W tym artykule razem przebrniemy przez niezwykle ciekawy, choć kontrowersyjny temat. Temat, który łączy w sobie nie tylko naukę, jaką jest psychologia i psychiatria, ale również moralność oraz wiarę.
Zadamy sobie dużo pytań, które nie do końca będą miały jednoznaczną odpowiedź. Nie będę tego ukrywać. Mimo wszystko mam nadzieję, że skoro teraz to czytasz, to będę w stanie zaspokoić chociaż część Twojej ciekawości – lub ją bardziej pobudzić.
A może pozostawię Cię z jeszcze większą niepewnością.
Na początek jednak to ja mam do Ciebie pytanie, Czytelniku…
Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie, gdy czytasz słowo “psychoza”?
Zadałam to samo pytanie osobom wokół mnie. Pojawiały się takie odpowiedzi jak: nieobliczalność, problem, narkotyki, otępienie, szaleństwo.
A jaka była Twoja odpowiedź?
Według obowiązującego w Polsce ICD-10, czyli Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych, psychoza w różnych postaciach jest elementem składowym nie tylko dość oczywistej schizofrenii, ale również np. zespołu amnestycznego, zaburzeń nastroju, majaczenia, padaczki, a nawet autyzmu. Może być również efektem ubocznym zażywania substancji psychoaktywnych lub alkoholu.
Przeskakując do klasyfikacji DSM-5, w której znajdują się zaburzenia natury psychicznej, możemy wyczytać, że niektórym osobom cierpiącym na psychozę może brakować w ogóle świadomości posiadania swojego zaburzenia. Przez to dochodzi do nieprzestrzegania zaleceń terapeutycznych, co z kolei prowadzi do zwiększonego ryzyka nawrotów psychozy, zwiększonej ilości przymusowej terapii, większych trudności w funkcjonowaniu w społeczeństwie, a nawet agresji.
Wymienione wyżej objawy wpasowują się we wspomnianą wcześniej schizofrenię. Jednak diagnoza schizofrenii jest stawiana tylko wtedy, gdy sam epizod psychotyczny jest uporczywy i nie można go przypisać działaniu aktywnych substancji lub innemu schorzeniu. Co ciekawe, istnieje silny udział genów w określaniu ryzyka rozwinięcia się schizofrenii, chociaż większość osób, u których zdiagnozowano schizofrenię, nie ma rodzinnej historii samej psychozy.
Psychoza urojeniowa jest uporczywym, ostrym stanem, w którym osoba nią dotknięta przechodzi przez świat zbudowany na podstawie nierealistycznych, patologicznych i błędnych przekonań. Oprócz tego występują przemijające objawy psychotyczne, do których zaliczyć można halucynacje oraz, jak sama nazwa wskazuje, urojenia.
Halucynacje dotyczą widzenia nieistniejących przedmiotów i doświadczania zdarzeń, które nie mają miejsca w rzeczywistości. Może to być sytuacja w której osoba chora „widzi”, że ktoś ją obserwuje, podczas gdy w jej pobliżu tak naprawdę nie ma nikogo.
Natomiast urojenia dotyczą fałszywych i sprzecznych z logiką sposobów myślenia. Osoba chora nie widzi na własne oczy, ale „czuje” na swoim ciele jakieś obce spojrzenie, przez co czuje się obserwowana. Mówi się też czasami o urojeniach wielkościowych, gdzie osoba uważa, że ma wielką misję do wykonania, zesłaną na przykład przez samego Boga…
Wiara jest dużą częścią życia niektórych ludzi, a czasem nawet może stać się elementem ich tożsamości. Oddawanie się obrządkom religijnym w ciągu swojego życia ugruntowuje w jednostce przeświadczenie należności do jakiejś społeczności, co autentycznie może pomagać w funkcjonowaniu z innymi.
Myślę, że możemy się zgodzić w tym, że sam akt wiary polega na patrzeniu na świat w konkretny sposób, na przekonaniu o istnieniu wyższej siły i aktywnym praktykowaniu wyznawania jakichś wartości wobec tej wyższości.
Starając się spojrzeć na tę kwestię obiektywnie, z boku, można powiedzieć, że urojenia i wiara mają na pewno jeden wspólny komponent - jest nim właśnie widzenie świata przez takie okulary, które wyostrzają nasze pole widzenia na te wartości, na które „powinniśmy” zwracać uwagę. Wartości te są wyodrębnione w zależności od przeświadczenia, jakie znajduje się w szkłach naszych okularów.
Różnicą główną, wręcz zasadniczą, jest to, że w przypadku psychozy urojeniowej te okulary są przyklejone do nosa danej osoby. Nie można ich tak po prostu zdjąć. Taka osoba żyje w ciągłym przekonaniu, że świat jaki widzi, jest jedynym prawdziwym. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego.
W przypadku wiary i religii te okulary są po prostu założone. Czasem spadną, czasem się zsuną z nosa. Osoba wierząca oczywiście oddaje się swoim przekonaniom jako tym prowadzącym ją przez życie, ale ma świadomość, że istnieją osoby wokół niej, które posiadają inne okulary, bądź ich nawet nie noszą. U takiej osoby pojawiają się czasem wątpliwości co do jej okularów, czy są tymi właściwymi, czy może chciałaby spróbować innych szkieł.
