Deprecated: Creation of dynamic property Oxygen_VSB_Dynamic_Shortcodes::$custom_dynamic_datas is deprecated in /home/fundacj5/domains/fundacjazaginieni.pl/public_html/wp-content/plugins/oxygen/component-framework/includes/oxygen-dynamic-shortcodes.php on line 18
Zaginiony Daniel Gil - Helmond, Holandia - Fundacja Zaginieni
KRS: 0000870180

Zaginiony Daniel Gil - Helmond, Holandia

Pan Konstanty, odbierając telefon od syna, nie spodziewał się, że zmieni to życie całej rodziny na długie lata.
- Powiedział mi, że ktoś go goni, że próbuje uciec. Był strasznie przestraszony. Powiedział, żebym zadzwonił na policję…

32-letni Daniel Gil całe życie mieszkał w Prudniku – mieście położonym w województwie opolskim, liczącym niespełna 19 tysięcy mieszkańców. Daniel miał sześcioro rodzeństwa, a rodzina żyła w bliskich relacjach – zawsze mogli na sobie polegać. Mężczyzna był przez bliskich wspominany jako niezwykle pomocny, spokojny i przyjazny. Z ojcem, panem Konstantym, łączyła go wyjątkowa więź – nie było tematów tabu, rozmawiali niemal o wszystkim. Przez pewien czas pracowali nawet w tych samych firmach.

Pierwsze decyzje o wyjeździe


Daniel był grzecznym dzieckiem, nie sprawiał problemów wychowawczych. Choć nie zdobył konkretnego wykształcenia, jego celem było jak najszybsze podjęcie pracy, by wspomóc rodzinny budżet. Przed trzydziestką został ojcem. Z czasem jednak sytuacja zaczęła się komplikować. W pewnym momencie to Daniel, z pomocą ojca, zajmował się dziećmi, gdyż jego relacje z partnerką znacznie się pogorszyły.

Rok 2020 był trudnym okresem dla wszystkich – nie inaczej było w przypadku Daniela. Mimo że nie miał problemów zdrowotnych, to finansowo radził sobie kiepsko. Na początku roku stracił pracę i mimo poszukiwań – zarówno na własną rękę, jak i za pośrednictwem urzędu pracy – nie mógł znaleźć zatrudnienia. Wiosną zaczął wspominać bliskim o planach wyjazdu za granicę. Kolega mieszkający w Holandii kilkukrotnie oferował mu pomoc w znalezieniu pracy i zakwaterowania. Praca miała polegać na zbiorze pomidorów. Daniel znał Adriana od dawna – kiedyś kolega ten pomieszkiwał nawet u niego.

Z informacji przekazanych ojcu przez Daniela wiadomo, że Adrian pożyczył mu pieniądze na bilet. Zaoferował także dach nad głową na 3–4 miesiące. Po tym czasie Daniel miał wrócić do Prudnika. Pan Konstanty twierdzi, że syn miał konkretne plany po powrocie do Polski. Chciał wyremontować mieszkanie i zamieszkać w nim z dziećmi. Chciał też pomóc ojcu, który od dawna wspierał go na wielu płaszczyznach.

Decyzja o wyjeździe nie spotkała się z entuzjazmem bliskich – sytuacja nie była kryzysowa, rodzina poradziłaby sobie bez jego wyjazdu. Wówczas wszyscy sądzili, że kryzys jest przejściowy. Daniel jednak był zdeterminowany – chciał zapewnić dzieciom godne życie i wesprzeć tych, na których sam zawsze mógł liczyć. Na czas jego nieobecności dziećmi mieli zająć się pan Konstanty i jego żona. Siostry Daniela również miały pomagać w opiece.

Wyjazd Daniela do Holandii


Daniel opuścił Polskę 17 czerwca 2020 roku. Po dotarciu do Mierlo, gdzie mieszkał Adrian, zadzwonił do ojca. Opowiadał, że zorganizowali sobie spotkanie. Mówił, że wszystko jest w porządku, że następnego dnia wybiera się do agencji pracy w Helmond – mieście oddalonym od Mierlo o 6–7 km.

Kolejny kontakt z bliskimi miał miejsce 18 czerwca, dzień po przyjeździe. Daniel zadzwonił do ojca, prosząc, by ten skontaktował się z policją. Pan Konstanty twierdzi, że syn był przerażony i spanikowany. Mówił, że ktoś go goni, że musi się ukryć i potrzebuje pomocy. Z obawy, że dzwoniący telefon może zdradzić położenie Daniela, pan Konstanty zadzwonił ponownie dopiero po kilkunastu minutach. Daniel odebrał, ale prosił, by tata więcej nie dzwonił – „bo mogą mnie namierzyć” – mówił. Kim byli ci „oni”?

Okoliczności zaginięcia


Ojciec poradził przerażonemu synowi, by wszedł do jakiegoś sklepu lub innego miejsca, gdzie są ludzie. Niestety, od tego momentu kontakt z Danielem urwał się. Bliscy próbowali się z nim skontaktować, ale bez skutku. Próbowali również nawiązać kontakt z Adrianem, u którego Daniel przebywał – ten jednak starał się ich unikać. Gdy macosze Daniela udało się porozmawiać z Adrianem, ten tłumaczył, że nie wie, co się stało. Twierdził, że nie ma z Danielem kontaktu.

