800 12 01 48 (całodobowo)
  • Fundacja Centrum Praw Kobiet: 800 107 777 (całodobowo)
  • Fundacja Feminoteka: telefon interwencyjny 888 88 33 88 (8:00-20:00 pon.-pt.)
  • Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”: infolinia 800 120 002 (całodobowo)
  • Telefonie Zaufania dla Ofiar i Sprawców Przemocy Seksualnej: 22 828 11 12 (15:00-18:00 wtorki i środy)
  • Fundacja Przeciw Kulturze Gwałtu: adam.kuczynski@fpkg.org.pl, kamila.ferenc@fpkg.org.pl
  • Specjalistyczny Ośrodek Wsparcia
  • Ośrodek Interwencji Kryzysowej
  • Ośrodki Pomocy Społecznej (MOPS, GOPS, MGOPS)

Bibliografia:

  1. Bzdyń, A., Czapczyńska, A., Nowakowska, K., Piotrowska, J. (2020). Jak pomagać, by nie krzywdzić osób po doświadczeniu przemocy seksualnej w tym gwałtu. Fundacja Feminoteka
  2. CASA Forum,  http://www.gvcasa.com.au/about_sa_whatissexualassult.html, 04.10.2023
  3. Centrum Praw Kobiet,https://cpk.org.pl/wiedza/przemoc-seksualna/, 01.10.2023
  4. Fijołek, A., https://forumpsychiatryczne.pl/artykul/psychologiczne-i-psychiatryczne-skutki-gwaltu/20239, 12.10.2023
  5. Gelles, R. J., & Straus, M. A. (1988). Intimate violence. Simon & Schuster.
  6. https://www.gov.pl/attachment/d26bbc5d-2591-40ab-bfb0-210b16405a53, 12.10.2023
  7. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_stresu_pourazowego, 12.10.2023
  8. Kluczyńska, S., https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=&ved=2ahUKEwjimLWo-e-BAxX1_7sIHWlcB54QFnoECBQQAQ&url=https%3A%2F%2Fpsychologia.edu.pl%2Fczytelnia%2F59-niebieska-linia%2F477-psychologiczne-konsekwencje-gwaltu.html&usg=AOvVaw3jtpiGUxmVlclAiZUoxgQi&opi=89978449, 12.10.2023
  9. Passowicz, P., Wysocka-Pleczyk, M. (1998). Przemoc – problemy definicyjne. W: Kuźma, J., Szarota, Z. (red.), Agresja i przemoc we współczesnym świecie (s.32-38). Oficyna Wydawnicza TexT.
  10. Pospiszyl, I. (1994). Przemoc w rodzinie.
  11. VandenBos, G. R. (red.). (2007). APA Dictionary of Psychology. American Psychological Association.
  12. World Health Organization. (2011). Violence against women – Intimate partner and sexual violence against women. World Health Organization

Autor: Sonia Burgfeld, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Opanował sztukę manipulacji do perfekcji, aby zmusić członków swojej sekty do popełnienia zbrodni. Charles Manson jest przykładem bardzo charyzmatycznego przywódcy; miał dar przekonywania ludzi do swoich poglądów, niezależnie od tego, jak skrajne były. Minęło 54 lata od zbrodni, której pamięć wciąż jest żywa w USA. 

Początki zła

Charles Manson przyszedł na świat 12 listopada 1934 roku w Cincinnati, Ohio. Jego wczesne życie nie było usłane różami. Dorastał w biedzie i doświadczył wiele trudności. Jego matka, Kathleen Madox, nie była przygotowana do roli matki. Nie stroniła od alkoholu oraz przesiadywała w więzieniach. Styl życia matki musiał odcisnąć znaczące piętno na młodym chłopcu, który już w wieku 9 lat trafił do ośrodka poprawczego.

Jako nastolatek wplątał się w świat przestępczy i spędził większość swojego życia w więzieniu. W czasie odsiadek Manson czytał książki oraz zainteresował się muzyką. Zaczął grać na gitarze i pisać własne teksty. Dużą inspiracją w kontekście filozofii i nauki czerpał od Beatlesów. To w ich piosence ,,Helter Skelter’’ słyszał zapowiedź nadchodzącej wojny rasowej. Podczas rozprawy sądowej potem przyzna, że ta piosenka była inspiracją morderczego planu.

Rodzina

Manson stworzył mistyczną "Rodzinę" – grupę młodych ludzi, którzy uwierzyli w jego nauki i przekonania. Wprowadził ich w świat paranoi, w którym przekonał ich, że zbliża się apokalipsa i tylko oni przetrwają jako nowa rasa władająca światem. Zapowiadał wojnę między białymi a czarnoskórymi, gdzie punktem kulminacyjnym miała być rzeź. 

Sekta Mansona przybrała postać rodziny, w której Manson był uważany za wcielenie Boga. Jego wpływ na członków Rodziny był tak ogromny, że byli gotowi na wszystko, aby zyskać jego uznanie. W ciągu kilku lat Manson i jego "Rodzina" stali się symbolem zła i destrukcji. Narkotyki (głównie królujące wtedy LSD) stały się ważną częścią prania mózgu. Przeświadczenie Guru o tym, że ,,śmierć jest niczym’’ doprowadzała młodych ludzi do zatarcia granicy między dobrem a złem. Odizolowane od informacji ranczo Spahn Movie sprawiało wrażenie apokalipsy, przed którą Rodzina musi się zmierzyć w obowiązku ratowania białej rasy. 

"W domu wydarzyło się nieszczęście. Sharon nie żyje, wszyscy nie żyją. Roman, zamordowano ich"

W nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 roku czwórka członków sekty Rodzina dociera pod adres 10050 Cielo Drive w Beverly Hills. Była to posiadłość znajdująca się na wzgórzu, ukryta między drzewami. Sharon Tate, wówczas w ciąży, była żoną reżysera Romana Polańskiego. Razem z przyjaciółmi - Jayem Sebringiem, hollywoodzkim stylistą fryzur, Abigail Folger, dziedziczką fortuny kawy Folger, oraz Wojciechem Frykowskim, producentem filmowym - przebywali w jej rezydencji w dzielnicy Bel Air w Los Angeles. Polańskiego na miejscu nie było - zajmował się kolejnym filmem w Londynie.

W nocy czwórka osób – Susan Atkins, Charles ‘’Tex’’ Watson, Patricia Krenwinkel, Linda Kasabian, dokonali brutalnego wtargnięcia do domu. Pierwszą ofiarą był osiemnastoletni student Steven Parent, który miał przywieźć ogrodnikowi radio. Ogrodnik mieszkający na tej samej działce przeżył tylko dlatego, że jego dom nie był zbyt dobrze widoczny. Steven został zabity przy bramie, a napastnicy weszli do środka w celu dokonania rzezi. Członkowie sekty brutalnie zaatakowali ofiary. Pierwszy zginął Frykowski od dwóch postrzałów i pięćdziesięciu jeden ciosów nożem. Dokonał tego Watson. Sharon Tate i jej przyjaciele byli bezbronni wobec bestialskiej przemocy, jakiej doznawali.  Abigail próbowała uciekać, jednak została złapana i zabita przy użyciu noża. Podobnie zamordowany został Jay Sebring. Ostatnią ofiarą była Sharon - z jej dzieckiem w brzuchu. Do końca błagała o litość dla swojego syna. Ostatnie słowa, które usłyszała aktorka, wypowiedziane zostały przez Susan Atkins:

‘’Kobieto, nie mam dla ciebie litości!’’ - mówi, po czym zadaje ciężarnej cios nożem.

