Deprecated: Creation of dynamic property Oxygen_VSB_Dynamic_Shortcodes::$custom_dynamic_datas is deprecated in /home/fundacj5/domains/fundacjazaginieni.pl/public_html/wp-content/plugins/oxygen/component-framework/includes/oxygen-dynamic-shortcodes.php on line 18
Archiwa: strefa bezpieczeństwa - Strona 7 z 21 - Fundacja Zaginieni
KRS: 0000870180

Zaburzenie osobowości jest trwałym wzorcem zachowań, sposobu postrzegania świata oraz kategoryzowania wspomnień i doświadczeń. W niektórych przypadkach jest źródłem cierpienia osoby nim dotkniętej, a jednocześnie człowiek z takim zaburzeniem może uważać, że jego myśli i działania są normalne i naturalne.

Czym właściwie jest ASPD?

W grono zaburzeń osobowości wpisuje się omawiane w tym artykule antyspołeczne zaburzenie osobowości (ang. antisocial personality disorder - ASPD). 

Najpopularniejszą, dość dokładną, zweryfikowaną naukowo definicję tego zaburzenia przedstawia nam Diagnostyczny i Statystyczny Podręcznik Zaburzeń Psychicznych, jakim jest w skrócie DSM-5. W podręczniku tym możemy wyczytać, że ASPD należy do wiązki B zaburzeń osobowości. Ale co to oznacza?

Wiązkę B charakteryzują zachowania odznaczające się wśród innych swoją dramatycznością, emocjonalnością i lekceważeniem konsekwencji, a zasadniczą cechą antyspołecznego zaburzenia osobowości jest właśnie wszechobecny wzorzec naruszania praw innych oraz brak poszanowania zasad etycznych. Taki schemat może zacząć się kształtować już w dzieciństwie, i jest kontynuowany w wieku dorosłym, a sam wzorzec można określać m.in. jako psychopatia bądź socjopatia, w zależności od określonych cech jednostki.

Charakterystyka osób z ASPD

Osoby z antyspołecznym zaburzeniem osobowości nie przestrzegają norm zachowań zgodnych z prawem. Wielokrotnie mogą dokonywać czynów, które stanowią podstawę do aresztowania Przez wzgląd na tendencję do okazywania agresji, wykazują również lekkomyślne, nieodpowiedzialne podejście do bezpieczeństwa własnego lub innych. Mogą wielokrotnie wdawać się w fizyczne bójki lub dopuszczać się aktów napaści.

W celu uzyskania osobistych korzyści lub przyjemności potrafią zgrabnie manipulować, okłamywać i oszukiwać. 

Osoby dotknięte ASPD zazwyczaj nie okazują skruchy związanej z konsekwencjami swoich czynów (jedynie sporadycznie oraz w niewielkim stopniu), “minimalizując” szkody, jakie wyrządziły ich działania. Z reguły jednak nie rekompensują ani nie naprawiają swojego zachowania. Mogą być obojętne lub powierzchownie usprawiedliwiać wyrządzenie komuś krzywdy, a nawet obwiniać ofiary za to, że np. są głupie, bezradne lub zasługują na swój los.

Psychopatia vs. socjopatia

Omówmy sobie krótko dwa wzorce ASPD o których była mowa wyżej. Będzie nam to potrzebne przy zrozumieniu dalszej części artykułu. Bo o jakich zjawiskach tak naprawdę mówimy, gdy posługujemy się terminami psychopatia lub socjopatia?

Powiązania z łamaniem prawa

Stéphane A De Brito i Sheilagh Hodgins z King’s College w Londynie w publikacji Personality, Personality Disorder and Violence: An Evidence Based Approach zajmują się analizą badań dotyczących ASPD pod kątem jego związku z przestępczością i przemocą. Przytoczę 3 z nich, które najbardziej zwróciły moją uwagę.

Przegląd 62 badań przeprowadzonych na przestrzeni kilku dekad w 12 krajach pozwolił ocenić częstość występowania zaburzeń psychicznych wśród reprezentatywnych prób skazanych przestępców. Spośród 13844 więźniów aż u 47% mężczyzn i 21% kobiet zdiagnozowano ASPD.

W innym badaniu obserwowano dużą grupę osób narodowości duńskiej składającej się z ponad 300 000 osób do 43 roku życia. Rejestry karne osób z ASPD, które zostały przyjęte na oddział psychiatryczny, porównano z członkami grupy, którzy nie byli hospitalizowani. 

Należy jednak wspomnieć, że autorzy rozdziału sugerują, iż wyniki te mogą być nie do końca dobrze sformułowane i różnić się od realiów. Uważają, że osoby z ASPD, które zostały przyjęte do szpitala psychiatrycznego na hospitalizację, różnią się od zdecydowanej większości osób z tym zaburzeniem.

