, co ewiden
W 2024 roku użytkownicy Facebooka byli świadkami licznych apeli o pomoc w odnalezieniu Zbigniewa Kozubińskiego. Bliscy mężczyzny udostępnili ostatnie zdjęcia, jakie im przesłał. Widok ten zapadł w pamięć wielu osobom: na twarzy Zbigniewa widoczne były obrażenia, co ewidentnie wskazywało, że w jego życiu wydarzyło się coś niepokojącego.
Zbigniew Kozubiński zaginął 24 kwietnia 2024 roku na terenie Niemiec, w niewielkiej gminie Fredersdorf-Vogelsdorf, liczącej niespełna 13 tysięcy mieszkańców. Od Polski dzieliło go zaledwie około 80 kilometrów. Zbyszek wyjechał do pracy w marcu 2024 roku. Nie był to jego pierwszy wyjazd do Niemiec, jednak po raz pierwszy przebywał w Krefeld. Mężczyzna podjął pracę w gospodarstwie na obrzeżach miasta, gdzie miał zajmować się bydłem. Praca miała być legalna, jednak – jak wynika z relacji bliskich – Zbigniew nie otrzymał umowy.
Początkowo narzekał jedynie na samotność. „Nie znał tam nikogo” – wspomina pani Katarzyna, mama zaginionego. Z czasem jednak jego samopoczucie wyraźnie się pogarszało. Bliscy zauważyli zmianę, ale Zbyszek tłumaczył ją samotnością i trudami pracy. Jak mówi jego mama, po pracy zdarzało mu się jeździć do miasta coś zjeść lub zrobić zakupy. Nigdy nie wspominał, że kogoś tam poznał czy nawiązał bliższe relacje.
Po niespełna miesiącu Zbyszek poinformował rodzinę, że wraca do Polski. Nie tłumaczył dokładnie swojej decyzji. Bliscy wiedzieli jedynie, że nie odpowiadało mu miejsce i że czuł się tam źle psychicznie. O ile na pracę nie narzekał, o tyle wizyty w mieście sprawiały, że czuł się nieswojo.
Ostatnie chwile przed zaginięciem
23 kwietnia Zbyszek rozpoczął podróż w kierunku Polski. Po dotarciu do Vogelsdorf pasażerowie busa, którym podróżował, mieli się przegrupować na parkingu przy sklepie Hornbach. Z informacji przekazanych przez przewoźnika wynika, że 29-latek miał tam czekać na kolejnego busa przez około 30–40 minut.
Kierowca oraz inni pasażerowie zeznali, że Zbigniew podczas podróży spożywał alkohol, jednak do czasu postoju jego zachowanie nie budziło niepokoju. Dopiero podczas oczekiwania na kolejny transport Zbyszek zaczął oddalać się od grupy. Jedna z kobiet próbowała go zatrzymać; miał wtedy powiedzieć, że ma zarezerwowany hotel i właśnie tam się udaje. Zabrał ze sobą dwie torby podróżne, jednak w busie na siedzeniu zostawił plecak zawierający jedynie dokumenty, parę drobnych monet, bluzę i czapkę. Portfela przy sobie nie miał.
Zbigniew wyglądał, jakby wdał się w bójkę lub został pobity – jego twarz była opuchnięta i posiniaczona, miał podbite oko. Na pytania bliskich o powody takiego stanu udzielił trzech różnych odpowiedzi: upadek z łóżka, upadek z roweru, a także pobicie. Choć sytuacja wyglądała niepokojąco, rodzina liczyła, że wszystko wyjaśni się po jego powrocie. Mężczyzna nie skarżył się na żadne dolegliwości fizyczne związane z tymi wydarzeniami.
Okolica, w której znajdował się Zbigniew, nie była odosobniona – w pobliżu znajdowały się supermarkety, fast foody, sklep meblowy i inne punkty usługowe. Wiadomo, że Zbyszek udał się do oddalonego o ok. 500 metrów Kauflandu. Tam rozmawiał z jedną z pracownic. Jego stan wzbudził w niej niepokój, dlatego wezwała karetkę, jednak Zbigniew odmówił przewiezienia do szpitala.