Tex Watson zakończył jej życie, raniąc Sharon szesnaście razy nożem. Wyrazem wielkiego okrucieństwa był krwawy napis na drzwiach ,,Pig’’ (świnia). Zrobiła to Susan Atkins, która podczas opuszczania rezydencji zmoczyła ręcznik krwią aktorki. To dodatkowo podkreśla nie tylko akt brutalności, ale także fanatyczne przekonania sekty.

Kolejne morderstwa

Następnej nocy Manson i jego ludzie dokonali podobnego ataku na małżeństwo LaBianca. Te okrutne i bezsensowne zbrodnie wstrząsnęły Ameryką oraz wywołały niewyobrażalną panikę w Hollywood.

Tym razem członkowie Rodziny jechali z samym Charlesem Mansonem, ponieważ przywódca sekty przyznał, że trzeba ,,pokazać im jak to zrobić’’. Nie był do końca zadowolony z poprzedniej nocy. Dziewiętnastoletnia Leslie Van Houten miała przetrzymywać Rosemary LaBianca, podczas gdy ktoś dźgał ofiarę nożem.

Rosemary LaBianca dźgnięta została czterdzieści jeden razy. Leno LaBianca otrzymał dwanaście ciosów, na jego brzuchu wyryto słowo ,,war’’ (wojna). Dodatkowo, wyznawcy na ścianach napisali ich krwią teksty ,,Helter Skelter’’, ,,Powstanie’’, ,,Śmierć świniom’’.

Proces Rodziny

Proces Mansona i członków Rodziny stał się bardzo medialny. Manson i jego wyznawcy zachowywali się ekscentrycznie w sądzie, a ich niewłaściwe zachowanie tylko pogłębiało zainteresowanie sprawą. Pierwszego dnia rozprawy Manson przyszedł z wyciętą na czole literą ‘’X’’. Później zamienił go na swastykę. W ślad za nim poszli inni członkowie, którzy kolejnego dnia pojawili się z jeszcze krwawiącymi iksami na czole. Doszło nawet do incydentu, w którym Charles podczas z jednej rozpraw chwycił ołówek i rzucił się w kierunku Oldera, sędziego przydzielonego do sprawy. Od tego czasu, Older zaczął nosić pod togą rewolwer kalibru .38. Zamieszanie nie tylko panowało na sali rozpraw, ale również poza nią. Przed Pałacem Sprawiedliwości członkinie Rodziny: Sandra Good, Nancy Pitman, Kitty Lutesinger, klęczały, organizując czuwania. Wyszywały podczas tego kamizelkę dla Charlesa Mansona. Później naśladując swojego przywódcę, ogoliły swoje głowy. W 1971 roku Manson oraz pozostali oskarżeni zostali skazani na śmierć za swoje udziały w morderstwach Tate-LaBianca. Decyzja o wykonaniu kary śmierci została później zmieniona na dożywocie po zmianie prawa stanu Kalifornia. Leslie Van Houten wyszła na wolność w lipcu tego roku, po pięćdziesięciu trzech latach. Charles Manson umarł w więzieniu dziewiętnastego listopada 2017 roku.

Źródła:

Zdjęcie:

shutterstock.com

Autorka:

Zuza Szmyt, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Agresja jest zjawiskiem obecnie tak powszechnym, że nie da się jej nie doświadczyć. Mamy z nią do czynienia choćby jako widzowie czy użytkownicy internetu. Świat, zarówno rzeczywisty, jak i wykreowany w książkach czy filmach, podsuwa nam bardziej lub mniej wymyślne przejawy agresji, przedstawionej w lepszym lub gorszym świetle. Warto więc zadać sobie pytanie: „jak to jest z jej przedstawianiem?” i „czy te obrazy wpływają na nasze codzienne funkcjonowanie?”.

Na początek warto zdefiniować, co właściwie uważamy za agresję. Powołując się na definicję przytoczoną przez psychologa społecznego – Bogdana Wojciszke, jest to zachowanie ukierunkowane na zadanie cierpienia innemu człowiekowi, który z kolei stara się tegoż cierpienia uniknąć. Czy możemy więc powiedzieć, że wyrywanie ósemek przez dentystę jest aktem agresji? Oczywiście, że nie. Choć dentysta celowo zadaje nam cierpienie, my świadomie się na ten proces godzimy. Czy można zaś mówić o agresji, kiedy chłopiec chciał uderzyć swoją koleżankę, ale ta zdążyła mu uciec? Tak – bowiem mówimy tu o samym zachowaniu ukierunkowanym na zadanie cierpienia. Nikomu nie musiała stać się krzywda, nie zmienia to jednak faktu, że samo zachowanie miało miejsce.

Czy agresja może być adaptacyjna?

Aby rozstrzygnąć, czy agresja jest lub kiedykolwiek była sposobem przystosowania ludzi do środowiska, najlepiej sięgnąć do psychologii ewolucyjnej. Współczesne jej podejście przyjmuje, że agresja faktycznie jest wykształconą adaptacją, która dawniej podnosiła szansę przeżycia i reprodukcji. Szczególne znaczenie ma ta druga.

O ile sytuacji polowania na mamuta w celu zdobycia pożywienia nie da się tak łatwo odnieść do agresji wobec drugiego człowieka, o tyle zakorzeniona w ludzkiej naturze chęć przekazania dalej swoich genów, rzuca nieco więcej światła na całą sprawę. Psychologia ewolucyjna zaznacza, że kobiety są selektywne w doborze partnerów. Co za tym idzie – mężczyźni muszą silniej konkurować między sobą o ich względy. To właśnie ma rzekomo być przyczyną przejawianej przez nich agresji.

Poparciem tej teorii mają być badania, ukazujące że mężczyźni są statystycznie bardziej agresywni od kobiet. Poziom ten zazwyczaj spada w momencie, gdy znajdą stałą partnerkę. Co więcej, zależność tę obserwuje się tylko u młodych mężczyzn tj. w wieku 15 – 29 lat.

Czy teoria ta jest trafna? Trudno stwierdzić – na pewno stanowi ona jedną z wielu prób wyjaśnienia, skąd właściwie bierze się agresja. Czy jednak w takim układzie można przymrużyć oko na agresywne zachowania młodych mężczyzn (w końcu oni tylko się adaptują)? Oczywiście takie myślenie byłoby bzdurą. Żyjąc w rozwiniętych społeczeństwach, w których nie musimy już polować na mamuty, istnieją inne sposoby na zdobycie partnerki, niż pobicie potencjalnego konkurenta. Co więcej, rozwiązania siłowe nie zyskują obecnie aprobaty społecznej, nie mówiąc już o tym, że wykraczają poza granice prawa. Nie jest jednak tajemnicą, że niektórzy dalej się do nich uciekają. Nie tylko w celu rozstrzygnięcia osobistych konfliktów, ale też w celu zdobycia tego, czego chcą.

Czy to oznaczałoby, że w ciągu ostatnich wieków wciąż mamy ten sam poziom agresji co nasi przodkowie?

Badania prowadzone na statystykach z ostatnich stuleci pokazują, że jest wręcz przeciwne – agresja stopniowo zanika.

Dla przykładu, w Polsce ostatniej dekady XX wieku odnotowywano ponad 1000 zabójstw rocznie, a w 2008 liczba ta wyniosła 759. Ponadto warto zauważyć, że współcześnie nie stosuje się już powszechnie tortur, a znęcanie się nad zwierzętami jest uważane za czyn naganny, a nie, jak to miało miejsce w wielu krajach XVI i XVII-wiecznej Europy, za rozrywkę. Pomimo tego wszystkiego, ludzie wciąż uważają agresję za zjawisko bardzo powszechne. Często można usłyszeć hasła, że współczesny świat to „cywilizacja śmierci”. Dzieje się tak dlatego, że agresja stała się czymś nie tylko codziennym ale i… dobrze się sprzedającym.

