Deprecated: Creation of dynamic property Oxygen_VSB_Dynamic_Shortcodes::$custom_dynamic_datas is deprecated in /home/fundacj5/domains/fundacjazaginieni.pl/public_html/wp-content/plugins/oxygen/component-framework/includes/oxygen-dynamic-shortcodes.php on line 18
Archiwa: strefa bezpieczeństwa - Strona 2 z 21 - Fundacja Zaginieni
KRS: 0000870180

W 2024 roku użytkownicy Facebooka byli świadkami licznych apeli o pomoc w odnalezieniu Zbigniewa Kozubińskiego. Bliscy mężczyzny udostępnili ostatnie zdjęcia, jakie im przesłał. Widok ten zapadł w pamięć wielu osobom: na twarzy Zbigniewa widoczne były obrażenia, co ewidentnie wskazywało, że w jego życiu wydarzyło się coś niepokojącego.

Zbigniew Kozubiński zaginął 24 kwietnia 2024 roku na terenie Niemiec, w niewielkiej gminie Fredersdorf-Vogelsdorf, liczącej niespełna 13 tysięcy mieszkańców. Od Polski dzieliło go zaledwie około 80 kilometrów. Zbyszek wyjechał do pracy w marcu 2024 roku. Nie był to jego pierwszy wyjazd do Niemiec, jednak po raz pierwszy przebywał w Krefeld. Mężczyzna podjął pracę w gospodarstwie na obrzeżach miasta, gdzie miał zajmować się bydłem. Praca miała być legalna, jednak – jak wynika z relacji bliskich – Zbigniew nie otrzymał umowy.

Początkowo narzekał jedynie na samotność. „Nie znał tam nikogo” – wspomina pani Katarzyna, mama zaginionego. Z czasem jednak jego samopoczucie wyraźnie się pogarszało. Bliscy zauważyli zmianę, ale Zbyszek tłumaczył ją samotnością i trudami pracy. Jak mówi jego mama, po pracy zdarzało mu się jeździć do miasta coś zjeść lub zrobić zakupy. Nigdy nie wspominał, że kogoś tam poznał czy nawiązał bliższe relacje.

Po niespełna miesiącu Zbyszek poinformował rodzinę, że wraca do Polski. Nie tłumaczył dokładnie swojej decyzji. Bliscy wiedzieli jedynie, że nie odpowiadało mu miejsce i że czuł się tam źle psychicznie. O ile na pracę nie narzekał, o tyle wizyty w mieście sprawiały, że czuł się nieswojo.

Ostatnie chwile przed zaginięciem

23 kwietnia Zbyszek rozpoczął podróż w kierunku Polski. Po dotarciu do Vogelsdorf pasażerowie busa, którym podróżował, mieli się przegrupować na parkingu przy sklepie Hornbach. Z informacji przekazanych przez przewoźnika wynika, że 29-latek miał tam czekać na kolejnego busa przez około 30–40 minut.

Kierowca oraz inni pasażerowie zeznali, że Zbigniew podczas podróży spożywał alkohol, jednak do czasu postoju jego zachowanie nie budziło niepokoju. Dopiero podczas oczekiwania na kolejny transport Zbyszek zaczął oddalać się od grupy. Jedna z kobiet próbowała go zatrzymać; miał wtedy powiedzieć, że ma zarezerwowany hotel i właśnie tam się udaje. Zabrał ze sobą dwie torby podróżne, jednak w busie na siedzeniu zostawił plecak zawierający jedynie dokumenty, parę drobnych monet, bluzę i czapkę. Portfela przy sobie nie miał.

Zbigniew wyglądał, jakby wdał się w bójkę lub został pobity – jego twarz była opuchnięta i posiniaczona, miał podbite oko. Na pytania bliskich o powody takiego stanu udzielił trzech różnych odpowiedzi: upadek z łóżka, upadek z roweru, a także pobicie. Choć sytuacja wyglądała niepokojąco, rodzina liczyła, że wszystko wyjaśni się po jego powrocie. Mężczyzna nie skarżył się na żadne dolegliwości fizyczne związane z tymi wydarzeniami.

Okolica, w której znajdował się Zbigniew, nie była odosobniona – w pobliżu znajdowały się supermarkety, fast foody, sklep meblowy i inne punkty usługowe. Wiadomo, że Zbyszek udał się do oddalonego o ok. 500 metrów Kauflandu. Tam rozmawiał z jedną z pracownic. Jego stan wzbudził w niej niepokój, dlatego wezwała karetkę, jednak Zbigniew odmówił przewiezienia do szpitala.