Na pytanie, dlaczego Daniel poszedł sam do agencji pracy, odpowiedział, że to niedaleko. Bus podjeżdża niemal pod biuro, gdzie pracują Polacy. Sam nie mógł mu towarzyszyć, ponieważ musiał iść do pracy. Był to jeden z nielicznych kontaktów z Adrianem – mężczyzna nigdy nie zaangażował się w poszukiwania.

Proces poszukiwań - Holandia


Rodzina Daniela była zrozpaczona. Policja w Prudniku miała ograniczone możliwości. Dodatkowo kontakt z holenderską policją był utrudniony i odbywał się przez osoby trzecie. Tu z pomocą przyszedł znajomy pana Konstantego – to on zgłosił zaginięcie do holenderskich służb. Rozwieszono plakaty w Mierlo i Helmond. Pracownicy agencji pracy potwierdzili, że Daniel pojawił się w biurze, wypełnił dokumenty i został zarejestrowany. Jednak jakiś czas później – pan Konstanty nie wie dokładnie, czy chodzi o kilkanaście minut, godzinę czy więcej – Daniel wrócił do agencji i zażądał usunięcia go z bazy.

Co zatem wydarzyło się w tym krótkim czasie, i dlaczego Daniel nagle zmienił zdanie?

Proces poszukiwań - Polska


W Polsce bliscy nagłaśniali zaginięcie – wierząc w siłę mediów społecznościowych, publikowali zdjęcia Daniela i wszelkie informacje mogące pomóc. Pan Konstanty zgłosił zaginięcie do fundacji i stowarzyszeń zajmujących się takimi przypadkami. Pod jednym z postów ktoś zamieścił krótkie nagranie. Widać na nim trzech mężczyzn: dwóch postawnych i jednego drobniejszego, obok leżała walizka. Ten drobniejszy, według partnerki pana Konstantego, przypominał Daniela i był „eskortowany” do samochodu. Zdarzenie miało miejsce na przystanku autobusowym. Kobieta twierdzi, że jego zachowanie wskazywało na strach i stres. Niestety, nie zdążyła pobrać nagrania ani ustalić, kto je opublikował – później filmik zniknął z internetu. Żona pana Konstantego wspomina, że osoby z nagrania mogły być Romami lub Bułgarami – miały śniadą karnację.

Jedna z hipotez - "baraki śmierci"


Kilka miesięcy po zaginięciu pojawiła się nadzieja. Z macochą Daniela skontaktowała się kobieta, która twierdziła, że może mieć informacje. Jej partner miał wspominać o Danielu – obaj mieli przebywać w tzw. „barakach śmierci” pod Rotterdamem. Jemu udało się uciec, Daniel miał tam zostać. Policji udało się odnaleźć wspomnianego mężczyznę. Ten jednak twierdził, że spotkał Daniela jedynie na przystanku i wymienili kilka uprzejmości. Bliscy w to nie wierzą. Są przekonani, że mężczyzna coś ukrywa. Nie wierzą też, że kobieta, która się z nimi skontaktowała, miała powody do kłamstwa.

Fałszywa nadzieja, dalsza bezradność


Rodzina otrzymywała wiele niesprawdzonych informacji – część sugerowała, że Daniel żyje w Holandii i po prostu zerwał kontakt. Bliscy są pewni, że nigdy nie zrobiłby tego dobrowolnie. Mężczyzna był silnie związany z ojcem i z pewnością powiedziałby mu o takim zamiarze. Zaginięcie Daniela było dwukrotnie poruszane w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…”. Co jakiś czas pojawiają się posty przypominające o jego losie. Niestety, brak jest konkretnych tropów.

Najnowsze informacje


Ostatnie doniesienia od pana Konstantego dają jednak nadzieję. Skontaktował się z nim znajomy, który twierdził, że widział Daniela w Holandii w towarzystwie kobiety i dziecka. Przekazał też adres domu, przy którym mężczyzna był widziany. Poproszono pewną Polkę, by sprawdziła to miejsce – powiedziała, że nie spotkała tam Daniela, a okna w domu były pozasłaniane. Z obawy nie zapukała do drzwi.

Z niepotwierdzonych informacji wynika, że osoba, z którą mógł przebywać Daniel, mogła mieć związek z handlem ludźmi. Mowa tutaj o przymusowych obozach pracy.

Od wielu lat notuje się liczne przypadki zaginięć Polaków w Holandii. Obywatele Polski chętnie emigrują tam w poszukiwaniu lepszego życia, ale nie wszystkim się to udaje. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło „zaginieni w Holandii”. Wtedy możemy zobaczyć długą listę osób, które przepadły bez śladu na terytorium tego kraju.


Artykuł opracowany na podstawie informacji od rodziny Daniela Gila
Autorka: Marcelina Biała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down