Media w pogoni za widownią z wielkim upodobaniem pokazują przemoc. Mowa tutaj nie tylko o kanałach informacyjnych, z zapałem przekazujących wiadomości o zabójstwach i konfliktach zbrojnych, ale również serialach i filmach, w nierealistyczny sposób pokazujących rzeczywistość. Aby zilustrować, jak duża jest to różnica, warto odwołać się do faktu, że praktycznie w każdym odcinku seriali kryminalnych policjanci i przestępcy strzelają z broni palnej. Według danych zaś, przeciętny policjant z Chicago strzela raz na 27 lat.

W kontekście tego rodzi się więc pytanie, czy to, że rzeczywistość jest nam przedstawiana jako bardziej brutalna niż jest na prawdę, ma wpływ na nasze zachowanie i codzienne funkcjonowanie.

Agresja a media

Zapewne każdy choć raz w życiu usłyszał że „komputery i gry powodują przemoc”. Ujmując te słowa bardziej naukowym aparatem – media wpływają na nasze zachowanie wywołując w nas agresywne zachowania.

Co ciekawe, w latach 60 XX wieku, wierzono że jest wręcz przeciwnie. Agresywnym osobom zalecano oglądać przemoc, aby w ten sposób mogły niejako sobie „ulżyć”.

Sprawą zainteresował się wówczas badacz Albert Bandura.

Wraz z współpracownikami przeprowadził eksperyment. Wprowadzono dwie grupy dorosłych do pokoju z zabawkami, wśród których był między innymi duży dmuchany pajac Bobo.

Pierwsza grupa dorosłych została poinstruowana, aby zachowywali się oni agresywnie wobec pajaca (kopali go, atakowali, okładali pięściami). Drugiej grupie polecono bawić się spokojnie innymi zabawkami. Następnie dwóm grupom dzieci pokazano pierwsze lub drugie nagranie, po czym wpuszczono je do owego pokoju z zabawkami.

Jak można się domyślić, dzieci które obejrzały agresywnego dorosłego, również zachowywały się agresywnie wobec Bobo. Dzieci, którym pokazano drugi film, spokojnie bawiły się zabawkami. Eksperyment ten dał początek badaniom nad zjawiskiem modelowania, czyli uczenia się na podstawie cudzych doświadczeń. Co również istotne, badanie Bandury po pewnym czasie rozszerzono. Oprócz dorosłego, zachowującego się agresywnie wobec pajaca, pokazano też jakie były skutki działań tegoż dorosłego, tj. czy otrzymał on karę czy nagrodę za swoje zachowanie. Okazało się bowiem, że dzieci, które widziały dorosłego bijącego lalkę, a następnie otrzymującego karę za swoje zachowanie, nie powielały jego zachowania.

Jednak czy sama obserwacja zachowania i jego pozytywnych skutków (lub przynajmniej braku konsekwencji) wystarczy, byśmy uznali agresję za dobre rozwiązanie?

Nie. Otóż obok listy wielu innych czynników w modelowaniu odgrywa rolę również to, czy obserwując modela czujemy, że jesteśmy w stanie powtórzyć wykonane przez niego czynności i czy przyniosą one wówczas taki sam skutek. Wątłej postury chłopak, który zobaczy w filmie mistrza kung-fu, pokonującego w ciemnej uliczce sześciu przeciwników, może faktycznie poczuć przypływ odwagi. Mając jednak świadomość, że nie posiada on filmowych umiejętności, raczej nie pokusi się na tak ryzykowne działanie. Sprawa jest oczywiście o wiele bardziej niebezpieczna w przypadku dzieci. Mogą one nie zdawać sobie jeszcze z sprawy ze swoich możliwości i ograniczeń.

W tym wszystkim nie da się jednak ukryć jeszcze jednego aspektu. Im więcej mamy do czynienia z treściami, dotyczącymi przemocy i agresji, tym bardziej się do nich przyzwyczajamy, stają się dla nas bardziej obojętne. Mówiąc językiem psychologii, zachodzi zjawisko habituacji. Co ciekawe, efekty odroczone (długofalowe, stwierdzone w dłuższych badaniach) są silniejsze u dzieci niż u dorosłych. Efekty natychmiastowe (zaobserwowane zaraz po obejrzeniu agresywnej treści) są za to silniejsze u dorosłych niż u dzieci.

Chcąc ostatecznie odpowiedzieć na pytanie: „czy media faktycznie powodują agresję”, warto pochylić się nad badaniami.

Początkowo wykazywały one związek między wyższym poziomem agresji, a oglądaniem filmów, w których występuje przemoc, ale był to związek korelacyjny. Oznacza to, że tak naprawdę nie wiadomo było, czy to filmy powodują agresję u widzów, czy może to agresywni widzowie wybierają filmy ukazujące przemoc.

Światło na tę sprawę rzuciło dopiero badanie przeprowadzone w 2009 roku. Uczestników podzielono na dwie grupy, z których jedna miała przez 15 minut grać w grę Mortal Kombat, zaś druga w grę niezawierającą przemocy. Następnie z pomocą zaaranżowanej sytuacji sprawdzano w jakim stopniu dana osoba jest w stanie sprawić ból drugiemu człowiekowi. Nie będzie raczej niczym zaskakującym, że wyniki pokazały, że osoby grające w grę zawierającą przemoc, były do tego bardziej skłonne. Równoległe badanie wykazało, że im bardziej realistyczne jest pokazanie przemocy, tym silniejsze są agresywne odczucia i pobudzenie. Niestety więc dla wszystkich młodszych użytkowników Internetu, należy przyznać tutaj rację dorosłym, nalegającym na ograniczenie czasu grania w gry wideo.

Warto jednak zastanowić się nad tym, dlaczego agresja jest tak popularna?

Skoro jej oglądanie może być dla nas szkodliwe, dlaczego z taką chęcią się ją ogląda? Według statystyk sprzed dwóch lat, filmy kryminalne cieszą się ponad 80% oglądalnością.

Odpowiedź brzmi: „nie wiadomo”. Być może ma to związek z tym, że zło zawsze przyciąga swoją tajemniczą naturą osoby poszukujących wrażeń.

Czy agresja może być romantyczna?

Nie można oczekiwać od mediów, że będą całkowicie wolne od agresji czy brutalności. Nie można też jednak powiedzieć, że zawsze zachowują one do niej negatywny stosunek. Można go raczej podsumować jako niejednoznaczny, przypominający coś w rodzaju mieszanki pogardy z fascynacją. Sposób pokazywania sprawców przestępstw nie zawsze jest bowiem potępiający. Co więcej coraz częściej pojawiają się głosy mówiące o romantyzowaniu zachowań agresywnych.

Któż z nas nie słyszał nigdy o romansie, w którym jednym z kochanków jest groźny gangster?

Półki w księgarniach uginają się pod przykładami historii, w których główny bohater przejawia zachowania agresywne, lecz to właśnie czyni jego postać interesującą – szczególnie jeśli porównać go do bohaterki, która raczej takowych zachowań nie przejawia.

Przy okazji tego przykładu warto poruszyć temat zjawiska jakim jest hybristofilia. Jest to rodzaj parafilii, w której romantyczne zainteresowania danej osoby zależą od świadomości popełnienia przez partnera (bądź partnerkę) czynów uważanych za niemoralne (np. zdrada) lub bestialskie (np. zabójstwo).

