To słowa Alberta Bandury, który w latach sześćdziesiątych przeprowadził eksperyment pokazujący, że dzieci są w stanie naśladować osoby dorosłe, które biły lalkę Bobo. Małe dzieci robiły to samo, co kobieta, którą obserwowały – uderzały młotkiem w zabawkę. Czy były one złe? A może ich poziom agresji był ponad przeciętny?
W istocie nie chodzi o agresję, a o władzę, autorytet i konformizm. Dzieci biły lalkę dlatego, że wydawało im się, iż jest to dozwolone. Uważały, że skoro podstawiona kobieta może tak robić, nie występują żadne przeciwwskazania, że tak nie wolno. Dzieci miały od 37 do 69 miesięcy. Idąc za teorią moralności Kohlberga prawdopodobnie część z nich, gdyby była świadoma kary za ich zachowanie, nie biłaby lalki. Jest możliwe zrozumienie, że małe dzieci, niemające jeszcze sześciu lat, naśladowały dorosłą kobietę, skoro ich rozwój moralny był w powijakach, nie mieli dobrze rozwiniętej empatii i poznawczo nie potrafili postawić się w miejscu drugiej osoby, byli po prostu dziećmi.
O sprawie zrobiło się głośno, gdy odkryto zdjęcie, na których dobitnie były pokazane tortury i niemoralne zachowanie Amerykanów. Prawdopodobnie, gdyby nie zdjęcia, to sprawa nie wyszłaby na jaw. Podobne słowa wypowiedziała po latach jedna z żołnierek, skazana za torturowanie Irańczyków w więzieniu Abu Ghraib. Zapewne miała rację, bo przecież nie ma się w tym przypadku czymkolwiek chwalić. Dlaczego jednak żołnierze robili zdjęcia? Tak naprawdę oni sami nie wiedzą, czemu. Jednak zrobili je i stały się one dowodem na zbrodnię, która nigdy nie powinna mieć miejsca.
A w dniu, gdy Amerykanie przyjechali do Iraku na wojnę. Na początku rozmyślania nad przyczynami Abu Ghraib zwróćmy uwagę na czynniki środowiskowe. Po pierwsze, Irak to obcy kraj, nieznane miejsce, w którym żołnierze nie wiedzieli, jak się zachować. Obca ziemia, gdzie temperatury w lecie sięgają prawie 44 stopni. Samo więzienie było budynkiem, w którym warunki były skrajne: brud, zapach uryny, w ścianach ślady po bombardowaniu. Dodajmy do tego jeszcze strach przed więźniami, potencjalnymi terrorystami, mordercami, którzy mogą zrobić nam krzywdę. I po trzecie, brak zasad. Jeden z żołnierzy po latach zaznaczał, że gdy po raz pierwszy przyjechał do Iraku i siedząc na ciężarówce miał wypatrywać wroga, zapytał swoich kolegów, do kogo dokładnie ma strzelać, odpowiedziano mu, że do każdego, ponieważ każdy jest potencjalnym terrorystą. Nie ważne było, jak wygląda.
Warto pamiętać, że część osadzonych w więzieniu w Abu Ghraib to byli niewinni ludzie, którzy znaleźli się po prostu w złym miejscu i o złej porze. Jednak, dlaczego te czynniki mogły przyczynić się do późniejszych wydarzeń?
Frustracja to zespół przykrych emocji związanych z niemożliwością realizacji potrzeby lub osiągnięcia określonego celu. Złe warunki życia, niemożność osiągnięcia celu, jakim było przyznanie się więźniów do terroryzmu, wywoływały frustrację u żołnierzy. Zgodnie z teorią, mogły przyczynić się do zachowań agresywnych. Jednakże niejedynie z frustracją mamy do czynienia, próbując zrozumieć Abu Ghraib. Zgodnie z późniejszymi pracami Leonarda Berkowitza, nie tylko frustracja powoduje agresję, musi pojawić się także dostrzeżenie w sytuacji, sygnałów wywołujących zachowania agresywne. Czyli bodźce skojarzone z czynnikami wzbudzającymi gniew aktualnie lub w przeszłości. Własność takiego sygnału mogą mieć też obiekty mające jakiś związek z agresją w ogólności.
