Policja co roku odnotowuje około 9 tys. ucieczek dzieci i młodzieży. Przypadki te nasilają się w okresie wakacyjnym, jednak niewielu nastolatków “uciekinierów” zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie przed nim staje. Przeczytaj ten artykuł i przekonaj się sam, że to nie jest najlepszy pomysł!
Uciekając z domu, prawdopodobnie myślisz, że Twoje problemy samoistnie się rozwiążą. Jednak jest to tylko pozorne wyjście z trudnej sytuacji. Takim sposobem możesz sobie dołożyć więcej kłopotów.
Z tego względu najprawdopodobniej ktoś z Twoich bliskich zgłosił Twoje zaginięcie i z powodu wieku jesteś poszukiwany w trybie priorytetowym.
W przypadku, gdy masz problemy, które Cię przytłaczają, z którymi czujesz, że sobie nie radzisz, przeanalizuj czy nie masz wokół siebie ludzi, którym możesz zaufać. Może to być każda osoba dorosła, która uważasz, że jest godna zaufania, przy której czujesz się bezpiecznie. W momencie, gdy dojdziesz do tego, że nie ma w Twoim środowisku takiej osoby zgłoś się na policję. W obowiązkach funkcjonariusza policji jest wysłuchanie Cię i zareagowanie w odpowiedni sposób. Nie zwlekaj z wołaniem o pomoc.
Co robić jak wiesz, że twój kolega, koleżanka czy znajomy chce uciec? Jesteś dojrzały i świadomy, że ucieczka to nie przygoda tylko nieodpowiedzialna zabawa i nie wiesz jak odradzić znajomym niebezpiecznego pomysłu? A może ktoś z twoich kolegów nie radzi sobie z narastającymi trudnościami i chce uciec od problemów i nie wiesz jak pomóc? Najważniejsze, to zachowaj spokój, emocje, które Ci teraz towarzyszą nie pomogą.
Spotkałeś się pewnie z dylematem, czy powiedzieć komuś o tym, że ktoś planuje ucieczkę. Borykasz się z decyzją czy na pewno to nie będzie zdrada sekretu, utraty zaufania z przyjacielem bo przecież nie chcesz stracić swojej bliskiej osoby, rozumiem. Ta osoba jest dla Ciebie ważna i nie chcesz jej stracić, zdradzając komuś jego tajemnicę, którą powierzył Ci w zaufaniu. Pamiętaj o tym, że bezpieczeństwo jest priorytetem.
Autor: Klaudia Markiewicz, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: unsplash.com
Mówiąc jeszcze jaśniej, chodzi o zjawisko zachodzące gdy w zatłoczonym miejscu jakaś osoba na przykład zasłabnie. Wówczas często dochodzi do sytuacji, w której tę osobę otacza wianuszek przechodniów, spoglądających na siebie nawzajem i niepodejmujących żadnych kroków. Czy to oznacza, że są oni całkowicie obojętni i niewrażliwi na ludzką krzywdę? Absolutnie nie. Takie zachowanie jest właśnie skutkiem rozproszenia odpowiedzialności. Jego świadomość jest o tyle istotna, że wiedząc o jego istnieniu, możemy mu przeciwdziałać.
Cała scena miała miejsce pod domem ofiary i jak początkowo donoszono, była obserwowana przez aż 37 osób. Żadna z nich jednak nie zadzwoniła na policję. Karetka została wezwana dopiero około godzinę po rozpoczęciu zdarzenia, w skutek czego Kitty zmarła w drodze do szpitala.
Dwa tygodnie później, na łamach New York Times pojawił się artykuł o tytule „37 świadków morderstwa i nikt nie zadzwonił na policję”. Choć późniejsze badania wykazały, że liczba świadków była w rzeczywistości mniejsza, wydarzenie to stało się dla większości ludzi symbolem znieczulicy panującej w społeczeństwie. Dla psychologów i socjologów zaś – pierwszą kostką domina, która zapoczątkowała serię badań na temat rozproszenia odpowiedzialności.