Wyróżniamy tutaj dwie formy tego zaburzenia. Pasywną, polegającą na zaprzeczaniu zbrodniom kochanych osób oraz aktywną, gdy dana osoba bierze udział w zbrodniach popełnianych przez partnera. Hybristofilię nazwano zespołem Bonnie i Clyde’a, na cześć amerykańskiej pary kochanków, dokonującej morderstw. Mówiąc w dużym skrócie, jest to po prostu pociąg do osób, które dopuściły się przestępstw lub czynów niemoralnych. Naturalnie, zainteresowanie wcześniej wspomnianym typem romansów nie jest czymś niezdrowym – niektóre osoby mogą w ten sposób poszukiwać niecodziennych wrażeń. Warto jednak zdawać sobie sprawę z istnienia takiego rodzaju parafilii. Dzięki temu być może prościej będzie nie ulegać zachwytowi nad zachowaniem niektórych bohaterów lektur.

Któż nigdy nie oglądał filmu, w którym przyklaskuje się głównemu bohaterowi, że zabijając swoich przeciwników dostał to, na czym mu zależało?

Mówimy tu więc o agresji instrumentalnej, czyli będącej instrumentem do osiągnięcia jakiegoś celu. Taka agresja jest często zaplanowana, a czasem nawet akt agresji (zabójstwo) jest skrzętnie przygotowywany. W filmach i książkach pełno jest przykładów płatnych zabójców, na których patrzymy z podziwem, jak dokładnie i skrupulatnie wykonują swoją pracę. Często jednak w tych utworach pomijany jest fakt, że pracując poza granicami prawa, w pewnym momencie mogą zostać złapani, a następnie dostać najsurowszy wymiar kary.

Warto się zastanowić, dlaczego więc romantyzujemy agresywnych ludzi i ich działania? Jak się okazuje, jedną z przyczyn może być… bunt. Podczas kiedy osoba agresywna postrzegana jest jako „zła”, osoba pozostająca z nią w związku jest postrzegana jako buntownicza, przełamująca społeczne tabu i wykraczająca poza schemat. Takie działanie może wydać się szczególnie kuszące osobom młodym, chcącym pokazać swój nonkonformizm. Nie bez znaczenia pozostaje tutaj również efekt aureoli. Jest to psychologiczne zjawisko, polegające na przypisywaniu osobom bardziej urodziwym pozytywnych cech. W każdej grupie, nawet seryjnych zabójców, znajdą się osoby urodziwe, którym za sprawą tego efektu można przypisać pozytywne cechy. Co więcej, ich agresja może być momentami nietrafnie brana za siłę i oznakę niezależności. W końcu z jej pomocą mogą wywalczyć sobie to czego chcą. Oba te stwierdzenia mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Są to pewne automatyzmy, mogące mieć wpływ na nasze postrzeganie agresji, czy ludzi, którzy się jej dopuścili.

Co więc można z tym faktem zrobić?

Nie da się zmusić mediów, aby zaprzestały publikowania treści o przemocy. Jak więc skutecznie zniechęcić ludzi do podejmowania prób agresywnego zachowania? Od wieków w tym celu stosuje się różnorakie kary, co oczywiście ma swoje uzasadnienie.

Sytuacja jest tu jednak bardzo delikatna. Jeśli kara będzie nieadekwatnie duża w stosunku do przewinienia, karany odczuje ją jako agresję ze strony karzącego. To z kolei dostarczy mu dalszych wzorców agresji na przyszłość.

Okazuje się jednak, że prócz faktycznych kar, bardzo dobrze działa samo informowanie o wykonaniu kary za przewinienie. Tutaj również zachodzi wspomniane wcześniej zjawisko modelowania – osoba widzi, że ktoś został ukarany za swoje zachowanie, więc go nie powiela. Na przykład statystyki pokazują, że po podaniu w mediach informacji o wykonanej karze śmierci, wskaźnik przestępczości na pewien czas spada. Czynnikiem decydującym tutaj nie jest jednak wysokości kary, ale jej nieuchronność. Generalna opinia psychologów i kryminologów jest taka, że o zwalczaniu przestępczości decyduje raczej procent jej wykrywalności i karalności niż surowość. W skrócie, ktoś może zlekceważyć nawet potencjalną karę 5 lat pozbawienia wolności, jeśli nie wierzy że zostanie złapany.

Reasumując, warto więc pamiętać, że choć agresja jest czymś powszechnie spotykanym w książkach, filmach i serialach, to jeśli dotyka kogoś w rzeczywistości – nie jest to wcale normą. Prawo karze wszelkie jej przejawy i choć współczesna kultura może niejako usprawiedliwiać działania agresywne. Nie znaczy absolutnie że na nie przyzwala.

Bibliografia:

  1. Jabłońska-Bonca J., „Efekt aureoli” i „efekt uczestnictwa” a niezależność prawników-naukowców, „Przegląd Prawa i Administracji”, 110, 2017, s. 133-148.
  2. Nowak J. K., Łukasiak A., Romantyzowanie przestępców przez cybersubkultury młodzieżowe –ogólne wprowadzenie do problematyki, „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze”, 605(10), 2021, s. 3-16.
  3. Wojciszke B., Agresja, [w:] B. Wojciszke, Psychologia Społeczna, Warszawa: 2011.

Autor: Klaudia Sak, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Kobietobójstwo, czyli morderstwo kobiet ze względu na ich płeć, to skrajna forma przemocy wobec kobiet, której skala znacznie przewyższa społeczne i kulturowe wyobrażenia. Wbrew powszechnym przekonaniom kobietobójstwa stanowią wysoki odsetek zabójstw, których ofiarami są kobiety i wydarzają się wszędzie na świecie.

Definicja kobietobójstwa i jego rodzaje

Pojęcie kobietobójstwa odnosi się do zabijania kobiet lub dziewcząt ze względu na płeć, jednak dotychczas ani wśród państw członkowskich UE, ani w skali światowej nie uzgodniono standardowej definicji kobietobójstwa. W deklaracji wiedeńskiej ONZ w sprawie kobietobójstwa po raz pierwszy określono jego różne rodzaje, w tym:

Choć kobietobójstwo często kojarzy się przede wszystkim z odległymi nam zjawiskami takimi jak tzw. honor killings, zabijanie kobiet w kontekście wojen czy zabijanie noworodków płci żeńskiej, najczęściej zabójcami są partnerzy — w 2021 roku aż 56% kobiet zabitych na świecie padło ofiarą zabójstw dokonywanych przez partnerów lub członków rodziny.

Statystyki

Standardowo 79% wszystkich ofiar zabójstw na całym świecie to mężczyźni, a 21% to kobiety. A jaki jest stosunek sprawców zabójstw? Aż 95% wszystkich sprawców zabójstw to mężczyźni, a 5% to kobiety. Taki stosunek utrzymuje się na zasadniczo stałym poziomie niezależnie od typu zabójstwa czy użytej broni.

Tylko w 2021 roku na całym świecie około 81 100 kobiet i dziewcząt padło ofiarami kobietobójstwa. Według badań przeprowadzonych przez UNODC i UN Women, w 2021 roku 56% kobiet zabitych na świecie padło ofiarą zabójstw dokonywanych przez partnerów lub członków rodziny, podczas gdy tylko 11% mężczyzn było ofiarami podobnych przestępstw. W skali Europy, w 2017 roku 24% wszystkich zabójstw bez względu na płeć ofiary miało za sprawcę partnera lub członka rodziny, a w skali globalnej było to 18%. Raport Eurostatu z 2023 roku wykazuje, że w Unii Europejskiej, choć wskaźniki zgonów z powodu zabójstw spadły zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet, pozostają one około dwukrotnie wyższe u mężczyzn. Niemniej jednak, choć mężczyźni ogólnie mają wyższe ryzyko, że będą ofiarą zabójstwa to kobiety mają znacznie wyższe ryzyko, że będą zabite przez swoich partnerów lub członków rodziny.

