Czy zastanawiałaś/eś się kiedykolwiek, jak rozkłada się ciało człowieka w różnych środowiskach, warunkach? Jakie są etapy i fazy rozkładu ciała człowieka?
Przeważnie, na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Gdy umiera człowiek ustają wszystkie funkcje życiowe, wówczas ciało, narządy zaczynają się rozkładać.
Uwidacznia się ona już chwilę po śmierci. Dzieję się tak, ponieważ serce przestaje bić, ustępuje krążenie, a krew w wyniku grawitacji spływa do najniżej umiejscowionych organów. Bladość pośmiertna może być wskazówką dla biegłych z medycyny sądowej, ponieważ jeśli zgon jest rezultatem gwałtownego, intensywnego zatrucia tlenkiem węgla (czad), ciało za wyjątkiem plam opadowych nie blednie lecz ma różowe zabarwienie.
Zgodnie z zasadą stygnięcia według Newtona, temperatura ciała sukcesywnie dostosowuje się do temperatury otoczenia. Temperatura u denata spada około 1°C na godzinę (od 0,5 do 1,5) w 6 godzin po zgonie. Ciało zmarłego wyziębia się definitywnie po około 5 godzinach, a odsłonięte części ciała o wiele szybciej, bowiem już po 2 godzinach od zgonu. Na oziębianie się zwłok mają wpływ takie czynniki jak:
Oznacza to, że kilka godzin po śmierci następuje faza kurczenia się mięśni, do 5 godzin od zgonu kurczą się drobne mięśnie, natomiast 12 do 24 godzin następuje całkowite stężenie. Ekspert od zgonów informuje, iż stężenie pośmiertne może, także wystąpić o wiele wcześniej, bądź nie wystąpić w ogóle w sytuacji gdy ktoś utonął w zimnej wodzie. Stężenie pośmiertne może nie wystąpić również u osób starszych ze względu na zanik mięśni, ale także u małych dzieci, ponieważ mięśnie jescze się nie wykształciły. Gdy przed śmiercią występowała duża aktwyność fizyczna lub silne emocje występuje natychmiast, tzw. stężenie kataleptyczne, które utrwala pozycje zmarłego. Jest to charakterystyczny rodzaj skurczu mięśni i trwa do chwili wyewoluowania się stężenia pośmiertnego, z tego też powodu bardzo często stężenie kataleptyczne jest mylone ze stężeniem pośmiertnym. Temperatura przy stężeniu pośmiertnym również ogdrywa swoją rolę, gdy jest ona wysoka stężenie następuje o wiele szybciej, ale też prędzej ono ustępuje. Gdy temperatura jest niższa niż 5 °C stężenie prawdopodobnie nie ustanie przez kilka tygodni.
Powstają one na skutek przemieszczania się krwi do najniżej położonych części ciała, mogą utworzyć się nawet po 20-30 minutach od zgonu, nie mniej jednak do całkowitego wykształcenia się potrzebują 4-6 godzin. Plamy mogą być koloru ciemnoczerwonego po sine, uwidaczniają się na całym ciele. W chwili gdy serce przestaje bić, nie pompuje już tlenu. Zatrzymuje się również krążenie a krwinki czerwone przemieszczają się do najniżej położonych części ciała. Jeśli denat leży na plecach, plamy pojawiają się na plecach, na udach oraz na łydkach. Plamy opadowe, nie pojawiają się jednak w miejscu ucisku. Oznacza to, że zmarły leżący na plecach nie będzie miał plam opadowych w tych miejscach, w których plecy dociskały do podłoża, ale też nie będzie ich na łydkach czy też udach, gdyż te części ciała dociśnięte są w takiej pozycji do podłoża. Plamy opadowe mogą się także przemieszczać, np. przy zmianie pozycji denata. Po 6 godzinach od śmierci plamy opadowe mogą się przemieszczać już tylko częściowo, natomiast po 10 -12 h lub więcej, plamy utrwalają się.
Przyczyną gnicia ciała są wszelkie kwasy, płyny ustrojowe występujące u człowieka, komórki zaczynają się rozpadać. W ciele zmarłego człowieka kumulują się gazy, na wskutek czego denat puchnie. Jednocześnie wytwarza się tzw. trupi jad oraz skatol, czyli substancja o silnym, odrażającym zapachu (fekaliów), co zwabia owady np. muchy.
Według antropologa Daniela Wescotta, standardowo ciało, które pochowane zostało w trumnie rozkłada się w ciągu roku, zupełny rozkład może trwać nawet dziesięć lat. Wtedy pozostaje tylko i wyłącznie szkielet ludzki.
Zdaniem Nicholasa Passalacqua zwłoki, które zostały pochowane bez trumny, nie są w żaden sposób zabezpieczone przed insektami zazwyczaj rozkładają się w przeciągu 5 lat. Do szybszego rozkładu ciała przyczynia się, także kwaśna gleba.
Badaniami nad rozkładem zwłok zajmują się naukowcy w największej placówce na całym świecie w Knoxville. Ośrodek ten należy do University of Tennessee, potocznie nazywany jest trupią farmą. Farma ta została założona w roku 1971 przez patologa sądowego Billa Bassa, który zauważył brak wiedzy w tejże tematyce. Mężczyzna swoje badania rozpoczął mając fragment ziemi i jedno ciało. Obecnie jest w posiadaniu całego hektaru, a ponad 200 osób zaobowiązało się do przeznaczenia swojego ciała po śmierci do jego dyspozycji.
Antropolodzy sądowi badają, jak rozkładają się w różnych środowiskach zwłoki. W związku z tym zakopują je, pozostawiają na nawierzchni, w wodzie, we wrakach itd., uwzględniając warunki atmosferyczne, odmianę gleby, wilgoć.