Amerykanie żyli w przeświadczeniu, że są oni bardzo niebezpieczni i mieli w pamięci wcześniejsze ataki terrorystyczne, takie jak na przykład jedenasty września. Jednakże tak samo ważne wydaje się samo zrozumienie, kim dokładniej dla żołnierzy mogli być więźniowie Abu Ghraib.
Otóż autor przyjął, że krzywdzenie innych osób jest spowodowane tym, że oprawca przestaje postrzegać go, jako człowieka, czyli go dehumanizuje (proces zanegowania człowieczeństwa drugiej osoby, czyli zmiany stosunków interpersonalnych, w wyniku, którego zaczyna się postrzegać drugiego człowieka, jako zwierzę lub przedmiot pozbawiony jakichkolwiek uczuć, afektów i emocji).
Sam ten proces występuje wraz z erozją empatii. Oznacza to, że zwykle, kiedy widzimy krzywdę drugiej osoby jesteśmy wstanie postawić się na jego miejscu, zrozumieć, co czuje, właśnie dzięki empatii, czyli zdolności człowieka do rozpoznawania myśli lub uczuć innej osoby oraz reagowania na jej uczucia odpowiednią emocją. U żołnierzy doszło do erozji empatii, przestali oni widzieć w więźniach ludzi, a zaczęli postrzegać ich jako przedmioty, środek do celu. Dla Amerykanów nie byli oni na tym samym poziomie, byli gorsi, niebezpieczni, nie godni traktowania, jak normalny człowiek, a przynajmniej tak się wydaje. Tortury, jakimi byli poddawani Irańczycy były haniebne i wiązały się ze złamaniem ich psychiki i nikt nigdy nie powinien być tak traktowany. Co więcej ciężko nam wyobrazić sobie, że można w taki sposób postępować z drugim człowiekiem.
Do erozji empatii dochodzi bardzo często, a nawet wiele osób nie zauważa, kiedy przestaje postrzegać drugiego człowieka jako równego sobie. Jednakże proces ten u Amerykanów pojawił się także w związku z tym, że opierali się oni na przyzwoleniu na takie zachowania. Pamiętajmy, że nikt z wyżej postawionych dowódców nie oponował, a wręcz zachęcali oni do tak okrutnych praktyk.
Żołnierz musi być posłuszny swoim przełożonym. W Polsce było to określone nawet w Dekrecie z dnia 26 czerwca 1945 roku, czyli w wojskowych przepisach dyscyplinarnych. Możemy z niego przytoczyć: Żołnierz polski winien być sprawiedliwy, wymagający, dbały o podwładnych, posłuszny wobec przełożonych, szanujący starszych i współobywateli, koleżeński dla równych sobie, rycerski wobec wroga. To tylko przykład tego jak bardzo posłuszeństwo jest wpisane w żołnierza. Mając na uwadze ten aspekt nie powinno dziwić to jak ważne jest spojrzenie przez ten pryzmat na Abu Ghraib.
W 1963, gdy opublikowano wyniki eksperymentu, który miał przejść do historii i przerazić część społeczeństwa. Stanley Miligram w swoim badaniu pokazał, że zwykły szary człowiek pod wpływem autorytetu, jakim w przypadku jego badania był Eksperymentator (aktor w kitlu lekarskim) będzie wstanie razić prądem drugiego człowieka. W przypadku Abu Grahib tym autorytetem byli dowódcy.
Biorąc to pod uwagę, trudno oczekiwać, że żołnierze mieliby oponować, wręcz przeciwnie – można nawet stwierdzić, że nie byliby wstanie. Wielu sprawców po latach przyznawało, że ze względów etycznych nie chcieli torturować więźniów, wiedzieli, że to, co robią jest moralnie złe, ale mieli nad sobą rozkazy, więc je wykonywali.