Podobne badanie przeprowadziło jednak Liverpool Violence Assessment. Porównano 61 brytyjskich więźniów, gdzie część posiadała diagnozę ASPD, a część nie. Porównania dotyczyły ogólnego występowania wzorców przemocy - więźniowie z ASPD uzyskali znacznie wyższe wyniki w zakresie przemocy niż ci bez ASPD.

Istniała jednak znaczna zmienność w poziomach przemocy w grupie osadzonych z ASPD. Jedna trzecia prezentowała tylko sporadyczne incydenty niskiego poziomu przemocy, a kolejna jedna trzecia prezentowała powtarzające się akty przemocy. A jak to wygląda jeśli chodzi o agresję?

Skłonność do agresji

W zakładzie karnym na północy Portugalii przeprowadzono badanie, w którym udział wzięło 134 mężczyzn. Większość z więźniów zostało skazanych za przestępstwa z użyciem przemocy (napaść fizyczna, morderstwo lub usiłowanie morderstwa), a do samego badania dobrowolnie włączono tych, którzy dokonali aktów agresji fizycznej wobec innych więźniów.

96 z badanych mężczyzn miało już wcześniej postawioną diagnozę ASPD, a 38 wykazywało psychopatię. Skupiono się na analizie impulsywności oraz agresji z premedytacją u badanych sprawców, starając się odkryć, jak te cechy wpływają na ich przestępcze zachowania.

W oddziale klinicznym zakładu karnego uczestnicy zostali przesłuchani i poddani ocenie za pomocą testów psychologicznych mierzących m.in. poziom cech psychopatycznych oraz skalę impulsywności. 

Zaobserwowano następujące zależności:

Badacze dodatkowo doszli do wniosku, że cechy takie jak powierzchowny urok, patologiczne kłamstwa, oszustwa i zachowania manipulacyjne (niewrażliwość emocjonalna) pojawiły się jako predyktory agresji z premedytacją. Zwracają przy tym uwagę na szczególne znaczenie niewrażliwości emocjonalnej podczas uczenia się o tym, jak agresywne zachowanie jest wykorzystywane do uzyskiwania osobistych korzyści bez skrupułów. A, jak wiemy, jest to jedna z głównych charakterystyk osób z antyspołecznym zaburzeniem osobowości.

Recydywa

Recydywa to, najprościej mówiąc, popełnienie przestępstwa po raz kolejny, mimo wcześniejszego konfliktu z prawem oraz odbycia kary. Badacze z Uniwersytetu Barcelońskiego piszą, że ryzyko recydywy może wzrosnąć nawet czterokrotnie w przypadku obecności ASPD. Zostało to potwierdzone przez innych badaczy, którzy poprzez analizę ponad 200 badań doszli do wniosku, że właśnie to zaburzenie osobowości jest jednym z najsilniejszych predyktorów ponownego łamania prawa z użyciem przemocy. 

Specjaliści z Kolumbii, zaniepokojeni brakiem odpowiednich badań określających związek między cechami zachęcającymi do popełniania przestępstw a ASPD, postanowili zbadać ten obszar. Sprawdzali, czy istnieją różnice w grupach przestępców skazanych po raz pierwszy w jednym z kolumbijskich więzieni, grupując ich na podstawie posiadania diagnozy antyspołecznego zaburzenia osobowości (47 więźniów) bądź jej braku (23 więźniów).

Więźniów badano na różnych wymiarach ich życia: w kontekście indywidualnym, społecznym, edukacyjnym, rodzinnym, zawodowym, karnym i penitencjarnym. W chwili badania wszystkich wybranych więźniów:

Wyniki otrzymane przez specjalistów jednoznacznie pokazywały, że osoby z ASPD częściej prezentują zachowania bądź cechy, które pociągają za sobą gorsze rokowania co do ponownego popełnienia przestępstwa. Do takich rokowań zaliczają się m.in. używanie substancji psychoaktywnych, łamanie prawa pod wpływem środków odurzających, znajomości związane z przestępczością oraz ogólna niezdolność do wyjścia z więzi przestępczych.

Oprócz tego badacze sprawdzili siłę związku między antyspołecznym zaburzeniem osobowości a zmiennymi społeczno-przestępczymi. Istotny okazał się związek między ASPD a popełnieniem przestępstwa pod wpływem substancji psychoaktywnych. Badacze uważają, że cecha ta jest typowa dla więźniów z antyspołecznym zaburzeniem osobowości.    Wspomnieni wyżej A De Brito i Hodgins również piszą o tym, że nadużywanie substancji psychoaktywnych jest najczęściej współwystępującym problemem u osób z ASPD.

