We wrześniu tego roku miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w Interdyscyplinarnej Konferencji Metod Śledczych w Warszawie. Pośród prelegentów pojawiła się podinspektor Justyna Kowalska, której wystąpienie było dla mnie jednym z tych bardziej zapadających w pamięć.
Pani Magister opowiadała o sprawie, która ciągnie się nierozwiązana po dziś dzień. O sprawie, którą sama prowadzi. Jedynym śladem genetycznym jaki znaleziono na miejscu zbrodni było nasienie sprawcy, które nie pasowało ani do dostępnej bazy policyjnej, ani do podejrzanych zatrzymanych w trakcie poszukiwań. Reszta czynności śledczych w postaci m.in. gromadzenia zeznań i nagrań z monitoringów doprowadziła zespół w pewnym momencie do martwego punktu. To wtedy padła decyzja o poproszeniu o pomoc zlokalizowanego w stanie Wirginia laboratorium Parabon, zajmującego się tworzeniem profilu złożonego osoby, której to DNA dostarczono.
Z tego miejsca serdecznie dziękuję Pani podinspektor za ogrom wiedzy, pasję i zaangażowanie jakie przekazywała w trakcie swojego wystąpienia, ale również za krótką rozmowę w trakcie przerwy kawowej. Mam olbrzymią nadzieję, że nasze drogi kiedyś jeszcze się skrzyżują.
Łódź, 4 grudnia 2020 roku, piątek, godziny wieczorne. Era maseczek COVID-owych trwała w najlepsze. Mijający się ludzie nie rozpoznawali swoich własnych sąsiadów podczas zimowego spaceru największym parkiem w mieście. Pogoda również to utrudniała. Niedawno spadł deszcz i śnieg, okrywając cienką białą warstwą powszechnie rosnące na terenach zielonych wysokie drzewa.
W tym samym czasie 57-letnia Małgorzata W. wraz ze swoim psem przechadzała się ciemnymi uliczkami. Kobieta była nauczycielką w jednej ze szkół podstawowych w Łodzi. Przez swoich znajomych z pracy, przyjaciół i bliskich była opisywana jako ciepła, kochana i empatyczna osoba.
Jeszcze tego samego dnia na Komendę Wojewódzką Policji w Łodzi wpłynęło podejrzenie o zaginięciu kobiety zgłoszone przez jej męża. Nikt nie spodziewał się, że już o świcie na terenie Parku na Zdrowiu, pod kopułą liści, zostanie znalezione ciało Małgorzaty. W trakcie oględzin ustalono, że zmarła na skutek uduszenia, a cały mord miał podłoże seksualne. Z ciała kobiety część odzieży została zsunięta, znaleziono także ślady biologiczne w postaci nasienia. Jednak z materiałów pozwalających na identyfikację sprawcy to by było na tyle. Fragmenty lateksowych rękawiczek wskazywały, że morderca naprawdę przygotowywał się do ataku…
Na niekorzyść zespołu prowadzącego tą sprawę składało się multum rzeczy. Brak monitoringu w miejscu zbrodni, duża powierzchnia parku, a co za tym idzie to możliwość wejścia do niego od prawie każdej strony, brak świadków, maseczki COVID-owe, wieczorna pora zdarzenia, chłodna pogoda, a przede wszystkim brak jakiegokolwiek dopasowania genetycznego z zebranego nasienia pozwalającego na tak upragniony przełom.
W tradycyjnej kryminalistyce przeważnie mamy do czynienia z tym, że materiał genetyczny wpasowuje się w jakiś spośród tych posiadanych w bazie policyjnej. Wtedy zespół śledczy dobrze wie kogo szukać. Występują też sytuacje, w których już w kręgu wyłonionych podejrzanych prowadzone są analizy i porównania biologiczne. To wtedy trafia się na prawdziwego sprawcę.
Jednak co w momencie, gdy obie metody zawiodły, a śledztwo stanęło w miejscu? Przed takim pytaniem stanął zespół podinspektor Justyny Kowalskiej, prowadzący w dalszym ciągu sprawę Małgorzaty W.
Fenotypowanie jest metodą ujawniania cech fizycznych, przeważnie sprawcy, na podstawie dostarczonych materiałów genetycznych. Pozwala na generowanie tropów śledczych, zawężanie kręgu podejrzanych, a także na identyfikację szczątków. Może generować nowe wskazówki dotyczące danej osoby, nawet jeśli nie zostały one wcześniej zidentyfikowane w bazie danych.
Parabon Nanolabs opracowało system fenotypowania DNA Snapshot Forensic, który dokładnie przewiduje genetyczne pochodzenie, kolor oczu, kolor włosów, kolor skóry, piegi i kształt twarzy u osób z dowolnego pochodzenia etnicznego, nawet u osób o mieszanym pochodzeniu. Wykorzystuje nowoczesną technologię SNP (Single Nucleotide Polymorphism) do odczytywania części genomu, która, w najprostszym tłumaczeniu, faktycznie koduje różnice między ludźmi. Fenotypowanie jako metodę śledczą stosuje samo FBI. Do Polski w dalszym ciągu nie dotarła na taką skalę jaką by się przydało.
Aby fenotypowanie doszło do skutku bez większych zakłóceń, potrzebny jest minimum 1 nanogram dwuniciowego, nie zdegradowanego, wyekstrahowanego DNA. Dużo trudnych do przeczytania słów, wiem, dlatego już spieszę z pomocą.
