Deprecated: Creation of dynamic property Oxygen_VSB_Dynamic_Shortcodes::$custom_dynamic_datas is deprecated in /home/fundacj5/domains/fundacjazaginieni.pl/public_html/wp-content/plugins/oxygen/component-framework/includes/oxygen-dynamic-shortcodes.php on line 18
Archiwa: True crime - Strona 5 z 6 - Fundacja Zaginieni
KRS: 0000870180

Jest 26 grudnia 2002 roku, gdy 7-letnia Karina Surmacz spędza drugi dzień świąt ze swoją mamą Anną oraz jej partnerem Piotrem, pseudonim “Świr”. Nagle rozlega się pukanie do drzwi, Piotr otwiera je. W tej samej sekundzie ktoś strzela do niego trzy razy, a kolejne dwa oddaje, gdy ofiara leży już na podłodze. Zabójca wszedł do środka, oddał kilka strzałów do Anny. Mała Karina najprawdopodobniej widziała sprawcę i zabójstwo swojej rodzicielki. Sprytnie się przed nim ukryła.

Dzień późnej na telefon Anny zadzwonił Rafał Mikołajczyk, pseudonim “Święty” – 34-letni mężczyzna uzależniony od heroiny, ojciec chrzestny Kariny. Najprawdopodobniej to dziewczynka odebrała telefon. Zaraz po tym Rafał powiedział swojej partnerce, że jedzie do mieszkania Anny i jak wróci, to wszystko jej wyjaśni. Mężczyzna nigdy więcej się nie skontaktował. Policja jest pewna, że 7-letnia Karina razem ze swoim ojcem chrzestnym opuściła mieszkanie.

Grupy przestępcze – Mokotów

Policja odkryła zwłoki dopiero 31.12. Funkcjonariusze policji, zaalarmowani w sylwestra przez siostrę denatki, że u Anny ciągle szczeka pies i palą się światełka choinkowe, udali się we wskazane miejsce. Poza ciałami znaleźli także łuski po pociskach (kaliber 9mm). Badania balistyczne wykazały, że broń nigdy nie została użyta do popełnienia przestępstwa. Nie znaleziono żadnych śladów, które mogłyby wskazywać na stosowanie przemocy wobec małoletniej lub że odebrano jej życie.

Matka Kariny Anna ps. “Andzia” znana była z organizowania głośnych imprez, obracała się w środowisku narkomanów. Handlowała narkotykami i nazywano ją “szefową” wśród dilerów, z którymi współpracowała. Jej mąż Marcin prawdopodobnie także był uzależniony i sprowadzał do domu innych uzależnionych od substancji psychoaktywnych ludzi. Z biegiem czasu w jej życiu pojawił się Paweł, który został jej konkubentem oraz partnerem biznesowym. Zapewniał jej ochronę. Być może ich działalność zwróciła uwagę starego mokotowskiego gangu, który obawiał się przejęcia przez “Andzię” i “Świra” procederu narkotykowego. Pojawiło się także kilka teorii dotyczących zabójstwa, m.in. porachunki na tle osobistym, a może i finansowym. Zbrodnia sama w sobie przypominała egzekucję.

W 2004 roku prokuratura umorzyła śledztwo ze względu na brak dowodów.

Karina Surmacz – kim był jej biologiczny ojciec?

Policjantom udało się dotrzeć do Marcina – ojca Kariny. Okazało się, że półtora roku wcześniej wyrzucono go z własnego mieszkania, w którym znaleziono zwłoki. Powodem miało być uzależnienie oraz podkradanie narkotyków Annie. Marcin zeznał, że pierwszy dzień świąt spędził w piwnicy z kolegą. W dzień zabójstwa kobiety i jej partnera udał się na dworzec po narkotyki oraz do noclegowni, lecz nie było wolnych miejsc. Ostatni raz Karinę widział dzień przed Wigilią.