Porównywanie statystyk dotyczących kobietobójstwa na arenie międzynarodowej jest bardzo trudne. Powodem są różne definicje prawne dotyczące sprawców i ofiar, różne poziomy efektywności policyjnej oraz stygmatyzacje związaną z ujawnianiem przypadków przemocy wobec kobiet. Jak jest w Polsce? W kodeksie karnym nie ma definicji kobietobójstwa, sprawca może jednak odpowiadać za zabójstwo, nieumyślne spowodowanie śmierci, lub ciężki uszczerbek na zdrowiu. EIGE zebrał dane dotyczące kobietobójstwa w wyniku przemocy partnera w Polsce od 2016 roku. Według danych policji w 2016 ofiar kobietobójstwa ze strony partnera było 71, w 2017 liczba ta wyniosła 192, a w 2018 — 168. Oficjalne statystyki dotyczące kobietobójstwa w Polsce nie oddają w pełni skali problemu. Obserwatorium ds. Kobietobójstwa szacuje, że w Polsce rocznie ginie aż 400-500 kobiet w wyniku przemocy domowej — liczba ta, oprócz zabójstw, uwzględnia też pobicia ze skutkiem śmiertelnym i samobójstwa, których przyczyną jest przemoc ze strony partnera/członka rodziny. Obserwatorium przy Centrum Praw Kobiet jest częścią globalnej inicjatywy „Femicide Watch” mającej na celu monitorowanie i analizowanie danych dotyczących kobietobójstwa na świecie, a także wypracowanie rozwiązań legislacyjnych, instytucjonalnych i społecznych, które pozwolą chronić kobiety i dziewczynki przed przemocą.

Prewencja

Walka z kobietobójstwem wymaga kompleksowego podejścia, które obejmie edukację społeczeństwa, zmiany legislacyjne, instytucjonalne i społeczne oraz skuteczne interwencje. Kobiety, które doświadczają przemocy, często spotykają się z brakiem wsparcia ze strony społeczeństwa i instytucji. Wielu sprawcom udaje się uniknąć odpowiedzialności, a ofiary doświadczają wtórnej wiktymizacji ze strony pracowników instytucji, takich jak policja czy sądy. To sprawia, że wiele kobiet boi się zgłaszać przemoc i szukać pomocy. Konieczne jest promowanie równości płci, szkolenie społeczeństwa w zakresie przeciwdziałania przemocy oraz wprowadzenie surowszych kar dla sprawców przemocy. Ważne jest również inwestowanie w rozwój instytucji i programów, które zapewnią wsparcie ofiarom przemocy, takie jak ośrodki pomocy, linie telefoniczne i schroniska. Warto zwrócić uwagę na fakt, że morderstwa kobiet często są poprzedzone wielokrotnymi aktami przemocy z rąk partnera lub byłego partnera — zabójstwa nie dzieją się w próżni, dlatego konieczne jest wprowadzenie zmian mających na celu skuteczne przeciwdziałanie przemocy domowej i seksualnej.

Dowiedz się więcej

Platforma https://femicide-watch.org/ zbiera i udostępnia publikacje dotyczące kobietobójstwa na świecie — są to zarówno raporty organizacji pozarządowych, zbiory danych statystycznych, jak i analizy oraz propozycje rozwiązań mających na celu zwalczanie kobietobójstwa. W Polsce istnieje Obserwatorium ds. Kobietobójstwa, gdzie znajdują się praktyczne informacje i artykuły dotyczące kobietobójstwa po polsku. Na https://cpk.org.pl/obserwatorium-kobietobojstwo/ można wypełnić formularz karty zagrożenia, która może pomóc w uświadomieniu sobie czy spotyka nas przemoc domowa.

Jeżeli padłaś ofiarą przemocy domowej lub seksualnej — nie jesteś sama. Poniższe organizacje oferują pomoc prawną i psychologiczną:

Potrzebujesz pomocy psychologicznej? Napisz na psycholog@fundacjazaginieni.pl i umów się na bezpłatną konsultację.

Źródła:

Autorka: Zu, Wolontariuszka Fundacji Zaginieni

To, co dzieje się obecnie, nie jest wymysłem naszych czasów. To wszystko działo się już w każdej wcześniejszej epoce. Może nie na taką skalę, a może wówczas sprawy po prostu nie były nagłaśniane przez ograniczony dostęp do mediów. Wiele informacji zostało również zatajonych, prowadząc do idealizowania przeszłości – gdyż z czasem wypiera się pewne fakty.

(Nie)zamierzchłe czasy

Cofnijmy się na chwilę do XIX i XX wieku. Dawniej sytuacja panny, która urodziła dziecko, spotykała się z ostracyzmem społecznym. Ojciec dziecka zazwyczaj nie chciał poślubić jego matki ze względu na różnice społeczne. Zrozpaczone kobiety wolały widzieć dzieci w trumnach niż w kołyskach. Nie było antykoncepcji, było za to wiele przemocowych rodzin, gdzie mężczyzna uważał, że jego powinnością jest wybudować dom i spłodzić syna. Nieszczęśliwie rodziły się córki, które w niewyjaśnionych okolicznościach znikały…

Sprawa Madzi z Sosnowca

Na przykładzie, być może najbardziej medialnym, zniknięcia małej Madzi z Sosnowca, zobaczmy, jak jest teraz. Informacje o zaginionym dziecku pojawiły się we wtorek 24 stycznia 2012 roku. Matka Madzi utrzymywała, że wracając ze spaceru została uderzona w tył głowy, wskutek czego straciła przytomność, a kiedy się ocknęła, jej półrocznej córeczki nie było już w wózku. Akcja poszukiwawcza trwała 10 dni. Internet huczał.

2 lutego Katarzyna Waśniewska, matka Madzi, wyznała, że jej córka nie została porwana, ale zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Madzia miała upaść na podłogę i uderzyć główką o próg, po tym, jak wyślizgnęła się z kocyka. Wówczas prokuratura przedstawiła Waśniewskiej zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.

W lipcu 2012 roku przez specjalistów z zakresu medycyny sądowej została wydana opinia, że dziecko zmarło na skutek gwałtownego uduszenia. Waśniewska zaczęła się ukrywać, wydano za nią list gończy. 21 listopada została odnaleziona przez policjantów we wsi Turośl, gdzie spełniała swoje pasje, jeżdżąc w bikini na koniu.

Waśniewska została skazana na 25 lat pozbawienia wolności. Jeśli odsiedzi cały wyrok, wyjdzie na wolność w 2037 r. Będzie miała wtedy 47 lat.

Sprawa Caylee Anthony

Historia małej Madzi przypomina bulwersującą sprawę, którą żyła cała Ameryka – sprawę zniknięcia 3-letniej Caylee Anthony.

16 czerwca 2008 roku 25-letnia Casey Anthony opuściła dom rodzinny na przedmieściach Orlando ze swoją trzyletnią córeczką. Dziadkowie małej Caylee nie wiedzieli, co się dzieje z ich wnuczką, ponieważ Casey, utrzymująca z nimi kontakt jedynie telefoniczny, zapewniała, że wszystko ma pod kontrolą. Wielokrotnie chcieli porozmawiać z wnuczką, jednak Casey tłumaczyła, że ciężko pracuje, a mała Caylee jest w tym momencie pod opieką niani. Dziadkowie mieli przeczucie, że coś złego mogło przydarzyć się ich wnuczce, dlatego zgłosili jej zaginięcie.