Mężczyzna pytał o hotel, ale w okolicy nie było miejsca, gdzie mógłby spędzić noc. Ekspedientka zaoferowała mu pomoc, proponując nocleg. Zbyszek przystał na propozycję. Kiedy poczuł się słabo, kobieta pomogła mu wyjść przed sklep. Ostatni raz widziała, jak oddala się w stronę lasu za marketem. Miała nadzieję, że wróci, gdy będzie kończyć zmianę – tak się jednak nie stało. Współpracownicy kobiety twierdzili, że widzieli Zbyszka jeszcze następnego dnia rano, jednak ona sama nie może tego potwierdzić.

Brak działań służb i poszukiwania rodziny

Rodzice Zbyszka przyjechali do Vogelsdorf 7 maja. Na własną rękę przeszukiwali lasek, z którego to miejsca ich syn kontaktował się po raz ostatni – informował wówczas, że jego telefon się rozładowuje, a samopoczucie „pozostawia wiele do życzenia”. Niestety nie udało im się trafić na żaden ślad. Nie znaleziono rzeczy osobistych ani oznak przebywania w tamtym miejscu.

Odwiedzili także Kaufland i porozmawiali z pracownicą, która próbowała pomóc Zbyszkowi. Twierdziła, że współpracownicy widzieli Zbyszka z początkiem maja, ale sama go nie spotkała. Rodzina dowiedziała się również, że policja nigdy nie zjawiła się w sklepie, by zabezpieczyć monitoring czy przesłuchać pracowników. Brak było też większych poszukiwań w lesie, którego powierzchnia wynosi ok. 1,5 km².

Rzeczy zostawione przez Zbyszka w busie zostały zwrócone rodzinie. Rodzice rozmawiali z kierowcą i nie mają do niego pretensji – sytuacja została wyjaśniona. Zbigniew nie został wyrzucony z busa, jak sugerowały niektóre media. Miał po prostu czekać na przesiadkę.

Nadzieja w Monachium

Państwo Kozubińscy kilkukrotnie wracali do Niemiec, by rozwieszać plakaty i szukać informacji w miejscach, gdzie sugerowano, że Zbigniew może przebywać. Najwięcej sygnałów pochodziło z Berlina. Niedługo po zgłoszeniu zaginięcia polska policja otrzymała e-mail od Polki mieszkającej w Niemczech. Twierdziła, że spotkała Zbigniewa w Berlinie i pomogła mu wsiąść do metra. Według niej mężczyzna był zdezorientowany, miał ograniczony kontakt z rzeczywistością i nie do końca wiedział, dokąd zmierza. Kobieta zauważyła na jego ręce opaskę szpitalną – najprawdopodobniej ze szpitala Charité lub Charlottenburg. Niemieckie służby wykluczyły jednak, by był to Zbigniew Kozubiński.

Najnowsze doniesienia pochodzą z Monachium. Z rodziną zaginionego skontaktował się Polak, który twierdził, że widział Zbigniewa w szpitalu – w towarzystwie kobiety i dwójki dzieci. Mężczyzna nie zareagował od razu, dopiero po czasie uświadomił sobie, że rozpoznaje tę twarz. Dodał, że człowiek ten mówił po polsku i był łudząco podobny do zaginionego.

Rodzina wciąż ma nadzieję na szczęśliwy finał, choć nie brakuje także przykrych doświadczeń. Bliscy otrzymują również nieprzyjemne wiadomości, w tym wulgarne komentarze, które nie pomagają w poszukiwaniach, a jedynie pogłębiają cierpienie. Pani Katarzyna, mama Zbyszka, codziennie zmaga się z ogromnymi emocjami. Chce jedynie wiedzieć, że jej syn jest bezpieczny i żyje. Rodzina nie traci nadziei

Pan Konstanty, odbierając telefon od syna, nie spodziewał się, że zmieni to życie całej rodziny na długie lata.
- Powiedział mi, że ktoś go goni, że próbuje uciec. Był strasznie przestraszony. Powiedział, żebym zadzwonił na policję…

32-letni Daniel Gil całe życie mieszkał w Prudniku – mieście położonym w województwie opolskim, liczącym niespełna 19 tysięcy mieszkańców. Daniel miał sześcioro rodzeństwa, a rodzina żyła w bliskich relacjach – zawsze mogli na sobie polegać. Mężczyzna był przez bliskich wspominany jako niezwykle pomocny, spokojny i przyjazny. Z ojcem, panem Konstantym, łączyła go wyjątkowa więź – nie było tematów tabu, rozmawiali niemal o wszystkim. Przez pewien czas pracowali nawet w tych samych firmach.