Pytania, jakie się nasuwają, są następujące:
Powyżej wspominałam już o urojeniach wielkościowych, ale uważam, że warto zwrócić na nie jeszcze większą uwagę. Ten rodzaj urojeń można zauważyć dość często u osób dotkniętych schizofrenią bądź psychozą, jednak zazwyczaj nie trwają one długo. Wiążą się one z tym, że osoba ich doświadczająca uważa się np. za wybrańca leczącego dotykiem, przewodnika ludzkości do nieba czy zbawiciela świata od grzechu. Czasem może nawet dojść do samej identyfikacji z istotą o nieograniczonej mocy, czyli np. z Bogiem.
Pod powierzchnią tego zjawiska znajduje się ukryte równanie. Urojenie wielkościowe może być takim kompromisem pomiędzy izolacją a byciem z ludźmi. Osoba identyfikująca się z jakąś siłą wyższą w trakcie epizodu psychotycznego dąży do izolacji od ludzi, ale również do kontaktu z nimi. Wiem, brzmi skomplikowanie i pozornie bez sensu, ale już tłumaczę.
Osoba z urojeniami wielkościowymi identyfikuje się na przykład z Mesjaszem. Uważa, że nim autentycznie jest. W związku z tym ma świadomość, że to ona posiada zdolności i informacje, które pozwolą zbawić ludzkość od złego - więc w pewnym sensie jest „ponad” innymi. A skoro jest wyżej w hierarchii, to jest wyjątkowa – z kolei jeśli jest wyjątkowa, to nie może przebywać w otoczeniu zwykłego społeczeństwa = MOCNIEJ SIĘ IZOLUJE.
Z drugiej strony izolując się coraz bardziej, osadza się jeszcze mocniej w przekonaniu, że autentycznie jest Mesjaszem. Zwiększa swoją własną wartość, ma przez to poczucie, że jeszcze większe jest jej znaczenie pośród ludzi jako bóstwo. Przecież taki wódz ma o wiele więcej do zaoferowania, a wejście w normalne relacje międzyludzkie zawsze wiąże się z pewnym spadkiem poczucia wielkości. W takim równaniu osoba z urojeniami wielkościowymi utrzymuje się w swojej „bezpiecznej” i „cudownej” bańce tożsamości zbudowanej w izolacji, ale jako zbawiciel ma „kontakt” z otoczeniem przez swoje niezwykłe zdolności i wiedzę = MOCNIEJ WIERZY W SWOJĄ MISJĘ.
Człowiek to istota społeczna. Nie umiemy nie żyć w społeczeństwie. Zatem u pacjentów ze schizofrenią czy psychozą o charakterze urojeń wielkościowych taka identyfikacja z postacią zbawiciela jest próbą rekompensaty chęci dążenia do izolacji.
Psycholog Javier Saavedra mówi o tym, że przypadki psychozy na tle religijnym należy przede wszystkim rozpatrywać na polu doświadczeń życiowych pacjentów z takim problemem. Udokumentowane przypadki oraz zapiski z sesji terapeutycznych najczęściej obejmują nurt psychoanalityczny.
Nurt psychoanalityczny polega na szukaniu u pacjentów źródła problemu ukrytego w ich nieświadomości. Nieświadomość rozumie się tutaj jako część ludzkiej psychiki, do której wypierane są konfliktowe i zagrażające nam myśli. Często nie umiemy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego pewne treści wywołują u nas konkretne reakcje, lub nie jesteśmy wcale zdolni do zauważenia niepożądanych reakcji. Psychoterapia w tym nurcie opiera się zatem głównie na pracy nad ukrywanymi fantazjami (również seksualnymi) i pragnieniami.
Jeśli chodzi o problem psychozy i urojeń w kontekście tego nurtu, psychoanalitycy mówią o tym, że przedmiot pragnień lub obaw pacjenta staje się w trakcie epizodu psychotycznego podmiotem jego wiary i treścią odczuwanych urojeń. Obszerniej opowiem Ci o tym w następnej sekcji.
Dodatkowo w kontekście schizofrenii często patrzy się na rysunki oraz wypowiedzi osób zmagających się z tym zaburzeniem. Według psychoanalityków przy braku bodźców zewnętrznych takie wytwory pacjentów mogą stanowić ekspresję naładowanych emocjonalnie i seksualnie kompleksów.
Psycholodzy pracujący w nurcie psychoanalitycznym zgromadzili na przestrzeni wielu lat kilka przypadków identyfikacji z postacią Jezusa Chrystusa. Przeanalizujmy sobie pewne z nich razem.
57-letni sprzedawca w trakcie epizodu psychotycznego był przekonany co do swojej wyjątkowości. Oprócz doświadczanej gonitwy myśli, wypowiadał się w sposób chaotyczny, nie ukrywając dosłownie niczego. Podczas standardowych pytań mógł przejść od neutralnych odpowiedzi do mówienia o rzeczach ogromnie nacechowanych seksualnie. Na pytanie o swoją własną matkę mężczyzna odpowiadał:
“Na imię jej Maria, Maria Dziewica - począłem się z Dziewicy Maryi - jej mąż to Józef, ale on nie jest moim ojcem.”
Następnie przenosił się do opowieści o seksie oralnym, który rzekomo odbył z własną matką, używając parafrazy z Pisma Świętego.
„Pierwsi będą ostatnimi: pierwsza była Edith M., ostatni był w Bath Beach.”