13 lipca ojciec Casey, George Anthony, otrzymał wiadomość z posterunku o zlokalizowaniu samochodu jego córki. Po odebraniu auta zauważył, że z bagażnika wydobywa się smród porównywalny do rozkładającego się ciała. Te podejrzenia jednak się nie potwierdziły, a w bagażniku znaleziono jedynie stertę śmieci.

Matka dziewczynki została wkrótce zatrzymana i przesłuchana. Casey przyznała, że nie ma pojęcia, gdzie jest jej dziecko. Zarzekała się, że dziewczynka została porwana przez Zanaidę - rzekomą nianię, a ponieważ obawiała się podejrzliwości policji, próbowała szukać córki na własną rękę. Nikt jednak nie uwierzył w jej zeznania. Szybko ustalono, że kobieta o takich personaliach jak niania naprawdę istnieje, ale nigdy nie miała żadnej styczności z zaginioną dziewczynką. Przy okazji wyszło na jaw, że kobieta, która utrzymywała, że ciężko pracuje, w ostatnim czasie tak naprawdę bawiła się w najlepsze. Zrobiła sobie nawet tatuaż "Bella Vita" - "Życie jest piękne". Została oskarżona o składanie fałszywych zeznań. Wszyscy podejrzewali także, że Casey zabiła swoją córeczkę - sąd był jednak sceptyczny. Po wpłaceniu kaucji w wysokości 500 tys. dolarów Casey opuściła areszt.

Chloroform, uraz szyi, łopata

W grudniu 2008 roku na zalesionym obszarze nieopodal domu Casey policja odnalazła plastikowy worek na śmieci, a w nim ciało dziewczynki owinięte w koc. Przypadek ten został uznano za zabójstwo, choć dokładna przyczyna śmierci pozostała niejasna. Casey oskarżono o morderstwo, co wywołało kolejny proces sądowy. Prokurator twierdził, że Casey zamordowała swoją córkę, ponieważ stała na przeszkodzie wobec preferowanego przez nią trybu życia. W trakcie procesu przedstawiono wiele dowodów, w tym worki na śmieci znalezione w domu Casey, które były identyczne z tym, w którym znajdowało się ciało dziecka. Eksperci ujawnili również, że Casey wyszukiwała w internecie podejrzane słowa, takie jak "chloroform", "uraz szyi", "łopata". W bagażniku jej samochodu odkryto ślady chloroformu i substancje chemiczne wydzielające się podczas rozkładu ciała. Odkryto tam również włosy należące do Caylee, których cebulki wykazywały ciemne obwódki, jakie powstają po śmierci.

Casey groziła kara śmierci, a sprawę śledziły miliony ludzi na całym świecie. Casey została okrzyknięta "najgorszą matką Ameryki", a opinia publiczna była zdecydowanie przeciwko niej. Podczas procesu Casey stwierdziła jednak, że razem z ojcem upozorowała morderstwo podczas jednej z kłótni, a w rzeczywistości Caylee utopiła się w basenie na ich posesji. Twierdziła, że bała się wyznać prawdę i, że miała problemy psychiczne, dlatego po "zaginięciu" Caylee wciąż prowadziła rozrywkowy tryb życia. Jej ojciec, George, który był byłym policjantem, zeznawał przeciwko córce.

Kiedy wydawało się, że sprawa jest przegrana dla Casey, nagle pojawiły się wątpliwości co do dowodów i procedur śledczych. Cindy, matka Casey, zeznała natomiast, że to ona szukała tych podejrzanych słów na komputerze córki, tłumacząc to działaniem na rzecz swojej przyjaciółki, która wcześniej uległa wypadkowi. W swoim przemówieniu końcowym prokurator Jeff Ashton oskarżył Casey Anthony o uduszenie córki, a następnie ukrycie jej ciała w lesie. Podczas tej części procesu Casey tylko się uśmiechała i nie składała już dalszych zeznań.

Nic mi nie jest, sypiam dobrze

Kolejny przełom w tej sprawie miał miejsce w lipcu 2011 roku, kiedy Casey została uznana za niewinną i skazano ją jedynie na trzy lata więzienia za składanie fałszywych zeznań. Reakcją opinii publicznej było oburzenie, a w mediach pojawiły się materiały sugerujące jej winę jako morderczyni. Wiosną 2017 roku Anthony udzieliła serii ekskluzywnych wywiadów dla The Associated Press, w których twierdziła, że do dziś nie wie, jak zmarła Caylee. Dodała także: "Nie obchodzi mnie, co ktoś o mnie myśli; nigdy nie będzie. Nic mi nie jest. W nocy sypiam dobrze". Anthony obecnie mieszka i pracuje z Patrickiem McKenną – prywatnym detektywem, który prowadził śledztwo dla jej zespołu obrony.

Źródła:

  1. https://www.crimeandinvestigation.co.uk/crime-files/caylee-anthony
  2. https://en.wikipedia.org/wiki/Death_of_Caylee_Anthony
  3. https://voxeurop.eu/en/what-happens-to-the-thousands-of-kids-who-disappear-every-year/
  4. https://en.wikipedia.org/wiki/Filicide
  5. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zab%C3%B3jstwo_Magdaleny_Wa%C5%9Bniewskiej
  6. https://dziennikzachodni.pl/mala-madzia-z-sosnowca-zginela-9-lat-temu-z-rak-matki-to-byla-trudna-i-psychicznie-wyczerpujaca-sprawa-mama-madzi-siedzi-w/ar/c1-15402474
  7. https://abcnews.go.com/2020/infamous-convicted-alleged-mommy-murderers-infamous-cases-andrea/story?id=13956527
  8. https://www.archiwumzbrodni.pl/pomimo-silnych-dowodow-matka-zostala-uniewinniona-szokujacy-wyrok-w-sprawie-brutalnego-zabojstwa-3-letniej-caylee/

Autor: Monika Kaleta-Saidi, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Sylwia Podwysocka: Rozmawialiśmy ostatnio o Twoim dzieciństwie. Mówiłeś, że masz siostry, którymi opiekowałeś się, próbowałeś uchronić je przed złem. Jak potoczył się ich los?