Ciało umieszczono w starym baraku, tam pozostawiano zwłoki do samodzielnego rozkładu, proces ten obserwowano. Oględziny rozkładu zwłok głównie mają na celu zbadanie faz, etapów, czasu rozkładu oraz działanie owadów i konsekwencji ich aktywności na zwłokach. Tego typu placówek powstało wiele, w USA, Zachodniej Karolinie, Teksasie (dwie lokalizacje), Południowym Illinois, Kolorado i Południowej Florydzie. Okoliczni mieszkańcy nie są jednak zadowoleni z działalności ośrodków, ze względu na fetor, potencjalne zakażenie wody gruntowej, a także widok rozkładających się ciał. Trupie farmy w znacznym stopniu przyczyniły się do szczegółowego określenia czasu zgonu, istotności warunków atmosferycznych, odzieży, obecności wody, na rozkładające się zwłoki.
Naukowcy spostrzegli, że ciała pozostawione na terenie otwartym, z dostępem do powietrza "poruszają się", nie dlatego, że powróciły funkcje życiowe, człowiek ożył – jak kiedyś myślano – lecz na wskutek aktywności zwierząt. Zwłoki rozkładające się na ziemi sprawiają, że otaczająca ją roślinność niknie, pojawia się ciemny ślad, jednakże po czasie wyrasta ponownie i jest zdecydowanie bardziej rozrośnięta.
Trupie farmy pomocne są również w dociekaniu tożsamości odnalezionych ciał. Opierając się na szczątkach osób umiejscowionych na trupich farmach tworzy się rekonstrukcje twarzy zgodnie z czaszką denata, co może być pomocne w identyfikacji tychże zwłok.
Ciała, które docierały do antropologa z Kansas znacznie różniły się od tych z Tennessee, a mianowicie zwłoki z Kansas zazwyczaj były czyste, poblakłe od słońca, natomiast te z Tennessee były zgniłe, a w nich wylęgało się wszelkiego rodzaju robactwo. Dzieje się tak ze względu na położenie terenu oraz populację. Kansas ma dwukrotnie większy obszar, aniżeli Tennessee, bo aż ponad 212 000 kilometrów kwadratowych. Mimo to prawdopodobieństwo odnalezienia świeżych zwłok w Kansas są czterokrotnie mniejsze niż w Tennessee. W Kansas ze względu na nader suche warunki atmosferyczne, ciała bardzo często są zmumifikowane, oznacza to, że ciało obkurcza się, a następnie ulega przesuszeniu. W Tennessee panuje wilgotny klimat, zwłoki rozkładają się a to są warunki, które sprzyjają robactwu – wilgoć i gnijące ciało.
Pierwsze obserwacje na "Trupich farmach" ukazały, że leżące, rozkładające się zwłoki i krew zwabiają bardzo szybko chmarę much tzw. plujek. Owady zasiadają na zwłokach, poszukują pożywienia oraz składają jaja. W ciepłe dni rozkład zachodzi o wiele szybciej, a więc owady równie szybko zagnieżdżają się w ciele. Do złożenia jednocześnie setek jaj potrzebna jest jedna samica, w przeciągu kilku godzin wykluwa się tysiące larw. Robactwo jednak nie lubi słońca, a więc gdy zwłoki znajdują się np. w lesie, parku - ukrywają się pod skórą zmarłego.
Opisy badanych przypadków w książce pt. Trupia Farma są dosyć drastyczne, dlatego też zamieszczam ogólne informacje, książkę tę oczywiście serdecznie polecam.
Wyniki badań ukazują również, że zwłoki, które zostały pochowane głęboko, rozkładały się ośmiokrotnie dłużej aniżeli te, które spoczywały na powierzchni. Ciała otyłe przeistaczały się w szkielety o wiele żwawiej, ponieważ ich masa była pożywieniem dla wszelkiego rodzaju robactwa. Antropolodzy analizowali również każdego dnia utratę wagi, u niezwykle otyłego mężczyzny zarejestrowano utratę aż 18 kg w przeciągu 24h.
Rozkład zwłok na otwartej powierzchni następuje szybko z powodu pojawiających się insektów, które są zwabiane "trupim jadem". Muchy składają na ciele jaja, aby larwy mogły żywić się martwym ciałem. Insekty te potrafią w przeciągu miesiąca pozbawić tkanek miękkich zmarłego. Bardzo często zdarza się też tak, że zwłoki są nadjedzone przez zwierzęta, najczęściej odrywają one dłonie i stopy, gdyż jest to o wiele łatwiejsze do przegryzienia i zabrania ze sobą, bądź odłożenia na bok.
W środowisku suchym, ciało denata przesusza się przed rozkładem, a w następnej kolejności mumifikuje się, oznacza to, że ciało człowieka podlega pełnemu strupieszeniu szacunkowo po roku od śmierci, natomiast tkanki łączne np. chrząstki, więzadła, części ścięgien od 2 do 4 lat. Szybciej przeistaczają się jednak zwłoki dzieci ze względu na na małą powierzchnię ciała.
Ciało nie ulega, także całkowitemu rozkładowi na terenach, gdzie temperatura jest bardzo niska. Wtedy po prostu się zamraża, rozkład więc jest bardzo opóźniony.
W środowisku wilgotnym, w miejscach gdzie jest słaby dostęp do tlenu, może dojść do przeobrażenia tłuszczowo-woskowego. Dzieje się tak w momencie gdy tłuszcze przeobrażają się w woski. Polega to na przekształceniu się tkanki tłuszczowej w żółto-brunatne substancje tłuszczowo-woskowe. Zwłoki po takiej przemianie pozostawiają zazwyczaj dostatecznie dobre kształty, dostrzegalne są rysy twarzy. Skóra w przypadku przemiany tłuszczowo-woskowej jest koloru szaro-białego lub brudno-żółtego, a wysychając staje się krucha.