Edith M. to matka mężczyzny, a Bath Beach to miejsce, w którym mieszkał ze swoją żoną. Inne niepokojące cytaty wskazujące na identyfikację z Jezusem Chrystusem wyglądały następująco:
“Jam jest Jezus Chrystus, teraz wiszę na krzyżu, jestem przybity do krzyża.”
“Nikt poza mną, którym stworzył słońce, księżyc i gwiazdy, nie może patrzeć rozjarzonemu słońcu w twarz.”
Przed epizodem psychozy pacjent mówił o problemach ze wzwodem. Mężczyzna wyznawał również, że jest w stanie wyleczyć milion ludzi w zaledwie minutę, używając własnego moczu lub moczu swojej matki. Prócz tego jego matka miała mieć zdolność zmieniania płci i koloru skóry.
„Bóg dał mi nakaz oczyszczenia świata […]. Pojawiłem się na świecie po raz drugi, ażeby żyć wiecznie z moim ludem i uczynić go ponownie młodym.”
Innym razem mężczyzna mówił o tym, że jego własna żona tak naprawdę jest żoną jego ojca, a on sam jest mężem swojej matki. Psychoanaliza doszukuje się tutaj tzw. kompleksu Edypa - dziecko odczuwa pragnienie seksualne wobec rodzica płci przeciwnej, jednocześnie odczuwając wrogość do drugiego, uważając go za rywala. Omawiany przez nas pacjent swoimi stwierdzeniami „eliminuje” dwóch rywali - swoją żonę oraz ojca, Johna.
“Stary John nie żyje. Doszło do eliminacji”
“- Diabeł mnie odmienił.
- Kim jest diabeł?
- Rooseveltem; strzeliłem do Roosevelta.
- Czyli kogo?
- Mojego Boga, męża, ojca, męża córki [...] O Boże, mój Boże, zabiłem mojego ojca?”.
Psychoanalityk zajmujący się tym mężczyzną mówi o tym, że granica między fantazją a rzeczywistością praktycznie nie istnieje. Pragnienia dziecka są realizowane niemal od razu, przez co mają swoją prawdziwość w umyśle takiego malucha. Tak samo jest w przypadku pacjenta w trakcie stanu psychozy. W momencie zderzenia dorosłego człowieka z rzeczywistością - z tym, że jego pragnienia nie są już realizowane ot tak - okazać się może ona zbyt trudna.
U takiego człowieka następuje w związku z tym regresja, czyli jeden z mechanizmów obronnych, o których mowa w psychoanalizie. Polega ona na cofaniu się do poprzednich etapów rozwojowych, a przejawia się to głównie w zachowaniu. Według tego nurtu to właśnie regresja może być przyczyną psychozy.
Psychoterapeuta Alan Gettis twierdzi, że w każdym szpitalu psychiatrycznym można znaleźć przynajmniej kilku Jezusów Chrystusów. Samo urojenie widzi on w charakterze oczywiście wielkościowym, ale również prześladowczym. Urojenie prześladowcze polega na tym, że osoba go doświadczająca jest przekonana o tym, że osoby wokół niej chcą jej wyrządzić krzywdę lub „wejść” do jej myśli.
Gettis uważa, że wielkościowe urojenie w postaci identyfikacji z Chrystusem powstaje na bazie prześladowczych myśli o podejrzanym zainteresowaniu otoczenia wobec osoby chorej. Dodatkowo uważanie się za postać tak „idealną” rekompensuje niskie poczucie własnej wartości. Wszystko zaczyna się od projekcji. Jest to inny psychoanalityczny mechanizm obronny, polegający na przypisywaniu bliskim własnych niechcianych emocji i odczuć.
Zatem w procesie „stawania się” Jezusem według Alana pierwszym krokiem jest odseparowanie we własnym ego tego, co jest słabe i niepożyteczne. Następnie przerzuca się to na osoby w najbliższym otoczeniu, pozostawiając swoją własną osobę w narcystycznym kole wspomnianej wyżej regresji. Kiedy już odda społeczeństwu te niechciane cechy, pacjent doświadczający urojeń zaczyna uważać się za uwielbionego i wszechmogącego. A kto jest uwielbiany, czczony w kościołach i wszechmogący w większej części naszego społeczeństwa (bo przez aż 31%)? No właśnie.
Pewien pacjent przez dwa lata utożsamiał się z Jezusem, ponieważ m.in. posiadał podobną brodę. Na pierwszy rzut oka możesz pomyśleć: przecież to jest nielogiczne. No i masz rację. Pacjent w trakcie epizodu psychozy, nie dość, że jest nielogiczny, to swoje własne operacje umysłowe dokonuje w obrębie zupełnie innej logiki. Pamiętasz co mówiliśmy o regresji?
Gdy miałeś od około 1 roku do 3 lat pojawiały się u ciebie pierwsze operacje myślowe. Myliłeś podobne z identycznym. Gdy byłeś dzieckiem przez jakiś czas każda kobieta była dla ciebie „mamusią”, prawda? W psychozie również tak jest, i prowadzić to może do „orgii identyfikacji”. Jeśli osoba doświadczająca urojeń odkryje, że ma jakąś cechę, którą posiada również inny bohater czy święty, może zacząć utożsamiać się z tą postacią.
Oczywiście, wbrew pozorom, takie utożsamianie się ma także swoje plusy – dostarcza czasem odpowiedzi na nurtujące problemy egzystencjalne. Ale tutaj te plusy się kończą.
