Deprecated: Creation of dynamic property Oxygen_VSB_Dynamic_Shortcodes::$custom_dynamic_datas is deprecated in /home/fundacj5/domains/fundacjazaginieni.pl/public_html/wp-content/plugins/oxygen/component-framework/includes/oxygen-dynamic-shortcodes.php on line 18
Archiwa: psychologia - Fundacja Zaginieni
KRS: 0000870180

Zaginięcie dziecka lub osoby dorosłej to jedno z najbardziej obciążających doświadczeń dla bliskich. Z perspektywy służb i organizacji zajmujących się poszukiwaniami kluczowe jest jak najszybsze zebranie rzetelnych informacji oraz materiałów, które realnie zwiększają szanse na odnalezienie osoby zaginionej. Jednym z takich narzędzi jest progresja wiekowa tj. metoda, która pozwala przewidywać, jak dana osoba mogła zmienić się z upływem czasu. Choć termin ten brzmi specjalistycznie, jego sens jest bardzo prosty: chodzi o możliwie wierne pokazanie, jak ktoś może wyglądać dziś, jeśli od momentu zaginięcia minęły miesiące lub lata.

W artykule wyjaśnię, czym jest progresja wiekowa, jakie ma znaczenie w poszukiwaniach oraz dlaczego regularne wykonywanie zdjęć dzieci i młodzieży może mieć ogromną wartość, także wtedy, gdy nikt nie chce myśleć o najgorszych scenariuszach.

Czym jest progresja wiekowa?

Progresja wiekowa to proces tworzenia wizualnej symulacji wyglądu osoby w późniejszym wieku, na podstawie jej wcześniejszych zdjęć oraz wiedzy z zakresu antropologii, biologii, genetyki i psychologii rozwojowej. Najczęściej kojarzona jest z poszukiwaniami dzieci zaginionych wiele lat temu, ale bywa stosowana również w przypadku dorosłych. Celem progresji nie jest stworzenie „portretu idealnego”, lecz jak najbardziej prawdopodobnego wizerunku, który może zostać rozpoznany przez osoby trzecie - przechodniów, sąsiadów, pracowników instytucji czy służb. W praktyce progresja wiekowa odpowiada na pytanie: jak ta osoba mogłaby wyglądać dziś, biorąc pod uwagę naturalne procesy starzenia, cechy rodzinne oraz styl życia?

Znaczenie progresji wiekowej w poszukiwaniach

  1. Utrzymanie „aktualnego” wizerunku osoby zaginionej

    Jednym z największych problemów w długotrwałych poszukiwaniach jest dezaktualizacja wizerunku. Zdjęcie kilkuletniego dziecka sprzed kilkunastu lat nie odpowiada temu, kogo możemy dziś spotkać na ulicy. Progresja wiekowa pozwala „odświeżyć” obraz osoby zaginionej i przywrócić ją społecznej świadomości.

  2. Zwiększenie szans na rozpoznanie

    Ludzie rzadko porównują spotkaną osobę z fotografią sprzed wielu lat. Dużo łatwiej rozpoznać kogoś, gdy obraz jest zbliżony do rzeczywistego wyglądu. Progresja działa więc jak most między przeszłością a teraźniejszością.

  3. Wsparcie działań operacyjnych

    Progresje wiekowe są wykorzystywane przez fundacje, policję i organizacje pozarządowe w publikacjach medialnych, kampaniach społecznych, analizach operacyjnych i współpracy międzynarodowej. Dobrze przygotowana progresja może być jednym z kluczowych elementów prowadzących do przełomu w sprawie.

Jak tworzy się progresję wiekową?

  1. Analiza materiału fotograficznego

    Podstawą są zdjęcia osoby zaginionej (im więcej, tym lepiej). Szczególnie cenne są fotografie z różnych okresów życia, pokazujące twarz na wprost, dobrej jakości, bez filtrów i silnej obróbki.

  2. Uwzględnienie cech indywidualnych i rodzinnych

    Specjaliści biorą pod uwagę m.in.:

    - kształt czaszki i twarzy,
    - układ oczu, nosa, ust,
    - uzębienie,
    - znamiona, blizny,
    - tempo dojrzewania i starzenia.

    Jeśli to możliwe, analizuje się także wygląd biologicznych rodziców lub rodzeństwa, ponieważ wiele cech zmienia się zgodnie z predyspozycjami genetycznymi.

  3. Wiedza o rozwoju i starzeniu

    Progresja opiera się na znajomości naturalnych procesów biologicznych:
    - wzrostu kości twarzoczaszki,
    - zmian proporcji twarzy,
    - pojawiania się zmarszczek,
    - zmiany owłosienia,
    - zmian masy ciała

  4. Opracowanie wizualne

    Końcowym etapem jest stworzenie obrazu - ręcznie lub cyfrowo - który pokazuje najbardziej prawdopodobny wygląd osoby na danym etapie życia. Warto podkreślić, że progresja to zawsze hipoteza, a nie fotografia przyszłości.

Dlaczego zdjęcia dzieci są tak ważne?