Pierwsze decyzje o wyjeździe


Daniel był grzecznym dzieckiem, nie sprawiał problemów wychowawczych. Choć nie zdobył konkretnego wykształcenia, jego celem było jak najszybsze podjęcie pracy, by wspomóc rodzinny budżet. Przed trzydziestką został ojcem. Z czasem jednak sytuacja zaczęła się komplikować. W pewnym momencie to Daniel, z pomocą ojca, zajmował się dziećmi, gdyż jego relacje z partnerką znacznie się pogorszyły.

Rok 2020 był trudnym okresem dla wszystkich – nie inaczej było w przypadku Daniela. Mimo że nie miał problemów zdrowotnych, to finansowo radził sobie kiepsko. Na początku roku stracił pracę i mimo poszukiwań – zarówno na własną rękę, jak i za pośrednictwem urzędu pracy – nie mógł znaleźć zatrudnienia. Wiosną zaczął wspominać bliskim o planach wyjazdu za granicę. Kolega mieszkający w Holandii kilkukrotnie oferował mu pomoc w znalezieniu pracy i zakwaterowania. Praca miała polegać na zbiorze pomidorów. Daniel znał Adriana od dawna – kiedyś kolega ten pomieszkiwał nawet u niego.

Z informacji przekazanych ojcu przez Daniela wiadomo, że Adrian pożyczył mu pieniądze na bilet. Zaoferował także dach nad głową na 3–4 miesiące. Po tym czasie Daniel miał wrócić do Prudnika. Pan Konstanty twierdzi, że syn miał konkretne plany po powrocie do Polski. Chciał wyremontować mieszkanie i zamieszkać w nim z dziećmi. Chciał też pomóc ojcu, który od dawna wspierał go na wielu płaszczyznach.

Decyzja o wyjeździe nie spotkała się z entuzjazmem bliskich – sytuacja nie była kryzysowa, rodzina poradziłaby sobie bez jego wyjazdu. Wówczas wszyscy sądzili, że kryzys jest przejściowy. Daniel jednak był zdeterminowany – chciał zapewnić dzieciom godne życie i wesprzeć tych, na których sam zawsze mógł liczyć. Na czas jego nieobecności dziećmi mieli zająć się pan Konstanty i jego żona. Siostry Daniela również miały pomagać w opiece.

Wyjazd Daniela do Holandii


Daniel opuścił Polskę 17 czerwca 2020 roku. Po dotarciu do Mierlo, gdzie mieszkał Adrian, zadzwonił do ojca. Opowiadał, że zorganizowali sobie spotkanie. Mówił, że wszystko jest w porządku, że następnego dnia wybiera się do agencji pracy w Helmond – mieście oddalonym od Mierlo o 6–7 km.

Kolejny kontakt z bliskimi miał miejsce 18 czerwca, dzień po przyjeździe. Daniel zadzwonił do ojca, prosząc, by ten skontaktował się z policją. Pan Konstanty twierdzi, że syn był przerażony i spanikowany. Mówił, że ktoś go goni, że musi się ukryć i potrzebuje pomocy. Z obawy, że dzwoniący telefon może zdradzić położenie Daniela, pan Konstanty zadzwonił ponownie dopiero po kilkunastu minutach. Daniel odebrał, ale prosił, by tata więcej nie dzwonił – „bo mogą mnie namierzyć” – mówił. Kim byli ci „oni”?

Okoliczności zaginięcia


Ojciec poradził przerażonemu synowi, by wszedł do jakiegoś sklepu lub innego miejsca, gdzie są ludzie. Niestety, od tego momentu kontakt z Danielem urwał się. Bliscy próbowali się z nim skontaktować, ale bez skutku. Próbowali również nawiązać kontakt z Adrianem, u którego Daniel przebywał – ten jednak starał się ich unikać. Gdy macosze Daniela udało się porozmawiać z Adrianem, ten tłumaczył, że nie wie, co się stało. Twierdził, że nie ma z Danielem kontaktu.

Na pytanie, dlaczego Daniel poszedł sam do agencji pracy, odpowiedział, że to niedaleko. Bus podjeżdża niemal pod biuro, gdzie pracują Polacy. Sam nie mógł mu towarzyszyć, ponieważ musiał iść do pracy. Był to jeden z nielicznych kontaktów z Adrianem – mężczyzna nigdy nie zaangażował się w poszukiwania.