W świecie psychologii i psychiatrii nie mamy niestety rozróżnienia na psychozę na tle religijnym. W związku z tym również pytania, które zadaliśmy sobie w trakcie tego artykułu, pozostają bez gruntownej i jednoznacznej odpowiedzi. Wielu badaczy uważa, że jest to obszar bardzo wybrakowany w badaniach empirycznych, choć przypadki tego zaburzenia psychotycznego nie są aż tak rzadkie, jak mogłoby się wydawać.
Statystyki występowania, które przytoczę poniżej, pochodzące z czwartego punktu w źródłach na dole artykułu, prawdopodobnie pochodzą z okolic 2018 roku. Starałam się znaleźć nowsze, niestety nie udało mi się to.
Według źródeł niemieckojęzycznych przed i w trakcie I i II wojny światowej aż 45% osób z psychozą doświadczyło urojeń o treści religijnej. W niedawnych latach procent pacjentów doświadczających urojeń na tle religijnym może rozkładać się mniej więcej następująco:
Mimo rozpatrywania poszczególnych kwestii na gruncie wielu nauk – nie tylko tych o ludzkim umyśle i zachowaniu, ale także kulturoznawstwa, teologii i filozofii – to, co otrzymujemy, wciąż nie daje satysfakcjonujących wniosków.
Zakończę ten artykuł kolejnym pytaniem do Ciebie, Czytelniku. Zdecyduj, jakie szkła teraz wybierzesz do swoich okularów.
Gdzie tak naprawdę kończy się granica przekonania, a zaczyna początek obłędu?
Autorka: Julia Skrzypiec, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: www.freeimages.com
Bruno Muschalik, 24-letni Polak z Zabrza, zaginął w Indiach w sierpniu 2015 roku, w Dolinie Parvati.
Dolina Paravati skrywa wiele sekretów. Krajobraz jest piękny: góry, wielkie drzewa iglaste, rwąca rzeka, wspaniałe miejsce na piesze wycieczki. Jednak zagłębiając się w to miejsce, można usłyszeć muzykę. Muzykę, której nikt się raczej nie spodziewa usłyszeć w lesie: trance, techno, imprezy rave – muzyka niemalże wprowadzająca w trans. A to wszystko “wzbogacone” narkotykami, ogólnodostępnymi na tym obszarze. Trawka i hasz rosną tam niemal jak chwasty. Są ludzie, którzy przyjeżdżają tu tylko, by się zabawić.
Wielką zagadką jest, co dzieje się z ludźmi zaginionymi w dolinie. W większości to turyści. Liczba obcokrajowców, którzy przepadli tam bez śladu wynosi około 20 osób, ale miejscowi uważają, że to zdecydowanie zaniżona liczba. W porównaniu z turystami z Indii, to niewiele. Hindusów, którzy postanowili odwiedzić dolinę i nigdy nie wrócili do domów, a także nie nawiązali kontaktu z bliskimi, liczy się w tysiącach.
Nie byłoby może w tym nic zagadkowego i tajemniczego, gdyby policja odnajdywała ciała, gdyby los osób zaginionych z czasem udawało się poznać. Ale tak nie jest.
Piękny słoneczny letni dzień. Zerkam na wyświetlacz telefonu. Nim odbiorę, pierwszą myślą jest, że coś trzeba będzie zrobić na cito. Właściwie niewiele się pomyliłam. Entuzjazm Angeliki udziela się i mnie, od jakiegoś czasu ta dziewczyna działa na mnie jak włoskie espresso. Może dwa dni później, kiedy podsyłam jej propozycje okładki do książki, dostaję krótką odpowiedź: „Bierzemy projekt numer 3. Dopisz swoje nazwisko!”.
Angelika, jadąc do Zabrza, nie ma żadnych obaw. To dzielna kobieta, ja za to przez cztery godziny siedzę jak na szpilkach.
Pan Piotr Muschalik jest świetnym rozmówcą: konkretny, opanowany, wie, co chce powiedzieć i o czym mówił nie będzie.
— Kim jest Bruno, jakim był dzieckiem? — pyta Angelika.
— To, co go wyróżniało, to upartość. Jak czegoś się podjął, to konsekwentnie doprowadzał to do finału, i to od dziecka. Poniekąd efektem tej determinacji, którą zawsze miał, był ten wyjazd. Kiedy postanowił tam samotnie pojechać, to mimo, że nie tyle mu to odradzałem, co zaproponowałem, że pojadę z nim. On się uparł przy swoim. Poleciał sam.
30 lipca Bruno opuścił Polskę. Tuż po lądowaniu w New Delhi i zameldowaniu się w hotelu, wysyła maila do mamy:

Kolejne dni przebiegają na zwiedzaniu miasta, odwiedzaniu innych obszarów Indii. 24-latek jest w stałym kontakcie z rodzicami. Pani Alina otrzymuje od syna zdjęcia, informacje o samopoczuciu i wrażeniach jakie na nim wywarły miejsca, które odwiedził.
Pani Alina dość szybko zaczyna się niepokoić. Rozmawia o tym z tatą Bruna. Mężczyzna uspokaja byłą żonę, zdaje sobie sprawę, że mogą być problemy z zasięgiem. Kiedy sytuacja się przedłuża, rodzice kontaktują się z policją i ambasadą Polską w Indiach.