Z ultra podstawowej wiedzy biologicznej obydwoje wiemy, że DNA jest dwuniciowym związkiem chemicznym zawierającym informacje o tym jak wyglądamy. Z wiadomych zatem przyczyn, do tak poważnych analiz jak tworzenie ilustracji sprawcy przestępstwa, te dwie nici nie mogą być w żaden sposób uszkodzone! Dodatkowo, należy je wyekstrahować – czyli po prostu oddzielić, wyodrębnić od innych substancji.
Żebyś mógł/mogła lepiej zobaczyć jak bardzo niesamowitym procesem jest fenotypowanie, wyobraź sobie pustynię. 1 nanogram DNA to jak 1 ziarenko piasku na tej pustyni. Jednak dbam o wszystkich czytelników, zatem jeśli taka metafora do Ciebie nie przemawia i jesteś bardziej matematycznym umysłem, proszę:
1 ng = 10⁻⁹ g = 10⁻¹² kg
Wykorzystując dane genomowe z dużych populacji osób o znanych fenotypach, bioinformatycy Parabon stworzyli modele statystyczne dla cech kryminalistycznych. Można je wykorzystać do przewidywania wyglądu fizycznego nieznanych osób na podstawie DNA.
W następnej fazie tzw. modelowania naukowcy Parabon łączą wybrany zestaw różnic genomowych w złożone równanie matematyczne dla budowy genetycznej cechy. Dane uzyskane metodą SNP nieznanej osoby można następnie podłączyć do tego równania, aby uzyskać prognozę cechy u tej osoby. Porównując przewidywane przez algorytm wyniki z rzeczywistymi fenotypami, naukowcy Parabon są w stanie nie tylko ukazać ilustrację podejrzanego, ale także wykluczyć wysoce nieprawdopodobne cechy.
Parabon Nanolabs oferuje darmową konsultację dotyczącą skorzystania z ich usług. Podinspektor Justyna Kowalska opowiadając o swoich doświadczeniach z tym laboratorium nie miała zastrzeżeń. Wspominała, że wszystko było jej bardzo szczegółowo wyjaśniane. Nawet kwestia przesyłki fragmentu DNA z Polski aż do USA, do której miała jedne z większych wątpliwości. Pracownicy laboratorium poinstruowali polskich śledczych jak dokładnie i w prawidłowy sposób zamrozić materiał genetyczny sprawcy. Gdy paczka została wysłana, policyjny zespół był na bieżąco informowany o doręczeniu przesyłki, jakości DNA i postępach, aż do momentu otrzymania raportu.
Po jakimś czasie łódzki zespół, czekający z niecierpliwością na wyniki ze Stanów, otrzymał następujący raport. Powszechnie udostępniono go dla społeczeństwa na potrzebę poszukiwań.
W każdym zamówionym u Parabon Nanolabs raporcie z fenotypowania mamy podstawowe informacje o kolorze skóry, oczu i włosów, a także o znakach szczególnych, takich jak piegi. Otrzymujemy oprócz tego prawdopodobną narodowość sprawcy, jak i jego cechy anatomiczne, morfologię twarzy (jej kształt i typ), a dodatkowo analizę różnic między osobami tej samej płci i pochodzenia. Jak widzisz, każda cecha jest pokazywana na pewnym kontinuum. Dzięki temu, pod krzyżykiem można jasno i wyraźnie oddzielić obszary, których nie powinno brać się pod uwagę. Dostarczone DNA mówi więc, że fenotypowo taki zakres cech na pewno nie występuje u badanej osoby.
Możemy otrzymać także analizę na mapie cieplnej, również polegające na porównaniu z osobami z populacji. Barwy ciepłe, głównie czerwone, informują o tym że u danego sprawcy ta część jego twarzy jest szersza i większa. Z drugiej strony kolory zimne, głównie niebieski mówi, że można spodziewać się płytszych obszarów twarzy w tym miejscu.
Warto pamiętać, że czynniki środowiskowe, takie jak uzależnienie od alkoholu czy palenia, blizny, zarost lub fryzury nie są i nie mogą zostać przewidziane przez fenotypowanie. Ciekawostką jednak jest to, że można poprosić Parabon o progresję wiekową danego podejrzanego. Wtedy laboratorium przedstawia możliwy wygląd sprawcy na przestrzeni lat życia, pozwalając w ten sposób uzyskać jeszcze głębszy wgląd śledczym.
Na oficjalnej stronie internetowej amerykańskie laboratorium pokazuje w ilu sprawach pomogło używając swojej technologii fenotypowania. Równocześnie możesz przyjrzeć się, jak bardzo większość prognoz pokazywanych na raportach faktycznie pokrywa się z tym, jak sprawca naprawdę wyglądał w rzeczywistości. Zachęcam także do przeczytania, czego dotyczyła dana sprawa i jak przebiegał proces fenotypowania.

Odczytywanie informacji genetycznej z plemników zachodzi nieco inaczej niż w pozostałych komórkach naszego ciała…
Metylacja jest jak “włącznik” i “wyłącznik” danego genu, a oszacowanie wieku na podstawie nasienia jest ogólnie dość trudne. Poziom ekspresji danego genu jest skorelowany z ilością zmetylowanego DNA w sekwencji promotora. Najprościej mówiąc, jest to miejsce w którym zaczyna się odczytywanie informacji genetycznej.