Proces poszukiwań - Holandia


Rodzina Daniela była zrozpaczona. Policja w Prudniku miała ograniczone możliwości. Dodatkowo kontakt z holenderską policją był utrudniony i odbywał się przez osoby trzecie. Tu z pomocą przyszedł znajomy pana Konstantego – to on zgłosił zaginięcie do holenderskich służb. Rozwieszono plakaty w Mierlo i Helmond. Pracownicy agencji pracy potwierdzili, że Daniel pojawił się w biurze, wypełnił dokumenty i został zarejestrowany. Jednak jakiś czas później – pan Konstanty nie wie dokładnie, czy chodzi o kilkanaście minut, godzinę czy więcej – Daniel wrócił do agencji i zażądał usunięcia go z bazy.

Co zatem wydarzyło się w tym krótkim czasie, i dlaczego Daniel nagle zmienił zdanie?

Proces poszukiwań - Polska


W Polsce bliscy nagłaśniali zaginięcie – wierząc w siłę mediów społecznościowych, publikowali zdjęcia Daniela i wszelkie informacje mogące pomóc. Pan Konstanty zgłosił zaginięcie do fundacji i stowarzyszeń zajmujących się takimi przypadkami. Pod jednym z postów ktoś zamieścił krótkie nagranie. Widać na nim trzech mężczyzn: dwóch postawnych i jednego drobniejszego, obok leżała walizka. Ten drobniejszy, według partnerki pana Konstantego, przypominał Daniela i był „eskortowany” do samochodu. Zdarzenie miało miejsce na przystanku autobusowym. Kobieta twierdzi, że jego zachowanie wskazywało na strach i stres. Niestety, nie zdążyła pobrać nagrania ani ustalić, kto je opublikował – później filmik zniknął z internetu. Żona pana Konstantego wspomina, że osoby z nagrania mogły być Romami lub Bułgarami – miały śniadą karnację.

Jedna z hipotez - "baraki śmierci"


Kilka miesięcy po zaginięciu pojawiła się nadzieja. Z macochą Daniela skontaktowała się kobieta, która twierdziła, że może mieć informacje. Jej partner miał wspominać o Danielu – obaj mieli przebywać w tzw. „barakach śmierci” pod Rotterdamem. Jemu udało się uciec, Daniel miał tam zostać. Policji udało się odnaleźć wspomnianego mężczyznę. Ten jednak twierdził, że spotkał Daniela jedynie na przystanku i wymienili kilka uprzejmości. Bliscy w to nie wierzą. Są przekonani, że mężczyzna coś ukrywa. Nie wierzą też, że kobieta, która się z nimi skontaktowała, miała powody do kłamstwa.

Fałszywa nadzieja, dalsza bezradność


Rodzina otrzymywała wiele niesprawdzonych informacji – część sugerowała, że Daniel żyje w Holandii i po prostu zerwał kontakt. Bliscy są pewni, że nigdy nie zrobiłby tego dobrowolnie. Mężczyzna był silnie związany z ojcem i z pewnością powiedziałby mu o takim zamiarze. Zaginięcie Daniela było dwukrotnie poruszane w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…”. Co jakiś czas pojawiają się posty przypominające o jego losie. Niestety, brak jest konkretnych tropów.

Najnowsze informacje


Ostatnie doniesienia od pana Konstantego dają jednak nadzieję. Skontaktował się z nim znajomy, który twierdził, że widział Daniela w Holandii w towarzystwie kobiety i dziecka. Przekazał też adres domu, przy którym mężczyzna był widziany. Poproszono pewną Polkę, by sprawdziła to miejsce – powiedziała, że nie spotkała tam Daniela, a okna w domu były pozasłaniane. Z obawy nie zapukała do drzwi.

Z niepotwierdzonych informacji wynika, że osoba, z którą mógł przebywać Daniel, mogła mieć związek z handlem ludźmi. Mowa tutaj o przymusowych obozach pracy.

Od wielu lat notuje się liczne przypadki zaginięć Polaków w Holandii. Obywatele Polski chętnie emigrują tam w poszukiwaniu lepszego życia, ale nie wszystkim się to udaje. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło „zaginieni w Holandii”. Wtedy możemy zobaczyć długą listę osób, które przepadły bez śladu na terytorium tego kraju.


Artykuł opracowany na podstawie informacji od rodziny Daniela Gila
Autorka: Marcelina Biała, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

11 marca 2025 roku minęło 6 lat od zaginięcia Oli Gładysiak. Dzięki współpracy z panią Agnieszką, starszą siostrą Oli, mogę poniżej przedstawić Państwu jej historię.