Bruno jest dorosłym mężczyzną. 72 godziny bez kontaktu z bliskimi nie muszą świadczyć, że wydarzyło się coś złego. Państwo Muschalik są uspokajani. Znają swoje dziecko, wiedzą, że nie jest to zwyczajna sytuacja. Polska ambasada w Indiach wysyła przedstawiciela w okolice Doliny, zostają rozwieszone plakaty. Przy okazji tej wizyty okazuje się, że w ostatnim czasie padały ulewne deszcze. Drogi są częściowo nieprzejezdne, a niektóre miejsca niedostępne.
Rodzice Bruna przez następne kilka dni żyją nadzieją, licząc, że to z powodu pogody ich jedyne dziecko nie może się z nimi skontaktować.
Bardzo szybko znajomi i krewni organizują sztab kryzysowy. Przepływ informacji i chęć pomocy, z jaką spotykają się państwo Muschalik jest budująca i daje ogromne wsparcie.
W dniu, kiedy Bruno ma wracać, na lotnisku w New Delhi zjawia się przedstawiciel ambasady. Rodzice potrzebują zapewnienia, że ich syn wsiadł do samolotu. Mimo iż ambasada nie nawiązała z nimi kontaktu, nadzieja umiera.
Na drugi dzień po tym, gdy Bruno nie zjawia się na lotnisku, jego tata razem ze swoim przyjacielem lecą do Indii.
— Po przylocie do Indii mieliśmy już na miejscu osoby, które zadeklarowały się nam pomóc. Moi przyjaciele i znajomi mi pomagali, utworzyli swoisty sztab kryzysowy. Osoby zgłaszały się z pomocą. Miejscowi zaproponowali nam nawet pomoc swoich rodzin. — mówi pan Piotr. — Pewna Polka, która mieszka w Delhi, jak dowiedziała się o tej sprawie, to zaoferowała nam pomoc. I faktycznie – jak przylecieliśmy nad ranem do Indii, to mieliśmy od razu przewodnika na miejscu, nawet i nocleg, takie kwestie bytowe zostały nam zapewnione. Musieliśmy być pierwsze dwa dni w Delhi w ambasadzie. Potem jechaliśmy tam na miejsce.
Chcemy wiedzieć, czy jest coś, co można dla nich zrobić teraz. Pomóc, by ułatwić tę drogę. Wiemy, że są już zmęczeni latami oczekiwań, sfrustrowani brakiem pomocy polskich władz.
Mama Bruna uważa, że „[...] wszystkie osoby dookoła nas, które wykazują zainteresowanie, wspierają dobrym słowem, słowem nadziei – to już jest bardzo dużo. Natomiast największe oczekiwania mam w stosunku do osób, które powinny coś zrobić, które są decyzyjne, powinny coś zrobić a nie robią”.
Tata Bruna w Indiach był 16, może 17 razy. Towarzyszyli mu niejednokrotnie przyjaciele, detektywi.
Jakie były efekty tej współpracy i jak przebiegały poszukiwania Bruna, dowiesz się z książki Zaginąć może każdy Angeliki Więcław i Marceliny Białej.
Nasza Fundacja jest patronem medialnym tej pozycji. O dacie premiery poinformujemy Cię jeszcze w tym roku.
Czy zaskoczę Cię, jeśli powiem Ci, że w Polsce zabójstwo to nie to samo co morderstwo?
Ale z drugiej strony… czy każde morderstwo jest zabójstwem?
Można powiedzieć, że jest to dość podobna sytuacja do znanej nam wszystkim zasady matematycznej – każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem.
Ale zanim jakiekolwiek prawne wyjaśnienia, zacznijmy rozgrzewkę, tak na logikę!
Różnice między zabójstwem a morderstwem są często źródłem nieporozumień, nie tylko w mediach, ale także w potocznym języku. Często te dwa pojęcia są używane ze sobą zamiennie, jako synonimy, co w niektórych przypadkach jest naprawdę ogromnym błędem. Zrozumienie, co odróżnia zabójstwo od morderstwa, jest kluczowe aby odpowiednio określić intencje sprawcy.
W języku potocznym zabójstwo jak i morderstwo najczęściej jest określane jako przestępstwo polegające na umyślnym pozbawieniu człowieka życia, jednak jest to definicja bardzo spłaszczająca.
Wejdźmy troszkę głębiej w ten temat…
§ 1. Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
~ fragment art. 148 polskiego Kodeksu Karnego
Tak właśnie wygląda definicja zabójstwa według polskiego prawa karnego. Czyli na chłopski rozum – odebranie życia drugiemu człowiekowi. Ważne jest to, że musi być ono umyślne aby można było mówić o zabójstwie. Oznacza to, że sprawca zdaje sobie sprawę z tego, że konsekwencją jego czynów będzie zabicie człowieka i do tego właśnie dąży.
Możesz zauważyć już, że termin jakim jest ‘zabójstwo’ jest dość szeroki. Gdzie w tym wszystkim jest morderstwo, które dotyczy… no właśnie, tego samego? Otóż nie do końca!
Pod szerokim pojęciem jakim jest ‘zabójstwo’ znajduje się bardziej określone, posiadające więcej wytycznych ‘morderstwo’. Bowiem o morderstwie mówimy wtedy, kiedy oprócz tego podstawowego wymogu jakim jest umyślne zabicie drugiego człowieka, u sprawcy pojawia się skrupulatne planowanie, bezduszność w dokonywaniu przestępstwa, szczególne okrucieństwo czy np. motywacja, która wywołuje szczególne potępienie wśród społeczeństwa. Czyn morderstwa wiąże się także z nieco większą przewidywalną karą, a wygląda ona następująco.