Obecność lub brak antyspołecznego zaburzenia osobowości współwystępuje z szeregiem zmiennych, które mogą prowadzić do popełnienia przestępstwa i recydywy. Można jednak stwierdzić, że samo zaburzenie antyspołecznej osobowości zwiększa jednak to ryzyko, niezależnie od występowania dodatkowych czynników.

Podsumowanie

Pamiętajmy, że dyskusja na temat zaburzeń psychicznych, w tym antyspołecznego zaburzenia osobowości, powinna być prowadzona z wyczuciem i zrozumieniem. Zamiast demonizować, warto podejść do tych tematów z otwartością na złożoność ludzkiego umysłu. Edukacja i rozmowa oparta na wiedzy mogą pomóc w przełamywaniu stereotypów i budowaniu rzetelnego spojrzenia na osoby dotknięte tymi zaburzeniami, kładąc równocześnie nacisk na potrzebę właściwego wsparcia i leczenia.

Źródła:

  1. American Psychiatric Association. (2013). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (5th ed.).
  2. Azevedo, J., Vieira-Coelho M., Castelo-Branco M., Coelho R., Figueiredo-BragaI M. (2020) Impulsive and premeditated aggression in male offenders with antisocial personality disorder.
  3. Bonta, J., Blais, J., & Wilson, H. A. (2014). A theoretically informed meta-analysis of the risk for general and violent recidivism for mentally disordered offenders. Aggression and violent behavior, 19(3), 278-287.
  4. Cierpiałkowska, L., Sęk, H. (2016) Psychologia kliniczna.
  5. Hanson, R. K., & Morton-Bourgon, K. E. (2019). The characteristics of persistent sexual offenders: A meta-analysis of recidivism studies. In Clinical forensic psychology and law (pp. 67-76). Routledge.
  6. Larrotta-Castillo R, Garivia AM, Mora-Jaimes C, Gómez-Abril DA. Criminal characteristics of a group of primary criminals diagnosed with aspd: approach to criminal recidivism. Rev Esp Sanid Penit. 2017 Dec;19(3):74-78. doi: 10.4321/S1575-06202017000300002. PMID: 29364332; PMCID: PMC6241926.
  7. Nguyen, T., Arbach-Lucioni, K., & Andrés Pueyo, A. (2011). Factores de riesgo de la reincidencia violenta en población penitenciaria. Revista de Derecho Penal y Criminología, 2011, num. 6, p. 273-294.
  8. MacKenzie, P. M. (2014) Psychopathy, Antisocial Personality, & Sociopathy: The Basics. A History Review.
  9. McMurran, M., & Howard, R. (Eds.). (2009). Personality, personality disorder and violence: An evidence based approach. - Chapter 7. Antisocial Personality Disorder by A De Brito S., Hodgins, S.
  10. https://somentiq.pl/blog/zaburzenia/psychopata-czy-socjopata/#h-osobowosc-dyssocjalna-podstawa-socjopatii-i-psychopatii

Autorka: Julia Skrzypiec, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: shutterstock.com

Agresja jest zjawiskiem obecnie tak powszechnym, że nie da się jej nie doświadczyć. Mamy z nią do czynienia choćby jako widzowie czy użytkownicy internetu. Świat, zarówno rzeczywisty, jak i wykreowany w książkach czy filmach, podsuwa nam bardziej lub mniej wymyślne przejawy agresji, przedstawionej w lepszym lub gorszym świetle. Warto więc zadać sobie pytanie: „jak to jest z jej przedstawianiem?” i „czy te obrazy wpływają na nasze codzienne funkcjonowanie?”.

Na początek warto zdefiniować, co właściwie uważamy za agresję. Powołując się na definicję przytoczoną przez psychologa społecznego – Bogdana Wojciszke, jest to zachowanie ukierunkowane na zadanie cierpienia innemu człowiekowi, który z kolei stara się tegoż cierpienia uniknąć. Czy możemy więc powiedzieć, że wyrywanie ósemek przez dentystę jest aktem agresji? Oczywiście, że nie. Choć dentysta celowo zadaje nam cierpienie, my świadomie się na ten proces godzimy. Czy można zaś mówić o agresji, kiedy chłopiec chciał uderzyć swoją koleżankę, ale ta zdążyła mu uciec? Tak – bowiem mówimy tu o samym zachowaniu ukierunkowanym na zadanie cierpienia. Nikomu nie musiała stać się krzywda, nie zmienia to jednak faktu, że samo zachowanie miało miejsce.

Czy agresja może być adaptacyjna?

Aby rozstrzygnąć, czy agresja jest lub kiedykolwiek była sposobem przystosowania ludzi do środowiska, najlepiej sięgnąć do psychologii ewolucyjnej. Współczesne jej podejście przyjmuje, że agresja faktycznie jest wykształconą adaptacją, która dawniej podnosiła szansę przeżycia i reprodukcji. Szczególne znaczenie ma ta druga.