Pojawiły się również spekulacje co do prawdziwego ojca Kariny. Mówiono, że jest nim niejaki Krzysiek, który handlował narkotykami i przyjaźnił się ze “Świętym”. Prawdopodobnie Rafał spotkał się z nim prosząc go o namiary na pasera, który zmieniał ludziom tożsamość. Osoba powiązana z grupą pruszkowską udzieliła informacji, że Krzysiek zniknął niedługo po zaginięciu Kariny oraz Rafała.

Karina Surmacz – co się stało?

Funkcjonariusze są pewni, że “Święty” nie byłby w stanie zrobić krzywdy Karinie, ale też nie miał możliwości aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Istnieje teoria, że “Święty” uciekł razem z dziewczynką i Krzyśkiem, albo ukrył ją, by nie stała jej się krzywda, a sam udał się do gangu mokotowskiego prosząc o pieniądze i został zabity.

Iza, znajoma Rafała, mówiła, że mężczyzna kochał swoją córkę chrzestną jak własną. Dziewczynka również traktowała go dobrze. Niejednokrotnie pomagał on matce Kariny.

Konkubent “Andzi” natomiast nie znosił małej. Powodem miały być częste wizyty “Świętego”, a także zabieranie małoletniej do swojego domu. Warto dodać, że Rafał sam miał córkę Karolinę, która była rówieśniczką Kariny. W opinii Izy zaginiona dziewczynka zachowywała się jak osoba dorosła, tylko niewiele mówiła, była bardzo zamknięta w sobie.

Przypomnijmy, że Karina w dniu zaginięcia miała 140 cm wzrostu, długie blond włosy i brązowe oczy. Jeśli żyje, jest dorosłą, 27-letnią kobietą.

Źródła:

  1. https://tvn24.pl/premium/warszawa-karina-surmacz-policjanci-wciaz-szukaja-siedmioletniej-dziewczynki-ktora-zaginela-po-zabojstwie-jej-matki-5158456
  2. https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,29299650,karina-surmacz-zaginela-w-wieku-7-lat-dziecko-gangu-moglo.amp
  3. https://parenting.pl/mowia-ze-jest-najmlodsza-ofiara-porachunkow-gangsterskich-karina-zaginela-w-wieku-7-lat?amp=1

Autor: Jagoda Wiśniewska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: https://mokotow.policja.gov.pl/r2/aktualnosci/4203,Poszukujemy-zaginionej-Kariny-Surmacz.html

8 grudnia 2010 roku, Służewo, Pole koło Aleksandrowa Kujawskiego - malutka wieś licząca zaledwie 100 mieszkańców. Czternastoletnia Ewelina Skwara wsiada w śnieżny poranek na swój czerwony składak i wyrusza w drogę do szkoły. Do przejechania ma około 2 km. Nigdy jednak do szkoły nie dociera. Jedna z mieszkanek wsi przypadkiem odnajduje przy drodze jej porzucony rower, jednak po dziewczynce nie ma śladu.

Co się stało z Eweliną?

Rower Eweliny odnajduje pani Mariola, szkolna kucharka, która jadąc samochodem do pracy zatrzymuje się, ponieważ zauważa leżący czerwony składak tarasujący prawy pas jezdni. Podróżujący z kobietą syn szybko orientuje się, że to rower Eweliny, mieszkającej zaledwie 500 metrów od miejsca zdarzenia. Pani Mariola od razu powiadamia rodziców dziewczynki o wypadku. Wszyscy są przekonani, że Ewelina została zabrana do szpitala, ponieważ chwilę wcześniej we wsi było słychać odgłos karetki pogotowia. Okazuje się jednak, że ani w tej placówce, ani w żadnej okolicznej, nikt nie wie o potrąconej nastolatce. Policja zakłada, że ktoś potrącił dziewczynę i bojąc się konsekwencji wywiózł gdzieś ciało.