§ 2. Kto zabija człowieka:
1. ze szczególnym okrucieństwem,
2. w związku z wzięciem zakładnika, zgwałceniem albo rozbojem,
3. w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie,
4. z użyciem materiałów wybuchowych,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
~ fragment art. 148 polskiego Kodeksu Karnego
Zabójstwo i morderstwo podchodzą pod ten sam artykuł, ponieważ oba dotyczą przestępstwa jakim jest zabicie człowieka. W głównej mierze różni je zakres tego, jakie działania wpadają pod ich otoczkę. Dlatego teraz zajmiemy się wyodrębnionymi w polskim prawie karnym rodzajami zabójstw, a potem morderstw.
W naszym prawie karnym wyróżnia się 3 typy zabójstw.
W tym miejscu powracamy do najprostszej definicji zabójstwa, bo właśnie tym jest zabójstwo podstawowe – umyślne odebranie życia drugiemu człowiekowi. Sprawcą zabójstwa podstawowego może być każda osoba zdolna do ponoszenia odpowiedzialności karnej, czyli osoba, która ma przynajmniej 17 lat.
Ciekawie sprawa wygląda w przypadku osób niepełnoletnich. Nasz kodeks karny określa, że są przypadki, w których osoby małoletnie mogą odpowiadać za zabójstwo podstawowe ORAZ morderstwo w taki sam sposób jak osoby pełnoletnie. Jednym z takich przypadków jest nieudolność w resocjalizacji nieletniego.
Szczególną uwagę, oprócz umyślnego działania przestępcy, zwraca się na charakter tego działania. Może być on bezpośredni lub ewentualny.
Najprościej mówiąc, zamiar bezpośredni wiąże się z chęcią popełnienia zabójstwa, a zamiar ewentualny z godzeniem się na taką możliwość.
Za zabójstwo podstawowe polski kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10 i karę dożywotniego pozbawienia wolności.
Dobrym przykładem jest zabójstwo popełnione w afekcie. Afekt to stan silnego wzburzenia fizjologicznego, który powoduje bardzo dużą nierównowagę psychiczną i emocjonalną, a wywoływany jest przez bardzo silne bodźce np. stresowe. Afekt w większości przypadków wiąże się z nieracjonalnymi działaniami i nietypowymi reakcjami pod wpływem chwili, bez namysłu.
Aby udowodnić sprawcy zabójstwo w afekcie należy bardzo dokładnie udokumentować i uzasadnić wspomniany afekt. Bowiem za takie zabójstwo, pod wpływem naprawdę silnych emocji, kara jest stosunkowo mniejsza niż za zabójstwo podstawowe i kwalifikowane, do którego przejdziemy za chwilę.
W orzekaniu w sprawach gdzie podejrzane jest zabójstwo w afekcie bardzo ważna jest rola okoliczności w których doszło do zbrodni. Analiza procesu decyzyjnego oskarżonego to podstawowa czynność jaka powinna zostać wykonana, w szczególności gdy omawiane są możliwości popełnienia zabójstwa uprzywilejowanego.
Silne wzburzenie emocjonalne może również się pojawić w stanie nietrzeźwości umysłu pod wpływem alkoholu, narkotyków – ogólnie rzecz biorąc środków odurzających. W takim przypadku, aby kwalifikować się do czynu zabójstwa uprzywilejowanego, należy dokładnie udokumentować, że afekt u sprawcy, który dokonał zabójstwa pod wpływem takich substancji, mógł pojawić się również bez ich udziału.
Za zabójstwo uprzywilejowane polski kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności od roku do lat 10.
Tutaj już zagłębiamy się w działanie bardziej przemyślane, zaplanowane, okrutne, z konkretną motywacją sprawcy…
Czy nie przypomina Ci to czegoś?
Zgadza się!
Morderstwo jak najbardziej podchodzi pod właśnie zabójstwo kwalifikowane. Ten typ zabójstwa charakteryzuje się bezwzględnością sprawcy, dokładnym planem odebrania życia, często szczególnym okrucieństwem – słowo ‘szczególne’ jest tutaj bardzo ważne, ponieważ to w dużej mierze odróżnia zabójstwo kwalifikowane (morderstwo) od innych typów zabójstw.
Ale czym jest to ‘szczególne okrucieństwo’?
Sprawa morderstw ze szczególnym okrucieństwem wygląda nie tak ‘jednoznacznie’ jakby mogło się wydawać, i jak powszechnie sądzi o tym społeczeństwo.
Za zabójstwo kwalifikowane polski kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 15 albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
Kodeks karny mówi o aż 7 typach zabójstw kwalifikowanych, do których właśnie teraz płynnie przechodzimy. Poniżej wyjaśnimy sobie te mniej oczywiste.
Główny problem w osądzaniu, czy dane morderstwo było dokonane ze szczególnym okrucieństwem czy nie jest taki, że nie ma jednolitej prawnej definicji ‘szczególnego’ okrucieństwa. Określając jego poziom bazuje się bardziej na szali, wymiarze, gradacji czynów jakim została poddana ofiara przed śmiercią oraz po. Nie ma wyznaczonej granicy, gdzie kończy się ‘zwykłe’ okrucieństwo a zaczyna ‘szczególne’. Definicje jakie podają Sądy Apelacyjne krążą wokół jednego – zadawania ofierze cierpień, które są zupełnie niepotrzebne do osiągnięcia celu, jakim jest pozbawienie życia.