O ile sytuacji polowania na mamuta w celu zdobycia pożywienia nie da się tak łatwo odnieść do agresji wobec drugiego człowieka, o tyle zakorzeniona w ludzkiej naturze chęć przekazania dalej swoich genów, rzuca nieco więcej światła na całą sprawę. Psychologia ewolucyjna zaznacza, że kobiety są selektywne w doborze partnerów. Co za tym idzie – mężczyźni muszą silniej konkurować między sobą o ich względy. To właśnie ma rzekomo być przyczyną przejawianej przez nich agresji.

Poparciem tej teorii mają być badania, ukazujące że mężczyźni są statystycznie bardziej agresywni od kobiet. Poziom ten zazwyczaj spada w momencie, gdy znajdą stałą partnerkę. Co więcej, zależność tę obserwuje się tylko u młodych mężczyzn tj. w wieku 15 – 29 lat.

Czy teoria ta jest trafna? Trudno stwierdzić – na pewno stanowi ona jedną z wielu prób wyjaśnienia, skąd właściwie bierze się agresja. Czy jednak w takim układzie można przymrużyć oko na agresywne zachowania młodych mężczyzn (w końcu oni tylko się adaptują)? Oczywiście takie myślenie byłoby bzdurą. Żyjąc w rozwiniętych społeczeństwach, w których nie musimy już polować na mamuty, istnieją inne sposoby na zdobycie partnerki, niż pobicie potencjalnego konkurenta. Co więcej, rozwiązania siłowe nie zyskują obecnie aprobaty społecznej, nie mówiąc już o tym, że wykraczają poza granice prawa. Nie jest jednak tajemnicą, że niektórzy dalej się do nich uciekają. Nie tylko w celu rozstrzygnięcia osobistych konfliktów, ale też w celu zdobycia tego, czego chcą.

Czy to oznaczałoby, że w ciągu ostatnich wieków wciąż mamy ten sam poziom agresji co nasi przodkowie?

Badania prowadzone na statystykach z ostatnich stuleci pokazują, że jest wręcz przeciwne – agresja stopniowo zanika.

Dla przykładu, w Polsce ostatniej dekady XX wieku odnotowywano ponad 1000 zabójstw rocznie, a w 2008 liczba ta wyniosła 759. Ponadto warto zauważyć, że współcześnie nie stosuje się już powszechnie tortur, a znęcanie się nad zwierzętami jest uważane za czyn naganny, a nie, jak to miało miejsce w wielu krajach XVI i XVII-wiecznej Europy, za rozrywkę. Pomimo tego wszystkiego, ludzie wciąż uważają agresję za zjawisko bardzo powszechne. Często można usłyszeć hasła, że współczesny świat to „cywilizacja śmierci”. Dzieje się tak dlatego, że agresja stała się czymś nie tylko codziennym ale i… dobrze się sprzedającym.

Media w pogoni za widownią z wielkim upodobaniem pokazują przemoc. Mowa tutaj nie tylko o kanałach informacyjnych, z zapałem przekazujących wiadomości o zabójstwach i konfliktach zbrojnych, ale również serialach i filmach, w nierealistyczny sposób pokazujących rzeczywistość. Aby zilustrować, jak duża jest to różnica, warto odwołać się do faktu, że praktycznie w każdym odcinku seriali kryminalnych policjanci i przestępcy strzelają z broni palnej. Według danych zaś, przeciętny policjant z Chicago strzela raz na 27 lat.

W kontekście tego rodzi się więc pytanie, czy to, że rzeczywistość jest nam przedstawiana jako bardziej brutalna niż jest na prawdę, ma wpływ na nasze zachowanie i codzienne funkcjonowanie.

Agresja a media

Zapewne każdy choć raz w życiu usłyszał że „komputery i gry powodują przemoc”. Ujmując te słowa bardziej naukowym aparatem – media wpływają na nasze zachowanie wywołując w nas agresywne zachowania.

Co ciekawe, w latach 60 XX wieku, wierzono że jest wręcz przeciwnie. Agresywnym osobom zalecano oglądać przemoc, aby w ten sposób mogły niejako sobie „ulżyć”.

Sprawą zainteresował się wówczas badacz Albert Bandura.

Wraz z współpracownikami przeprowadził eksperyment. Wprowadzono dwie grupy dorosłych do pokoju z zabawkami, wśród których był między innymi duży dmuchany pajac Bobo.

Pierwsza grupa dorosłych została poinstruowana, aby zachowywali się oni agresywnie wobec pajaca (kopali go, atakowali, okładali pięściami). Drugiej grupie polecono bawić się spokojnie innymi zabawkami. Następnie dwóm grupom dzieci pokazano pierwsze lub drugie nagranie, po czym wpuszczono je do owego pokoju z zabawkami.