Przebieg poszukiwań

Zrozpaczeni rodzice rozpoczynają poszukiwania swojej córki. Przy pomocy lokalnych mediów rozpowszechniana jest informacja o zaginięciu Eweliny wraz z jej rysopisem. Do akcji poszukiwawczej poza policją włącza się straż pożarna, wojsko, straż leśna oraz ochotnicy - w pewnym momencie Eweliny szuka około 200 osób. Przeszukiwane są okoliczne lasy, łąki, teren wojskowy - w sumie ponad 600 hektarów terenu. Przesłuchiwane jest kilkanaście osób, rozpytane kilkadziesiąt rodzin, w akcję zaangażowany jest też jasnowidz. Na miejscu działa helikopter z kamerą termowizyjną. Niestety te działania nie przynoszą rezultatu – Ewelina jakby rozpłynęła się w powietrzu. Poszukiwania zdecydowanie utrudnia trwająca od dłuższego czasu śnieżyca, która zaciera wszystkie ślady.

Po kilku dniach mama Eweliny przypomina sobie, że parę miesięcy wcześniej córka żaliła się rodzinie, że boi się jeździć do szkoły, bo ma wrażenie, że ktoś ją śledzi. Widywała ciągle mężczyznę w białym samochodzie. Rodzice w związku z tym poprosili braci Eweliny o eskortę córki do szkoły przez jakiś czas, chłopcy nie zauważyli jednak niczego podejrzanego i po jakimś czasie Ewelina znów przemierzała drogę do i ze szkoły sama.

Przełom w sprawie

Poszukiwania z dnia na dzień słabną na intensywności, jednak rodzina i ochotnicy dalej nieustannie szukają dziewczynki. 4 stycznia 2011 roku, w lesie pod wsią Chlewiska, niedaleko Dąbrowy Biskupiej, około 20 kilometrów od Służewa, leśniczy wyznacza drzewa pod wycinkę. Jego uwagę przykuwa drapieżny ptak, który przysiadł na ziemi i ewidentnie coś spożywa. Leśniczy podchodzi bliżej ptaka i zauważa leżące zwłoki w stanie znacznego rozkładu, uniemożliwiającego już identyfikację. Obok zwłok leży plecak, w którym są zeszyty i książki należące do Eweliny oraz kurtka w kratkę, którą miała na sobie w dniu zaginięcia. Badania DNA potwierdzają, że ciało należy do Eweliny Skwary.

Policja, próbując rozwiązać zagadkę zabójstwa dziewczyny, wraca do chwil zaraz po zaginięciu Eweliny i natrafia na trop - kilka dni po jej zaginięciu rodzina Jacka Urbańskiego, dwudziestosześciolatka pochodzącego ze wsi Koszczały, oddalonej od Służewa o około 20 kilometrów, zgłosiła również jego zaginięcie. Mężczyzna zniknął, a do swojego kolegi wysłał SMSa, że został porwany, o czym kolega również poinformował policję. Tego samego dnia, w okolicach starej bazy MPK we Włocławku, znaleziono spalony samochód, a obok jego właściciela, Jacka Urbańskiego. Mężczyzna twierdził, że został porwany przez mafię, która woziła go w bagażniku i porzuciła go właśnie tutaj. Policjanci wiążą tą sprawę ze sprawą Eweliny, bowiem samochód Urbańskiego to biały Peugeot, prawdopodobnie ten sam, który widywała Ewelina parę miesięcy wcześniej.