Zwłoki znajdujące się w torfowiskach, po części się konserwują, mogą zachować się w stanie bardzo dobrym bądź pozostać może sama skóra. W torfowiskach występują kwaśne wody, niskie temperatury oraz brak dostępu do powietrza. Dzięki temu ciało może pozostać niezmienione, jednakże to również przyczynia się do znacznego pociemnienia skóry. Zazwyczaj kości, w porównaniu do skóry, są w bardzo złym stanie. Dzieje się tak, ponieważ kwasy znajdujące się w bagnach rozpuszczają fosforan wapnia, występujący w kościach ludzkich. Torfowiska wysokie konserwują zwłoki, natomiast torfowiska niskie, przejściowe przez dłuższy czas konserwują tkanki twarde, czyli kości.
Śmierć w następstwie utonięcia następuje szacunkowo po 3-5 minut. Na zmiany w budowie komórek, tkanek i narządów ma wpływ temperatura wody, a także czas pobytu ciała pod wodą. Wyższa temperatura wody sprawia, że zwłoki rozkładają się szybciej, aniżeli w niskiej temperaturze. U osób przebywających w wodzie już po 2-3 godzinach występuje tzw. skóra praczek. Na jej rozwój mają wpływ takie czynniki, jak stopień nawilżenia skóry i jej grubość.
Zwłoki przebywające w wodzie, szczególnie w niskich temperaturach, rozkładają się zdecydowanie wolniej. Po wyciągnięciu zwłok z wody, rozkład następuje dwukrotnie szybciej, aniżeli normalnie. Zwłoki znajdujące się w m. in. w środowisku wodnym są w stanie utrwalić się na bardzo długi czas w dobrym stanie, ponieważ ciało te nie jest wyeksponowane na działanie destrukcyjnych czynników zewnętrznych, tj. wiatr czy też temperatura.
Zwłoki, które sytuują się w w wodzie bardzo często przyjmują charakterystyczną pozycję. Najczęściej głowa skierowana jest w stronę dna akwenu wodnego (ponieważ jest ona ciężka), pośladki zwrócone są ku górze a kończyny zwisają. Jeśli zwłoki nie przetransportują się nigdzie w akwenie, plamy opadowe mogą być widoczne na czole, łokciach bądź. Może być też tak, że ciało znajduje się w zbiorniku wodnym, w którym są silne prądy, konsekwencją tego jest przemieszczanie się zwłok na olbrzymie odległości, to natomiast prowadzi do tego, że kończyny oraz głowa mogą ponownie ulec pośmiertnym obrażeniom.
Jeśli temperatura wody jest niska plamy opadowe są w koloru malinowego, jasno czerwonego.
Sekcja zwłok ukazuje, że u osób, które utonęły występuje tzw. rozedma wodna płuc, która sprawia, że płuca zdecydowanie powiększają się. Jeśli przekrój płuc jest suchy oznacza to, że osoba utopiła się w wodzie słodkiej, a w momencie wytworzenia się w przekroju pienistej substancji – można domniemywać, iż osoba utonęła wodzie morskiej.
Aby ciało ludzkie uległo spaleniu potrzebna jest olbrzymia temperatura. Ciało płonie nadzwyczajnie dobrze i szybko, ponieważ w naszym organizmie zawarte są węgle oraz tłuszcz. Palący się człowiek przeobraża się w postawę tzw. bokserską. To znaczy, że w następstwie wysokiej temperatury woda wyparowuje a mięśnie, wraz ze ścięgnami, zmniejszają się, dłonie układają się w pięść, natomiast ręce układają się jak do gardy. Nogi zginają się stopniowo w kolanach, a plecy układają w łuk. Jeśli znalezione ciało nie jest takie jak opisałam wyżej, może oznaczać, że w czasie zgonu osoba była spętana. W przypadku gdy temperatura jest bardzo wysoka, kości ludzkie pękają, zostają odłamki.
Bibliografia:
Bass B., Jefferson J., Trupia Farma. Jak dzięki zmarłym naukowcy rozwiązują kryminalne zagadki?, tłum. J. Ochab, Kraków: 2021.
http://www.amsik.pl/archiwum/4_2008/4_08e.pdf
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2022/05/13/czym-sa-trupie-farmy/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cia%C5%82a_z_bagien
https://pl.wikipedia.org/wiki/Przeobra%C5%BCenie_t%C5%82uszczowo-woskowe
https://przystaneknauka.us.edu.pl/artykul/jak-dlugo-rozklada-sie-cialo
https://www.focus.pl/artykul/m10-booker-amerykanski-czolg-przyszlosci
https://www.kastelnik.pl/blog/na-czym-polega-proces-rozkladu-zwlok-7-faz-posmiertnych/
https://www.zesmiercianaty.pl/smierc/procesy-zachodzace-w-ciele-po-smierci-czesc-4/
Autor: Magdalena Wychowska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: unsplash.com
To słowa Alberta Bandury, który w latach sześćdziesiątych przeprowadził eksperyment pokazujący, że dzieci są w stanie naśladować osoby dorosłe, które biły lalkę Bobo. Małe dzieci robiły to samo, co kobieta, którą obserwowały – uderzały młotkiem w zabawkę. Czy były one złe? A może ich poziom agresji był ponad przeciętny?
W istocie nie chodzi o agresję, a o władzę, autorytet i konformizm. Dzieci biły lalkę dlatego, że wydawało im się, iż jest to dozwolone. Uważały, że skoro podstawiona kobieta może tak robić, nie występują żadne przeciwwskazania, że tak nie wolno. Dzieci miały od 37 do 69 miesięcy. Idąc za teorią moralności Kohlberga prawdopodobnie część z nich, gdyby była świadoma kary za ich zachowanie, nie biłaby lalki. Jest możliwe zrozumienie, że małe dzieci, niemające jeszcze sześciu lat, naśladowały dorosłą kobietę, skoro ich rozwój moralny był w powijakach, nie mieli dobrze rozwiniętej empatii i poznawczo nie potrafili postawić się w miejscu drugiej osoby, byli po prostu dziećmi.