Jak można się domyślić, dzieci które obejrzały agresywnego dorosłego, również zachowywały się agresywnie wobec Bobo. Dzieci, którym pokazano drugi film, spokojnie bawiły się zabawkami. Eksperyment ten dał początek badaniom nad zjawiskiem modelowania, czyli uczenia się na podstawie cudzych doświadczeń. Co również istotne, badanie Bandury po pewnym czasie rozszerzono. Oprócz dorosłego, zachowującego się agresywnie wobec pajaca, pokazano też jakie były skutki działań tegoż dorosłego, tj. czy otrzymał on karę czy nagrodę za swoje zachowanie. Okazało się bowiem, że dzieci, które widziały dorosłego bijącego lalkę, a następnie otrzymującego karę za swoje zachowanie, nie powielały jego zachowania.

Jednak czy sama obserwacja zachowania i jego pozytywnych skutków (lub przynajmniej braku konsekwencji) wystarczy, byśmy uznali agresję za dobre rozwiązanie?

Nie. Otóż obok listy wielu innych czynników w modelowaniu odgrywa rolę również to, czy obserwując modela czujemy, że jesteśmy w stanie powtórzyć wykonane przez niego czynności i czy przyniosą one wówczas taki sam skutek. Wątłej postury chłopak, który zobaczy w filmie mistrza kung-fu, pokonującego w ciemnej uliczce sześciu przeciwników, może faktycznie poczuć przypływ odwagi. Mając jednak świadomość, że nie posiada on filmowych umiejętności, raczej nie pokusi się na tak ryzykowne działanie. Sprawa jest oczywiście o wiele bardziej niebezpieczna w przypadku dzieci. Mogą one nie zdawać sobie jeszcze z sprawy ze swoich możliwości i ograniczeń.

W tym wszystkim nie da się jednak ukryć jeszcze jednego aspektu. Im więcej mamy do czynienia z treściami, dotyczącymi przemocy i agresji, tym bardziej się do nich przyzwyczajamy, stają się dla nas bardziej obojętne. Mówiąc językiem psychologii, zachodzi zjawisko habituacji. Co ciekawe, efekty odroczone (długofalowe, stwierdzone w dłuższych badaniach) są silniejsze u dzieci niż u dorosłych. Efekty natychmiastowe (zaobserwowane zaraz po obejrzeniu agresywnej treści) są za to silniejsze u dorosłych niż u dzieci.

Chcąc ostatecznie odpowiedzieć na pytanie: „czy media faktycznie powodują agresję”, warto pochylić się nad badaniami.

Początkowo wykazywały one związek między wyższym poziomem agresji, a oglądaniem filmów, w których występuje przemoc, ale był to związek korelacyjny. Oznacza to, że tak naprawdę nie wiadomo było, czy to filmy powodują agresję u widzów, czy może to agresywni widzowie wybierają filmy ukazujące przemoc.

Światło na tę sprawę rzuciło dopiero badanie przeprowadzone w 2009 roku. Uczestników podzielono na dwie grupy, z których jedna miała przez 15 minut grać w grę Mortal Kombat, zaś druga w grę niezawierającą przemocy. Następnie z pomocą zaaranżowanej sytuacji sprawdzano w jakim stopniu dana osoba jest w stanie sprawić ból drugiemu człowiekowi. Nie będzie raczej niczym zaskakującym, że wyniki pokazały, że osoby grające w grę zawierającą przemoc, były do tego bardziej skłonne. Równoległe badanie wykazało, że im bardziej realistyczne jest pokazanie przemocy, tym silniejsze są agresywne odczucia i pobudzenie. Niestety więc dla wszystkich młodszych użytkowników Internetu, należy przyznać tutaj rację dorosłym, nalegającym na ograniczenie czasu grania w gry wideo.

Warto jednak zastanowić się nad tym, dlaczego agresja jest tak popularna?

Skoro jej oglądanie może być dla nas szkodliwe, dlaczego z taką chęcią się ją ogląda? Według statystyk sprzed dwóch lat, filmy kryminalne cieszą się ponad 80% oglądalnością.

Odpowiedź brzmi: „nie wiadomo”. Być może ma to związek z tym, że zło zawsze przyciąga swoją tajemniczą naturą osoby poszukujących wrażeń.

Czy agresja może być romantyczna?

Nie można oczekiwać od mediów, że będą całkowicie wolne od agresji czy brutalności. Nie można też jednak powiedzieć, że zawsze zachowują one do niej negatywny stosunek. Można go raczej podsumować jako niejednoznaczny, przypominający coś w rodzaju mieszanki pogardy z fascynacją. Sposób pokazywania sprawców przestępstw nie zawsze jest bowiem potępiający. Co więcej coraz częściej pojawiają się głosy mówiące o romantyzowaniu zachowań agresywnych.