„dodatkowe, dolegliwe cierpienia, ból bądź upokorzenia, które nie były niezbędne dla osiągnięcia śmiertelnego celu, a zmierzały tylko do zaspokojenia określonych podniet sprawcy, niezależnych od zamiaru spowodowania śmierci”
~ Wyrok SA w Krakowie z dnia 20 września 2001 r., sygn. II AKa 195/901, KZS 2001, nr 10, poz. 22; wyrok SA w Katowicach z dnia 19 kwietnia 2001 r., sygn. II AKa 80/01, KZS 2001, nr 7–8.
„działania, których charakter i intensywność wykracza poza potrzebę realizacji zamierzonego skutku, w szczególności, gdy były one całkiem niepotrzebne do osiągnięcia tego skutku (…), działań, które cechowała wyjątkowo wysoka intensywność przemocy i cierpień wynikająca z dręczenia pokrzywdzonego nie tylko ponad potrzebę osiągnięcia celu, ale i ponad wszelkie dające się zrozumieć odruchy”
~ Wyrok SA w Łodzi z dnia 13 grudnia 2001 r., sygn. II AKa 168/00, Prok. i Pr. 2002, dodatek „Orzecznictwo”, nr 7–8, poz. 24.
Wiąże się głównie z morderstwami dokonanymi na innych osobach uczestniczących w zdarzeniu, które np. chciały bronić ofiary. Musi jednak wystąpić związek między tą zbrodnią a wymienionymi przestępstwami. Przykładem może być włamanie się do czyjegoś domu, zgwałcenie jednego z członków rodziny i zamordowanie drugiego, albo napad na bank, wzięcie pracownika jako zakładnika i jego zamordowanie, ponieważ nie chciał wyjawić szczegółów dotyczących kodu do sejfu.
W tym wypadku szczególne potępienie oznacza, że motywacja z jaką działał sprawca popełniając czyn zabroniony wywołuje w społeczeństwie ogromne i nietuzinkowe, w miarę zgodne oburzenie i poruszenie. Ważnym aspektem jest to, że motywacja jest tutaj rozumiana jako proces psychiczny zachodzący w głowie mordercy, a nie sam sposób popełniania morderstwa.
„szczególne potępienie motywacji sprawcy zabójstwa odnosi się przede wszystkim do pozaprawnej kategorii reguł i norm moralnych, aprobowanych powszechnie w odczuciu społecznym, uznanych za powszechnie obowiązującą moralność i skonfrontowanych z motywacją sprawcy rażąco jaskrawo nagannie odbiegające od tych form”
~ Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 27.06.2002 r. (II AKa 141/02) (w:) R.A. Stefański, Kodeks karny z orzecznictwem i piśmiennictwem (za lata 1998–2003), Toruń 2004, s. 323.
Jednak również w tym wypadku, stworzenie konkretnej definicji “motywacji zasługującej na szczególne potępienie” nie jest tak łatwe. Ogólnie przyjęło się jednak, że taka motywacja może dotyczyć np.:
Sprawca działa z zamiarem spowodowania dwóch lub więcej skutków śmiertelnych. Podejmuje czynność zmierzającą do realizacji tej chęci. Co ciekawe, do tego rodzaju morderstwa nie podlega zamordowanie ciężarnej kobiety. Przykładem tutaj jednak może być podpalenie jakiegoś domu rodzinnego, centrum handlowego, kina, restauracji. Takie morderstwo przeważnie występuje z zamiarem bezpośrednim, ponieważ sprawca ma określony cel i dąży do niego po najmniejszej linii oporu.
A jak ta sprawa wygląda w innych zakątkach świata?
Niemiecki kodeks karny, Strafgesetzbuch, wyróżnia 4 typy zabójstwa, w zależności od społecznej szkodliwości i wymiaru kary.
Zabójstwo na żądanie oznacza odebranie życia osobie, która wręcz o to prosi. Nosi również nazwę ‘zabójstwo eutanatyczne’ i grozi za nie kara pozbawienia wolności na okres od sześciu miesięcy do pięciu lat. Natomiast zabójstwo uprzywilejowane ma taki sam wymiar kary jak w polskim prawie karnym i również jest definiowane jako odebranie życia drugiej osobie pod wpływem nagłego przypływu niekontrolowanych emocji.
Również tak samo jak w polskim kodeksie karnym, w Niemczech morderstwo jest ‘ciężkim zabójstwem’ oraz wpada prawnie pod zabójstwo kwalifikowane. Poniższe artykuły są zaczerpnięte z oficjalnej strony niemieckiego ministerstwa sprawiedliwości. Artykuł 211 mówi właśnie o zabójstwie kwalifikowanym – morderstwie, a artykuł 212 mówi o zabójstwie w typie podstawowym.
Section 211
Murder under specific aggravating circumstances (Mord)
(1) Whoever commits murder under the conditions of this provision incurs a penalty of imprisonment for life.
(2) A murderer under this provision is someone who kills a person
out of a lust to kill, to obtain sexual gratification, out of greed or otherwise base motives,
perfidiously or cruelly or by means constituting a public danger or
to facilitate or cover up another offence.
Section 212
Murder (Totschlag)
(1) Whoever kills a person without being a murderer under the conditions of section 211 incurs a penalty of imprisonment for a term of at least five years.