Naukowcy z Europy i Stanów Zjednoczonych piszą w swoim artykule “Recent advances in Forensic DNA Phenotyping of appearance, ancestry and age” o tym, że pierwszy model, opracowany specjalnie do przewidywania wieku na podstawie DNA plemników, osiągnął dokładność średniego błędu 4,2 roku. Test ten przetestowano na próbkach od 12 mężczyzn i 19 próbkach kryminalistycznych, w tym plamach nasienia z gwałtów. Średni błąd w badaniu wynosił 4,8 roku dla próbek od dawców i 5,2 roku dla próbek kryminalistycznych. Ponadto wykazano, że metoda jest w stanie znaleźć DNA w próbkach tak małych jak 5 nanogramów!
Kolejne badania pracowały nad ulepszonymi metodami przewidywania wieku na podstawie metylacji DNA (włączaniu go) w nasieniu. Odkryto, że analiza 51 specjalnych regionów DNA może przewidzieć wiek ze średnim błędem wynoszącym zaledwie 2,37 roku. Jest to naprawdę duży postęp!
W ramach projektu VISAGE, w którym zebrano dane z różnych badań, opracowano narzędzie do przewidywania wieku na podstawie nasienia, które uwzględnia cztery nowe markery DNA. Markery DNA to takie miejsca, które pozwalają na identyfikację konkretnego genomu danego osobnika, czyli takiej kompletnej informacji genetycznej. Narzędzie to, które osiągnęło średni błąd na poziomie 5,1 roku, zostało zatwierdzone i może być wykorzystywane w dochodzeniach sądowych. Takie badania są bardzo potrzebne. Dowód z nasienia jest jednym z najważniejszych, i czasem jedynym, dowodem wykorzystywania w sprawach o gwałt. A co najważniejsze – dzięki niemu zwykle możliwe jest ustalenie sprawcy.
Morderstwo pani Małgorzaty W. było pierwszą sprawą kryminalną w Polsce, do której użyto fenotypowania genetycznego. Mimo, że śledztwo trwa od ponad 4 lat, na ten moment nie udostępniono żadnych postępów. Bardzo trudno się na to patrzy, mając świadomość, że metoda fenotypowania pozwalała pomóc w rozwiązaniu tak wielu spraw, czasem aż 25-letnich.
Zachęcam Cię do odwiedzenia strony internetowej łódzkiej policji, gdzie zamieszczono i opisano 3 nagrania z kamer monitoringu w pobliżu Parku na Zdrowiu. Wszystkie 3 nagrania przedstawiają mężczyzn, którzy w czasie zbrodni znajdowali się podejrzanie blisko ulic Srebrzyńskiej i Krakowskiej. To właśnie tam znaleziono ciało pani Małgosi.

Mimo ogromnych starań ze strony policji, do dzisiaj nie udało się zidentyfikować mordercę pani Małgorzaty. Osoby, które rozpoznają osoby z prezentowanych nagrań prosimy o kontakt z Wydziałem Dochodzeniowo-Śledczym KWP w Łodzi przez dostępny całodobowo numer telefonu 47 841 22 57.
Bibliografia:
https://lodzka.policja.gov.pl/ld/kryminalne/kto-rozpoznaj/61801,Policja-poszukuje-swiadkow-w-sprawie-zabojstwa.html
https://snapshot.parabon-nanolabs.com/phenotyping
https://www.fsigenetics.com/article/S1872-4973(23)00045-5/fulltext
Recent advances in Forensic DNA Phenotyping of appearance, ancestry and age
Kayser, Manfred et al. Forensic Science International: Genetics, Volume 65, 102870
https://en.wikipedia.org/wiki/DNA_phenotyping
https://pl.wikipedia.org/wiki/Polimorfizm_pojedynczego_nukleotydu
https://uml.lodz.pl/aktualnosci/artykul/tak-moze-wygladac-zabojca-z-parku-na-zdrowiu-portret-powstal-dzieki-dna-id51538/2022/7/1/
Autorka: Julia Skrzypiec, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: pixabay.com
W tym artykule razem przebrniemy przez niezwykle ciekawy, choć kontrowersyjny temat. Temat, który łączy w sobie nie tylko naukę, jaką jest psychologia i psychiatria, ale również moralność oraz wiarę.
Zadamy sobie dużo pytań, które nie do końca będą miały jednoznaczną odpowiedź. Nie będę tego ukrywać. Mimo wszystko mam nadzieję, że skoro teraz to czytasz, to będę w stanie zaspokoić chociaż część Twojej ciekawości – lub ją bardziej pobudzić.
A może pozostawię Cię z jeszcze większą niepewnością.
Na początek jednak to ja mam do Ciebie pytanie, Czytelniku…
Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie, gdy czytasz słowo “psychoza”?
Zadałam to samo pytanie osobom wokół mnie. Pojawiały się takie odpowiedzi jak: nieobliczalność, problem, narkotyki, otępienie, szaleństwo.
A jaka była Twoja odpowiedź?
Według obowiązującego w Polsce ICD-10, czyli Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych, psychoza w różnych postaciach jest elementem składowym nie tylko dość oczywistej schizofrenii, ale również np. zespołu amnestycznego, zaburzeń nastroju, majaczenia, padaczki, a nawet autyzmu. Może być również efektem ubocznym zażywania substancji psychoaktywnych lub alkoholu.