Któż z nas nie słyszał nigdy o romansie, w którym jednym z kochanków jest groźny gangster?

Półki w księgarniach uginają się pod przykładami historii, w których główny bohater przejawia zachowania agresywne, lecz to właśnie czyni jego postać interesującą – szczególnie jeśli porównać go do bohaterki, która raczej takowych zachowań nie przejawia.

Przy okazji tego przykładu warto poruszyć temat zjawiska jakim jest hybristofilia. Jest to rodzaj parafilii, w której romantyczne zainteresowania danej osoby zależą od świadomości popełnienia przez partnera (bądź partnerkę) czynów uważanych za niemoralne (np. zdrada) lub bestialskie (np. zabójstwo).

Wyróżniamy tutaj dwie formy tego zaburzenia. Pasywną, polegającą na zaprzeczaniu zbrodniom kochanych osób oraz aktywną, gdy dana osoba bierze udział w zbrodniach popełnianych przez partnera. Hybristofilię nazwano zespołem Bonnie i Clyde’a, na cześć amerykańskiej pary kochanków, dokonującej morderstw. Mówiąc w dużym skrócie, jest to po prostu pociąg do osób, które dopuściły się przestępstw lub czynów niemoralnych. Naturalnie, zainteresowanie wcześniej wspomnianym typem romansów nie jest czymś niezdrowym – niektóre osoby mogą w ten sposób poszukiwać niecodziennych wrażeń. Warto jednak zdawać sobie sprawę z istnienia takiego rodzaju parafilii. Dzięki temu być może prościej będzie nie ulegać zachwytowi nad zachowaniem niektórych bohaterów lektur.

Któż nigdy nie oglądał filmu, w którym przyklaskuje się głównemu bohaterowi, że zabijając swoich przeciwników dostał to, na czym mu zależało?

Mówimy tu więc o agresji instrumentalnej, czyli będącej instrumentem do osiągnięcia jakiegoś celu. Taka agresja jest często zaplanowana, a czasem nawet akt agresji (zabójstwo) jest skrzętnie przygotowywany. W filmach i książkach pełno jest przykładów płatnych zabójców, na których patrzymy z podziwem, jak dokładnie i skrupulatnie wykonują swoją pracę. Często jednak w tych utworach pomijany jest fakt, że pracując poza granicami prawa, w pewnym momencie mogą zostać złapani, a następnie dostać najsurowszy wymiar kary.

Warto się zastanowić, dlaczego więc romantyzujemy agresywnych ludzi i ich działania? Jak się okazuje, jedną z przyczyn może być… bunt. Podczas kiedy osoba agresywna postrzegana jest jako „zła”, osoba pozostająca z nią w związku jest postrzegana jako buntownicza, przełamująca społeczne tabu i wykraczająca poza schemat. Takie działanie może wydać się szczególnie kuszące osobom młodym, chcącym pokazać swój nonkonformizm. Nie bez znaczenia pozostaje tutaj również efekt aureoli. Jest to psychologiczne zjawisko, polegające na przypisywaniu osobom bardziej urodziwym pozytywnych cech. W każdej grupie, nawet seryjnych zabójców, znajdą się osoby urodziwe, którym za sprawą tego efektu można przypisać pozytywne cechy. Co więcej, ich agresja może być momentami nietrafnie brana za siłę i oznakę niezależności. W końcu z jej pomocą mogą wywalczyć sobie to czego chcą. Oba te stwierdzenia mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Są to pewne automatyzmy, mogące mieć wpływ na nasze postrzeganie agresji, czy ludzi, którzy się jej dopuścili.

Co więc można z tym faktem zrobić?

Nie da się zmusić mediów, aby zaprzestały publikowania treści o przemocy. Jak więc skutecznie zniechęcić ludzi do podejmowania prób agresywnego zachowania? Od wieków w tym celu stosuje się różnorakie kary, co oczywiście ma swoje uzasadnienie.

Sytuacja jest tu jednak bardzo delikatna. Jeśli kara będzie nieadekwatnie duża w stosunku do przewinienia, karany odczuje ją jako agresję ze strony karzącego. To z kolei dostarczy mu dalszych wzorców agresji na przyszłość.

Okazuje się jednak, że prócz faktycznych kar, bardzo dobrze działa samo informowanie o wykonaniu kary za przewinienie. Tutaj również zachodzi wspomniane wcześniej zjawisko modelowania – osoba widzi, że ktoś został ukarany za swoje zachowanie, więc go nie powiela. Na przykład statystyki pokazują, że po podaniu w mediach informacji o wykonanej karze śmierci, wskaźnik przestępczości na pewien czas spada. Czynnikiem decydującym tutaj nie jest jednak wysokości kary, ale jej nieuchronność. Generalna opinia psychologów i kryminologów jest taka, że o zwalczaniu przestępczości decyduje raczej procent jej wykrywalności i karalności niż surowość. W skrócie, ktoś może zlekceważyć nawet potencjalną karę 5 lat pozbawienia wolności, jeśli nie wierzy że zostanie złapany.