W razie jakichkolwiek informacji, które mogłyby pomóc w dalej toczącym się śledztwie, proszę o kontakt z jednostką prowadzącą sprawę:
Komenda Miejskiej Policji we Włocławku, Wydział Kryminalny, Bydgoszcz, ul. Powstańców Wielkopolskich 7, kod pocztowy: 85-090

źródło: https://fundacjazaginieni.pl/missing/aleksandra-anna-gladysiak-2021-046/

Przeszłość Oli - ważne wydarzenia i miejsca


Przeszłość Oli nie należała do najłatwiejszych. Oboje z rodziców spożywali alkohol. Różnica między nimi była taka, że ojciec pracował i utrzymywał w jakiś sposób rodzinę, jednak matka takich obowiązków nie wypełniała. Ola bardzo często była przyprowadzana jako niemowlę do mieszkania swojej starszej, przyrodniej siostry, Agnieszki. Można stwierdzić, że prawie całe dzieciństwo Ola spędziła właśnie w tym miejscu.

Pewnego dnia do mieszkania pani Agnieszki zapukała pracownica pomocy społecznej prosząc, aby kobieta udała się z nią o piętro wyżej - do mieszkania matki. Tam pani Agnieszka usłyszała, że jeśli nie weźmie Oli do siebie, dziewczynka trafi do domu dziecka.

“Serce ci pęknie jak Ola trafi do domu dziecka.”

~ słowa byłego męża pani Agnieszki.

Mimo trójki dzieci i kolejnej ciąży pani Agnieszka wzięła Olę do siebie, na stałe, oficjalnie stając się prawnym opiekunem dziewczynki gdy ta miała 6 lat - 2008 rok. Ola nie chciała utrzymywać kontaktu z mamą. Po pewnym czasie rodzice Oli rozstali się, a jej ojciec wyprowadził się do okolicznej miejscowości Kruszyn.

źródło: Google Maps

Początkowo ojciec Oli starał się zachować kontakt z córką, jednak z czasem zaczął on zanikać. Po kilku latach zmarł. Ola bardzo ciężko przechodziła to zdarzenie, jednak nie chciała uczestniczyć ani w jego pogrzebie, ani nie chciała odwiedzać jego grób. W gimnazjum dziewczynka odzyskiwała bardzo powoli kontakt z matką, także dopiero wtedy zaczęła wspominać i rozmawiać o tacie. Żałowała, że nie znała go praktycznie w ogóle. Mimo swojej nieobecności i tak, jak się okazywało, wywierał na życiu emocjonalnym Oli ogromne znaczenie.

Mama Oli znalazła nowego partnera, z którym zamieszkała na ulicy Lipnowskiej we Włocławku. Ola odwiedzała matkę sporadycznie, w weekendy, przemierzając drogę ze swojego domu, z ulicy Łęgskiej.

źródło: Google Maps

Przeszłość Oli - osobowość, rozwój i relacje


Ola nie miała zbyt wielu znajomych. Jej najbliższymi przyjaciółmi były dzieci pani Agnieszki i kilka osób z którymi spotykała się w "piwnicy" - klubie, było to miejsce założone przez dzieci właśnie do takich towarzyskich spotkań. Ola miała również znajomych z internetu, jednak nigdy nie spotkała się z żadnym z nich na żywo. Dziewczynka także nie miała chłopaka - regularnie zwierzała się starszej siostrze ze swojego życia.

Ola była introwertyczna, zamknięta w sobie, jednak w trakcie dorastania sytuacja trochę się ustabilizowała. W 2018 roku dostała się do liceum plastycznego we Włocławku - była bardzo uzdolniona plastycznie i uwielbiała rysować, była wrażliwa i spokojna, chciała zostać architektem.

źródło zdjęcia i rysunków Oli: https://www.youtube.com/watch?v=8xCMjZB5H_M

Problemy w liceum


Krótko po rozpoczęciu nauki w liceum Ola zaczęła wagarować, opuszczała lekcje, niechętnie tłumacząc się z powodów swojej nieobecności. Przestała zwierzać się, znowu zaczęła zamykać się w sobie. Pani Agnieszka była zaniepokojona zachowaniem Oli, jednak w kontekście emocji zawsze dawała dziewczynce przestrzeń na ich przeżywanie - nie naciskała młodszej siostry do zwierzeń, gdy ewidentnie tego nie chciała. Pani Agnieszka ustaliła z wychowawczynią Oli, że za każdym razem gdy dziewczynka nie pojawi się na zajęciach, pracownica szkoły ma powiadomić o tym starszą siostrę - opiekunkę prawną.