Dzięki nim jesteśmy wstanie pojąć, że pod wpływem autorytetu zwykły człowiek jest wstanie dopuścić się strasznych rzeczy. Dlatego można zrozumieć żołnierzy, którzy wykonywali rozkazy swojego dowódcy, autorytetu i nie potrafili się mu sprzeciwić. Należy pamiętać, że w wojsku panują zasady i dyscyplina, a na żołnierza nieprzestrzegającego ich można nałożyć karę. Może oni także obawiali się tego, że jeśli sprzeciwią się dowódcy, to zostaną w jakiś sposób ukarani? Tego niestety nie wiem, ale za to jesteśmy wstanie zauważyć, że ciężko wyjść przed szereg i powiedzieć otwarcie, iż coś jest złe, gdy wszyscy twoi koledzy tak nie uważają.
Sprawia to, iż ciężko jest spojrzeć na nich przychylniej, zwłaszcza gdy spostrzeżemy, że ostatecznie oskarżono 17 żołnierzy i oficerów, a jedenastu żołnierzy zostało oskarżonych o zaniedbanie obowiązków, maltretowanie, kwalifikowaną napaść i pobicie. Daje to nam dość dużą grupę ludzi, mężczyzn i kobiet.
Konformizm to zmiana zachowania na skutek rzeczywistego bądź wyobrażonego wpływu innych ludzi. Podporządkowanie się wartościom, poglądom, zasadom i normom postępowania obowiązującym w danej grupie społecznej. Można zgodzić się, że mając na uwadze definicję, żołnierze amerykańscy podlegali konformizmowi. Pamiętając warunki, jakie panowały w Iraku, specyficzność grupy, jaką są żołnierze, to wszystko mogło spotęgować zaistnienie konformizmu. Dodajmy do tego też relacje, jakie wytworzyły się w tej grupie osób mających wspólny cel, pochodzących z tego samego miejsca. Reasumując, możemy sobie wyobrażać, jak mało prawdopodobne było sprzeciwienie się torturom czy robieniu zdjęć, gdy jest to traktowane jako coś normatywnego, a wręcz potrzebnego. Co więcej z samym konformizmem spotykamy się, na co dzień.
Pod wpływem tego, że kilka osób odwróciło się w jedną stronę, reszta robiła to samo. Dlatego z perspektywy konformizmu do przewidzenia było, że żołnierze nie będą się sprzeciwiać, zwłaszcza gdy dodamy też posłuszeństwo autorytetowi-dowódcy, frustrację i nietraktowanie więźnia, jako człowieka. To wszystko daje nam pewien obraz żołnierza z Abu Ghraib, ale jednocześnie ważne wydaje się poruszenie jeszcze jednego zjawiska, jakiemu mogli podlegać Amerykanie.
Dysonans poznawczy to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. To właśnie tym zjawiskiem możemy tłumaczyć fakt tego, że żołnierze amerykańscy po latach podkreślali, że byli świadomi, że to, co robią jest nieetyczne i złe, a mimo tego i tak je wykonywali. Jednocześnie u tych młodych ludzi pojawiały się dwie siły, jedna była związana z ich moralnością, etyką, prawami i ta część mówiła im, że tortury są złe. Druga zaś mówiła o posłuszeństwie wobec dowódcy, dehumanizacji więźnia, ta część przyzwalała na tortury.
Poprzez przeformułowanie jednego z elementów, które są ze sobą w niezgodzie. Idąc tym tokiem można domniemywać, że żołnierze amerykańscy stwierdzili, iż torturowanie Irańczyków nie jest złe, ponieważ są oni terrorystami i są bardzo niebezpieczni, a nie tak, jak zwykli osadzeni, na przykład w Amerykańskich więzieniach.
Drugą możliwością jest zmiana jednego z elementów, będących ze sobą w kolizji. W tym przypadku żołnierze amerykańscy mogli po prostu odrzucić to, że tortury są złe i o tym nie myśleć.
Istnieje jeszcze trzecia możliwość, jaką jest dodanie nowego elementu poznawczego, którego zadaniem jest zredukowanie sprzeczności między dotychczasowymi elementami. Wydaje mi się, że tu mogło pojawić się stwierdzenie, iż tortury nie są złe, ponieważ dzięki nim możemy nie dopuścić do możliwego zamachu terrorystycznego, którego autorami byliby osadzeni. Dlatego jest to sytuacja w pewnym stopniu wyjątkowa. Tak naprawdę jakakolwiek droga, została wybrana w celu zredukowania dysonansu poznawczego, jak się potem okazało przyzwalała na tortury Irańczyków.