W trakcie realizacji przez nich tego zadania, nagle z otworu wentylacyjnego zaczynał wydobywać się dym, mający świadczyć o pożarze. Zmienną niezależną, którą manipulowano, była liczba pomocników eksperymentatora również obecnych w pomieszczeniu. Mieli oni udawać inne osoby badane i zachowywać całkowitą obojętność wobec nadzwyczajnej sytuacji. Okazało się, że jeśli osoba badana przebywała sama w pomieszczeniu, zazwyczaj już po dwóch minutach odnajdowała eksperymentatora, by powiadomić go o domniemanym pożarze (tak robiła ponad połowa badanych). Jeśli zaś przebywała w pomieszczeniu z innymi, niereagującymi na dym, jakiekolwiek działanie podejmowało już tylko 12% osób badanych.
W miarę wzrostu liczby obserwatorów, ich gotowość do pomocy maleje. Dzieje się tak, ponieważ człowiek w takiej sytuacji zadaje sobie nie tylko pytanie: „czy ta osoba potrzebuje pomocy?”, ale też pytania: „czy ta osoba potrzebuje MOJEJ pomocy?”, „czy potrafię jej pomóc?”, „czy w ogóle chcę jej pomóc?”. Często pojawia się również stwierdzenie: „na pewno ktoś inny podejmie działanie”. Powoduje to wpadnięcie w błędne koło, jeśli ta sama myśl pojawi się u wszystkich świadków zdarzenia.
Gdy mamy do czynienia z niecodzienną, bądź niejednoznaczną sytuacją, często nie wiedząc jak się zachować, staramy się czerpać wiedzę z zachowania innych. To zaś prowadzi do kolejnego błędnego koła – jeśli nikt z obserwatorów nie wie jak się zachować, wszyscy będą tkwili w bezruchu, stwierdzając, że najwyraźniej tak ma być. Zjawisko to w psychologii nazywane jest „ignorancją pluralistyczną”, bądź bardziej przyjaźnie „niewiedzą wielu”.
Okazało się, że osoby, które miały zapas czasu, udzielały pomocy aż sześć razy częściej niż osoby spieszące się. Czy to oznacza, że pośpiech może tłumaczyć nas z nieudzielenia pomocy? I tak, i nie. Osoby będące w pośpiechu, skupione na tym, by zdążyć dotrzeć w dane miejsce, czasami po prostu nie zauważają rozgrywającej się koło nich sytuacji kryzysowej, a w skutek tego, nie ma szans zaistnieć u nich nawet myśl o udzieleniu pomocy. Wedle jednak artykułu 162 kodeksu karnego, zaniechanie udzielenia jakiejkolwiek pomocy osobie potrzebującej, jeśli było to możliwe bez narażania własnego życia lub zdrowia, karane jest pozbawieniem wolności nawet do 3 lat, a bycie w pośpiechu nie stanowi tutaj okoliczności łagodzących.
Wśród przyczyn obojętnej postawy można wymienić jeszcze jedną, wydawałoby się banalną – konformizm. Niektórzy ludzie po prostu obawiają się wyjść przed tłum, stąd mimo dobrych chęci, mogą nie podejmować próby pomocy.
Powstaje zatem pytanie, czy będąc w tłumie ludzi jesteśmy skazani na brak pomocy, lub bycie biernym obserwatorem? Jak się okazuje, wcale nie. Już sama świadomość istnienia zjawiska rozproszenia odpowiedzialności często wystarczy, by wyłamać się z błędnego koła i podjąć jakiekolwiek działanie. Choćby najprostsze, takie jak zadzwonienie na numer alarmowy. Dzieje się tak dlatego, że nasza świadomość faktu, że najprawdopodobniej nikt z obserwatorów nie udzieli pomocy, sprawia, że czujemy się bardziej odpowiedzialni za losy ofiary, w skutek czego opisane zjawisko automatycznie znika.