Podczas ferii zimowych, w 2019 roku, Ola zapytała o możliwość spędzenia tego czasu u mamy. Pani Agnieszka nie miała nic przeciwko, jedyne o co poprosiła Olę to o spytanie się o zgodę także matki. Dziewczynka zgodę uzyskała, wróciła do domu, a następnie wróciła do domu matki. Domownicy najprawdopodobniej nie słyszeli, że Ola weszła do mieszkania - partner matki w bardzo lekceważący sposób miał powiedzieć, że “nie chce bachora w domu”. Ola wróciła do domu, do siostry. Chciała odnowić kontakty z matką stopniowo, jednak przez to wydarzenie ferie spędziła u siebie, zajmując się książkami i grami. Pani Agnieszka mówi, że od właśnie tego momentu Ola stała się jeszcze bardziej introwertyczna, a potem znowu sytuacja się ustabilizowała.

Okoliczności zaginięcia Aleksandry Gładysiak


W piątek, 8 marca 2019 roku, Ola źle się poczuła, skarżąc się siostrze nie poszła do szkoły. W trakcie weekendu jej stan się poprawił. Rankiem, 11 marca, Ola tak jak zwykle spakowała się do szkoły w swój czarny plecak w kwiatki. Była ubrana w czarną bluzę, granatową kurtkę, czarne spodnie, różowe buty adidas.

Około 8:15 Ola wyszła z domu, miała pójść wcześniej do szkoły bo przygotowywała się na konkurs plastyczny. Około 8:30 miały zacząć się zajęcia w liceum Oli, a sama szkoła znajdowała się niecały kilometr od jej domu. Droga była krótka. Szkoła znajduje się blisko dworca, w pobliżu była również pracownia malarska, w której Ola przebywała często przed zaginięciem.

Dziewczynka nie dotarła do liceum, a mimo umowy wychowawczyni nie powiadomiła pani Agnieszki o nieobecności Oli w szkole. Wychowawczyni myślała, że podopieczna dalej się źle czuje, natomiast pan Agnieszka myślała, że siostra jest na zajęciach.

Tymczasem około godziny 9 rano kamery monitoringu rejestrują Ole na włocławskich bulwarach, idącą w stronę mostu imienia Edwarda Rydza-Śmigłego. Około 10 Ola rzekomo przyszła do mieszkania matki, gdzie ta ciągle mieszkała z partnerem. Była to raczej spontaniczna decyzja, i tam najprawdopodobniej spędziła cały dzień. Około 19 Ola miała wyjść z mieszkania matki na ulicy Lipnowskiej, i wrócić do domu, do siostry, czyli ulicy Łęgskiej. Kierowała się ponownie przez most Edwarda Rydza-Śmigłego, łączącego dwa brzegi Wisły. To było ostatnie miejsce, w którym udało się zlokalizować jej telefon. Poniżej zamieściłam drogę jaką Ola najprawdopodobniej mogła się poruszać dnia 11 marca 2019 roku.

źródło: Google Maps

Wiadomość do bliskich


Około 19:30 Ola rozesłała sms o treści pożegnalnej do swoich bliskich. Udostępniam poniżej wybrany przeze mnie jego fragment za pozwoleniem pani Agnieszki.

"Jeżeli wysłałam tę wiadomość, to znaczy, że odważyłam się odejść. Wiem, że to nie jest najlepszy sposób na pożegnanie się, więc przepraszam. Może nie pokazywałam tego tak bardzo, ale cierpię, coraz bardziej każdego dnia. Po prostu wszystko zaczęło mnie przerastać. Tak bardzo chciałaby żeby tata był obok, żeby mieszkał z mamą, żeby poczuć prawdziwą miłość z ich strony. Nikt mnie nie rozumiał, nikt nie wiedział co czuję. Może powtarzano mi, że powinnam rozmawiać, ale jaki jest tego sens? Rozmowa nie przywróci mi ojca, nie przywróci mi niczego, nie zmieni nic. Przepraszam, że nie widziałam innego sposobu na rozwiązanie tego problemu, ale ja po prostu nie mogę dłużej, nie chcę dłużej cierpieć, mam dość, dość wszystkiego. Dziękuję za to, że mimo tych złych chwil, były też te dobre. Było dużo dobrych wspomnień, ale demony przeszłości za bardzo prześladowały mnie by zakryć te złe. Będę tęskniła, ale nie chcę żebyście wy tęsknili. Po prostu zapomnijcie.[…] "