O sprawie zrobiło się głośno, gdy odkryto zdjęcie, na których dobitnie były pokazane tortury i niemoralne zachowanie Amerykanów. Prawdopodobnie, gdyby nie zdjęcia, to sprawa nie wyszłaby na jaw. Podobne słowa wypowiedziała po latach jedna z żołnierek, skazana za torturowanie Irańczyków w więzieniu Abu Ghraib. Zapewne miała rację, bo przecież nie ma się w tym przypadku czymkolwiek chwalić. Dlaczego jednak żołnierze robili zdjęcia? Tak naprawdę oni sami nie wiedzą, czemu. Jednak zrobili je i stały się one dowodem na zbrodnię, która nigdy nie powinna mieć miejsca.
A w dniu, gdy Amerykanie przyjechali do Iraku na wojnę. Na początku rozmyślania nad przyczynami Abu Ghraib zwróćmy uwagę na czynniki środowiskowe. Po pierwsze, Irak to obcy kraj, nieznane miejsce, w którym żołnierze nie wiedzieli, jak się zachować. Obca ziemia, gdzie temperatury w lecie sięgają prawie 44 stopni. Samo więzienie było budynkiem, w którym warunki były skrajne: brud, zapach uryny, w ścianach ślady po bombardowaniu. Dodajmy do tego jeszcze strach przed więźniami, potencjalnymi terrorystami, mordercami, którzy mogą zrobić nam krzywdę. I po trzecie, brak zasad. Jeden z żołnierzy po latach zaznaczał, że gdy po raz pierwszy przyjechał do Iraku i siedząc na ciężarówce miał wypatrywać wroga, zapytał swoich kolegów, do kogo dokładnie ma strzelać, odpowiedziano mu, że do każdego, ponieważ każdy jest potencjalnym terrorystą. Nie ważne było, jak wygląda.
Warto pamiętać, że część osadzonych w więzieniu w Abu Ghraib to byli niewinni ludzie, którzy znaleźli się po prostu w złym miejscu i o złej porze. Jednak, dlaczego te czynniki mogły przyczynić się do późniejszych wydarzeń?
Frustracja to zespół przykrych emocji związanych z niemożliwością realizacji potrzeby lub osiągnięcia określonego celu. Złe warunki życia, niemożność osiągnięcia celu, jakim było przyznanie się więźniów do terroryzmu, wywoływały frustrację u żołnierzy. Zgodnie z teorią, mogły przyczynić się do zachowań agresywnych. Jednakże niejedynie z frustracją mamy do czynienia, próbując zrozumieć Abu Ghraib. Zgodnie z późniejszymi pracami Leonarda Berkowitza, nie tylko frustracja powoduje agresję, musi pojawić się także dostrzeżenie w sytuacji, sygnałów wywołujących zachowania agresywne. Czyli bodźce skojarzone z czynnikami wzbudzającymi gniew aktualnie lub w przeszłości. Własność takiego sygnału mogą mieć też obiekty mające jakiś związek z agresją w ogólności.
Amerykanie żyli w przeświadczeniu, że są oni bardzo niebezpieczni i mieli w pamięci wcześniejsze ataki terrorystyczne, takie jak na przykład jedenasty września. Jednakże tak samo ważne wydaje się samo zrozumienie, kim dokładniej dla żołnierzy mogli być więźniowie Abu Ghraib.
Otóż autor przyjął, że krzywdzenie innych osób jest spowodowane tym, że oprawca przestaje postrzegać go, jako człowieka, czyli go dehumanizuje (proces zanegowania człowieczeństwa drugiej osoby, czyli zmiany stosunków interpersonalnych, w wyniku, którego zaczyna się postrzegać drugiego człowieka, jako zwierzę lub przedmiot pozbawiony jakichkolwiek uczuć, afektów i emocji).
Sam ten proces występuje wraz z erozją empatii. Oznacza to, że zwykle, kiedy widzimy krzywdę drugiej osoby jesteśmy wstanie postawić się na jego miejscu, zrozumieć, co czuje, właśnie dzięki empatii, czyli zdolności człowieka do rozpoznawania myśli lub uczuć innej osoby oraz reagowania na jej uczucia odpowiednią emocją. U żołnierzy doszło do erozji empatii, przestali oni widzieć w więźniach ludzi, a zaczęli postrzegać ich jako przedmioty, środek do celu. Dla Amerykanów nie byli oni na tym samym poziomie, byli gorsi, niebezpieczni, nie godni traktowania, jak normalny człowiek, a przynajmniej tak się wydaje. Tortury, jakimi byli poddawani Irańczycy były haniebne i wiązały się ze złamaniem ich psychiki i nikt nigdy nie powinien być tak traktowany. Co więcej ciężko nam wyobrazić sobie, że można w taki sposób postępować z drugim człowiekiem.
Do erozji empatii dochodzi bardzo często, a nawet wiele osób nie zauważa, kiedy przestaje postrzegać drugiego człowieka jako równego sobie. Jednakże proces ten u Amerykanów pojawił się także w związku z tym, że opierali się oni na przyzwoleniu na takie zachowania. Pamiętajmy, że nikt z wyżej postawionych dowódców nie oponował, a wręcz zachęcali oni do tak okrutnych praktyk.