  1. Materiał, który może uratować czas

    W przypadku zaginięcia czas ma kluczowe znaczenie. Dostęp do aktualnych i dobrej jakości zdjęć pozwala szybciej przygotować materiały poszukiwawcze, w tym progresję wiekową.

  2. Dokumentowanie naturalnych zmian

    Regularne fotografie pokazują, jak dziecko zmienia się w sposób naturalny - jak rośnie nos, zmienia się linia żuchwy, rysy twarzy. To bezcenne dane przy późniejszych analizach.

  3. Brak zdjęć to realne utrudnienie

    W praktyce poszukiwawczej zdarzają się sytuacje, w których dostępne są jedynie pojedyncze, słabej jakości fotografie. To znacznie ogranicza możliwości stworzenia rzetelnej progresji.

Jak robić zdjęcia, które mają wartość przy progresji wiekowej?

  1. Naturalność przede wszystkim

    Najlepsze zdjęcia to te bez filtrów, bez intensywnej obróbki, bez masek i efektów z aplikacji.

  2. Twarz na wprost

    Warto mieć zdjęcia, na których twarz jest widoczna en face, oczy są otwarte i dobrze oświetlone, brak jest nakryć głowy zasłaniających rysy.

  3. Dobre światło i jakość

    Nie chodzi o profesjonalne sesje, lecz o dobre oświetlenie (najlepiej dzienne), ostrość, brak mocnych cieni.

  4. Regularność

    Warto robić zdjęcia co najmniej raz w roku, przy okazji ważnych etapów rozwojowych (przedszkole, szkoła, dojrzewanie).

  5. Zachowanie oryginałów

    Oryginalne pliki, bez kompresji i filtrów, są znacznie cenniejsze niż zdjęcia publikowane wyłącznie w mediach społecznościowych.

Progresja wiekowa jako element profilaktyki


Choć nikt nie chce myśleć o zaginięciu własnego dziecka, odpowiedzialne podejście do dokumentowania jego rozwoju można traktować jako element szeroko rozumianej profilaktyki. Tak samo jak uczymy dzieci zasad bezpieczeństwa, tak samo możemy - nie strasząc - dbać o to, by w razie potrzeby dysponować materiałami, które realnie pomogą. Fundacje zajmujące się poszukiwaniami, takie jak nasza, wielokrotnie podkreślają, że dobre zdjęcia i rzetelna dokumentacja mogą skrócić drogę do odnalezienia osoby zaginionej.

Podsumowanie


Progresja wiekowa to jedno z najważniejszych narzędzi w długoterminowych poszukiwaniach osób zaginionych. Łączy wiedzę naukową z praktycznym działaniem i daje szansę na to, by mimo upływu lat ktoś nadal mógł zostać rozpoznany. Świadome robienie i przechowywanie zdjęć dzieci oraz młodzieży nie jest przesadą ani wyrazem lęku, to rozsądne działanie, które w skrajnych sytuacjach może mieć ogromne znaczenie. W poszukiwaniach liczy się każdy szczegół, a czasem to właśnie fotografia staje się punktem wyjścia do szczęśliwego zakończenia.

Autorka artykułu: Oliwia Sztogryn - działaczka społeczna, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Tym, którzy więcej czują
i inaczej rozumieją
i dlatego bardziej cierpią
a których często nazywamy
schizofrenikami 

~ Antoni Kępiński, “Schizofrenia”

Spojrzenie naukowe

W obowiązującej w polskiej psychiatrii i psychologii klasyfikacji ICD-10 wymienia się 9 specyfikatorów, czyli w dużym uproszczeniu, “rodzajów” schizofrenii. Dzięki tym odnośnikom lekarze mogą sprecyzować pacjentowi obraz choroby z jaką się zmaga. Mogłoby się wydawać, że ujęcie w ramę tego zaburzenia psychotycznego na podstawie podawanych i zauważalnych objawów jest dość szybkim procesem. Nic bardziej mylnego, a świadczy o tym jeden podstawowy czynnik - doświadczenia schizofreniczne są niezwykle różnorodne. Oczywiście dysponujemy statystykami, które mówią o tym jaki rodzaj jest najczęściej spotykany - paranoidalny. Jest to jednocześnie obraz schizofrenii jaki najczęściej przedstawiają sobie w głowach osoby zdrowe - głosy, urojenia, odbiegające znacznie od normy dziwaczne zachowania. Mało kto zagląda jednak głębiej, bowiem cytując definicję choroby jaką jest schizofrenia możemy przeczytać:

Najważniejsze objawy psychopatologiczne obejmują: echo myśli, nasyłanie oraz zabieranie myśli, rozgłaśnianie (odsłonięcie) myśli, postrzeganie urojeniowe oraz urojenia oddziaływania, wpływu lub owładnięcia, głosy omamowe komentujące lub dyskutujące o pacjencie w trzeciej osobie, zaburzenia myślenia i objawy negatywne.”

~ Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób ICD-10


A zwracając szczególną uwagę na podtyp paranoidalny czytamy:


“[...] dominują stosunkowo trwałe urojenia, często paranoidalne, którym zwykle towarzyszą omamy, w szczególności słuchowe, jak również inne zaburzenia postrzegania.”

~ Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób ICD-10


Także można powiedzieć, że ogólna definicja schizofrenii obejmuje informacje o objawach jakie pojawiają się w każdym podtypie, a same rodzaje opierają się na poszczególnych tylko wyznacznikach. W tej chwili podstawę mamy za sobą.

Postawienie prawidłowej diagnozy jest kluczem do ustalenia najlepszego sposobu postępowania wobec choroby. Oczywistym jest to, że owy sposób postępowania musi być rozpatrywany na poziomie indywidualnych potrzeb pacjenta, ale wiele źródeł mówi też o kontekście kulturowym. Kultura może mieć bowiem znaczenie nie tylko w tym, jak powstaje patologia, a również w tym jak się objawia.

Kultura a przebieg schizofrenii

W krajach rozwijających się odnotowuje się lepsze wyniki leczenia schizofrenii. Może to być dość oczywisty wniosek - większy dostęp do specjalistycznej opieki, przekonania i sieci wsparcia społecznego, mniejsza stygmatyzacja spowodowana większą świadomością społeczeństwa. 

Przykładem mogą być migranci na terenie Wielkiej Brytanii. W społecznościach azjatyckich prawdopodobieństwo osiągnięcia lepszych wyników w nowym środowisku zależało od stopnia zachowania przez migrantów tradycyjnych zwyczajów i własnych wartości kulturowych. Autorzy badań zwracają również uwagę na zgodność i tożsamość kulturową. Z kolei gorsze wyniki obejmują społeczność afro-karaibską, gdzie czynnikami ryzyka nawiązującymi do kultury były  np. tendencja do izolacji, wysoka ekspresja emocji czy słaba zdolność do adaptacji psychospołecznej. 

Pozostając na terenie Wielkiej Brytanii - Azjaci cierpiący na epizody psychozy częściej pozostają w związkach małżeńskich i są leczeni w domu. Charakterystyczne dla kultur z tamtej części świata jest kolektywistyczność, czyli nacisk na relacje społeczne, hierarchię i szacunek w grupie, czy ogółem rzecz biorąc interes wspólnoty. W tym samym czasie osoby pochodzenia afro-karaibskiego, w szczególności mężczyźni, byli w dzieciństwie oddzieleni od swoich ojców na ponad 4 lata. Wykształcone przez to niepełne wzorce przywiązania mogą znacznie przekładać się w negatywny sposób na relacje terapeutyczne.

Nawet statystyki ilościowe dotyczące szacunku ryzyka wystąpienia schizofrenii dają do myślenia. W porównaniu z rdzennymi Brytyjczykami, w przypadku Brytyjczyków pochodzenia karaibskiego ryzyko to jest od 5 do 13 razy większe! Z kolei zachorowalność Azjatów mieszkających na co dzień na terenie Wielkiej Brytanii szacuje się na 5-8 razy wyższą. 

“Fung, Bhugra i Jones konkludują, że siła korelacji między faktem przynależności do grupy imigrantów z Karaibów w Wielkiej Brytanii a zachorowalnością na schizofrenię jest niemalże taka, jak między paleniem a rakiem płuc.”

~ “Problemy psychiczne w grupach mniejszości etnicznych i narodowych.”, Justyna Kucharska


Dodatkowo, jeszcze bardziej zagłębiając się w społeczność migrantów, to dzieci ludzi przeprowadzających się do innego kraju są znacznie bardziej narażone na wystąpienie zaburzeń psychicznych.

Konkretne objawy schizofrenii w różnych częściach świata

Na samym początku wspominałam o różnych rodzajach schizofrenii. Samo występowanie schizofrenii jako choroby, biorąc pod uwagę ogólną epidemiologię, szacuje się na zaledwie 1% - jest to niski znacznik. W tym najczęściej objawiającą się postacią jest schizofrenia paranoidalna, także opisana wyżej. Ciekawostką nawiązującą do kultury jest jednak to, że ta odmiana odnotowywana jest najczęściej u mieszkańców Europy czy Ameryki Północnej. Nawiązując do państw azjatyckich - tam możemy się spodziewać większej ilości pacjentów ze schizofrenią katatoniczną

“[...] dominują nasilone zaburzenia psychomotoryczne, oscylujące pomiędzy takimi skrajnościami jak pobudzenie i osłupienie lub automatyczna uległość i negatywizm. Nienaturalne postawy i pozycje ciała mogą utrzymywać się przez długi czas.”

~ Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób ICD-10


czy hebefreniczną.

“[...] zmiany afektywne są bardzo nasilone, urojenia i omamy – zwiewne i urywkowe, zachowania – nieodpowiedzialne i nieprzewidywalne, a manieryzmy – powszechne. Nastrój jest płytki i niedostosowany, myślenie jest zdezorganizowane, a mowa – rozkojarzona. Występuje tendencja do izolacji społecznej.”

~ Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób ICD-10

Mimo lepszych wyników w leczeniu schizofrenii, sam jej przebieg jako choroby w krajach wysoko rozwiniętych jest na ogół ostrzejszy i bardziej depresyjny w porównaniu z innymi państwami. 