Po otrzymaniu wiadomości jedna z koleżanek z internetu zadzwoniła do Oli, a ta potwierdziła, że jest na moście. Połączenie się zakończyło, a telefon Oli został wyłączony. Około 19:40 pani Agnieszka zadzwoniła na numer alarmowy, a patrol komendy miejskiej policji dotarł na most, jednak nie było na nim ani Oli, ani żadnej jej rzeczy. Psy tropiące włączone do poszukiwań wskazały miejsce na jednym końcu mostu, sugerując że to było ostatnie miejsce w którym była Ola. Niestety, kamery monitoringu tego dnia akurat nie działały, więc nie można było zweryfikować tego co tak naprawdę się stało o 19:30. Dodatkowo, następnego dnia sama pani Agnieszka wstawiła post na platformie Facebook. Zapytała w nim, czy między godziną 16-20 Ola była przez kogokolwiek widziana na moście, niestety nie było odzewu. Jak sama pani Agnieszka twierdzi, jest to bardzo dziwne. Most Edwarda Rydza-Śmigłego to jedyny most który łączy centrum miasta z Zawiślem.

Poszukiwania Oli i śledztwo


12 marca 2019 roku lokalna policja poinformowała mieszkańców Włocławka i media o poszukiwaniu Oli. Przeszukiwany był zarówno ląd jak i woda, niestety warunki pogodowe utrudniały poszukiwania. Około 9 lokalny portal informacyjny opublikował wizerunek Oli i informacje o okolicznościach zaginięcia wraz z jej rysopisem. Społeczność lokalna bardzo wspierała poszukiwania, tak samo jak społeczność szkolna.

W trakcie następnych paru dni, gdy pogoda była odpowiednia, nurkowie przeszukali brzegi Wisły. Pani Agnieszka twierdzi, że jeśli Ola skoczyła do Wisły, najwyraźniej zahaczyła się o coś. Niestety przez silne prądy poszukiwania nie dotarły w głąb rzeki.

Przesłuchano zarówno panią Agnieszkę oraz matkę sióstr. Kobieta, wraz z partnerem, zmieniała kilkanaście razy wersję wydarzeń - konkretnie godzinę przyjścia, godzinę wyjścia. Także co Ola robiła, jak przebiegało ich spotkanie, dodatkowo obwiniała panią Agnieszkę o zaginięcie młodszej siostry. Na którymś etapie zaprzestano rozmowy z matką sióstr, ponieważ informacje od niej okazały się być mało przydatne.

Hipotezy policyjne


Wkrótce akcja ratunkowa przeszła w fazę śledczą, przejęta została przez wydział kryminalny. W śledztwie ze strony policji przewodziły 4 następujące hipotezy, które zweryfikowałam z panią Agnieszką:

  1. Upozorowanie samobójstwa przez Olę i ucieczka z domu - pani Agnieszka nie jest przekonana co do tej wersji. Ola zostawiła pieniądze i legitymacje szkolną w domu, spakowała rzeczy najpotrzebniejsze do szkoły, reszta pozostała nienaruszona.
  2. Wyjechanie za granicę, pewne źródła mówiły konkretnie o Holandii - pani Agnieszka dostała wiadomość na Messengerze, konkretnie zdjęcie czerwonego samochodu gdzie można było zobaczyć sylwetkę blondynki. Policja została powiadomiona, ale niestety nie była to Ola.
  3. Ola jako ofiara przestępstwa - nic nie wskazywało na jakikolwiek udział osób trzecich.
  4. Samobójstwo przez skok do Wisły - pani Agnieszka wierzy najbardziej w tą wersję. Opowiedziała mi o snach, jakie miała - w okolicach śmierci zarówno jej własnego ojca jak i ojca Oli śniła się jej brunatna woda. Tak samo przy zaginięciu Oli pani Agnieszce przyśniła się brunatna woda, dodatkowo młodsza siostra ubrana na biało, prosząca ją o pomoc.

Dalsze działania


Przez pierwsze dwa lata nie wydarzyło się nic co mogłoby pomóc lub zmienić tor śledztwa. Pani Agnieszka twierdzi, że od 2021 roku współpraca z policją się uciszyła, nie dostawała żadnych wiadomości i telefonów.