(2) In especially serious cases, the penalty is imprisonment for life.
Główne pytanie, które budziło kontrowersje wśród niemieckich prawników brzmiało: czy §211 nie jest tylko bardziej surową wersją przestępstwa zabójstwa opisaną w §212?
Patrząc na polskie prawo karne, odpowiedź jest dość jasna. Nasz artykuł 148 §1 Kodeksu karnego definiuje jak już mówiliśmy podstawowy typ zabójstwa, a artykuł 148 §2 określa jego kwalifikowaną, czyli bardziej surową, wyrachowaną wersję.
Jednak w niemieckim prawie sytuacja jest bardziej skomplikowana. Niemieckie sądy często traktowały §211 jako odrębne przestępstwo w przeciwieństwie do prawników. Ta różnica w podejściu miała praktyczne konsekwencje.
Wyobraź sobie sytuację, w której trzy osoby planują przestępstwo: główny sprawca, jego pomocnik i podżegacz. Główny sprawca decyduje się zabić kogoś, pomocnik dostarcza mu broń, natomiast podżegacz namawia go do popełnienia tego czynu.
Dlatego rozstrzygnięcie, czy §211 jest odrębnym przestępstwem, czy tylko kwalifikowaną wersją zabójstwa, ma naprawdę duże znaczenie dla niemieckiego prawa karnego.
Anglia i Walia nie posiadają kodeksu karnego. Zamiast tego używają różnych ustaw uchwalonych pod konkretnymi gałęziami prawa. Na ich terytorium sprawa podziału przestępstwa jakim jest odebranie życia drugiemu człowiekowi wygląda mniej więcej następująco.
Wygląda dość skomplikowanie, ale już spieszę z wyjaśnieniami!
W Wielkiej Brytanii przestępstwo morderstwa jest definiowane jako bezprawne odebranie życia drugiemu człowiekowi przez osobę poczytalną oraz posiadającą odpowiedzialność karną, którą osoba osiąga w wieku zaledwie 10 lat. Grozi za nie bezwzględne dożywocie. Zawsze jest ono umyślne i z zamiarem bezpośrednim – przestępca chce zabić. Zatem ‘zabójstwo’ z naszego artykułu 148 §1 dokonane z zamiarem bezpośrednim odpowiada brytyjskiej definicji ‘morderstwa’.
Jeśli chodzi o przestępstwo zabójstwa w Wielkiej Brytanii, to tutaj mamy wiele różnic w porównaniu do Polski. Jeśli chodzi o wymiar kary jest on elastyczny, zależy od okoliczności i typu zabójstwa. W Anglii i Walii zabójstwo może być zarówno umyślne, jak i nieumyślne. Mają pod sobą specjalne okoliczności, które definiują zakres czynów jakie wpadają pod dany typ.
Przy zabójstwie umyślnym te specjalne okoliczności służą głównie temu, aby odróżnić je od morderstwa, zmniejszając winę sprawcy. Są nimi:
W przypadku zabójstwa nieumyślnego występują okoliczności jak:
Za Oceanem Atlantyckim sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Stany Zjednoczone są państwem federalnym – oznacza to, że każdy ze stanów (a jest ich 50) ma swoje własne kodeksy karne oraz sądy najwyższe.
Z pomocą przyszedł jednak American Law Institute, który przygotował modelowy kodeks karny (ang. Model Penal Code – m.p.c.) aby ujednolicić, a przynajmniej nieco usprawnić funkcjonowanie prawa w USA. W rzeczywistości większość stanów wprowadziły do siebie tylko poszczególne postanowienia z większymi bądź mniejszymi zmianami, a tylko nieliczne przyjęły w całości zasady dyktowane przez modelowy kodeks karny.
Zgodnie z artykułem 210.1 (2) m.p.c zabójstwo stanowi podkategorię w stosunku do ogólnej czynności jaką jest pozbawienie życia drugiego człowieka. Oprócz tej podkategorii występują osobno morderstwo oraz nieumyślne pozbawienie życia.
Powyżej przedstawione podkategorie odpowiadają dodatkowo stopniom zbrodni jakie funkcjonują w Ameryce Północnej, bo mamy ich właśnie 3.
Przez rozlegle rozbudowany amerykański system prawny ciężko jest przedstawić wymiary kar dla wymienionych wyżej podkategorii, aby wpleść się uniwersalnie w całe Stany Zjednoczone. Trzeba by było poznać kodeks karny każdego z poszczególnych regionów osobno, a prawda jest taka, że nawet definicje i samo rozumienie zabójstwa i morderstwa może się różnić między sąsiadującymi ze sobą stanami.
Każda sytuacja, w której dochodzi do odebrania życia, jest tragedią, jednak sposób, w jaki prawo definiuje i osądza te zdarzenia, ma głęboki wpływ na wymiar sprawiedliwości a także na całe nasze społeczeństwo. Zrozumienie różnic między zabójstwem a morderstwem to nie tylko kwestia znajomości przepisów, ale także pojęcie tego jak ocenia się tak drastyczne czyny.
Wiedza o tym, co naprawdę kryje się za tymi terminami, w połączeniu z wiedzą psychologiczną i behawioralną pozwala nam lepiej zrozumieć złożoność ludzkich działań i intencji, a także daje nam narzędzia, by w codziennym życiu oceniać sytuacje z większą świadomością i indywidualnością.
Bibliografia:
Autorka: Julia Skrzypiec, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: unsplash.com