Co zaś w sytuacji, kiedy my sami potrzebujemy pomocy? Otóż można zacytować w tym miejscu słowa Krzysztofa Kaniastego, mówiącego że „pomoc otrzymują ci przede wszystkim, którzy o nią potrafią poprosić”[1]. Bowiem jeśli zamiast zwracać się do wszystkich, poprosimy jedną konkretną osobę, automatycznie wydobywamy ją z bezimiennego tłumu i niejako narzucamy jej odpowiedzialność. Dodatkowo, jak się okazuje, ludzie nie są aż tak skłonni do publicznego odmawiania pomocy, jeśli zostaną o nią wprost poproszeni. W takich sytuacjach tłum może działać więc wręcz na naszą korzyść.
[1] K. Kaniasty ”Klęska żywiołowa czy katastrofa społeczna”.
Bibliografia:
Ciążela, A. (2017). Dlaczego ludzie postępują niezgodnie z obowiązującymi normami moralnymi? Konfrontacja perspektywy etycznej z badaniami psychologicznymi. Studies in Global Ethics and Global Education, (8), 80-93.
Darley, J.M., Latane, B. (1968). Bystander intervention in emergencies: Diffusion of responsibility. Journal of Personality and Social Psychology, 8 (4, Pt.1), 377–383.
Kaniasty K. (2003). Klęska żywiołowa czy katastrofa społeczna. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Kassin, S. M. (2017). The Killing of Kitty Genovese: What Else Does This Case Tell Us?Perspectives on Psychological Science, 12(3), 374–381.
Łukaszewski, W. (2012). Psychologia podzielona. Chowanna, 36(special), 15-29.
Wojciszke, B (2011). Rozdział 14. Prospołeczność. W: B Wojciszke Psychologia Społeczna. WN Scholar: Warszawa.
Autor: Klaudia Sak, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: unsplash.com
Badania pokazują, że istnieje wiele czynników wpływających na to kto i dlaczego obwinia ofiarę. Elementami odgrywającymi w tym role są płeć, kontekst sytuacji, wiek ofiary oraz kultura, w jakiej doszło do przestępstwa. Przykładowo uznaje się, iż to mężczyźni są częściej skłonni obwiniać ofiarę niż kobiety. Co jakoby tłumaczy się tym, że kobiety przejawiają wyższy poziom empatii (Grubb i Turner, 2012). Na nasze postrzeganie historii gwałtu może mieć wpływ, nawet to czy ofiara znała napastnika. Modyfikatorów, a przy tym predykatorów naszych zachowań, a także przyczyn, jest bardzo wiele. Dopiero wgłębiając się w każdy przypadek z osobna, możliwe jest dokładne określenie, dlaczego akurat ta osoba dopuściła się obwinienia ofiary. Jednakże spoglądając całościowo na ten problem, możemy wyróżnić szereg mechanizmów i procesów zachodzących w jednostce, a wiążących się ze stosowaniem takich zachowań.
Definicja victim blaming (obwiniania ofiar) to na przykład przeniesienie winy ze sprawcy przestępstwa na ofiarę (Taylor, 2020). Zgodnie z definicją APA będzie to społeczno-psychologiczne zjawisko, w którym jednostki lub grupy próbują poradzić sobie ze złymi rzeczami, które przydarzyły się innym, przypisując winę ofierze traumy lub tragedii. Obwinianie ofiary służy stworzeniu psychologicznego dystansu między obwiniającym a ofiarą, może usprawiedliwiać brak interwencji, jeśli obwiniający był świadkiem, i tworzy psychologiczną obronę obwiniającego przed poczuciem bezbronności. Powyższe definicje, wskazują nam już kilka rzeczy. Jedną z nich będzie fakt, że jednostka próbuje się ochronić przed taką interpretacją wydarzeń, o których słyszy, a przez to zniwelować lęk, który może u niej wystąpić.