"Nie planowałem tego; po prostu się stało"

Mężczyzna, przez sąsiadów uznawany za “spokojnego i bardzo pobożnego człowieka”, a przez kolegów podejrzewany o pociąg do dziewczynek, przyznaje się na przesłuchaniu do zgwałcenia i zabójstwa Eweliny. Całą zbrodnię zaplanował wcześniej - obserwował dziewczynę, wiedział, o której i w jaki sposób przemieszcza się do szkoły, potrącił ją z premedytacją - w miejscu, w którym nie było akurat zabudowań. Po tym, jak Ewelina wpadła w zaspę, Urbański wybiegł z samochodu, uderzył ją i wciągnął ją do środka. Następnie wywiózł ją do lasu i straszył nożem; groził, że poderżnie jej gardło jak będzie głośno. Kazał się dziewczynie rozebrać i gwałcił ją. Jak mówi na sali sądowej - “podniecał go jej krzyk i płacz”. Następnie zadał jej kilka ciosów scyzorykiem w serce i poderżnął jej gardło, czym doprowadził do jej śmierci. Zeznaje również: “Udusiłem ją przez pomyłkę, a potem poderżnąłem jej gardło. Zabić jej nie chciałem. Naprawdę tego nie planowałem. Po prostu się stało”.

19 marca 2012 roku sąd skazuje go na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 35 latach.

Iskierka, jak mówi o niej mama, zgasła 2 dni po swoich czternastych urodzinach, w czternastą rocznicę śmierci swojej siostry bliźniaczki. W Chlewiskach, miejscowości, gdzie znaleziono jej ciało, stoi dwutonowy głaz upamiętniający jej śmierć.

Źródła:

https://niepospolitastudencka.blogspot.com/2012/05/jak-zginea-ewelina-skwara-kim-by.html?m=1

https://to.com.pl/ewelina-skwara-zatrzymany-mezczyzna-przyznal-sie-do-zamordowania-dziewczyny-zdjecia-i-wideo/ar/6360246

https://www.se.pl/torun/celowo-potracil-14-letnia-eweline-pozniej-zgotowal-dziecku-koszmar-wywiozl-do-lasu-zgwalcil-i-zabil-aa-hnWV-r49Z-dUAf.html

https://www.newsweek.pl/polska/ewelina-skwara-zabojstwo-ewelina-skwara/c6rh1fg

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-zabojca-14-letniej-eweliny-skazany-na-dozywocie,nId,59341

https://youtu.be/vzE83MuqrOc?si=Cb63OaL3of1yoGQj

https://youtu.be/o8FtzOHqswc?si=FXeuYsCvqzkNBEbK

https://detektywonline.pl/ewelina-skwara-ostatnia-droga-do-szkoly/

Autorka: Karolina Seremet, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

18 lat… Tyle czasu pani Marianna szuka swojej córki. Jej koleżanki odchowały już dawno dzieci, inne spełniają się w roli babci, ona zaś całą swoją uwagę skupia na poznaniu prawdy.

Co się stało z Justyną Kanicką?

Jest 13 stycznia 2006 roku. Krótko po 19:00 Justyna żegna się z mamą i wychodzi. Nim 24-latka zamyka ostatni raz drzwi od domu przy ulicy Topolowej w Kamieniu Pomorskim, woła do mamy: „tylko nie patrz w okno”.

Pani Mariana miała w zwyczaju odprowadzać wzrokiem opuszczające dom dzieci. Tym razem postąpiła zgodnie z życzeniem córki, czego żałować będzie po dziś dzień.

Po latach, analizując całą sytuację, widzimy, że zachowanie Justyny było niecodzienne. W zgiełku dnia nie mamy jednak czasu na takie rozmyślania; refleksja przychodzi później.

Justyna Kanicka, rozmawiając feralnego wieczoru z mamą, powiedziała, że jedzie do szkoły

Młoda kobieta studiowała w Szczecinie. Zjazdy odbywały się w weekendy, a 13. wypadał w piątek. Poinformowała mamę, że zamierza zatrzymać się u koleżanki - nigdy wcześniej tego nie robiła, zawsze wracała na noc. Pani Marianna przyjęła do wiadomości informację od córki, mimo, że budziła pewne zdziwienie.