Żołnierz musi być posłuszny swoim przełożonym. W Polsce było to określone nawet w Dekrecie z dnia 26 czerwca 1945 roku, czyli w wojskowych przepisach dyscyplinarnych. Możemy z niego przytoczyć: Żołnierz polski winien być sprawiedliwy, wymagający, dbały o podwładnych, posłuszny wobec przełożonych, szanujący starszych i współobywateli, koleżeński dla równych sobie, rycerski wobec wroga. To tylko przykład tego jak bardzo posłuszeństwo jest wpisane w żołnierza. Mając na uwadze ten aspekt nie powinno dziwić to jak ważne jest spojrzenie przez ten pryzmat na Abu Ghraib.
W 1963, gdy opublikowano wyniki eksperymentu, który miał przejść do historii i przerazić część społeczeństwa. Stanley Miligram w swoim badaniu pokazał, że zwykły szary człowiek pod wpływem autorytetu, jakim w przypadku jego badania był Eksperymentator (aktor w kitlu lekarskim) będzie wstanie razić prądem drugiego człowieka. W przypadku Abu Grahib tym autorytetem byli dowódcy.
Biorąc to pod uwagę, trudno oczekiwać, że żołnierze mieliby oponować, wręcz przeciwnie – można nawet stwierdzić, że nie byliby wstanie. Wielu sprawców po latach przyznawało, że ze względów etycznych nie chcieli torturować więźniów, wiedzieli, że to, co robią jest moralnie złe, ale mieli nad sobą rozkazy, więc je wykonywali.
Dzięki nim jesteśmy wstanie pojąć, że pod wpływem autorytetu zwykły człowiek jest wstanie dopuścić się strasznych rzeczy. Dlatego można zrozumieć żołnierzy, którzy wykonywali rozkazy swojego dowódcy, autorytetu i nie potrafili się mu sprzeciwić. Należy pamiętać, że w wojsku panują zasady i dyscyplina, a na żołnierza nieprzestrzegającego ich można nałożyć karę. Może oni także obawiali się tego, że jeśli sprzeciwią się dowódcy, to zostaną w jakiś sposób ukarani? Tego niestety nie wiem, ale za to jesteśmy wstanie zauważyć, że ciężko wyjść przed szereg i powiedzieć otwarcie, iż coś jest złe, gdy wszyscy twoi koledzy tak nie uważają.
Sprawia to, iż ciężko jest spojrzeć na nich przychylniej, zwłaszcza gdy spostrzeżemy, że ostatecznie oskarżono 17 żołnierzy i oficerów, a jedenastu żołnierzy zostało oskarżonych o zaniedbanie obowiązków, maltretowanie, kwalifikowaną napaść i pobicie. Daje to nam dość dużą grupę ludzi, mężczyzn i kobiet.
Konformizm to zmiana zachowania na skutek rzeczywistego bądź wyobrażonego wpływu innych ludzi. Podporządkowanie się wartościom, poglądom, zasadom i normom postępowania obowiązującym w danej grupie społecznej. Można zgodzić się, że mając na uwadze definicję, żołnierze amerykańscy podlegali konformizmowi. Pamiętając warunki, jakie panowały w Iraku, specyficzność grupy, jaką są żołnierze, to wszystko mogło spotęgować zaistnienie konformizmu. Dodajmy do tego też relacje, jakie wytworzyły się w tej grupie osób mających wspólny cel, pochodzących z tego samego miejsca. Reasumując, możemy sobie wyobrażać, jak mało prawdopodobne było sprzeciwienie się torturom czy robieniu zdjęć, gdy jest to traktowane jako coś normatywnego, a wręcz potrzebnego. Co więcej z samym konformizmem spotykamy się, na co dzień.
Pod wpływem tego, że kilka osób odwróciło się w jedną stronę, reszta robiła to samo. Dlatego z perspektywy konformizmu do przewidzenia było, że żołnierze nie będą się sprzeciwiać, zwłaszcza gdy dodamy też posłuszeństwo autorytetowi-dowódcy, frustrację i nietraktowanie więźnia, jako człowieka. To wszystko daje nam pewien obraz żołnierza z Abu Ghraib, ale jednocześnie ważne wydaje się poruszenie jeszcze jednego zjawiska, jakiemu mogli podlegać Amerykanie.
Dysonans poznawczy to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. To właśnie tym zjawiskiem możemy tłumaczyć fakt tego, że żołnierze amerykańscy po latach podkreślali, że byli świadomi, że to, co robią jest nieetyczne i złe, a mimo tego i tak je wykonywali. Jednocześnie u tych młodych ludzi pojawiały się dwie siły, jedna była związana z ich moralnością, etyką, prawami i ta część mówiła im, że tortury są złe. Druga zaś mówiła o posłuszeństwie wobec dowódcy, dehumanizacji więźnia, ta część przyzwalała na tortury.
Poprzez przeformułowanie jednego z elementów, które są ze sobą w niezgodzie. Idąc tym tokiem można domniemywać, że żołnierze amerykańscy stwierdzili, iż torturowanie Irańczyków nie jest złe, ponieważ są oni terrorystami i są bardzo niebezpieczni, a nie tak, jak zwykli osadzeni, na przykład w Amerykańskich więzieniach.
Drugą możliwością jest zmiana jednego z elementów, będących ze sobą w kolizji. W tym przypadku żołnierze amerykańscy mogli po prostu odrzucić to, że tortury są złe i o tym nie myśleć.
Istnieje jeszcze trzecia możliwość, jaką jest dodanie nowego elementu poznawczego, którego zadaniem jest zredukowanie sprzeczności między dotychczasowymi elementami. Wydaje mi się, że tu mogło pojawić się stwierdzenie, iż tortury nie są złe, ponieważ dzięki nim możemy nie dopuścić do możliwego zamachu terrorystycznego, którego autorami byliby osadzeni. Dlatego jest to sytuacja w pewnym stopniu wyjątkowa. Tak naprawdę jakakolwiek droga, została wybrana w celu zredukowania dysonansu poznawczego, jak się potem okazało przyzwalała na tortury Irańczyków.