Podstawowy błąd atrybucji to pewnego rodzaju zniekształcenie odbieranej przez nas rzeczywistości. Według definicji to tendencja do przeceniania rozmiaru, w jakim zachowanie ludzi jest wynikiem oddziaływania dyspozycji wewnętrznych, a niedocenianie roli czynników sytuacyjnych (Ross, 1977). Oznacza to, że często gdy przydarza nam się coś, to mamy skłonność przypisywać winę lub sukces, cechę jednostki, w ogóle nie biorąc pod uwagę zewnętrznych modyfikatorów.
Przykładowo, gdy dwie koleżanki się pokłócą, to jedna z nich może uznać, że druga jest niemądra, bezczelna i niewychowana, gdy tak naprawdę jej koleżanka właśnie rozstała się ze swoim chłopakiem i w związku z tym ma zły dzień, a to w konsekwencji doprowadziło do kłótni. Gdy natomiast to nam coś nie wyjdzie, na przykład nie dostaniemy pracy, o którą się staraliśmy, przypiszemy winę nie sobie, że np. to nie my byliśmy odpowiednimi kandydatami, ponieważ nie mamy dużego doświadczenia a chociażby stresowi. W takim wypadku spotykamy się z atrybucją w służbie ego.
Zjawisko to jest stanem psychicznym, w którym pojawia się niespójność pomiędzy naszymi zachowaniami, a opiniami oraz przekonaniami na temat skutków tego zachowania, które do nas docierają. Przykładowo, jesteśmy uzależnieni od papierosów i pewnego dnia natykamy się na artykuł o skutkach długotrwałego palenia papierosów. W związku z tym pojawia się niezgodność między tym co robimy a tym co przed chwilą przeczytaliśmy. Jest kilka możliwości, jak możemy to rozwiązać. Albo np. rzucimy palenie, albo stwierdzimy, że badanie jest mało wiarygodne. Nasz mózg zwykle woli iść na łatwiznę, więc wybierzemy tą mniej bolesną opcję. Będzie to wszystko spowodowane chęcią obrony naszej samooceny (Aronson, 2012). Zawsze będziemy się starali wypaść przed samym sobą jako najlepsza wersja nas samych, dlatego będziemy bronić się przed jakimkolwiek bodźcem naruszającym tę wizję.
Świadomość tego, że nic nie broni nas przed tym, że staniemy się ofiarą gwałtu, oszustwa czy morderstwa jest zatrważająca. Dlatego naprzeciw wychodzą nam atrybucje a przy tym dokładniej — atrybucje obronne, czyli wyjaśnienia zachowania, które pozwalają tłumić świadomość tego, że się jest śmiertelnym i podatnym na zranienia (Zimbardo, 2004).
Za każdym razem, gdy czytamy o gwałcie czy morderstwie młodej dziewczyny, wypadku samochodowym, to stykamy się z przerażającą wizją śmierci czy niepełnosprawności. W związku z tym zakrzywiamy rzeczywistość i pod wpływem atrybucji obronnych obwiniamy ofiarę. Dzięki temu niwelujemy lęk, który może u nas wystąpić i możemy żyć sobie dalej spokojnie.
Jedną z atrybucji obronnych jest wiara w sprawiedliwy świat, czyli forma obronnej atrybucji, gdzie zakłada się, że zło dotyka złych ludzi, natomiast dobro spotyka dobrych (Lerner, 1980). Czytając o gwałcie i stwierdzając, że to ofiara jest winna, bo wyszła wtedy z domu, wypiła dużo alkoholu, wracała przez park. Nieświadomie porównujemy się do niej i automatycznie stwierdzamy, że nas to nie spotka, ponieważ jesteśmy od niej mądrzejsi, lepsi, a ona przecież była lekkomyślna i jej to się należało. Wiara w sprawiedliwy świat jest bardzo krzywdząca i utopijna. Nie zwracamy wtedy uwagi na fakt, że nie jesteśmy w stanie mieć pod kontrolą wszystkich możliwych scenariuszy i że każdego z nas może spotkać coś złego.