Justyna przed blokiem spotkała sąsiadkę - kobiety wymieniły kilka grzecznościowych zwrotów. Kanicka powiedziała, iż spieszy się na autobus do Szczecina, po czym się pożegnała. Sąsiadka była jednak zaskoczona - o tamtej porze żaden transport publiczny nie jechał już w tamtym kierunku.

Nikt od tego czasu nie miał kontaktu z Justyną, przez nikogo kobieta nie była już też więcej widziana. Była osobą spokojną, skrytą i życzliwą; wolny czas spędzała głównie w domu. Justyna otaczała się wąskim gronem znajomych, w znacznej mierze to kobiety - kuzynki i kilka koleżanek.

Młoda kobieta miała pewien kompleks, który wpływał na jej samoocenę

Prawa noga Justyny była nieznacznie krótsza. Wspominała bliskim, że chciałaby poddać się operacji. Wiedziały o tym koleżanki, jak i krewni, można zatem wnioskować, że była to dla Justyny istotna kwestia.

Od jakiegoś czasu 24-latka spotykała się z mężczyzną. Był to dla Justyny pierwszy w życiu poważny związek. Stanowczo mniej ze swojej strony dawał jednak młody mężczyzna...

Justyna Kanicka nie była jedyną kobietą, z którą był w bliskiej relacji Rafał

Oficjalnie miał dziewczynę, z Kanicką spotykał się w tajemnicy - zazwyczaj w jej domu. Rodzice i przyjaciółki zdawali sobie sprawę, że mężczyzna wykorzystywał naiwność Justyny, kobieta jednak nie potrafiła - lub nie chciała - zakończyć tej znajomości.

14 stycznia w sobotę brat Justyny otrzymał z jej numeru wiadomość SMS. Dziś nie jest w stanie sobie przypomnieć, jak dokładnie brzmiała, wiadomość była jednak na tyle niepokojąca, że 22-latek wyszedł ze studniówki, na której przebywał jako osoba towarzysząca.

Mariusz szukał Justyny, dzwonił do niej - jednak bez rezultatu

Po kilku godzinach wraca na imprezę. Dwa dni po opuszczeniu przez Justynę domu, w mieszkaniu Kanickich zjawia się Rafał. Twierdzi, że ma sprawę do Mariusza. Ponoć chce oddać chłopakowi jakiś katalog, spędza chwilę w pokoju Mariusza.

– Pożyczył go bardzo dawno, nie potrzebowałem go, zaskoczyła mnie ta wizyta – relacjonował Mariusz.

Kolejną osobą, która dostaje wiadomość z telefonu Justyny jest jej przyjaciółka

Panie poznały się na szkoleniu, obie pracowały w banku Skok - jedna w Szczecinie, zaś druga w Kamieniu Pomorskim. Szczecinianka otrzymała wiadomość o treści: "wyjeżdżam jak najdalej stąd". Kobietę zaniepokoił sposób pisania smsa, brakowało dużych liter oraz odstępów między wyrazami - Justyna zawsze pisała poprawnie. Przyjaciółka zadzwoniła na numer stacjonarny państwa Kanickich zaledwie kilka minut po wyjściu Rafała. Połączenie odbiera pani Marianna. Przekazane jej przez koleżankę informacje budzą niepokój w Pani Kanickiej. Justyna nie pojawiła się na zajęciach w szkole, nie była też umówiona z koleżanką na nocowanie.

We wtorek 17 stycznia na miejscowym komisariacie policji zjawia się mężczyzna

Ów człowiek twierdzi, iż jest dyrektorem banku Skok. Chce zgłosić, że z kasy zginęły pieniądze.