Warto też zwrócić uwagę na fascynujący fakt jakim jest to, że w poszczególnych częściach świata urojenia - czyli w skrócie zazwyczaj dziwaczne treści myślenia w trakcie stanu psychotycznego - różnią się od siebie. Na przykład:

Istnieją też raporty mówiące o tym, że omamy słuchowe znacznie różnią się treścią w zależności od miejsca w którym osoby ze schizofrenią przebywają.

“At home my hallucinations can sometimes be violent, graphic and very disturbing. In contrast during my recent stay with a Bedouin camp in the Sinai desert in Egypt I found my symptoms eventually started to become much more calm, bordering on euphoric. I put this down to what you could almost call a form of sensory deprivation when compared to life at home.”

~ anonimowe wyznanie osoby chorującej na schizofrenię

Tanya Luhrmann, profesor antropologii, badała wpływ kultury na doświadczenia osób cierpiących na halucynacje słuchowe, szczególnie w Indiach, Ghanie i Stanach Zjednoczonych. 60 dorosłych osób chorujących na schizofrenię z powyższych państw zostało zapytanych m.in. o to:

Wnioski z badania były następujące:

  1. Amerykanie najczęściej słyszeli głosy nawołujące do agresji, wrogie, niepokojące. Nie umieli zidentyfikować głosów, a także nie mieli wobec nich żadnych odczuć.
  2. Osoby z Indii zgłaszali, że głosy należały do członków ich rodzin. Większość ze słyszalnych głosów była zabawna, traktowane były jak rady od osób starszych, także nie były uznawane za problem - w przeciwieństwie do Amerykanów.
  3. Mieszkańcy Ghany twierdzili, że w większości głosy były dobre i pozytywne. Twierdzili, że przemawiają do nich boskie siły lub sam Bóg. Tylko paru z nich opisało głosy twierdząc, że są chorobą.

Akulturacja

Akulturacja jest definiowana jako przemiana wzorców kulturowych w przypadku zetknięcia się ze sobą przez długi czas dwóch grup. Zjawisko to może dotyczyć również procesów psychicznych. Występuje bowiem konieczność wchodzenia w relacje społeczne w inny niż dotychczasowy, “ustanowiony kulturowo” sposób. Generować to może stres, a jest on jednym z głównych czynników zwiększających ryzyko wystąpienia zaburzeń psychicznych.

Powracając do społeczności karaibskiej - wśród imigrantów z Karaibów istnieje kulturowe przyzwolenie na zażywanie narkotyków, co w przypadku oczywiście wszystkich zaburzeń psychicznych może mieć bardzo złe skutki, lecz w szczególności profesjonaliści przestrzegają przed nimi w zaburzeniach psychotycznych. Owe przyzwolenie zapewnia jednak łatwiejszy dostęp do środków psychoaktywnych, co zwiększa ryzyko do nadużyć, które z kolei zwiększa ryzyko wystąpienia patologii w obszarze zdrowia psychicznego

W tym przypadku akulturacja może być pomocna. Co prawda w dalszym ciągu generuje prawdopodobny szok i wyzwanie dla kulturowej tożsamości, natomiast z punktu widzenia zdrowia psychicznego daje ona możliwość na rozwijanie zdolności komunikowania się, a także zmienienia dotychczasowych, nawet szkodliwych nawyków w obszarze zupełnie nowego kręgu kulturowego. Potwierdza się kolejny raz to, że w kulturach odznaczających się kolektywizmem przyjęte wzorce stanowią czynnik ochronny.

Zespoły uwarunkowane kulturowo

Na sam koniec jako ciekawostkę zostawię temat zespołów uwarunkowanych kulturowo. Zanim przejdziemy do definicji, poniżej zamieszczam przykłady takowych.

źródło: https://podyplomie.pl/psychiatria/36555,zespoly-zaburzen-psychicznych-uwarunkowane-kulturowo?srsltid=AfmBOopyZtt2D2Ftv42-5YY1U3ZR1qAnlo_r7d8qNExm3_wGh0F-PyCY

Powyższe choroby charakteryzuje to, że nie spełniają wymogów diagnostycznych zaburzeń psychicznych występujących w klasyfikacjach przyjętych na świecie. Taką klasyfikacją jest właśnie np. ICD-10 z którego na dzień dzisiejszy korzystamy m.in. w Polsce oraz tutaj, w tym artykule :

Mimo tego, że powyższe dolegliwości nie klasyfikują się w bezpośredni sposób jako “zaburzenie psychiczne”, to występują w określonych obszarach kulturowych w znacznej większości.

Zachęcam do pogłębienia wiedzy w tym temacie, ponieważ jest to dość intrygujący temat!