Czy jednak pomaga to nam w pewien sposób zrozumieć żołnierzy? Dalej nie usprawiedliwia to ich zachowań, a jedynie pozwala nam mieć nadzieję, że w przyszłości, jeśli ktoś znajdzie się w podobnym dysonansie poznawczym, to skłoni się w stronę etyki i moralności.
Wręcz przeciwnie – to jedna z wielu takich samych sytuacji. Mieliśmy drugą wojnę światową, Wietnam, Guantanamo, i mimo tego wszystkiego, nie udało się nam przewidzieć tego, do czego mogło dojść w Abu Ghraib.
Na Uniwersytecie Stanfordzkim Philippa Zimbardo przeprowadził bardzo kontrowersyjny eksperyment, któremu można zarzucić wiele błędów metodologicznych. Jednak samo badanie, zwłaszcza w kontekście Abu Ghraib wydaje się bardzo wartościowe.
Sama koncepcja eksperymentu była prosta: w piwnicy uniwersytetu Stanford zbudowano prowizoryczne więzienie, w którym to przez sześć dni dwadzieścia cztery osoby udawały strażników i więźniów. Szybko zaczęło jednak dochodzić do niepokojących sytuacji. Już drugiego dnia pojawił się bunt, a jeden z więźniów przeszedł coś na kształt załamania nerwowego. Strażnicy zaczęli znęcać się psychicznie nad więźniami. Późniejsze wnioski wyciągnięte przez Zimbardo były następujące: po pierwsze ludzie zdrowi psychicznie w specyficznych warunkach mogą się wcielać się w role oprawców i ofiar. Może być to spowodowane wpływem otoczenia na jednostkę. Drugim wnioskiem było to, że odgrywanie ról społecznych może wpływać na osobowości jednostki, a zwłaszcza w sytuacji, gdy nie może ona wyjść z tego schematu lub ta rola nie pozwala na margines swobody postępowania.
Co więcej, stwierdził on, że powody, przez które do nich doszło są następujące:
Zjawisko, które było jedynym z występujących w badaniu naukowym Zimbardo to dezindywiduacja czyli proces psychologiczno-społeczny, który prowadzi do utraty osobowości oraz zdolności rozpoznawania swoich cech jednostkowych, zanik tożsamości jednostkowej, anonimowość, identyfikacja z tłumem. Powoduje zastępowanie własnej tożsamości tożsamością grupy społecznej.
Wydaje mi się, że w pewnym stopniu tak, ponieważ pozwala nam to między innymi wyjaśnić, dlaczego żołnierze tak szybko porzucili swój kodeks moralny, a osadzeni w żaden sposób nie próbowali się buntować.
Jednak w momencie, gdy zaczniemy interpretować te wydarzenie, patrząc na to wszystko z perspektywy psychologii społecznej, to okazuje się, że wcale nie jest ciężko odnaleźć teorię, która tłumaczy zachowania żołnierzy. Tak naprawdę, jakkolwiek na te wydarzenie spojrzymy, czy to z perspektywy eksperymentu Miligrama, czy dysonansu poznawczego w Abu Ghraib doszło do wydarzeń, do których nigdy nie powinno dojść. Mając dostęp do ogromu teorii i potwierdzających je badań/eksperymentów można było domniemywać, że to nie skończy się dobrze. Mimo tego historia nam pokazała, że tragedie, do których dochodziło w więzieniu Iraku się wydarzyły i miały przerażające konsekwencje dla osadzonych. Co więcej kary, jakie otrzymali żołnierze Amerykańscy wydają się marne w porównaniu do tortur, jakich się oni dopuszczali.
Co więcej należy pamiętać, że ci młodzi ludzie nie byli potworami, czy psychopatami, byli zwykłymi ludźmi, którzy ze względu na wpływające na nich czynniki i wybory, dopuścili się haniebnych rzeczy. Dzięki spojrzeniu na żołnierzy Amerykańskich z właśnie takiej perspektywy łatwiej nam wytłumaczyć, dlaczego w cywilizowanych czasach dochodzi do tak przerażających wydarzeń.
Nie ma wytłumaczenia dla zachowań żołnierzy z etycznego punktu widzenia, ale z perspektywy psychologicznej już możemy próbować to zrozumieć samą przyczynę. Dla mnie Abu Ghraib to namacalny przykład wielu koncepcji czy eksperymentów o jakich usłyszałam na psychologii społecznej. To żywy obraz, który możemy przytaczać i nie może zostać skrytykowany, jak Stanfordzki eksperyment czy eksperyment Miligrama, ponieważ wydarzył się naprawdę.
Wydaje mi się, że pamięć o wydarzeniach z Abu Ghraib pomoże nam nie dopuścić do podobnych sytuacji w przyszłości albo, chociaż możemy próbować im zapobiec. I może kiedyś okaże się, że tortury z więzienia Abu Ghraib są jednymi z ostatnich tak przerażających wydarzeń, a jednocześnie tak dobrze obrazujących to, że Albert Bandura miał rację.
Autor: Martyna Tokarczyk
Zdjęcie: https://www.tvp.info/9453476/standardowa-procedura-operacyjna-o-abu-ghraib
Bibliografia:
https://www.youtube.com/watch?v=FGpaOp6_I7M – The Ghost of Abu Grahib 2007
https://www.youtube.com/watch?v=rdrKCilEhC0 – The Miligram Experiment 1962
https://www.youtube.com/watch?v=L0AwTFJQb3s – Cicha furia – Stanfordzki eksperyment więzienny
https://www.prawo.pl/akty/dz-u-1951-6-55,16781411.html
Baron-Cohen, S. The science of evil: On empathy and the origins of cruelty, New York City, 2012.