Przeskakując do klasyfikacji DSM-5, w której znajdują się zaburzenia natury psychicznej, możemy wyczytać, że niektórym osobom cierpiącym na psychozę może brakować w ogóle świadomości posiadania swojego zaburzenia. Przez to dochodzi do nieprzestrzegania zaleceń terapeutycznych, co z kolei prowadzi do zwiększonego ryzyka nawrotów psychozy, zwiększonej ilości przymusowej terapii, większych trudności w funkcjonowaniu w społeczeństwie, a nawet agresji.
Wymienione wyżej objawy wpasowują się we wspomnianą wcześniej schizofrenię. Jednak diagnoza schizofrenii jest stawiana tylko wtedy, gdy sam epizod psychotyczny jest uporczywy i nie można go przypisać działaniu aktywnych substancji lub innemu schorzeniu. Co ciekawe, istnieje silny udział genów w określaniu ryzyka rozwinięcia się schizofrenii, chociaż większość osób, u których zdiagnozowano schizofrenię, nie ma rodzinnej historii samej psychozy.
Psychoza urojeniowa jest uporczywym, ostrym stanem, w którym osoba nią dotknięta przechodzi przez świat zbudowany na podstawie nierealistycznych, patologicznych i błędnych przekonań. Oprócz tego występują przemijające objawy psychotyczne, do których zaliczyć można halucynacje oraz, jak sama nazwa wskazuje, urojenia.
Halucynacje dotyczą widzenia nieistniejących przedmiotów i doświadczania zdarzeń, które nie mają miejsca w rzeczywistości. Może to być sytuacja w której osoba chora „widzi”, że ktoś ją obserwuje, podczas gdy w jej pobliżu tak naprawdę nie ma nikogo.
Natomiast urojenia dotyczą fałszywych i sprzecznych z logiką sposobów myślenia. Osoba chora nie widzi na własne oczy, ale „czuje” na swoim ciele jakieś obce spojrzenie, przez co czuje się obserwowana. Mówi się też czasami o urojeniach wielkościowych, gdzie osoba uważa, że ma wielką misję do wykonania, zesłaną na przykład przez samego Boga…
Wiara jest dużą częścią życia niektórych ludzi, a czasem nawet może stać się elementem ich tożsamości. Oddawanie się obrządkom religijnym w ciągu swojego życia ugruntowuje w jednostce przeświadczenie należności do jakiejś społeczności, co autentycznie może pomagać w funkcjonowaniu z innymi.
Myślę, że możemy się zgodzić w tym, że sam akt wiary polega na patrzeniu na świat w konkretny sposób, na przekonaniu o istnieniu wyższej siły i aktywnym praktykowaniu wyznawania jakichś wartości wobec tej wyższości.
Starając się spojrzeć na tę kwestię obiektywnie, z boku, można powiedzieć, że urojenia i wiara mają na pewno jeden wspólny komponent - jest nim właśnie widzenie świata przez takie okulary, które wyostrzają nasze pole widzenia na te wartości, na które „powinniśmy” zwracać uwagę. Wartości te są wyodrębnione w zależności od przeświadczenia, jakie znajduje się w szkłach naszych okularów.
Różnicą główną, wręcz zasadniczą, jest to, że w przypadku psychozy urojeniowej te okulary są przyklejone do nosa danej osoby. Nie można ich tak po prostu zdjąć. Taka osoba żyje w ciągłym przekonaniu, że świat jaki widzi, jest jedynym prawdziwym. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego.
W przypadku wiary i religii te okulary są po prostu założone. Czasem spadną, czasem się zsuną z nosa. Osoba wierząca oczywiście oddaje się swoim przekonaniom jako tym prowadzącym ją przez życie, ale ma świadomość, że istnieją osoby wokół niej, które posiadają inne okulary, bądź ich nawet nie noszą. U takiej osoby pojawiają się czasem wątpliwości co do jej okularów, czy są tymi właściwymi, czy może chciałaby spróbować innych szkieł.
Pytania, jakie się nasuwają, są następujące:
Powyżej wspominałam już o urojeniach wielkościowych, ale uważam, że warto zwrócić na nie jeszcze większą uwagę. Ten rodzaj urojeń można zauważyć dość często u osób dotkniętych schizofrenią bądź psychozą, jednak zazwyczaj nie trwają one długo. Wiążą się one z tym, że osoba ich doświadczająca uważa się np. za wybrańca leczącego dotykiem, przewodnika ludzkości do nieba czy zbawiciela świata od grzechu. Czasem może nawet dojść do samej identyfikacji z istotą o nieograniczonej mocy, czyli np. z Bogiem.
Pod powierzchnią tego zjawiska znajduje się ukryte równanie. Urojenie wielkościowe może być takim kompromisem pomiędzy izolacją a byciem z ludźmi. Osoba identyfikująca się z jakąś siłą wyższą w trakcie epizodu psychotycznego dąży do izolacji od ludzi, ale również do kontaktu z nimi. Wiem, brzmi skomplikowanie i pozornie bez sensu, ale już tłumaczę.
Osoba z urojeniami wielkościowymi identyfikuje się na przykład z Mesjaszem. Uważa, że nim autentycznie jest. W związku z tym ma świadomość, że to ona posiada zdolności i informacje, które pozwolą zbawić ludzkość od złego - więc w pewnym sensie jest „ponad” innymi. A skoro jest wyżej w hierarchii, to jest wyjątkowa – z kolei jeśli jest wyjątkowa, to nie może przebywać w otoczeniu zwykłego społeczeństwa = MOCNIEJ SIĘ IZOLUJE.