Autorka artykułu: Julia Skrzypiec, wolontariuszka Fundacji Zaginieni
Bibliografia:

  1. Bhugra D. (2006) Severe mental illness across cultures. Acta Psychiatra Scand 2006: 113 (Suppl. 429): 17–23. 2006 Blackwell Munksgaard.
  2. Bhugra, D., & Bhui, K. (2018). Textbook of cultural psychiatry (2nd ed.). Cambridge University Press. https://doi.org/10.1017/9781107278046
  3. Larøi, F., Luhrmann, T. M., Bell, V., Christian, W. A., Jr, Deshpande, S., Fernyhough, C., Jenkins, J., & Woods, A. (2014). Culture and hallucinations: Overview and future directions. Schizophrenia Bulletin, 40(Suppl. 4), S213–S220. https://doi.org/10.1093/schbul/sbu012
  4. Kucharska, J. (2012). Problemy psychiczne w grupach mniejszości etnicznych i narodowych. Psychiatria Polska, 46(3), 451–459.
  5. Luhrmann, T. M., & Marrow, J. (Eds.). (2016). Our most troubling madness: Case studies in schizophrenia across cultures. University of California Press.
  6. Rosińska, Z. (2017). Doświadczenie schizofrenii – doświadczenie ludzkie. Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria, 26(2[102]), 51–66. ISSN 1230–1493
  7. Sarraf, L., Lepage, M., & Sauvé, G. (2023). The clinical and psychosocial correlates of self-stigma among people with schizophrenia spectrum disorders across cultures: A systematic review and meta-analysis. Schizophrenia Research, 252, 243–255. https://doi.org/10.1016/j.schres.2022.10.012
  8. Tomalski, R., & Pietkiewicz, I. J. (2019). Fenomenologia i epidemiologia halucynacji słuchowych słownych oraz teorie wyjaśniające ich powstawanie. Psychiatria i Psychologia Kliniczna, 19(3), 328–337. https://doi.org/10.15557/PiPK.2019.0035
  9. https://remedium.md/icd10/zaburzenia-psychiczne-i-zaburzenia-zachowania/schizofrenia
  10. https://pl.wikipedia.org/wiki/Schizofrenia
  11. https://podyplomie.pl/psychiatria/36555,zespoly-zaburzen-psychicznych-uwarunkowane-kulturowosrsltid=AfmBOopyZtt2D2Ftv42-5YY1U3ZR1qAnlo_r7d8qNExm3_wGh0F-PyCY
  12. https://news.stanford.edu/stories/2014/07/voices-culture-luhrmann-071614

Zastanawiałeś się kiedyś, drogi Czytelniku, jak zachowywałbyś się gdybyś miał kompletną władzę nad innymi? W którą stronę kierowałaby tobą władza? Sprawiedliwą i uzasadnioną? A może w tą okrutniejszą?

Powiem Ci tak, gdybyś żył w 1971 roku jako młody mężczyzna na studiach, mógłbyś to sprawdzić.

źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Stanford_prison_experiment

Bowiem pewnego dnia w jednej z amerykańskich gazet pojawiło się takie ogłoszenie. 15 dolarów za dzień w mającym trwać maksymalnie dwa tygodnie eksperymencie w… więzieniu?

Hm… To co, skusiłbyś się?

Zbieranie i selekcja chętnych

Na ogłoszenie odpowiedziało ponad 70 chętnych. Spośród nich wybrano zaledwie 24 na podstawie oceny stabilności psychicznej i umiejętności psychoruchowych. Dodatkowo, osoby biorące udział w badaniu nie mogły mieć żadnych konfliktów z prawem ani uzależnień.

“Aby wyeliminować kandydatów z kryminalną przeszłością, problemami narkotykowymi, psychologicznymi lub fizycznymi, zostali oni poddani wywiadom diagnostycznym i testom osobowościowym. (…) Wybrani przez nas przeszli wszystkie przeprowadzone przez nas testy i reagowali normalnie we wszystkich zaobserwowanych przez nas sytuacjach.”

~ Philip Zimbardo

Po selekcji odpowiednich kandydatów spełniających obowiązkowe warunki, należało przydzielić im odpowiednie role. Trzeba przyznać, że sposób wybrany przez naukowca był nieco… nietuzinkowy.

“Na podstawie wybranej grupy zwykłych, zdrowych, inteligentnych mężczyzn – przedstawicieli klasy średniej – zaczęło się nasze badanie więziennego życia. W wyniku rzutu monetą, chłopcy zostali podzieleni na dwie grupy (…). Należy pamiętać, że na początku naszego eksperymentu nie było żadnych różnic pomiędzy odgrywającymi strażników i tymi, którym przypadła w udziale rola uwięzionych.”

~ Philip Zimbardo

Następnie spośród zakwalifikowanych 24 chętnych, dziewięciu plus trzech potencjalnych zastępców zostało strażnikami, a druga połowa (również dziewięciu plus trzech potencjalnych zastępców) więźniami.

Przygotowanie “więzienia”

Z przyczyn nieco oczywistych takiego badania niezbyt dało się przeprowadzić w normalnym, funkcjonującym areszcie. W związku z tym piwnicę Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii przerobiono w całkiem niezły zamiennik.

Eksperyment został przeprowadzony na korytarzu mierzącym 11 metrów w piwnicy Jordan Hall wydziału psychologii. Dodatkowo, przy wejściu i przy ścianie celi, aby zablokować obserwację, postawiono po jednej ścianie. Mały korytarz prowadził na dziedziniec więzienny. Oprócz tego zaaranżowano izolatkę, przebieralnię i większy pokój naprzeciwko więźniów dla strażników i naczelnika. Stał się nim asystent Zimbardo, David Jaffe. Pomysłodawca badania przyjął rolę przełożonego obiektu.