Wojciszke, B., Psychologia społeczna, Warszawa 2022.
Zimbardo, P., The Lucifer effect: How good people turn evil, New York City 2008.
Od początków istnienia kina, poprzez złotą erę Hollywood, aż do teraz, kryminały prowadziły nierówną grę z innymi gatunkami. Mimo tego, że często były to krwawe, osobliwe czy smutne historie, to nie zmniejszało to grona ich odbiorców. Nie dziwi fakt, że oprócz zagadek, w których detektyw, zwykle przesadzający z alkoholem, ściga odrażającego mordercę, pojawiają się też historie zaginięć. Poszukiwania młodych, pięknych kobiet, czy niewinnych dzieci. Na początku jednak należy zastanowić się, dlaczego tematyka zaginięć tak bardzo ludzi fascynuje?
Za pierwszą opowieść kryminalną uznaje się Morderstwo przy Rue Morgue Edgara Alana Poe z 1841. Utwór ten uznaje się za wstęp do trwającej do dziś tradycji kryminału. Poe przetarł szlak i otworzył furtkę dla późniejszych pisarzy, takich jak Artur Conan Doyle i Agatha Criste.
Zastanawiając się nad powodem, dlaczego to kryminały są tak bardzo popularne musimy zwrócić uwagę na kilka rzeczy.
Po pierwsze, stanowią pewien kontrast między horrorami które dla niektórych bywają zbyt straszne i powieścią obyczajową czy romansem które innym wydają się nudne lub trywialne i w przeciwieństwie do powieści fantasy są osadzone w prawdziwym świecie.
Po drugie, w pewnym stopniu oddziałują na nasze myślenie logiczne. Ponieważ czytelnik razem z bohaterami próbuje rozwiązać zagadkę i zmusza mózg do aktywnego myślenia. Chociaż tutaj należy się zatrzymać i wziąć pod uwagę, że nie tylko uwielbiamy fikcyjne historie kryminalne. Z takim samym zapałem czytamy te bazujące na faktach.
Schodząc jeszcze głębiej w temat musimy zrozumieć, dlaczego ludzie oprócz fikcji lubują się także w prawdziwych historiach. Akurat odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Otóż wiąże się to z możliwością zetknięcia się z tą złą stroną człowieka oraz drzemiącą w każdym z nas potrzebą sprawiedliwości. Dlatego oglądanie na ekranie jak morderca zostaje złapany daje nam satysfakcję. A zwłaszcza powinna dawać ją kobietom.
Według badań z 2010 roku z Uniwersytetu Illinois (Vicary i Fraley, 2010), true crime jest wyjątkowo popularne wśród kobiet. Próbą wytłumaczenia tego jest hipoteza, jakoby w kobiecie miał występować naturalny lęk przed byciem ofiarą. To natomiast może się wiązać z ewolucją.
Już od czasów życia w jaskiniach kobiety były postrzegane jako te bardziej narażone na ataki, słabsze od mężczyzny. Możliwe, że właśnie przez te pozostawione po przodkach lęki, kobiety uwielbiają dokumenty true crime.
Możemy przyjąć, że oglądanie dokumentów, seriali, true crime sprawia, że czujemy większą kontrolę a to prowadzi do zmniejszenia lęku. Kolejnym aspektem jest to, że dzięki nim nasza wiedza się powiększa, możemy stać się bardziej ostrożni i zwracać uwagę na różne rzeczy a to wiąże się z posiadaniem świadomości zagrożenia. Tłumacząc prosto – jeśli ktoś z nas obejrzy dokument na temat kobiety zamordowanej, gdy samotnie wracała wieczorem przez park, możliwe że mając to w pamięci wybierzemy inną drogę, tak na wszelki wypadek.
Wiedząc już skąd może brać się popularność tego typu filmów i książek, powinniśmy wreszcie odpowiedź na pytanie, kto najczęściej zaginie w filmie.
Biorąc pod uwagę kilka internetowych rankingów, takich jak: The Essential Missing Person Movies, 7 Greatest Missing Persons Mystery Movies of All Time, Twenty-One of our Favorite Films About Missing Persons, uznaje się, że jedne z najbardziej lubianych i znanych filmów opierającej się na zaginięciu bohatera to te w których szukamy kobiety a na drugim miejscu dziecka. Zauważamy to w Pikniku pod wiszącą skałą, Starszej Pani znika, Zniknięciu, Bunny Lake zagineła, Dziewczynie z tatuażem, Zaginionej dziewczynie, czy Przygodzie. Oprócz bycia kobietą, bohaterki powyższych filmów łączy w większości jeszcze jedna cecha. Wszystkie, oprócz zaginionej z filmu Hitchcocka, są młode i piękne. Dziewczęta z Pikniku… mają kilkanaście lat, tak samo jak zaginiona z Dziewczyny z tatuażem. Amy z Zaginionej dziewczyny ma niespełna 30 lat.
Dlaczego akurat je wybrano? Żeby to zrozumieć musimy wrócić do prawdziwego życia i poznać missing white woman syndrome.
Na początku jednak mały przegląd prasy. W rankingach takich jak: 15 of the best-known unsolved missing person cases in history, The top 10 most compelling missing persons cases before Gabby Petito, 11 Mysterious Disappearances That Are Still Keeping Investigators Up At Night zauważamy, że to zaginięcia kobiet uznaje się za te najsłynniejsze. Na przykład sprawa Natalii Holloway czy Tary Callico albo dzieci – zaginięcie Madeleine McCann. Też na naszym Polskim podwórku możemy wspomnieć o sprawie Iwony Wieczorek. Pokazuje nam to dość prostą korelację w filmie najchętniej oglądamy zaginione kobiety. To sprawy, w których ofiarą pada kobieta w realnym życiu będą bardziej zapamiętane. To nasze ofiary idealne. A łączy się to z missing white woman syndrome.