Krótko po wizycie mężczyzny, na komisariat docierają państwo Kaniccy. Małżeństwo chce zgłosić zaginięcie córki. Funkcjonariusze policji ustalają, że Justyna w dniach poprzedzających zaginięcie zaciągnęła kilka pożyczek w bankach oraz zabrała z miejsca pracy sumę 13 549,18 zł. Łączna suma, jaką dysponowała Justyna w chwili zaginięcia, wynosiła około 32 tysiące. Policja bardzo szybko wyciąga wnioski, Justyna przywłaszczyła pieniądze i uciekła, co potwierdzają wiadomości wysłane z jej telefonu.

Z narracją policji nie zgadza się rodzina zaginionej. Pani Marianna wielokrotnie prosi policję o podjęcie działań. Kobieta chce, aby sprawdzono monitoring na pobliskiej stacji paliw, gdzie Justyna spotykała się z Rafałem; chce również, aby sprawdzono auta mężczyzny, które zostały wystawione na sprzedaż.

Sprawa przez kilka lat stała w miejscu

Śledczy nie podzielali podejrzeń rodziny co do Rafała. Wszelkie wnioski rodziny był blokowane twierdzeniem, że młoda kobieta przywłaszczyła pieniądze i uciekła.

Prawie dwa lata po zaginięciu Justyny, rodzice składają do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Odpowiedź jest odmowna. Pani Marianna nie daje za wygraną, walczy o córkę, pisze wiele listów z prośbą o pomoc i interwencję. Adresatami są między innymi Zbigniew Ziobro, Rzecznik Praw Obywatelskich, Prokuratura Generalna oraz ówczesny prezydent, Lech Kaczyński. To właśnie ten ostatni interweniuje w sprawie i dzięki jego działaniom zaginięciem Justyny zajmuje się Szczecińskie Archiwum X.

Udaje się zabezpieczyć jeden z samochodów należących do Rafała

Znalezione w nim zostają ślady krwi, jednak nie można ustalić, do kogo należała. Śledczy odzyskali również telefon Justyny. Z zebranych informacji udaje się określić, że w dniu zaginięcia Justyna, po opuszczeniu domu, dzwoniła z budki telefonicznej przy ulicy Szczecińskiej na swój numer telefonu, w którego posiadaniu w tym czasie był Rafał.

Mężczyzna został przesłuchany 5 lat po zaginięciu Justyny

W toku przesłuchania twierdził, że nie znał Justyny, innym razem umniejszał relacji, jaka ich łączyła. Narracja Rafała zmieniała się za każdym razem, gdy rozmawiał ze śledczymi. Mężczyźnie zaproponowano badanie wariografem, jednak ten nigdy na nie nie dotarł.

Śledczy na początku maja 2011 r. wzywają Rafała. Ponownie chcą przeprowadzić badanie wariografem. Ten nie przychodzi, pojawia się dopiero pod koniec miesiąca i odmawia rozmowy.

Zostają wytypowane miejsca, gdzie Rafał mógł pozbyć się ciała Justyny.

W ostatnich miesiącach prowadzono tam prace poszukiwawcze, w których czynny udział brały wolontariuszki Fundacji Zaginieni

Z zebranych informacji wynika, iż podejrzewany przez bliskich kobiety Rafał zjawił się w Kamieniu Pomorskim, kiedy rozpoczęto prace poszukiwawcze. Spędził w mieście kilka dni.

Zmowa milczenia, która tej sprawie towarzyszyła przez wiele lat, pęka. Pojawiają się świadkowie, a osoby, które jeszcze kilka lat temu milczały, nabierają odwagi.

Rodzina Justyny nie ma złudzeń, że uda się ją odnaleźć żywą. W 2018 roku kobieta została uznana za zmarłą.

Dlaczego Justyna Kanicka zniknęła?

Hipotez jest kilka: pieniądze, niechciana ciąża, przypadek.