Z drugiej strony izolując się coraz bardziej, osadza się jeszcze mocniej w przekonaniu, że autentycznie jest Mesjaszem. Zwiększa swoją własną wartość, ma przez to poczucie, że jeszcze większe jest jej znaczenie pośród ludzi jako bóstwo. Przecież taki wódz ma o wiele więcej do zaoferowania, a wejście w normalne relacje międzyludzkie zawsze wiąże się z pewnym spadkiem poczucia wielkości. W takim równaniu osoba z urojeniami wielkościowymi utrzymuje się w swojej „bezpiecznej” i „cudownej” bańce tożsamości zbudowanej w izolacji, ale jako zbawiciel ma „kontakt” z otoczeniem przez swoje niezwykłe zdolności i wiedzę = MOCNIEJ WIERZY W SWOJĄ MISJĘ.
Człowiek to istota społeczna. Nie umiemy nie żyć w społeczeństwie. Zatem u pacjentów ze schizofrenią czy psychozą o charakterze urojeń wielkościowych taka identyfikacja z postacią zbawiciela jest próbą rekompensaty chęci dążenia do izolacji.
Psycholog Javier Saavedra mówi o tym, że przypadki psychozy na tle religijnym należy przede wszystkim rozpatrywać na polu doświadczeń życiowych pacjentów z takim problemem. Udokumentowane przypadki oraz zapiski z sesji terapeutycznych najczęściej obejmują nurt psychoanalityczny.
Nurt psychoanalityczny polega na szukaniu u pacjentów źródła problemu ukrytego w ich nieświadomości. Nieświadomość rozumie się tutaj jako część ludzkiej psychiki, do której wypierane są konfliktowe i zagrażające nam myśli. Często nie umiemy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego pewne treści wywołują u nas konkretne reakcje, lub nie jesteśmy wcale zdolni do zauważenia niepożądanych reakcji. Psychoterapia w tym nurcie opiera się zatem głównie na pracy nad ukrywanymi fantazjami (również seksualnymi) i pragnieniami.
Jeśli chodzi o problem psychozy i urojeń w kontekście tego nurtu, psychoanalitycy mówią o tym, że przedmiot pragnień lub obaw pacjenta staje się w trakcie epizodu psychotycznego podmiotem jego wiary i treścią odczuwanych urojeń. Obszerniej opowiem Ci o tym w następnej sekcji.
Dodatkowo w kontekście schizofrenii często patrzy się na rysunki oraz wypowiedzi osób zmagających się z tym zaburzeniem. Według psychoanalityków przy braku bodźców zewnętrznych takie wytwory pacjentów mogą stanowić ekspresję naładowanych emocjonalnie i seksualnie kompleksów.
Psycholodzy pracujący w nurcie psychoanalitycznym zgromadzili na przestrzeni wielu lat kilka przypadków identyfikacji z postacią Jezusa Chrystusa. Przeanalizujmy sobie pewne z nich razem.
57-letni sprzedawca w trakcie epizodu psychotycznego był przekonany co do swojej wyjątkowości. Oprócz doświadczanej gonitwy myśli, wypowiadał się w sposób chaotyczny, nie ukrywając dosłownie niczego. Podczas standardowych pytań mógł przejść od neutralnych odpowiedzi do mówienia o rzeczach ogromnie nacechowanych seksualnie. Na pytanie o swoją własną matkę mężczyzna odpowiadał:
“Na imię jej Maria, Maria Dziewica - począłem się z Dziewicy Maryi - jej mąż to Józef, ale on nie jest moim ojcem.”
Następnie przenosił się do opowieści o seksie oralnym, który rzekomo odbył z własną matką, używając parafrazy z Pisma Świętego.
„Pierwsi będą ostatnimi: pierwsza była Edith M., ostatni był w Bath Beach.”
Edith M. to matka mężczyzny, a Bath Beach to miejsce, w którym mieszkał ze swoją żoną. Inne niepokojące cytaty wskazujące na identyfikację z Jezusem Chrystusem wyglądały następująco:
“Jam jest Jezus Chrystus, teraz wiszę na krzyżu, jestem przybity do krzyża.”
“Nikt poza mną, którym stworzył słońce, księżyc i gwiazdy, nie może patrzeć rozjarzonemu słońcu w twarz.”
Przed epizodem psychozy pacjent mówił o problemach ze wzwodem. Mężczyzna wyznawał również, że jest w stanie wyleczyć milion ludzi w zaledwie minutę, używając własnego moczu lub moczu swojej matki. Prócz tego jego matka miała mieć zdolność zmieniania płci i koloru skóry.
„Bóg dał mi nakaz oczyszczenia świata […]. Pojawiłem się na świecie po raz drugi, ażeby żyć wiecznie z moim ludem i uczynić go ponownie młodym.”
Innym razem mężczyzna mówił o tym, że jego własna żona tak naprawdę jest żoną jego ojca, a on sam jest mężem swojej matki. Psychoanaliza doszukuje się tutaj tzw. kompleksu Edypa - dziecko odczuwa pragnienie seksualne wobec rodzica płci przeciwnej, jednocześnie odczuwając wrogość do drugiego, uważając go za rywala. Omawiany przez nas pacjent swoimi stwierdzeniami „eliminuje” dwóch rywali - swoją żonę oraz ojca, Johna.
“Stary John nie żyje. Doszło do eliminacji”
“- Diabeł mnie odmienił.