W marcu 2022 roku bliscy Oli, wraz z Fundacją Itaka, wzięli udział w projekcie “W pokojach zaginionych mieszka nadzieja, która nigdy nie gaśnie”. Pokazywano zatrzymane w czasie pokoje osób zaginionych. Dodatkowo lokalna prasa przypominała zdjęciami akcję poszukiwawczą Oli, wolontariuszy, plakaty, psy tropiące.

26 lipca 2022 roku pani Agnieszka wysłała życzenia urodzinowe przez komunikator internetowy do Oli. Mimo, że konto dziewczynki nie było aktywne od czasu zaginięcia, na ekranie pojawiła się informacja zwrotna o odczytaniu wiadomości z konta Oli. Komenda Miejska Policji podjęła czynności wyjaśniające, zabezpieczono telefon pani Agnieszki. Alarm okazał się fałszywy, albo był to błąd systemu albo jakaś aktualizacja.

Tajemnicze połączenie


Pani Agnieszka opowiedziała mi jeszcze jedną historię, tym razem związaną z oryginalnym numerem telefonu Oli. Pewnego dnia zobaczyła, że numer młodszej siostry jest aktywny. Naturalnie zaczęła na niego dzwonić prosząc o jakąkolwiek odpowiedź. Po drugiej stronie połączenie odebrała dziewczynka o imieniu również Ola, jednak szybko zostało zakończone. Po kilku próbach po drugiej stronie połączenia zamiast dziecka telefon odebrał mężczyzna. Prosił, aby pani Agnieszka przestała dzwonić na ten numer telefonu. Policja zbadała zdarzenie. Okazało się, że jedna z sieci komórkowych oddała oryginalny numer Oli Gładysiak do innego użytkownika, mimo zastrzeżenia ze strony pani Agnieszki o niepodawaniu numeru Oli dalej nikomu.

Przez 2023 i 2024 profil Oli na oficjalnej stronie policyjnej był aktualizowany. Jednak żadnych nowych poszlak nie weryfikowano, bowiem takich nie było. Pani Agnieszka ma zastrzeżenia do policji. Oprócz pogarszającej się współpracy kobieta nie była informowana o tak kluczowych sprawach jak zmiana osoby prowadzącej sprawę zaginięcia Oli, mimo że sama informowała służby o wszystkim. Zrelacjonowała mi, że w maju 2025 roku znalazła informację o odkryciu szczęki nad Wisłą. Pani Agnieszka zadzwoniła na komendę, aby zapytać czy zrobiono badanie DNA w celu weryfikacji tożsamości szczątków. To wtedy dowiedziała się, że jest nowy prowadzący co do sprawy jej młodszej siostry. Otrzymała też informację, że w ciągu tygodnia będzie być informacja zwrotna z badań genetycznych. Zaczyna się czerwiec, a informacji zwrotnej, jakiejkolwiek, dalej nie ma.

Na stan z dnia 06.06.2025 ostatnia aktualizacja profilu Oli datowana jest na 18 kwietnia 2024 roku. To oznacza, że wciąż oficjalnie jest poszukiwana przez włocławski wydział kryminalny, i formalnie śledztwo nie zostało zamknięte po dziś dzień.

Kontakt


Na koniec ponownie przypomnę, że w razie jakichkolwiek informacji proszę o kontakt z jednostką prowadzącą sprawę.
Komenda Miejskiej Policji we Włocławku, Wydział Kryminalny, Bydgoszcz, ul. Powstańców Wielkopolskich 7, kod pocztowy: 85-090

Ponownie również zamieszczam rysopis Oli i krótki opis okoliczności jej zaginięcia.

źródło: https://fundacjazaginieni.pl/missing/aleksandra-anna-gladysiak-2021-046

Z tego miejsca chciałabym jeszcze raz bardzo podziękować pani Agnieszce za współpracę i poświęcony mi czas.
Przede wszystkim natomiast dziękuję za zaufanie.


Źródła internetowe:
https://fundacjazaginieni.pl/missing/aleksandra-anna-gladysiak-2021-046/
https://zaginieni.policja.gov.pl/zag/form/r94158477095,GLADYSIAK-ALEKSANDRA.html
https://zaginieni.pl/sprawa-aleksandry-gladysiak/
https://www.facebook.com/zaginieniprzedlaty/posts/nieodnalezieni-historia-pewnego-zg%C5%82oszeniaaleksandra-g%C5%82adysiak-urodzi%C5%82a-si%C4%99-26-l/459740600103405/
https://www.youtube.com/watch?v=sktbKzMc1wIhttps://www.youtube.com/watch?v=8xCMjZB5H_M

Autorka: Julia Skrzypiec, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down