Erik Lischka: Dziewczyny miały bardzo złe życie w domu dziecka. Dyrektor się z nich śmiał, że są Niemkami. Mówił, że nigdy nie uda się im pojechać do Niemiec. Gdy potrzebowały jakiegoś kieszonkowego, kazał im dzwonić do mnie. Bardzo chciałem je stamtąd zabrać do siebie. Po tym, jak sędzia nie zgodziła się na przyznanie mi praw rodzicielskich, cały czas myśleliśmy, co możemy zrobić dalej. Szukając pomocy, udaliśmy się do Ambasady Niemieckiej w Warszawie.Dlatego zaplanowałem z siostrami ich ucieczkę z domu dziecka. To były ferie zimowe. Dziewczyny wyskoczyły przez okno. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na dworzec, gdzie głośno rozmawialiśmy o tym, że jedziemy do Krakowa, żeby dać fałszywy trop dla policji. Kupiliśmy nawet bilety, po czym wróciliśmy do Sanoka do mojej koleżanki na noc. Następnego dnia pojechaliśmy nocnym pociągiem do Warszawy. Bardzo się bałem, że na jakiejś stacji wejdzie policja. Całą noc nie spałem, cały czas czuwałem w pełni skupiony. Na szczęście udało się nam dotrzeć do Warszawy, poszliśmy do mojego przyjaciela Tomka Boruca do domu, gdzie mieszkał razem ze swoją dziewczyną. Pierwsze co zrobiłem po przyjeździe, to położyłem się spać. Byłem bardzo zmęczony. Oni poszli we czwórkę na spacer po Warszawie. Gdy wrócili, zabrałem siostry do McDonalda. Pierwszy raz w życiu jadły burgery. To był super wieczór. Zajadaliśmy się jedzeniem i rzucaliśmy w siebie frytkami. Na drugi dzień pojechaliśmy do Ambasady Niemieckiej. Mieliśmy wszystkie potrzebne dokumenty świadczące o tym, że jesteśmy Niemcami. Na recepcji wszystko wytłumaczyłem kobiecie, która nas powitała. Ona odparła, że musi zawołać Ambasadora. Wzięli nas do osobnego pokoju. Opowiedziałem mu naszą historię i poprosiłem o to, abyśmy mogli we trójkę pojechać i zamieszkać w Niemczech. Ambasador odpowiedział nam, że oczywiście jesteśmy Niemcami i bardzo chciałby nam pomóc, ale siostry posługują się polskimi legitymacjami szkolnymi, przez co podlegają polskiemu prawu, a ja dodatkowo nie mam praw rodzicielskich. Powiedział, że dziewczynki muszą tutaj zostać, a mnie mogą przetransportować na lotnisko, abym mógł wrócić bezpiecznie do Berlina, żeby policja mnie nie aresztowała za uprowadzenie. Odpowiedziałem tylko, że razem tu przyszliśmy i razem stąd wyjdziemy.Zastanawialiśmy się co zrobić dalej. Pomyślałem, że pójdziemy na policję, powiemy, że siostry same uciekły do mnie i nie wiemy teraz co robić. Na komisariacie młoda policjantka nas wysłuchała, popłakała się, zrobiła nam herbatę i poczęstowała ciastkami. Później przyszedł mężczyzna, którego w książce nazwałem hyclem. Przywitał się z dziewczynkami, wyciągnął do nich rękę i wtedy założył im kajdanki na ręce. Wszyscy zaczęliśmy protestować, nawet policjantka mu zwróciła uwagę. On jednak tylko odparł, że wie, jak ma wykonywać swoją pracę i musimy pójść z nim. Pojechaliśmy na pogotowie młodzieżowe. Na miejscu musieliśmy wszystko tłumaczyć od początku. Kobieta, która nas przesłuchiwała, bardzo się wzruszyła naszą historią. Zadzwoniła nawet na komisariat w Ustrzykach Dolnych. Policjanci z naszej miejscowości wszystko potwierdzili, a ona nie mogła w to uwierzyć. Powiedziała, że musimy to załatwić w legalny sposób. Oznajmiła, że został jeszcze tydzień ferii zimowych, więc ona przekaże informację dyrektorowi domu dziecka, gdzie się znajdujemy, i że jesteśmy pod ich kontrolą. Musieliśmy się do niej codziennie zgłaszać, meldując, że wszystko z nami w porządku.To był cudowny tydzień. Zwiedzaliśmy Warszawę, jedliśmy w McDonaldzie i chodziliśmy do kina. Po feriach wróciliśmy pociągiem do domu dziecka. Gdy byliśmy już w środku, przywitał nas dyrektor. Po chwili nagle rzuciło się na mnie czterech policjantów, zaczęli mnie bić pałami. Widząc to, moje siostry wpadły w histerie, aż piana leciała im z buzi. Zaczęły bić krzesłami dyrektora i policjantów. Małe dzieci, które tam były też wpadły w panikę, płakały i krzyczały „mama, mama”. Wychowawczynie również płakały. Nie wiedziały, co się dzieje, ani co mają zrobić. Policjanci skuli mnie kajdankami i zaciągnęli do radiowozu, gdzie też od nich oberwałem. Zawieźli mnie na dołek, zrzucili ze schodów, zapalili światło i powiedzieli: „Ty, sorry, zapomnieliśmy Ci powiedzieć, że tu schody są”. Nawet nie wiem, jak długo siedziałem w celi. Byłem cały roztrzęsiony, w głowie miałem tylko obraz moich sióstr w amoku. Po jakimś czasie zabrali mnie na przesłuchanie. Wzięli mój dowód niemiecki i nie wiedzieli, co to jest. Powiedziałem im, że są debilami. Wytłumaczyłem, że jestem Niemcem, dlatego mam taki dokument. Wystraszyli się, nie wiedzieli, co mają zrobić i zadzwonili do prokuratora. Słyszałem, jak mówią, że będzie przez to zadyma i dużo roboty, więc mnie wypuścili. Stamtąd wróciłem od razu do domu dziecka. Był już wieczór, siostry spały, były po zastrzykach uspokajających. Gdy wróciłem do hotelu, biorąc kąpiel, patrzyłem na swoje posiniaczone nogi i zacząłem bić się w nie pięściami. Mówiłem sobie, że jestem nic nie warty, bo nie potrafię pomóc swoim siostrom, a tylko pakuje je w kłopoty. To zaczynało mnie przerastać.

S.P.:Co postanowiłeś zrobić dalej?

E.L.: Skontaktowałem się z wysoko postawioną osobą w Sądzie w Bieszczadach. Ta osoba dobrze znała naszą sprawę i powiedziała, że oczywiście chciałaby nam pomóc, ale ta sprawa jest „bardzo skomplikowana”. Wtedy uświadomiłem sobie, że nie ma innego wyjścia, niż zebranie kwoty na łapówkę. Aby to zrobić, musiałem się łapać różnych zajęć.

S.P.: Jak zebrałeś kwotę na łapówkę?

E.L.: Biłem ludzi, ściągałem długi. Nie miałem z tym żadnego problemu, bo ci, których, biłem, byli łobuzami. Przewoziłem też auta z Niemiec do Polski. To paradoksalne, że musisz zrobić najpierw coś złego, żeby zrobić coś dobrego.

S.P.: Pewnie nie miałeś innych możliwości do zarobienia na łapówkę?

E.L.:Innej możliwości w ogóle nie było. Mieszkałem wtedy w schronisku dla bezdomnych z przestępcami i narkomanami. Przez to dochodziło czasami do konfliktów. Wylądowałem tam po tym, jak ojciec wyrzucił mnie z domu. Przeżywałem z nim straszną gehennę, ale musiałem to znosić. Tylko on mógł pomóc w załatwianiu wszystkich potrzebnych dokumentów, które pozwoliłyby ściągnąć siostry do Niemiec. Miał jedynie ograniczone prawa nad dziewczynkami, więc dalej mógł o pewnych sprawach decydować.

S.P.: Czy to Ty znalazłeś tę pracę, czy to praca znalazła Ciebie?