- Kim jest diabeł?
- Rooseveltem; strzeliłem do Roosevelta.
- Czyli kogo?
- Mojego Boga, męża, ojca, męża córki [...] O Boże, mój Boże, zabiłem mojego ojca?”.
Psychoanalityk zajmujący się tym mężczyzną mówi o tym, że granica między fantazją a rzeczywistością praktycznie nie istnieje. Pragnienia dziecka są realizowane niemal od razu, przez co mają swoją prawdziwość w umyśle takiego malucha. Tak samo jest w przypadku pacjenta w trakcie stanu psychozy. W momencie zderzenia dorosłego człowieka z rzeczywistością - z tym, że jego pragnienia nie są już realizowane ot tak - okazać się może ona zbyt trudna.
U takiego człowieka następuje w związku z tym regresja, czyli jeden z mechanizmów obronnych, o których mowa w psychoanalizie. Polega ona na cofaniu się do poprzednich etapów rozwojowych, a przejawia się to głównie w zachowaniu. Według tego nurtu to właśnie regresja może być przyczyną psychozy.
Psychoterapeuta Alan Gettis twierdzi, że w każdym szpitalu psychiatrycznym można znaleźć przynajmniej kilku Jezusów Chrystusów. Samo urojenie widzi on w charakterze oczywiście wielkościowym, ale również prześladowczym. Urojenie prześladowcze polega na tym, że osoba go doświadczająca jest przekonana o tym, że osoby wokół niej chcą jej wyrządzić krzywdę lub „wejść” do jej myśli.
Gettis uważa, że wielkościowe urojenie w postaci identyfikacji z Chrystusem powstaje na bazie prześladowczych myśli o podejrzanym zainteresowaniu otoczenia wobec osoby chorej. Dodatkowo uważanie się za postać tak „idealną” rekompensuje niskie poczucie własnej wartości. Wszystko zaczyna się od projekcji. Jest to inny psychoanalityczny mechanizm obronny, polegający na przypisywaniu bliskim własnych niechcianych emocji i odczuć.
Zatem w procesie „stawania się” Jezusem według Alana pierwszym krokiem jest odseparowanie we własnym ego tego, co jest słabe i niepożyteczne. Następnie przerzuca się to na osoby w najbliższym otoczeniu, pozostawiając swoją własną osobę w narcystycznym kole wspomnianej wyżej regresji. Kiedy już odda społeczeństwu te niechciane cechy, pacjent doświadczający urojeń zaczyna uważać się za uwielbionego i wszechmogącego. A kto jest uwielbiany, czczony w kościołach i wszechmogący w większej części naszego społeczeństwa (bo przez aż 31%)? No właśnie.
Pewien pacjent przez dwa lata utożsamiał się z Jezusem, ponieważ m.in. posiadał podobną brodę. Na pierwszy rzut oka możesz pomyśleć: przecież to jest nielogiczne. No i masz rację. Pacjent w trakcie epizodu psychozy, nie dość, że jest nielogiczny, to swoje własne operacje umysłowe dokonuje w obrębie zupełnie innej logiki. Pamiętasz co mówiliśmy o regresji?
Gdy miałeś od około 1 roku do 3 lat pojawiały się u ciebie pierwsze operacje myślowe. Myliłeś podobne z identycznym. Gdy byłeś dzieckiem przez jakiś czas każda kobieta była dla ciebie „mamusią”, prawda? W psychozie również tak jest, i prowadzić to może do „orgii identyfikacji”. Jeśli osoba doświadczająca urojeń odkryje, że ma jakąś cechę, którą posiada również inny bohater czy święty, może zacząć utożsamiać się z tą postacią.
Oczywiście, wbrew pozorom, takie utożsamianie się ma także swoje plusy – dostarcza czasem odpowiedzi na nurtujące problemy egzystencjalne. Ale tutaj te plusy się kończą.
W świecie psychologii i psychiatrii nie mamy niestety rozróżnienia na psychozę na tle religijnym. W związku z tym również pytania, które zadaliśmy sobie w trakcie tego artykułu, pozostają bez gruntownej i jednoznacznej odpowiedzi. Wielu badaczy uważa, że jest to obszar bardzo wybrakowany w badaniach empirycznych, choć przypadki tego zaburzenia psychotycznego nie są aż tak rzadkie, jak mogłoby się wydawać.
Statystyki występowania, które przytoczę poniżej, pochodzące z czwartego punktu w źródłach na dole artykułu, prawdopodobnie pochodzą z okolic 2018 roku. Starałam się znaleźć nowsze, niestety nie udało mi się to.
Według źródeł niemieckojęzycznych przed i w trakcie I i II wojny światowej aż 45% osób z psychozą doświadczyło urojeń o treści religijnej. W niedawnych latach procent pacjentów doświadczających urojeń na tle religijnym może rozkładać się mniej więcej następująco:
Mimo rozpatrywania poszczególnych kwestii na gruncie wielu nauk – nie tylko tych o ludzkim umyśle i zachowaniu, ale także kulturoznawstwa, teologii i filozofii – to, co otrzymujemy, wciąż nie daje satysfakcjonujących wniosków.
Zakończę ten artykuł kolejnym pytaniem do Ciebie, Czytelniku. Zdecyduj, jakie szkła teraz wybierzesz do swoich okularów.
Gdzie tak naprawdę kończy się granica przekonania, a zaczyna początek obłędu?