Philip Zimbardo był jednym z najbardziej znanych naukowców w świecie psychologii. Jego badania głównie obejmowały próbę zrozumienia jak można wpływać na zachowanie drugiego człowieka. Największych dokonań z jego strony można szukać w szeroko pojętej psychologii społecznej. Oprócz tytułowego, i dość kontrowersyjnego, eksperymentu więziennego zajmował się badaniem nieśmiałości, terroryzmu, zjawiska dehumanizacji. Bardzo aktywnie uczestniczył w empirycznym świecie psychologicznym, niestety zmarł w październiku tego roku w Kalifornii. Mimo to, nawet w Polsce pozostawił po sobie ślad. Na katowickim Nikiszowcu od 2014 roku działa Centrum Zimbardo, w którym młodzież może uczestniczyć w lokalnych akcjach jako wolontariusze, tworząc przy okazji poczucie przynależności a także czyniąc dobro.

Wróćmy jednak z Nikiszowca do Kalifornii. Każda cela więzienna zamiast drzwi była wyposażona w stalowe kraty. Jej wymiary sięgały zaledwie 2 metrów na 3 i była nieoświetlona, a w każdej miały mieścić się 3 osoby. Aby dodać szczyptę luksusu każdy z więźniów miał swoje łóżko – czyli materac, prześcieradło i poduszkę. Więźniowie mieli pozostać w swoich celach zamknięci na cały dzień i noc, aż do zakończenia badania. Wychodzili z celi tylko i wyłącznie na rozkaz funkcjonariuszy. Natomiast strażnicy mieli przebywać w innym środowisku, oddzielonym od więźniów. Posiadali również dostęp do specjalnych obszarów odpoczynkowych, a ich zadaniem było pracować w trzyosobowych zespołach na ośmiogodzinnych zmianach.

Jak to w więzieniu, obraz tego co się działo rejestrowała kamera z końca korytarza. Nie dość, że osadzeni nie mieli dostępu do zegarów, to ich rozmowy były także podsłuchiwane…

Aresztowania

Do tej pory ten eksperyment brzmi naprawdę ciekawie, ale nieco niepokojąco, nie sądzisz? Cóż, to nie koniec.

Wyobraź sobie, że faktycznie zgłosiłeś się na chętnego, a rzut monetą przypisał ci rolę więźnia. Siedzisz w tym momencie na kanapie w swoim mieszkaniu, oglądasz telewizję, może nawet popijasz sobie herbatkę lub kawę, gdy nagle do twojego mieszkania dobija się policja.

Co?

Oficerzy oskarżają Cię o napad z bronią i włamanie.

CO?!

Starasz się wytłumaczyć, że to przecież niemożliwe, ale zanim jesteś w stanie cokolwiek powiedzieć na twoich dłoniach lądują kajdanki. Na komisariacie zostajesz spisany, pobierane są od Ciebie odciski palców, a na twoich oczach zacieśnia się jakiś materiał, przez co nic nie widzisz…

Słyszysz, że gdzieś jedziesz.

Tylko gdzie?

Wysiadasz. Znowu możesz widzieć.

Hm, długi korytarz z celami…

Naczelnik więzienia tłumaczy tobie i innym przybyłym zasady.

Chwila, czy to nie jest ten eksperyment do którego się zgłosiłeś? Czyli on JUŻ się zaczął?!

Jesteś przeszukiwany.

Ale dobra, przynajmniej wiesz, że nie jesteś na serio aresztowany, co nie?

Niby tak, ale właśnie teraz naczelnik rozkazał wam, dostarczonym osadzonym, zdjąć wszystkie ubrania aby was zdezynfekować, bo przecież jesteście brudni i nie wiadomo co przynieśliście z zewnątrz.

15 dolarów za dwa tygodnie… niech zacznie się zabawa.

Pierwsze godziny

Ochotnicy wybrani na strażników otrzymali mundury zaprojektowane specjalnie w celu ich wyodrębnienia, imitując prawdziwe ubrania dozorców więziennych. Ciekawe było to, że nosili także lustrzanki w celu “zachowania anonimowości”. Po drugiej stronie barykady więźniowie nosili niewygodne, niedopasowane fartuchy bez bielizny i czapki z pończochami, a także łańcuch wokół kostki.

Strażnicy zostali poinstruowani, aby zwracać się do więźniów po przydzielonych im numerach wyszytych na mundurach, odczłowieczając ich. Na podstawie tych cyfr, parę razy w ciągu dnia, odbywały się liczenia. Służyły jako sposób na zapoznanie więźniów z ich numerami. Co ważniejsze, stanowiły one regularną okazję dla strażników do sprawowania kontroli, bowiem na samym początku chętni będący w tej roli niezbyt wiedzieli jak mają się do tego zabrać. Jako karę za nieposłuszeństwo wprowadzono pompki. Czasem (często) jeden ze strażników wchodził na plecy więźniów podczas ich wykonywania lub zmuszał innych osadzonych do siedzenia na plecach wykonujących karę.