Czy jednak pomaga to nam w pewien sposób zrozumieć żołnierzy? Dalej nie usprawiedliwia to ich zachowań, a jedynie pozwala nam mieć nadzieję, że w przyszłości, jeśli ktoś znajdzie się w podobnym dysonansie poznawczym, to skłoni się w stronę etyki i moralności.
Wręcz przeciwnie – to jedna z wielu takich samych sytuacji. Mieliśmy drugą wojnę światową, Wietnam, Guantanamo, i mimo tego wszystkiego, nie udało się nam przewidzieć tego, do czego mogło dojść w Abu Ghraib.
Na Uniwersytecie Stanfordzkim Philippa Zimbardo przeprowadził bardzo kontrowersyjny eksperyment, któremu można zarzucić wiele błędów metodologicznych. Jednak samo badanie, zwłaszcza w kontekście Abu Ghraib wydaje się bardzo wartościowe.
Sama koncepcja eksperymentu była prosta: w piwnicy uniwersytetu Stanford zbudowano prowizoryczne więzienie, w którym to przez sześć dni dwadzieścia cztery osoby udawały strażników i więźniów. Szybko zaczęło jednak dochodzić do niepokojących sytuacji. Już drugiego dnia pojawił się bunt, a jeden z więźniów przeszedł coś na kształt załamania nerwowego. Strażnicy zaczęli znęcać się psychicznie nad więźniami. Późniejsze wnioski wyciągnięte przez Zimbardo były następujące: po pierwsze ludzie zdrowi psychicznie w specyficznych warunkach mogą się wcielać się w role oprawców i ofiar. Może być to spowodowane wpływem otoczenia na jednostkę. Drugim wnioskiem było to, że odgrywanie ról społecznych może wpływać na osobowości jednostki, a zwłaszcza w sytuacji, gdy nie może ona wyjść z tego schematu lub ta rola nie pozwala na margines swobody postępowania.
Co więcej, stwierdził on, że powody, przez które do nich doszło są następujące:
Zjawisko, które było jedynym z występujących w badaniu naukowym Zimbardo to dezindywiduacja czyli proces psychologiczno-społeczny, który prowadzi do utraty osobowości oraz zdolności rozpoznawania swoich cech jednostkowych, zanik tożsamości jednostkowej, anonimowość, identyfikacja z tłumem. Powoduje zastępowanie własnej tożsamości tożsamością grupy społecznej.
Wydaje mi się, że w pewnym stopniu tak, ponieważ pozwala nam to między innymi wyjaśnić, dlaczego żołnierze tak szybko porzucili swój kodeks moralny, a osadzeni w żaden sposób nie próbowali się buntować.
Jednak w momencie, gdy zaczniemy interpretować te wydarzenie, patrząc na to wszystko z perspektywy psychologii społecznej, to okazuje się, że wcale nie jest ciężko odnaleźć teorię, która tłumaczy zachowania żołnierzy. Tak naprawdę, jakkolwiek na te wydarzenie spojrzymy, czy to z perspektywy eksperymentu Miligrama, czy dysonansu poznawczego w Abu Ghraib doszło do wydarzeń, do których nigdy nie powinno dojść. Mając dostęp do ogromu teorii i potwierdzających je badań/eksperymentów można było domniemywać, że to nie skończy się dobrze. Mimo tego historia nam pokazała, że tragedie, do których dochodziło w więzieniu Iraku się wydarzyły i miały przerażające konsekwencje dla osadzonych. Co więcej kary, jakie otrzymali żołnierze Amerykańscy wydają się marne w porównaniu do tortur, jakich się oni dopuszczali.
Co więcej należy pamiętać, że ci młodzi ludzie nie byli potworami, czy psychopatami, byli zwykłymi ludźmi, którzy ze względu na wpływające na nich czynniki i wybory, dopuścili się haniebnych rzeczy. Dzięki spojrzeniu na żołnierzy Amerykańskich z właśnie takiej perspektywy łatwiej nam wytłumaczyć, dlaczego w cywilizowanych czasach dochodzi do tak przerażających wydarzeń.