Autorka: Julia Skrzypiec, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: www.freeimages.com
“Po 11 latach ciszy chcę, aby Polska zawrzała od tej sprawy. Mój ukochany wujek, brat mojej mamy, KRZYSZTOF POLKO, został zamordowany” - to fragment posta opublikowanego 5 stycznia ubiegłego roku przez panią Alicję. Kontaktuję się z autorką wpisu, chcę poznać historię Krzysztofa, dowiedzieć się, kim był. Pani Alicja nie ma nic przeciwko publikacjom na temat sprawy Krzysztofa, ale grzecznie i stanowczo odmawia rozmowy o wujku. Swoje stanowisko uzasadnia przykrymi doświadczeniami z dziennikarzami - ale nie tylko to jest powodem. Rozmowy na ten temat i konieczność wracania wspomnieniami do tamtych wydarzeń są dla rodziny jak posypywanie solą rany, która tak naprawdę nigdy do końca się nie zagoiła. Szanuję jej decyzję, nie naciskam...
Historią, którą dziś chcę opowiedzieć, przez chwilę żyła stolica - bo to właśnie w Warszawie życie stracił Krzysztof Polko.
Krzysiek urodził się 12 stycznia 1988 roku w Białej Podlaskiej. Był spokojnym, ułożonym chłopakiem, można nawet rzec: typem introwertyka. Jak wspominają bliscy, kiedy dostał swój pierwszy komputer, urządzenie pochłonęło go bez reszty. Jak to młody człowiek, spędzał sporo czasu na grach - lubił zwłaszcza te typu RPG. Brał udział w zlotach, organizował eventy związane z tym tematem. Był również członkiem lokalnego klubu o nazwie “Biały Kruk”, która zrzesza miłośników fantastyki.
Nie skupiał się jednak tylko na rozrywce - próbował również swoich sił w szeroko pojętej informatyce. W sieci robił różne rzeczy, niejednokrotnie udało mu się np. uzyskać dostęp do cudzych kont. Zdaje się jednak, iż te działania nie miały być złośliwe, chłopak raczej sprawdzał w ten sposób swoje możliwości i wiedzę. Krzysiu na tyle dobrze radził sobie z komputerami, że po ukończeniu liceum w rodzinnym mieście, postanowił wyjechać na studia do Warszawy.
Był to rok 2007. Młody mężczyzna wybrał Wydział Mechatroniki na Politechnice Warszawskiej. Interesował się informatyką, robotyką, fantastyką i kulturą japońską. Jego życie opierało się zatem w dużej mierze na łączeniu pasji i zainteresowań ze studiami i przyszłością.
Po rozpoczęciu nauki na uczelni Krzysiek zamieszkał w akademiku Żaczek na warszawskim Mokotowie.
Sytuacja materialna Krzysztofa nie była najlepsza. Oczywiście rodzice pomagali mu w miarę możliwości, ale nie opłacali wszystkich wydatków syna. Mógł z ich strony liczyć na zapłatę za akademik i torbę pełną smakołyków przyrządzonych przez mamę. Zatem, aby polepszyć swoją sytuację, chłopak pisał kolegom ze studiów prace zaliczeniowe.
Krzyś nie był duszą towarzystwa. Odwiedzali go czasem koledzy z liceum, sporadycznie wychodził gdzieś ze współlokatorem. Od czasu do czasu uczestniczył też w posiadówkach w większym gronie znajomych. Jego krąg bliskich przyjaciół był wąski. Tylko nieliczne osoby mogły powiedzieć o nim coś więcej poza tym, że był miły i wesoły.
Krzysiek jawi się raczej jako osoba w znacznej mierze pochłonięta swoimi zainteresowaniami, skupiona na swoich pasjach... A wśród tych, na główny plan wysuwała się chęć dogłębnego poznania Japonii - dlatego też młody mężczyzna uczył się samodzielnie języka japońskiego. Nie sposób jednak nie zauważyć, że stoi to w pewnej opozycji względem ostatnich wydarzeń z jego życia - można by wywnioskować, że skoro bez niczyjej pomocy uczył się “jednego z trudniejszych” języków, a do tego pomagał kolegom ze studiów podczas zaliczeń, to musiał posiadać niemałą wiedzę... Dlaczego zatem nie udało mu się obronić tytułu inżyniera?
Jesienią 2012 roku, wówczas 24-letni, Krzysztof musiał zwolnić pokój w akademiku. Został skreślony z listy studentów.
Młody mężczyzna niespecjalnie często jeździł do Białej Podlaskiej, z bliskimi kontaktował się raczej telefonicznie, czy pisał maile. Dzień, w którym zamierzał opuścić akademik, był jednocześnie tym, w którym, zgodnie z obietnicą złożoną rodzicom, miał zjawić się w rodzinnym domu. Może miał zamiar powiedzieć wówczas rodzicom, że nie udało mu się obronić na studiach...
1 października z całą pewnością nie przebiegał tak, jak normalny dzień z życia Krzyśka. Trzeba było się pożegnać i opuścić miejsce, które przez ostatnie kilka lat zdążyło niejako stać się dla tego młodego człowieka domem.
Krzysztof spakował więc swoje rzeczy do torby i poprosił współlokatora o możliwość zostawienia ich w pokoju na około tydzień. Zapytał również, czy po powrocie do Warszawy będzie mógł zatrzymać się tam, jeśli nic innego sobie nie znajdzie. Kolega się zgodził.