Już drugiego dnia zaczął się bunt więźniów. Odmawiali wychodzenia z cel, zrywali identyfikatory z numerami, zdejmowali pończochy i obrażali strażników. Aby przywrócić kontrolę osadzeni zostali potraktowani gaśnicami. Usunięto wszystkie ubrania więźniów, materace i skazali głównych podżegaczy na pobyt w specjalnej jednostce penitencjarnej.

Aby ograniczyć dalsze akty nieposłuszeństwa, strażnicy nagradzali więźniów, którzy nie brali udziału w buncie – nagrodą był czas w „dobrej” celi, gdzie otrzymali ubrania, łóżka i jedzenie. Po około 12 godzinach cała AŻ trójka wróciła do swoich starych cel, w których brakowało łóżek. Wkrótce strażnicy zaczęli ograniczać dostęp do łazienek i zmuszali do załatwiania się w wiadrze w celi. Bardzo szybko doprowadziło to do nieprzyjemnego zapachu, brudnych ubrań, a w połączeniu z brakiem dostępu do odpowiedniej higieny koło dehumanizacji tylko się napędzało.

Niepokojące zdarzenia

Mniej niż 36 godzin po rozpoczęciu eksperymentu, więzień o numerze 8612 zaczął cierpieć na ostre zaburzenia emocjonalne, zdezorganizowane myślenie, niekontrolowany płacz i wściekłość. Po spotkaniu ze strażnikami, którzy powiedzieli mu, że jest słaby, 8612 wrócił do innych więźniów i powiedział: „Nie możesz odejść. Nie możesz przerwać”.

Wkrótce 8612 zaczął zachowywać się nadzwyczajnie. Zaczął krzyczeć, przeklinać, wpadać w szał, który wydawał się wymykać spod kontroli. Dopiero w tym momencie psychologowie zdali sobie sprawę, że muszą go wypuścić.

Kolejny z więźniów, o numerze 819, zaczął płakać w swojej celi. Sprowadzono księdza, aby z nim porozmawiał, ale młody człowiek odmówił rozmowy z nim i zamiast tego poprosił o lekarza. Po wysłuchaniu jego płaczu, Zimbardo starał się mu uświadomić to, że wcale nie jest więźniem – psycholog dosłownie musiał przypomnieć mężczyźnie jego własną tożsamość przez tak duże zatracenie w eksperymencie. Przez dość ciężki stan badanego podjęto decyzję o jego zwolnieniu z udziału w dalszych losach badania. Kiedy 819 wychodził, strażnicy namawiali pozostałych więźniów do głośnego i wielokrotnego wykrzykiwania.

„819 zrobił coś złego! Więzień numer 819 jest złym więźniem! Z powodu tego, co zrobił więzień numer 819, w mojej celi panuje bałagan, panie funkcjonariuszu!”

Jaki inny skutek mogło przynieść oddzielanie “posłusznych” od tych buntujących się?

W takich warunkach faworyzacja nie przynosiła zbyt dużo dobrego. Widząc, że strażnicy dzielą więźniów na podstawie ich dobrego lub buntowniczego zachowania, osadzeni zaczęli się od siebie oddalać. Buntownicy uważali innych więźniów za donosicieli i vice versa. W miarę jak więźniowie stawali się coraz bardziej ulegli, niczym sprzężenie łańcuchowe strażnicy stawali się coraz bardziej agresywni, żądając coraz większego posłuszeństwa. Osadzonym kazano np. czyścić muszle klozetowe gołymi rękoma, nosić torby na głowach, dokonywać masturbacji podczas zgromadzeń, symulować akty homoseksualne.

Słuszna decyzja

Około 5 dnia umożliwiono tradycyjne wizyty dla bliskich osób badanych. Zimbardo i strażnicy zmuszali odwiedzających do długiego oczekiwania na widzenie z ukochaną osobą. Dodatkowo, czas takiej wizyty został ograniczony do 10 minut, a strażnik miał dokładnie się wszystkiemu przyglądać.

Oprócz bliskich na terenie “aresztu” pojawili się psychologowie, między innymi Christina Maslach, która stanowczo potępiła to, co działo się w piwnicy Uniwersytetu Stanforda. Kobieta nawet bezpośrednio w stosunku do Philipa Zimbardo mówiła, że nie poznaje go. Ciekawostka jest taka, że pani Christina w 1972 została żoną pomysłodawcy eksperymentu. Może to właśnie ta wartość emocjonalna była kluczowa w przerwaniu tego idącego w bardzo złą stronę badania. Sam naukowiec później stwierdził, że za bardzo wdał się w rolę kierownika aresztu, zamiast od początku skupiać się na roli badacza.

Ze względu na sprzeciw pani Maslach, obawy rodziców osadzonych i rosnącą brutalność wykazywaną przez strażników w eksperymencie, Zimbardo zakończył badanie w szóstym dniu.

The Lucifer Effect

Po przymusowo, ale jednocześnie słusznie, zakończonym eksperymencie więziennym Philip Zimbardo zebrał wszystkich jego uczestników i zapłacił im za ten sześciodniowy pobyt w jego małym “areszcie”. Indywidualne spotkania z więźniami, strażnikami, a na koniec całą grupą pozwoliły na zebranie wniosków z obserwacji, ale również na wewnętrzny wgląd z różnych perspektyw na to co działo się za stalowymi kratami cel. Spotkania trwały po kilka godzin, a każdy uczestnik dostał do wypełnienia i odesłania indywidualnie kwestionariusz.