Nie ma wytłumaczenia dla zachowań żołnierzy z etycznego punktu widzenia, ale z perspektywy psychologicznej już możemy próbować to zrozumieć samą przyczynę. Dla mnie Abu Ghraib to namacalny przykład wielu koncepcji czy eksperymentów o jakich usłyszałam na psychologii społecznej. To żywy obraz, który możemy przytaczać i nie może zostać skrytykowany, jak Stanfordzki eksperyment czy eksperyment Miligrama, ponieważ wydarzył się naprawdę.
Wydaje mi się, że pamięć o wydarzeniach z Abu Ghraib pomoże nam nie dopuścić do podobnych sytuacji w przyszłości albo, chociaż możemy próbować im zapobiec. I może kiedyś okaże się, że tortury z więzienia Abu Ghraib są jednymi z ostatnich tak przerażających wydarzeń, a jednocześnie tak dobrze obrazujących to, że Albert Bandura miał rację.
Autor: Martyna Tokarczyk
Zdjęcie: https://www.tvp.info/9453476/standardowa-procedura-operacyjna-o-abu-ghraib
Bibliografia:
https://www.youtube.com/watch?v=FGpaOp6_I7M – The Ghost of Abu Grahib 2007
https://www.youtube.com/watch?v=rdrKCilEhC0 – The Miligram Experiment 1962
https://www.youtube.com/watch?v=L0AwTFJQb3s – Cicha furia – Stanfordzki eksperyment więzienny
https://www.prawo.pl/akty/dz-u-1951-6-55,16781411.html
Baron-Cohen, S. The science of evil: On empathy and the origins of cruelty, New York City, 2012.
Wojciszke, B., Psychologia społeczna, Warszawa 2022.
Zimbardo, P., The Lucifer effect: How good people turn evil, New York City 2008.
Od początków istnienia kina, poprzez złotą erę Hollywood, aż do teraz, kryminały prowadziły nierówną grę z innymi gatunkami. Mimo tego, że często były to krwawe, osobliwe czy smutne historie, to nie zmniejszało to grona ich odbiorców. Nie dziwi fakt, że oprócz zagadek, w których detektyw, zwykle przesadzający z alkoholem, ściga odrażającego mordercę, pojawiają się też historie zaginięć. Poszukiwania młodych, pięknych kobiet, czy niewinnych dzieci. Na początku jednak należy zastanowić się, dlaczego tematyka zaginięć tak bardzo ludzi fascynuje?
Za pierwszą opowieść kryminalną uznaje się Morderstwo przy Rue Morgue Edgara Alana Poe z 1841. Utwór ten uznaje się za wstęp do trwającej do dziś tradycji kryminału. Poe przetarł szlak i otworzył furtkę dla późniejszych pisarzy, takich jak Artur Conan Doyle i Agatha Criste.
Zastanawiając się nad powodem, dlaczego to kryminały są tak bardzo popularne musimy zwrócić uwagę na kilka rzeczy.
Po pierwsze, stanowią pewien kontrast między horrorami które dla niektórych bywają zbyt straszne i powieścią obyczajową czy romansem które innym wydają się nudne lub trywialne i w przeciwieństwie do powieści fantasy są osadzone w prawdziwym świecie.
Po drugie, w pewnym stopniu oddziałują na nasze myślenie logiczne. Ponieważ czytelnik razem z bohaterami próbuje rozwiązać zagadkę i zmusza mózg do aktywnego myślenia. Chociaż tutaj należy się zatrzymać i wziąć pod uwagę, że nie tylko uwielbiamy fikcyjne historie kryminalne. Z takim samym zapałem czytamy te bazujące na faktach.
Schodząc jeszcze głębiej w temat musimy zrozumieć, dlaczego ludzie oprócz fikcji lubują się także w prawdziwych historiach. Akurat odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Otóż wiąże się to z możliwością zetknięcia się z tą złą stroną człowieka oraz drzemiącą w każdym z nas potrzebą sprawiedliwości. Dlatego oglądanie na ekranie jak morderca zostaje złapany daje nam satysfakcję. A zwłaszcza powinna dawać ją kobietom.