Reasumując, warto więc pamiętać, że choć agresja jest czymś powszechnie spotykanym w książkach, filmach i serialach, to jeśli dotyka kogoś w rzeczywistości – nie jest to wcale normą. Prawo karze wszelkie jej przejawy i choć współczesna kultura może niejako usprawiedliwiać działania agresywne. Nie znaczy absolutnie że na nie przyzwala.

Bibliografia:

  1. Jabłońska-Bonca J., „Efekt aureoli” i „efekt uczestnictwa” a niezależność prawników-naukowców, „Przegląd Prawa i Administracji”, 110, 2017, s. 133-148.
  2. Nowak J. K., Łukasiak A., Romantyzowanie przestępców przez cybersubkultury młodzieżowe –ogólne wprowadzenie do problematyki, „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze”, 605(10), 2021, s. 3-16.
  3. Wojciszke B., Agresja, [w:] B. Wojciszke, Psychologia Społeczna, Warszawa: 2011.

Autor: Klaudia Sak, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: unsplash.com

Zaginięcie Oli Bielawskiej po dziś dzień jest jedną z tych spraw, która nie doczekała się rozwiązania. Nie przyniosła ulgi strapionym rodzicom, którzy nieustannie wierzyli, że ich córka żyje, gdzieś w innym mieście, a nawet kraju. Prawda okazała się jednak bardzo bolesna i zszokowała wszystkich, którzy śledzili tę sprawę od samego początku. Ola nadal figuruje w policyjnej bazie danych jako osoba zaginiona, gdyż do teraz nie udało się odnaleźć jej ciała.

Dziewczynka razem z rodzicami i rodzeństwem przeprowadziła się z Biadaszek (województwo łódzkie) do sąsiedniej wsi.

Ta zmiana nie podobała się Oli, ponieważ nie chciała opuszczać szkoły, do której uczęszczała.

Biadaszki to mała wieś, gdzie wszyscy się znają. Nic więc nie stało na przeszkodzie, aby dziewczynka ukończyła ostatnią klasę razem z rówieśnikami, rodzice zgodzili się. Aleksandra zatrzymywała się u znajomych państwa Bielawskich, gdzie jadła obiad i czekała na autobus powrotny do domu. Tego dnia jednak do niego nie dotarła.

Zaginęła 14 czerwca 2002 roku w wieku ośmiu lat.

Zaniepokojeni rodzice pojechali do Biedaszek i udali się do znajomych, u których miała przebywać dziewczynka. Gdy okazało się, że u nich także jej nie ma, zgłosili sprawę na policję. Wiele osób było zaangażowanych w szukanie dziecka, chcąc je odnaleźć. Jedynie ojciec Oli nie brał udziału w poszukiwaniach. Niedługo później został oskarżony o uprowadzenie córki i znęcanie się nad rodziną. Było to spowodowane nadużywaniem alkoholu oraz opinią wśród ludzi – miał uchodzić za awanturnika.

Mężczyzna był kierowcą ciężarówki i jeździł po świecie. Ostatecznie nie znaleziono na niego żadnych dowodów i został wypuszczony. Matka dziewczynki korzystała z pomocy jasnowidzów, mając nadzieję, że jej córka żyje. Kilku z nich podtrzymało tę wiarę i nadzieję, że kiedyś wróci do domu.

Nikt się jednak nie spodziewał nagłego obrotu sprawy, gdy w zainteresowaniu policji znalazł się Robert B. przyjaciel rodziny, a także jeden z domowników, u których przebywała Aleksandra.

Matka zapewniała od samego początku, że podejrzany angażował się w poszukiwanie dziecka. Pytał o postępy w sprawie, więc gdy podejrzenia zostały skierowane w jego stronę, uwierzyła, że nie mógł skrzywdzić Oli.

Ostatecznie podejrzanego przebadano wykrywaczem kłamstw, co okazało się przełomem w sprawie, a mężczyznę po kilku miesiącach od zaginięcia zatrzymano.

Wersja, co mogło się stać, była przez niego zmieniana co chwilę.

Na samym początku pojawiła się informacja, że dziewczynka zarzuciła plecak na płot i poszła na rower. Następnie, że poszła do lasu zbierać jagody, co zostało przez funkcjonariuszy zweryfikowane. W końcu wyznał, że Ola nie żyje – i tutaj także zmieniał wersje dotyczące jej śmierci.