Nie jest jasne, co planował Krzyś. Wiadomo, że opuścił akademik o 14:14, co zarejestrował monitoring budynku. Kolejne nagranie przedstawiające studenta pochodzi z autobusu linii 164 o godzinie 14:40. Podróż chłopaka kończy się na przystanku Bartyki o 15:20. Przez kolejne 3 dni nikt nie ma kontaktu z Krzysztofem.
4 października, przed godziną 17:00, nad Wisłą zostają znalezione zwłoki młodego człowieka.
Mężczyzna leżał na plecach, a na jego piersi widniała tylko jedna rana kłuta. Denat nie miał przy sobie dokumentów ani nic innego, co pozwalałoby poznać jego tożsamość. Funkcjonariusze mają więc problem z ustaleniem jego tożsamości. W mediach pojawia się wizerunek młodego mężczyzny. To właśnie tak bliscy dowiadują się o śmierci Krzysztofa.
Miejsce ujawnienia zwłok jest oddalone od przystanku o około 500 metrów, zaś od lewego brzegu Wisły o około 10 metrów. Mężczyzna nie posiadał przy sobie portfela ani swoich dwóch telefonów. Przy ciele znaleziono tylko pewną karteczkę - znajdowała się na niej informacja, jak dostać się na Wał Zawadowski. Co ciekawe, obecnie wiadomo, że z całą pewnością nie napisał jej Krzysztof. Sprawdzono również pismo jego bliskich oraz znajomych, oni jednak także nie byli autorami notatki.
Mimo przeprowadzenia sekcji zwłok nie udało się ustalić dokładnej godziny, o której nastąpił zgon. Ramy czasowe są dość szerokie - patolożka oszacowała bowiem, iż do śmierci studenta mogło dojść między poniedziałkiem a czwartkiem.
Rana na piersi była tylko jedna. Jej głębokość wynosiła 1,5 cm. Zdaniem lekarzy Krzysztof zmarł z powodu krwotoku, a od momentu zadania rany aż do zgonu mężczyzny mogło upłynąć od kilkunastu do kilkudziesięciu minut. Mimo odniesionej rany Krzysiek najprawdopodobniej był przytomny jeszcze przez jakiś czas; uważa się nawet, że mógł się przemieszczać.
Pojawiły się także informacje o otarciach na nadgarstkach, które mogłyby sugerować ciągnięcie denata za ręce, czy też ich związanie. Nie znaleziono jednak żadnych innych śladów mogących wskazywać na tego typu napaść. Brak jest jakichkolwiek obrażeń świadczących o samoobronie. Nie jest również jasne, czy te ślady na nadgarstkach w ogóle miały związek z ostatnimi godzinami życia Krzysztofa.
Co interesujące, na miejscu zdarzenia nie znaleziono narzędzia zbrodni. W okolicy ujawnienia ciała nie było śladów krwi bądź odcisków obuwia, które wskazywałyby na przemieszczanie się ofiary czy napastnika. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że pogoda 1., jak i 3 października była deszczowa, co mogło spowodować zatarcie tych śladów.
Policja ujawniła ujęcia z kamer komunikacji miejskiej. Śledczych zainteresował mężczyzna widoczny całkiem dobrze na nagraniach z pewnego autobusu. Ów człowiek ubrany był w ciemną kurtkę i najprawdopodobniej dżinsy w kolorze niebieskim. Miał krótkie, ciemne włosy. Opuścił autobus na tym samym przystanku i o podobnej godzinie, co Krzyś. Co ciekawe, po opuszczeniu pojazdu mężczyzna zerkał na jakąś kartkę...
Narzędzie zbrodni nie zostało nigdy znalezione, stwierdzono za to brak oznak samoobrony na ciele zmarłego. Śladów osób trzecich na miejscu ujawnienia zwłok także nie było.
Mimo sprawdzenia komputera Krzysztofa przez specjalistów z USA oraz przesłuchania rodziny i znajomych, nie udało się nic ustalić.
Nie jest jasne, w jakim celu młody mężczyzna udał się w okolice Wisły.
Była dziewczyna 24-latka podejrzewa, że mógł umówić się z kimś, żeby odebrać zakup dokonany przez Allegro, ale nie zostało to w żaden sposób potwierdzone. Bliscy Krzysztofa mają pewność co do tego, że chłopak nie popełnił samobójstwa.
Początkowo sądzono, że zaginął zarówno portfel, jak i dwa telefony należące do mężczyzny, jednak ostatecznie rodzice znaleźli aparaty telefoniczne w jego rzeczach. Zatem jedyną rzeczą Krzyśka, która po dziś dzień nie została odnaleziona, jest jego portfel.
Sprawa została umorzona. Decyzja ta zapadła między innymi ze względu na brak narzędzia zbrodni bądź jakichkolwiek śladów na miejscu zdarzenia czy na ciele denata. Po dziś dzień nie udało się także ustalić tożsamości tajemniczego mężczyzny z autobusu ani do kogo należała karteczka znaleziona przy zwłokach.
Nie da się ukryć, że wersja o samobójstwie jest wygodna... ale czy prawdziwa?
JEŚLI JESTEŚ W POSIADANIU INFORMACJI NA TEMAT ZDARZENIA Z DNIA 1 PAŹDZIERNIKA 2012 ROKU, SKONTAKTUJ SIĘ Z POLICJĄ!
Autorka: Marcelina Biała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: Facebook