Kobieta, która była oficjalną partnerką Rafała, zakończyła związek kilka dni przed zaginięciem Justyny. Rafał jej mieszkanie opuścił 12 stycznia 2006 roku; noc między 12 a 13 stycznia spędził w hotelu. Zaś już 14 stycznia zjawił się w domu innej kobiety, pytając, czy może się u niej zatrzymać. Z jej relacji wynika, że był przemoczony i miał wysoką temperaturę. Kobieta daje mu alibi na noc zaginięcia Justyny i twierdzi, że przez dwa tygodnie nie opuszczał jej domu.

Jest to niezgodne z prawdą. Rafał dwa dni po zaginięciu Justyny zjawił się w jej rodzinnym domu. Mało tego, znajoma wyżej wspomnianej bywała u niej po zaginięciu Justyny. Nie widziała tam Rafała.

Była partnerka mężczyzny wspomina pewną sytuację. Już po zaginięciu Justyny Rafał zjawił się w jej domu, wymachując plikiem banknotów i domagając się, aby kobieta pozwoliła mu wrócić. Ta jednak była nieugięta. Kilka miesięcy później Rafał stanął przed jej autem i wyciągnął broń. Ta sytuacja powtórzyła się dwukrotnie. Zwieńczeniem jego działań było podpalenie kobiecie auta.

Justyna Kanicka wspominała jednej z koleżanek, że ma już dość Rafała

Powoli zaczynało do niej docierać, że on nie traktuje jej poważnie. Brał od niej pieniądze na wszystko: paliwo, doładowanie telefonu, jedzenie i rozrywkę. Na tym tle dochodziło do nieporozumień między panią Marianną a Justyną. Mama nie rozumiała, jak młoda kobieta, która nie dokłada się do utrzymania domu i nie płaci czesnego za studia, nie ma pieniędzy, mimo stałej pracy.

Dla rodziców było jasne, że Rafał traktuje ich córkę jak źródło dochodu. Justyna przy okazji wyżej wspomnianej rozmowy z koleżanką wspomniała również o agresywnym zachowaniu mężczyzny. Twierdziła, że ją poddusza i wykręca jej ręce. Może gdyby 24-latka wiedziała, że ówczesna partnerka Rafała była traktowana przez niego w podobny sposób, zakończyłaby tę relację wcześniej.

Rafał doskonale manipulował kobietami. Wymyślał choroby, długi u niebezpiecznych ludzi, tylko po to, by wyłudzić pieniądze. Często były to duże sumy. Jedna z jego byłych partnerek wspomniała, iż bawił go jej strach wywołany jego zachowaniem. Padały również słowa: “skończysz jak Kanicka na Cygańskich Stawkach”.

Bliscy Justyny zasługują na prawdę. Justyna Kanicka zasługuje na sprawiedliwość

W ubiegłym roku pani Marianna tak zwróciła się do osób, które mają wiedzę, co spotkało jej córkę:

„Zwracam się z apelem do wszystkich ludzi o pomoc, a w szczególności do tych, co wiedzą i milczą już 17 lat, zwracam się do Waszego sumienia jak matka do matki, jak rodzic do rodzica.

Gdzie jesteś Justyna, daj nam choć drobną wskazówkę – właśnie tymi słowami często proszę Justynę o pomoc w odnalezieniu jej ciała – tak, odnalezieniu jej ciała, abyśmy mogli przeżyć żałobę, mieć miejsce pochówku, miejsce, gdzie można ukoić swój ból i cierpienie po tylu latach.

Jeśli ktokolwiek może nam pomóc, jeśli ktoś przez tyle lat wie, co stało się tej piątkowej nocy z Justyną, niech przerwie milczenie.”

Jeśli posiadasz informacje na temat tego zdarzenia, skontaktuj się z Fundacją Zaginieni przez aplikację Messenger. Możesz też skontaktować się bezpośrednio z Zespołem Przestępstw Niewykrytych przy ul. Kaszubskiej 35 w Szczecinie lub telefonicznie pod numerem telefonu: 47 78 11 833.

Źródła:

Autor: Marcelina Biała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: archiwum prywatne państwa Kanickich

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down