Mężczyzna pytał o hotel, ale w okolicy nie było miejsca, gdzie mógłby spędzić noc. Ekspedientka zaoferowała mu pomoc, proponując nocleg. Zbyszek przystał na propozycję. Kiedy poczuł się słabo, kobieta pomogła mu wyjść przed sklep. Ostatni raz widziała, jak oddala się w stronę lasu za marketem. Miała nadzieję, że wróci, gdy będzie kończyć zmianę – tak się jednak nie stało. Współpracownicy kobiety twierdzili, że widzieli Zbyszka jeszcze następnego dnia rano, jednak ona sama nie może tego potwierdzić.
Brak działań służb i poszukiwania rodziny
Rodzice Zbyszka przyjechali do Vogelsdorf 7 maja. Na własną rękę przeszukiwali lasek, z którego to miejsca ich syn kontaktował się po raz ostatni – informował wówczas, że jego telefon się rozładowuje, a samopoczucie „pozostawia wiele do życzenia”. Niestety nie udało im się trafić na żaden ślad. Nie znaleziono rzeczy osobistych ani oznak przebywania w tamtym miejscu.
Odwiedzili także Kaufland i porozmawiali z pracownicą, która próbowała pomóc Zbyszkowi. Twierdziła, że współpracownicy widzieli Zbyszka z początkiem maja, ale sama go nie spotkała. Rodzina dowiedziała się również, że policja nigdy nie zjawiła się w sklepie, by zabezpieczyć monitoring czy przesłuchać pracowników. Brak było też większych poszukiwań w lesie, którego powierzchnia wynosi ok. 1,5 km².
Rzeczy zostawione przez Zbyszka w busie zostały zwrócone rodzinie. Rodzice rozmawiali z kierowcą i nie mają do niego pretensji – sytuacja została wyjaśniona. Zbigniew nie został wyrzucony z busa, jak sugerowały niektóre media. Miał po prostu czekać na przesiadkę.
Nadzieja w Monachium
Państwo Kozubińscy kilkukrotnie wracali do Niemiec, by rozwieszać plakaty i szukać informacji w miejscach, gdzie sugerowano, że Zbigniew może przebywać. Najwięcej sygnałów pochodziło z Berlina. Niedługo po zgłoszeniu zaginięcia polska policja otrzymała e-mail od Polki mieszkającej w Niemczech. Twierdziła, że spotkała Zbigniewa w Berlinie i pomogła mu wsiąść do metra. Według niej mężczyzna był zdezorientowany, miał ograniczony kontakt z rzeczywistością i nie do końca wiedział, dokąd zmierza. Kobieta zauważyła na jego ręce opaskę szpitalną – najprawdopodobniej ze szpitala Charité lub Charlottenburg. Niemieckie służby wykluczyły jednak, by był to Zbigniew Kozubiński.
Najnowsze doniesienia pochodzą z Monachium. Z rodziną zaginionego skontaktował się Polak, który twierdził, że widział Zbigniewa w szpitalu – w towarzystwie kobiety i dwójki dzieci. Mężczyzna nie zareagował od razu, dopiero po czasie uświadomił sobie, że rozpoznaje tę twarz. Dodał, że człowiek ten mówił po polsku i był łudząco podobny do zaginionego.
Rodzina wciąż ma nadzieję na szczęśliwy finał, choć nie brakuje także przykrych doświadczeń. Bliscy otrzymują również nieprzyjemne wiadomości, w tym wulgarne komentarze, które nie pomagają w poszukiwaniach, a jedynie pogłębiają cierpienie. Pani Katarzyna, mama Zbyszka, codziennie zmaga się z ogromnymi emocjami. Chce jedynie wiedzieć, że jej syn jest bezpieczny i żyje. Rodzina nie traci nadziei