Dosłownie syndrom zaginionej białej kobiety odnosi się do zauważalnej w mediach fascynacji sprawami kryminalnymi, w których to ofiarą była młoda biała kobieta a przy tym ignorowaniem innych spraw. Powód występowania tego syndromu tłumaczy się tym kogo uznajemy za osobę atrakcyjną/piękną. Gdy dowiadujemy się o śmierci młodej kobiety jest nam smutno, ponieważ czujemy pewną niesprawiedliwość. Dziewczyna była młoda i piękna, jej życie nie powinno tak szybko się skończyć. Działa tu między innymi efekt aureoli (tendencja do automatycznego, pozytywnego, przypisywania cech osobowościowych na podstawie pierwszego wrażenia).
Kolejną rzeczą jest to, że świat od niepamiętnych czasów lubował się w śmierci młodej kobiety. Nie tylko można przytoczyć tu Poe, ale nawet i Szekspira. To znowu może prowadzić do ugruntowanego w kulturze od niepamiętnych czasów seksizmu. W tym kontekście możemy jako widzowie czuć wewnętrzną chęć i przeświadczenie, że my bylibyśmy wstanie tą kobietę uratować i obronić. Ona przecież była bezbronna i taka piękna. Była damą w opałach, tym typem postaci, którą od najmłodszych lat wpajał nam Disney. Jakkolwiek rozumieć missing white women syndrome, to jest jednak próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego idąc do kina na film kryminalny, w prawie 90% przypadków zaginioną będzie kobieta albo dziecko.
Dziecko nie zaginie w filmie tak często, jak młoda i piękna kobieta. W porównaniu do mężczyzn i osób starszych jesteśmy jednak w stanie znaleźć taki przykład. Dzieci, które z natury są bezbronne, niewinne oddziałują na nas ogromnie. Po pierwsze możemy poczuć przypływ uczuć rodzicielskich, gdyż dziecko będzie nam przypominać nasze własne. Co więcej, właśnie przez jego niewinność, krzywda dziecka będzie wywoływać w nas emocje. A to będzie oddziaływać na zainteresowanie filmem i przełoży się na jego recenzję. To wszystko wiąże się z tym, że jeśli w scenariuszu umieścimy porwanie, zaginięcie dziecka na pewno ktoś się tym filmem zainteresuje. Taki zabieg zadziała na odbiorców. A to jest to czego pragną twórcy: reakcji i zainteresowania.
Tak naprawdę w dużej mierze filmowe zaginięcia bardzo różnią się od siebie. Z jednej strony bardzo często na ekranie mamy do czynienia z historiami bardzo zawiłymi. Na przykład w Labiryncie Denisa Villeneuve’a mamy bardzo zawiłe porwanie. Możemy wyszczególnić kilka podobieństw.
Przykładowo w wielu filmach lub książkach, w których dochodzi do zaginięcia dziecka, spotykamy się z motywem porwania lub pedofilii. Porwanie w takim przypadku często ma rozmaite powody. Czasami chodzi o okup lub o coś bardziej nieprawdopodobnego, jak w Mieście zaginionych dzieci w reżyserii Jeana-Pierre’a Jeuneta i Marca Caro.
W dużej mierze filmy nie przedstawiają prostego powodu zaginięcia. To coś dziwnego lub zagmatwanego, powód ma w dużej mierze szokować. Nieczęsto dostajemy łatwą odpowiedź na pytanie, dlaczego ona zniknęła.
Historie zaginięć czasami wiążą się z ucieczką osoby zaginionej jak w Zaginionej dziewczynie czy w Dziewczynie z tatuażem. Oczywiście zdarzają się proste rozwiązania jak w Zaginionym z 2014 czy w Ostatnim domu na zapomnianej ulicy Catriony Ward. W dużej mierze nie chodzi tu o rozwiązanie zagadki, a o całe śledztwo i innych bohaterów.
W innych filmach lub w książkach możemy się spotkać z motywem morderstwa czy handlem ludźmi. Co w dużej części sprawia, że nie czujemy jakoby takie zdarzenie było prawdopodobne. Ponieważ tak naprawdę nie o to chodzi w filmie fabularyzowanym. On ma wywołać emocje, zdziwić, a nawet przerazić. Jednakże, jak to wygląda naprawdę?
Rzeczywistość różni się od filmowej fikcji, o czym wszyscy w dużej mierze wiemy. Nawet często się mawia, że życie to nie film. Jednakże, jeśli chodzi o pewne klisze, to spotykamy się ze stereotypami i wyimaginowanymi oczekiwaniami. Przykładem tego zjawiska jest CSI Effect, w którym chodzi o to, że ludzie oczekują, że w prawdziwym życiu policja będzie stosować tak samo wyszukane metody kryminalistyczne, jak w serialach.
Natomiast wracając do tematu zaginięć to też spotykamy się z pewnymi nieprawdziwymi sądami.
Po pierwsze, w porównaniu do filmów, osobami zaginionymi są też mężczyźni oraz osoby starsze. Statystyki rozkładają się także inaczej. W dużej mierze, jeśli chodzi o zaginięcia mówimy o różnych historiach. Ponieważ mamy do czynienia z prawdziwymi ludźmi a nie wyobraźnią reżysera czy pisarki. I o tym należy pamiętać. Ze względu na to, że rzeczywistość bywa dużo bardziej szara niż jednoznaczna, a nie każda historia jest mrożącą krew w żyłach. Jednak każda rodzina, w której dojdzie do zaginięcia, będzie to przeżywać i potrzebować ogromnego wsparcia.
Autor: Martyna Tokarczyk, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Zdjęcie: unsplash.com