Dzięki zdobytym informacjom Zimbardo sformułował Efekt Lucyfera, mówiący o tym jak każdy z nas, niezależnie od osobowości i skłonności, w odpowiednio ukierunkowanym środowisku jest w stanie krzywdzić drugiego człowieka. Sami badani utrzymywali kontakt z Zimbardo i regularnie uczęszczali na terapię, twierdząc, że sam eksperyment mimo swojego nieoczekiwanie brutalnego obrotu nie wpłynął zbyt negatywnie na ich życie – wręcz przeciwnie – zgłaszali, że ich samoświadomość zwiększyła się.

Mimo tego wokół eksperymentu więziennego do dzisiaj krąży wiele kontrowersji, Zimbardo znajdywał nie raz odniesienie wyników i wniosków ze swojego badania do realiów jakie panowały np. na drugim końcu świata.

Abu Ghraib

Abu Ghraib jest autentycznym więzieniem położonym w Iraku, a działało od lat 60-tych do 2014 roku. Charakteryzował je zaostrzony rygor, ale również pozapolityczne egzekucje i brutalne praktyki stosowane wobec osadzonych. Nad obiektem władzę miał rząd Saddama Husajna, irackiego dyktatorskiego prezydenta.

W kwietniu 2004 roku amerykański telewizyjny magazyn informacyjny 60 Minutes opublikował artykuł, w którym opisano tortury i upokarzanie irackich więźniów przez amerykańskich żołnierzy i zakontraktowanych cywilów. Artykuł zawierał zdjęcia przedstawiające znęcanie się nad więźniami. Wydarzenia te wywołały poważny skandal polityczny przede wszystkim w USA, ale jak możesz się domyślać – w innych zakątkach świata też. Dla zainteresowanych zostawiam w źródłach całkiem długi i obszerny wpis z Wikipedii (ostatni link), ale ostrzegam, że zawiera również nieco drastyczne zdjęcia.

Kiedy akty torturowania i znęcania się nad więźniami w więzieniu Abu Ghraib zostały nagłośnione, Zimbardo zaniepokoiło pewne zjawisko. Przedstawiciele wojska przerzucili winę za tortury i nadużycia na tamtejsze powiedzenie „jedno złe jabłko może zepsuć beczkę”. W wolnym tłumaczeniu oznacza to, że jedna niewłaściwa osoba z destrukcyjnym podejściem może siać spustoszenie w grupie i przenosić na innych swoje złe wpływy.

"I argue that we all have the capacity for love and evil—to be Mother Theresa, to be Hitler or Saddam Hussein. It's the situation that brings that out"

~ Philip Zimbardo

Psycholog jednak uważał, że powinno się szczególną uwagę zwrócić na problemy formalnie ustanowionego wojskowego systemu więziennictwa –  w skrócie, środowiska i zasad panujących w areszcie. Postulował także o umożliwienie sięgnięcia po pomoc psychologiczną dla żołnierzy i więźniów, aby zminimalizować ryzyko samobójstw, poczucia winy, podobnych tragedii. Podzielasz jego zdanie?

Teraźniejsze skutki eksperymentu

Nie jestem w stanie stwierdzić, co myślisz w tym momencie o samej postaci Philipa Zimbardo i o jego eksperymencie. Jedno jest pewne – jest on kontrowersyjny, i to do dzisiaj. Nie można jednak powiedzieć, że nie wniósł też do świata psychologii i więziennictwa parę pozytywów.

Szkodliwe traktowanie uczestników doprowadziło do formalnego uznania wytycznych dotyczących etyki prowadzenia badań przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne. Badania muszą obecnie zostać poddane szczegółowemu przeglądowi przez instytucjonalną komisję rewizyjną lub etyczną, zanim zostaną wdrożone. Większość instytucji, takich jak uniwersytety, szpitale i agencje rządowe, wymaga przeglądu planów badawczych. Sprawdzane jest dokładnie, czy potencjalne korzyści z badań są uzasadnione w świetle możliwego ryzyka szkód fizycznych lub psychicznych.

Przede wszystkim badanie zagłębiło się w interakcjonistyczną relację osoba-sytuacja. W końcu w uniwersyteckim areszcie osadzeni byli zdrowi psychicznie, zatem można pokusić się o stwierdzenie, że specyficzne warunki mogą wyjaśniać niektóre mechanizmy prowadzące do agresji. Również można uznać, że odgrywane przez nas role społeczne są w stanie ukształtować naszą osobowość – szczególnie w sytuacji, gdzie jesteśmy zamknięci w konkretnej przestrzeni bez możliwości odegrania innego schematu, innej roli.

Teraz masz już całkiem spory wgląd do tego jakże ciekawego i dość kontrowersyjnego etycznie badania. Z tą wiedzą, ponowię pytanie zadane przeze mnie na początku…

Dalej skusiłbyś się na udział, Czytelniku?

Bibliografia:

Autorka: Julia Skrzypiec, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: https://en.wikipedia.org/wiki/Stanford_prison_experiment

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down