Błąd perspektywy czasu polega na niewłaściwej rekonstrukcji naszych własnych szacunków prawdopodobieństwa zdarzeń przeszłych przed ich wystąpieniem (Zyzik, 2015). Czyli nam może wydawać się, że historia gwałtu czy morderstwa, o której przeczytaliśmy, była bardzo prawdopodobna i ofiara powinna przewidzieć, że coś takiego się przydarzy, przecież było to bardzo logiczne. Od razu było widać, że nowo poznany mężczyzna jest podejrzany czy skoro już wcześniej chodziły plotki, że klub, do którego poszła, słynie z niebezpiecznych, sytuacji to wiadome było, że nie skończy się to dobrze. Ale czy na pewno? Nam może się tak wydawać. Po fakcie wszystko jest logiczne i prawdopodobne.
Świat, w którym żyjemy, konstruuje narrację, w której obwinianie ofiar jest bardzo łatwe. Stosowanie wszelakich atrybucji chroniących naszą samoocenę jest jeszcze bardziej podbudowywane przez zindywidualizowaną kulturę, w jakiej żyjemy (Ryan, 2019).
Patriarchalność społeczeństwa, mizoginizm czy nawet religia, w której jesteśmy wychowywani, daje podwaliny pod obwinianie ofiar (Taylor, 2020). Funkcjonując w takich czasach, bardzo łatwo nam jest obwiniać ofiarę, nie tylko ze względu na to, że z psychologicznego punktu widzenia jest to łatwiejsze, ale przez fakt, iż wychowaliśmy się w takiej kulturze. Jeśli całe życie jesteśmy wyeksponowani na pewne zachowania, to będziemy się ich uczyć i je stosować.
Zdając sobie sprawę z mechanizmów, jakie za nimi stoją, możemy zastanowić się, czy naprawdę chcemy dla własnej wygody i spokoju naszego ducha, jeszcze raz skrzywdzić ofiarę.
Prawdą natomiast jest, że porwanie, gwałt, zaginięcie, to rzeczy, które mogą przydarzyć się każdemu z nas. Nigdy jednak nie będzie to wina poszkodowanego, ofiary. Możemy obawiać się takich sytuacji, czuć lęk na samą myśl o nich, lecz nie sprawi to, że te się nie wydarzą. Jedyne co jesteśmy w stanie zrobić to przeciwdziałać.
„Nie wracam sam, nie wracam sama” to kampania Społeczna Fundacji Zaginieni. Samotne powroty to częsta przyczyna zaginięć. Niebezpieczeństwa towarzyszące samotnym powrotom do domu są realne, a stosowanie pewnych form zabezpieczeń, takich jak wracanie w zaufanym towarzystwie, jest przejawem wyobraźni i trzeźwego patrzenia na istniejące zagrożenia.
Bibliografia:
Aronson, E., Wilson, T. D., & Akert, R. M. (1997). Psychologia społeczna: serce i umysł.
Genschow O, Vehlow B. Free to blame? Belief in free will is related to victim blaming. Conscious Cogn. 2021
Gerrig, R. J., Zimbardo, P. G., Materska, M., & Radzicki, J. (2012). Psychologia i życie. Wydawnictwo Naukowe PWN.
Grubb, A., & Turner, E. (2012). Attribution of blame in rape cases: A review of the impact of rape myth acceptance, gender role conformity and substance use on victim blaming., "Aggression and violent behavior", 17(5), 443-452.
Ryan, K.M. (2019). Rape Mythology and Victim Blaming as a Social Construct. In: O’Donohue, W.T., Schewe, P.A. (eds) Handbook of Sexual Assault and Sexual Assault Prevention. Springer, Cham.
Van den Bos, K., & Maas, M. (2009). On the Psychology of the Belief in a Just World: Exploring Experiential and Rationalistic Paths to Victim Blaming. "Personality and Social Psychology Bulletin", 35(12), 1567–1578.
Zyzik, R. (2015). Błąd perspektywy czasu a odpowiedzialność odszkodowawcza. "Archiwum Filozofii Prawa i Filozofii Społecznej", 11(2), 131-141.
https://dictionary.apa.org/blaming-the-victim
Autor: Martyna Tokarczyk, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: unsplash.com