Według badań z 2010 roku z Uniwersytetu Illinois (Vicary i Fraley, 2010), true crime jest wyjątkowo popularne wśród kobiet. Próbą wytłumaczenia tego jest hipoteza, jakoby w kobiecie miał występować naturalny lęk przed byciem ofiarą. To natomiast może się wiązać z ewolucją.
Już od czasów życia w jaskiniach kobiety były postrzegane jako te bardziej narażone na ataki, słabsze od mężczyzny. Możliwe, że właśnie przez te pozostawione po przodkach lęki, kobiety uwielbiają dokumenty true crime.
Możemy przyjąć, że oglądanie dokumentów, seriali, true crime sprawia, że czujemy większą kontrolę a to prowadzi do zmniejszenia lęku. Kolejnym aspektem jest to, że dzięki nim nasza wiedza się powiększa, możemy stać się bardziej ostrożni i zwracać uwagę na różne rzeczy a to wiąże się z posiadaniem świadomości zagrożenia. Tłumacząc prosto – jeśli ktoś z nas obejrzy dokument na temat kobiety zamordowanej, gdy samotnie wracała wieczorem przez park, możliwe że mając to w pamięci wybierzemy inną drogę, tak na wszelki wypadek.
Wiedząc już skąd może brać się popularność tego typu filmów i książek, powinniśmy wreszcie odpowiedź na pytanie, kto najczęściej zaginie w filmie.
Biorąc pod uwagę kilka internetowych rankingów, takich jak: The Essential Missing Person Movies, 7 Greatest Missing Persons Mystery Movies of All Time, Twenty-One of our Favorite Films About Missing Persons, uznaje się, że jedne z najbardziej lubianych i znanych filmów opierającej się na zaginięciu bohatera to te w których szukamy kobiety a na drugim miejscu dziecka. Zauważamy to w Pikniku pod wiszącą skałą, Starszej Pani znika, Zniknięciu, Bunny Lake zagineła, Dziewczynie z tatuażem, Zaginionej dziewczynie, czy Przygodzie. Oprócz bycia kobietą, bohaterki powyższych filmów łączy w większości jeszcze jedna cecha. Wszystkie, oprócz zaginionej z filmu Hitchcocka, są młode i piękne. Dziewczęta z Pikniku… mają kilkanaście lat, tak samo jak zaginiona z Dziewczyny z tatuażem. Amy z Zaginionej dziewczyny ma niespełna 30 lat.
Dlaczego akurat je wybrano? Żeby to zrozumieć musimy wrócić do prawdziwego życia i poznać missing white woman syndrome.
Na początku jednak mały przegląd prasy. W rankingach takich jak: 15 of the best-known unsolved missing person cases in history, The top 10 most compelling missing persons cases before Gabby Petito, 11 Mysterious Disappearances That Are Still Keeping Investigators Up At Night zauważamy, że to zaginięcia kobiet uznaje się za te najsłynniejsze. Na przykład sprawa Natalii Holloway czy Tary Callico albo dzieci – zaginięcie Madeleine McCann. Też na naszym Polskim podwórku możemy wspomnieć o sprawie Iwony Wieczorek. Pokazuje nam to dość prostą korelację w filmie najchętniej oglądamy zaginione kobiety. To sprawy, w których ofiarą pada kobieta w realnym życiu będą bardziej zapamiętane. To nasze ofiary idealne. A łączy się to z missing white woman syndrome.
Dosłownie syndrom zaginionej białej kobiety odnosi się do zauważalnej w mediach fascynacji sprawami kryminalnymi, w których to ofiarą była młoda biała kobieta a przy tym ignorowaniem innych spraw. Powód występowania tego syndromu tłumaczy się tym kogo uznajemy za osobę atrakcyjną/piękną. Gdy dowiadujemy się o śmierci młodej kobiety jest nam smutno, ponieważ czujemy pewną niesprawiedliwość. Dziewczyna była młoda i piękna, jej życie nie powinno tak szybko się skończyć. Działa tu między innymi efekt aureoli (tendencja do automatycznego, pozytywnego, przypisywania cech osobowościowych na podstawie pierwszego wrażenia).