E.L.: Ta praca sama mnie znajdowała przez to, że trenowałem. Wtedy nie musisz się nigdzie werbować, Ciebie już znają. Gdy mieszkałem w schronisku, doszło tam do kilku zadym, w których musiałem brać udział w samoobronie i tak rozniosła się wieść o mnie.Gdy chodziłem na lekcje niemieckiego do szkoły językowej, poznałem pewnego Rosjanina, który potrafił mówić po polsku. Opowiedziałam mu moją historię życia, on widział czasami jak płacze na przerwie, bo nie mogłem połączyć się z siostrami. Dzwoniłem wtedy z budki telefonicznej i nie zawsze udawało mi się z nimi porozmawiać przez problemy z połączeniem.Pewnego dnia ten Rosjanin wyczuł mnie i mój problem. Powiedział, że ma znajomych urzędników w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Berlinie, którzy pomogą mi wyciągnąć moje siostry, ale to będzie kosztować. Odpowiedziałem, że nie mam pieniędzy, na co on odparł, że w takim razie mu pomogę. Kiedyś zabrał mnie na spotkanie w centrum miasta z paroma osobami. Oni coś między sobą przekazali, wtedy doszło do sprzeczki i szarpaniny. Musiałem bronić swojego nowego znajomego. Pobiłem tych ludzi i uciekliśmy z „przesyłką”.W tamtym czasie było też modne przewożenie samochodów do Polski. Aby wywieść auto, wystarczyło mieć Niemieckie obywatelstwo. Jako że je miałem, wykorzystywałem to. Za przewiezienie auta 20 metrów przez granicę zarabiało się 50 marek. Czasami sam zgadywałem ludzi, czy nie potrzebują kogoś z niemieckim dowodem. Wtedy wskakiwałem do auta i przejeżdżałem z nimi granicę. Niestety, nie tylko ja tak sobie dorabiałem. Wielu ludzi to robiło i później zaczęło dochodzić do zadym. To był ciężkie bójki, gdy wjechała broń, to urwałem się stamtąd

.S.P.: Co jeszcze działo się w tamtym czasie?

E.L.: Pamiętam, że kiedyś przewoziłem starego Mercedesa Oldtimer do Polski. Byliśmy w cztery osoby. Z tyłu siedzieli „właściciele" auta, ja za kierownicą i kolega, który znał tych „właścicieli". Gdy zjeżdżaliśmy na autostradę, niemiecka policja blokowała zjazd i musiałem pomału hamować. W naszym kierunku szedł młody policjant, pokazując ręką, że mam całkowicie zwolnić. Nagle ten „właściciel", z tyłu za mną, wyciągnął spluwę, przystawił mi z tyłu do głowy i krzyknął: MŁODY JEDŹ KURWA, JEDŹ! Zaskoczony tą sytuacją, mimo to zwolniłem całkowicie, spuszczając rękę na pas bezpieczeństwa, żeby go szybko odpiąć. W tym samym momencie podszedł do nas policjant i powiedział po niemiecku, że musimy poczekać 20 minut, bo jedzie ciężki transport, który zajmuje całą autostradę. Wzrokiem próbowałem pokazać policjantowi, że jest coś nie tak. Niestety chyba tego nie zrozumiał. Po 20 minutach autostrada się zwolniła i pojechaliśmy dalej. Na następnym parkingu wysiadłem z samochodu i krzyczałem: Czy was pojebało!? Oni się tylko śmiali i mówili, że dobrze się sprawiłem i chcą, żebym dalej przewoził dla nich auta. Już nigdy więcej tego nie zrobiłem.Innym razem sprzedawaliśmy starego Opla Ascona. To było w jednej z przygranicznych miejscowości po stronie polskiej. Klienci chyba byli z Ukrainy. Rozmowy były bardzo przyjazne, dogadaliśmy się z tym klientem i mieliśmy z nim zrobić jazdę próbną. On wsiadł do samochodu z przodu ze swoim z kolegą. Ja siedziałem z tyłu z moim kumplem. Nagle, do tego faceta dosiadło się jeszcze dwóch kolegów. Poczułem się trochę nieswojo. Mój kumpel był wypity i w ogóle się tym nie zmartwił. Ja oczywiście byłem trzeźwy, mający wszystko pod kontrolą. Zresztą jak zwykle podczas takich „przygód” życiowych. Nagle kierowca skręcił w pole i dodał gazu. Zasuwał tym starym Oplem 80, 100, 120 na godzinę. Wszystko się trzęsło. Pojechaliśmy w kierunku małego lasku. Spytałem się go, czy dobrze się jedzie. Nic nie odpowiedział. Pomyślałem, że chyba chcą nas do tego lasu wywieźć i zakopać, o ile wcześniej wszyscy nie zginiemy przez tę jazdę. Miałem wtedy przy sobie nóż Butterfly, którym bardzo dobrze umiem się posługiwać. Powiedziałem do mojego kumpla, cicho po niemiecku, że dźgnę tego gościa, co siedział po mojej stronie i otworzę szybko drzwi, a on popchnie mnie i wyskoczymy podczas jazdy. To będzie chwila zaskoczenia. Kiedy sięgałem po nóż, w tym samym momencie kierowca skręcił na normalną drogę, mówiąc po rosyjsku i trochę po niemiecku: auto gut, auto gut . On chciał sprawdzić, jak to auto po polach jeździ, bo u nich na Ukrainie wszędzie dziury są. Odetchnęliśmy wtedy z ulgą. Pojechaliśmy z nimi, do ich „siedziby" w jednej z pobliskich wiosek. Podjechaliśmy pod dom, otworzyła się wielka brama. Na podwórku siedziały półnagie kobiety, które obierały gęsi. Obok nich faceci, którzy czyścili broń, a wokół biegały dzieciaki. Wszyscy byli dla nas bardzo mili. Dostaliśmy pieniądze za samochód, swojskie jedzenie i spiritus domowej roboty. Później odwieźli nas do miasteczka, gdzie poszliśmy z moim kumplem do klubu nocnego trochę odreagować. Zarobiłem wtedy 200 Marek i byłem o krok bliżej, aby wyciągnąć moje siostry z domu dziecka. Byłem też bogatszy o jedno doświadczenie życiowe.

S.P.: Co wydarzyło się później?

E.L.: Gdy uzbierałem 1500 marek, wykonałem telefon i umówiłem się z pewną osobą z Sądu w Bieszczadach w sprawie moich sióstr. Podczas spotkania, ta osoba powiedziała mi, że sprawa nadal jest bardzo skomplikowana. Odparłem, że ja i mój ojciec zdajemy sobie z tego sprawę i zasugerowałem, że jeśli kiedyś będzie w celach turystycznych w Berlinie, to tutaj jest nasz adres i wręczyłem mu kopertę. On wziął ją, przeliczył pieniądze i już dwa dni później dostałem telefon, że mogę zabrać dziewczyny z domu dziecka. Po tej informacji siedziałem i płakałem z radości. Ta walka trwała 5 lat i przez te 5 lat wydarzyło się tyle tragicznych rzeczy.

S.P.: Czy chciałbyś się podzielić wydarzeniem, które najbardziej Ci utkwiło w pamięci?

E.L.: To był moment, w którym mogłem odebrać moje siostry z domu dziecka. Przez lata marzyliśmy o tym, jak będzie wyglądać nasze życie, gdy w końcu będziemy razem. To był piękny, słoneczny, czerwcowy dzień. Z samego rana przyszedłem do domu dziecka. Wszyscy się cieszyli, wychowawczynie płakały. Były dumne, bo nie zostawiłem swoich sióstr. Zawsze je wspierałem. Dzwoniłem do nich kilka razy w tygodniu, wysyłałem paczki i odwiedzałem je, kiedy tylko mogłem. Gdy wyjeżdżaliśmy, załadowaliśmy cały bagażnik rzeczami dziewczyn, że aż samochód obniżył się o kilka centymetrów. Tego dnia wszystko było piękne, nawet nasze śmiechy czy muzyka, której słuchaliśmy. To była jedna wielka euforia, byłem z siebie bardzo dumny, że dopiąłem swego. Zabrałem swoje siostry, na swoje pierwsze mieszkanie w Berlinie.

Kochani rodzice! Obejmijcie wasze dzieci dzisiaj wieczorem, raz więcej niż zwykle.

Obejmijcie waszego synka i zróbcie go najsilniejszym Supermenem Świata.

Obejmijcie waszą córeczkę i zróbcie ją najpiękniejszą Księżniczką Świata.

Obejmijcie wasze dzieci, one wam tego nie zapomną! Wiem, o czym mówię.

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down