Pierwsza wersja dotyczyła upuszczenia 50-kilogramowego worka z paszą na dziewczynkę. Miał wystraszyć się z powodu żniw i tego, że ktoś może odnaleźć ciało dziecka. Rozkładające się zwłoki zapakował w worek, oblał kwasem i próbował podpalić. Okazało się to jednak nieskuteczne, więc na następny dzień położył na nie gumę, w celu zamaskowania zapachu palonych kości. Wkrótce potem znaleziono jutowy worek i ciemnoblond włosy.

Kolejnym wariantem było uderzenie dziecka w tułów, powodując jego upadek, co miało spowodować śmierć ośmiolatki. Trzecie zeznanie zawierało informacje o tym, jak Robert przycisnął swoją rękę do ust oraz nosa Oli, tym samym doprowadzając do jej śmierci. Następnie miał spalić jej ciało w parniku. Podczas badania wariografem mężczyzna wyznał, że spalone ciało zaginionej rzucił świniom. Jak sam stwierdził „świnie zjedzą wszystko".

Po tym wyznaniu policja podążyła nowymi tropami, przeszukując tereny w pobliżu domu podejrzanego.

Znaleziono kłąb włosów i kokardę, która została rozpoznana przez mamę zaginionego dziecka. Wykonano badania DNA, ale nie potwierdziły one w stu procentach, że należą do zaginionego dziecka. Ostatecznie w październiku 2004 roku sąd uznał Roberta B. za winnego i postawił zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci Oli Bielawskiej, biorąc pod uwagę upuszczenie worka z paszą na przechodzące dziecko, powodując upadek, co skutkowało obrażeniami ciała, w których następstwie poniosła śmierć.

Sąd skazał Roberta na pięć lat pozbawienia wolności. W lipcu 2002 roku mężczyzna za to, że znieważył zwłoki Oli Bielawskiej, paląc je w parowniku dodatkowo poniósł karę pozbawienia wolności na dwa lata.

Ostateczna kara łączna wyniosła siedem lat pozbawienia wolności.

W styczniu 2006 roku osadzony ponownie stanął przed sądem. Po raz kolejny uznano go za winnego działania w zamiarze pozbawienia życia Oli Bielawskiej poprzez przyciśnięcie ręki do jej ust i nosa, przez co doprowadził do śmierci małoletniej. Następnie, chcąc uniknąć odpowiedzialności za swój czyn, spalił ciało w parniku. Wcześniej jednak próbował spalić je na taczce. Mężczyzna został skazany na 25 lat pozbawienia wolności.

Po raz trzeci Robert B. w czerwcu 2007 roku został uznany za winnego nieumyślnego spowodowania śmierci Oli Bielawskiej, w ten sposób, że zadał dziewczynce cios w tułów, po czym dziecko upadło i poniosło śmierć. Podjęto także decyzję, że włosy razem z kokardą zostaną przekazane matce dziewczynki, aby było możliwe dokonanie pochówku. Sąd był przekonany, że kłąb włosów z kokardą należą do Oli Bielawskiej.

Podczas trwania procesu osadzony nie okazał skruchy.

W filmie zatytułowanym „Przyszedł człowiek i wziął” uznał, że lata spędzone w więzieniu może wymazać z pamięci, tak jak można usunąć piosenkę z magnetofonu i nagrać inną. Robert B. opuścił więzienie w 2010 roku. Mieszkańcy na kilka dni przed opuszczeniem zakładu obawiali się o życie swoje i swoich dzieci. Nie chcieli zabójcy w swojej wsi. Rodzina skazanego Roberta B. była także tego świadoma, gdyż namawiali go do wyjazdu za granicę, do siostry. Do dziś jego losy pozostają nieznane.

Bibliografia:

  1. https://tulodz.pl/na-sygnale/co-stalo-sie-z-ola-podejrzany-cialo-rzucilem-swiniom-one-zjedza-wszystko/r8SycdKd32LE3jfWrqYx?fbclid=IwAR32is075kiRTF79oUNIT6A5L1xTmIu-sIuSt3eYSrd7M9rcG32tr7-mlWs
  2. https://wielkopolskie.naszemiasto.pl/biadaszki-mieszkancy-wsi-nie-chca-sasiada-mordercy/ar/c1-369682?fbclid=IwAR3r9FlPp_6Fkc2IKT1AW8EElbTNkefDdvDysJMQdd0CgOLuleRvlrm8ITo
  3. https://www.rp.pl/kraj/art13274061-mowia-ze-nakarmil-nia-swinie?fbclid=IwAR30nsCAyIcTznE6JpaecWzxK_4TWpTGIdQe39IYGb9PiXz_FI6s1p_wTdE
  4. Film "Przyszedł człowiek i wziął".

Autor: Jagoda Wiśniewska, wolontariuszka Fundacji Zaginieni

Zdjęcie: Klatka z filmu "Przyszedł człowiek i wziął"

Fundacja ZAGINIENI
chevron-down