Kolejną rzeczą jest to, że świat od niepamiętnych czasów lubował się w śmierci młodej kobiety. Nie tylko można przytoczyć tu Poe, ale nawet i Szekspira. To znowu może prowadzić do ugruntowanego w kulturze od niepamiętnych czasów seksizmu. W tym kontekście możemy jako widzowie czuć wewnętrzną chęć i przeświadczenie, że my bylibyśmy wstanie tą kobietę uratować i obronić. Ona przecież była bezbronna i taka piękna. Była damą w opałach, tym typem postaci, którą od najmłodszych lat wpajał nam Disney. Jakkolwiek rozumieć missing white women syndrome, to jest jednak próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego idąc do kina na film kryminalny, w prawie 90% przypadków zaginioną będzie kobieta albo dziecko.
Dziecko nie zaginie w filmie tak często, jak młoda i piękna kobieta. W porównaniu do mężczyzn i osób starszych jesteśmy jednak w stanie znaleźć taki przykład. Dzieci, które z natury są bezbronne, niewinne oddziałują na nas ogromnie. Po pierwsze możemy poczuć przypływ uczuć rodzicielskich, gdyż dziecko będzie nam przypominać nasze własne. Co więcej, właśnie przez jego niewinność, krzywda dziecka będzie wywoływać w nas emocje. A to będzie oddziaływać na zainteresowanie filmem i przełoży się na jego recenzję. To wszystko wiąże się z tym, że jeśli w scenariuszu umieścimy porwanie, zaginięcie dziecka na pewno ktoś się tym filmem zainteresuje. Taki zabieg zadziała na odbiorców. A to jest to czego pragną twórcy: reakcji i zainteresowania.
Tak naprawdę w dużej mierze filmowe zaginięcia bardzo różnią się od siebie. Z jednej strony bardzo często na ekranie mamy do czynienia z historiami bardzo zawiłymi. Na przykład w Labiryncie Denisa Villeneuve’a mamy bardzo zawiłe porwanie. Możemy wyszczególnić kilka podobieństw.
Przykładowo w wielu filmach lub książkach, w których dochodzi do zaginięcia dziecka, spotykamy się z motywem porwania lub pedofilii. Porwanie w takim przypadku często ma rozmaite powody. Czasami chodzi o okup lub o coś bardziej nieprawdopodobnego, jak w Mieście zaginionych dzieci w reżyserii Jeana-Pierre’a Jeuneta i Marca Caro.
W dużej mierze filmy nie przedstawiają prostego powodu zaginięcia. To coś dziwnego lub zagmatwanego, powód ma w dużej mierze szokować. Nieczęsto dostajemy łatwą odpowiedź na pytanie, dlaczego ona zniknęła.
Historie zaginięć czasami wiążą się z ucieczką osoby zaginionej jak w Zaginionej dziewczynie czy w Dziewczynie z tatuażem. Oczywiście zdarzają się proste rozwiązania jak w Zaginionym z 2014 czy w Ostatnim domu na zapomnianej ulicy Catriony Ward. W dużej mierze nie chodzi tu o rozwiązanie zagadki, a o całe śledztwo i innych bohaterów.
W innych filmach lub w książkach możemy się spotkać z motywem morderstwa czy handlem ludźmi. Co w dużej części sprawia, że nie czujemy jakoby takie zdarzenie było prawdopodobne. Ponieważ tak naprawdę nie o to chodzi w filmie fabularyzowanym. On ma wywołać emocje, zdziwić, a nawet przerazić. Jednakże, jak to wygląda naprawdę?
Rzeczywistość różni się od filmowej fikcji, o czym wszyscy w dużej mierze wiemy. Nawet często się mawia, że życie to nie film. Jednakże, jeśli chodzi o pewne klisze, to spotykamy się ze stereotypami i wyimaginowanymi oczekiwaniami. Przykładem tego zjawiska jest CSI Effect, w którym chodzi o to, że ludzie oczekują, że w prawdziwym życiu policja będzie stosować tak samo wyszukane metody kryminalistyczne, jak w serialach.
Natomiast wracając do tematu zaginięć to też spotykamy się z pewnymi nieprawdziwymi sądami.
Po pierwsze, w porównaniu do filmów, osobami zaginionymi są też mężczyźni oraz osoby starsze. Statystyki rozkładają się także inaczej. W dużej mierze, jeśli chodzi o zaginięcia mówimy o różnych historiach. Ponieważ mamy do czynienia z prawdziwymi ludźmi a nie wyobraźnią reżysera czy pisarki. I o tym należy pamiętać. Ze względu na to, że rzeczywistość bywa dużo bardziej szara niż jednoznaczna, a nie każda historia jest mrożącą krew w żyłach. Jednak każda rodzina, w której dojdzie do zaginięcia, będzie to przeżywać i potrzebować ogromnego wsparcia.
Autor: Martyna Tokarczyk, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: unsplash.com
To informowanie o zagrożeniach i edukowanie, przekazywanie informacji na temat osób, które każdy z nas może minąć na ulicy. To działanie niosące za sobą ogromną odpowiedzialność, do którego należy się odpowiednio przygotować.
Powyższe pytanie nasuwa się za każdym razem, gdy w przestrzeni publicznej (w tym tej internetowej) spotykamy się z nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi tego zjawiska. Skąd biorą się zakłamane statystyki, rażące niekompetencje i nieprawdziwe treści dotyczące tego problemu?
W dyskusji o zaginięciach istotne są dwa aspekty: świadomość statystyk oraz indywidualne podejście. Pomimo wiodącej roli statystyki, która jest jedną z ważniejszych nauk w tym zakresie, problem ten nie daje się ująć w ściśle matematyczne ramy. Stąd właśnie wzięła się konieczność wprowadzenia poziomów zaginięć, do których Policja przypisuje każde tego typu zdarzenie.
Osoby wypowiadające się publicznie na temat problemów społecznie istotnych, takich jak nierówność społeczna, depresja, kryzys bezdomności lub przemoc, często radzą społeczeństwu, jak zachować bezpieczeństwo. Prowadzą również narrację zarówno o poszczególnych przypadkach zaginięć, jak i o samym zjawisku. Takie osoby to zazwyczaj specjaliści z kierunkowym wykształceniem lub wieloletnią praktyką zawodową.
O problemie, niejednokrotnie w najbardziej znanych mediach, wypowiadają się osoby zajmujące się tematem hobbystycznie. O ile samo w sobie nie stanowi to niebezpiecznego zjawiska, o tyle problem narasta w przypadkach, w których osoby te czerpią wiedzę wyłącznie z niesprawdzonych źródeł internetowych. Pojawia się wówczas efekt głuchego telefonu, polegający na licznych przeinaczeniach – zarówno informacji dotyczących zjawiska zaginięcia jak i tych, które dotyczą poszczególnych historii zaginięć.
Co więcej, jeśli osoby bazujące na przeinaczonych informacjach z Internetu powielają je (niejednokrotnie ponownie je przeinaczając), czy w rzeczywistości nie szkodzą sprawie? Niestety, obserwując wystąpienia osób niekompetentnych, wypowiadających się na temat zaginięć, można stwierdzić, że jest to niebezpieczne zjawisko. Intencje takich rozmówców są zazwyczaj dobre, co jednak nie zmienia faktu, że podobne materiały potrafią zakrzywiać rzeczywisty obraz tak znaczącego problemu, którego poruszanie wymaga przygotowania merytorycznego i doświadczenia, wykraczającego poza lekturę artykułów, często publikowanych anonimowo jako „redakcja”.
Podstawą skutecznego zapobiegania zagrożeń jest ich realne postrzeganie. Tak samo za korzystne społecznie można uznać wyłącznie informowanie o rzeczywistym obrazie zjawiska zaginięcia oraz informowanie o faktach dotyczących poszczególnych historii zaginięć. Taką wiedzę zaś można pozyskać wyłącznie u źródeł oraz w bezpośredniej pracy wokół tego problemu.
Autor: Nina Jaszewska, prezes Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: unsplash.com